Losy obywatelskich projektów ustaw

Losy obywatelskich projektów ustaw

W tej kadencji parlament uchwalił dwie regulacje wynikające z inicjatywy społecznej: obniżył wiek szkolny oraz wprowadził parytet płci na listach wyborczych. Projekty powstały z inicjatywy obywateli, pierwszy firmował Związek Nauczycielstwa Polskiego, drugi przygotowały środowiska feministyczne.

Projekt ustawy o płacy minimalnej, który kilka dni temu przedstawiciele „Solidarności” przekazali do Sejmu, to ostatnia, 15. w tej kadencji obywatelska inicjatywa ustawodawcza. Poparło ją swoimi podpisami 300 tys. osób, przypomina „Rzeczpospolita”. Projekt zakłada, że płaca minimalna ma rosnąć równomiernie ze wzrostem PKB.

W 1999 r. Sejm uchwalił ustawę o wykonywaniu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Od tego czasu 40 razy społecznym komitetom  udało się przygotować własny projekt legislacyjny i zebrać wymaganą  liczbę podpisów. Aprobatę czy wsparcie parlamentarzystów zyskało jednak tylko dziewięć.

Prawo obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej jest jedną z form demokracji bezpośredniej, a jej stosowanie ważnym przejawem prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Nie jest to instytucja powszechna w ustrojach państw europejskich. Przewidują ją np. ustawodawstwa Austrii, Włoch, Szwajcarii czy Hiszpanii – mówi dr Tomasz Zalasiński, konstytucjonalista z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. – W Polsce  znalazła swoją podstawę w art. 118 ust. 2 konstytucji, który stworzył możliwość zainicjowania postępowania prawodawczego przez grupę 100 tys. obywateli.

Obywatelskie projekty ustaw, inaczej niż wszystkie inne, przechodzą na następną kadencję Sejmu.

__

Na temat obywatelskich inicjatyw ustawodawczych pisaliśmy w „Obywatelu” 3/2007(35), tekst autora, Krzysztofa Wołodźko, dostępny na jego blogu, tututaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jest raport GUS o ubóstwie

Jest raport GUS o ubóstwie

Od lat nie zmienia się społeczna mapa zagrożenia ubóstwem w Polsce. Czynnikiem decydującym o sytuacji materialnej jednostki i jej rodziny, jest miejsce zajmowane na rynku pracy. Ubóstwem zagrożone są przede wszystkim osoby i rodziny osób bezrobotnych.

W 2010 roku w gospodarstwach domowych posiadających w swoim składzie co najmniej 1 osobę bezrobotną poniżej ustawowej granicy ubóstwa żyło ok. 16% osób, natomiast w gospodarstwach bez osób bezrobotnych – ok. 5%. Stopa ubóstwa skrajnego wynosiła odpowiednio – ok.14% i ok. 4%.

Zasięg ubóstwa jest wyraźnie zróżnicowany w zależności od grupy społecznoekonomicznej, a więc w zależności od przeważającego źródła utrzymania. W najtrudniejszej sytuacji były rodziny utrzymujące się głównie ze świadczeń społecznych innych niż emerytury i renty (stopa ubóstwa ustawowego – 36%, skrajnego – 30%).

Bardziej niż przeciętnie narażeni na ubóstwo są członkowie gospodarstw, których podstawę utrzymania stanowiły renty (ok. 10% osób – zarówno w sferze ubóstwa ustawowego, jak i skrajnego) oraz gospodarstwa rolników (ok. 12% osób poniżej tzw. ustawowej granicy ubóstwa i ok. 9% osób żyjących poniżej minimum egzystencji).

Pauperyzacji sprzyja również wykonywanie niskopłatnej pracy. Dotyczy to przede wszystkim osób o niskim poziomie wykształcenia, które pracują na stanowiskach robotniczych.

W rodzinach, których główny strumień dochodów pochodził z pracy najemnej na stanowisku robotniczym, stopa ubóstwa ustawowego wyniosła ok. 11% (wobec ok. 1,5% wśród gospodarstw utrzymujących się głównie z pracy najemnej na stanowiskach nierobotniczych), natomiast stopa ubóstwa skrajnego kształtowała się na poziomie ok. 8% (wobec ok. 1% wśród gospodarstw utrzymujących się głównie z pracy najemnej na stanowiskach nierobotniczych).

Niskie wykształcenie stało się trwałym korelatem ubóstwa, niezależnie od tego, jaką miarą biedy się posłużymy. Wyższe wykształcenie głowy gospodarstwa domowego praktycznie eliminuje gospodarstwo domowe z populacji skrajnie ubogich (ok. 0,5% osób) oraz ze sfery ubóstwa ustawowego (ok. 1% ubogich); natomiast wśród gospodarstw domowych, w których głowa gospodarstwa ukończyła co najwyżej szkołę gimnazjalną stopa ubóstwa ustawowego wynosiła ok. 17%, a stopa ubóstwa skrajnego – ok. 15%; w przypadku, gdy głowa gospodarstwa domowego posiadała wykształcenie zasadnicze zawodowe, wartości tych wskaźników wyniosły odpowiednio: 10% i ok. 7,5%.

W Polsce zagrożenie ubóstwem dzieci i młodzieży jest znacznie silniejsze niż dorosłych. W 2010 r. ok. 12% dzieci do lat 18 wchodziło w skład gospodarstw, w których poziom wydatków był niższy od ustawowej granicy ubóstwa. W gospodarstwach, których wydatki były niższe od minimum egzystencji żyło natomiast ponad 8% osób poniżej 18 roku życia. W konsekwencji w 2010 r. dzieci i młodzież do lat 18 stanowiły ok. 1/3 populacji zagrożonej skrajnym ubóstwem.

Grupę najbardziej zagrożoną ubóstwem stanowią rodziny wielodzietne. Już przy liczbie dzieci większej od 2 odsetek ubogich, niezależnie od przyjętego progu ubóstwa, przekracza przeciętną. Wśród małżeństw z co najmniej czworgiem dzieci na utrzymaniu – ok. 34% osób żyło w 2010 r. w sferze ubóstwa ustawowego i ok. 24% w sferze ubóstwa skrajnego.

Osoby z rodzin niepełnych były we względnie lepszej sytuacji niż osoby z rodzin wielodzietnych. Wskaźnik zagrożenia ubóstwem ustawowym dla rodzin niepełnych wynosił ok. 10,5%, a wskaźnik zagrożenia ubóstwem skrajnym – ok. 8%.

Do czynników zwiększających zagrożenie ubóstwem należy zaliczyć również obecność w rodzinie osób niepełnosprawnych. W najtrudniejszej sytuacji znajdują się rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi oraz te, w których głową gospodarstwa jest osoba niepełnosprawna. Wśród gospodarstw domowych, których głową jest osoba niepełnosprawna stopa ubóstwa ustawowego wynosiła w 2010 r. nieco ponad 9%, a stopa ubóstwa skrajnego nieco poniżej 9%; natomiast wśród gospodarstw domowych, w których znajdowało się przynajmniej jedno dziecko do lat 16 posiadające orzeczenie o niepełnosprawności wskaźniki te wyniosły odpowiednio – ok. 16% i ok. 12%.

Z całym raportem GUS możecie zapoznać się tutaj.

Korupcja w hipermarketach

Korupcja w hipermarketach

Z toczącego się śledztwa wiadomo, że pracownicy różnych sieci handlowych brali łapówki w zamian za „wpuszczenie” na sklepowe półki rozmaitych firm. Najczęściej chodziło o producentów napojów i alkoholi. W grę mogą wchodzić też producenci artykułów spożywczych i tytoniu.

Z ustaleń „Głosu Wielkopolskiego” wynika, że organy ścigania interesują się kilkoma hipermarketami mającymi sklepy w różnych miejscach naszego kraju. Oprócz Kauflandu chodzi m.in. o Makro czy Carrefour. Ta ostatnia sieć potwierdziła, że otrzymała już pytania od policji i właśnie je analizuje.

Choć nikt nie chce tego przyznać oficjalnie, dawanie pod stołem gotówki jest powszechne.

Kiedy chcemy wejść do jakiejś sieci, zdarza się, że musimy odczekać w kolejce, bo np. kończy się naszej konkurencji kontrakt na półkę – powiedział „GW” jeden z menadżerów dużego koncernu sprzedającego swoje produkty m.in. w sieciach handlowych. – Jesteśmy przygotowani na to, że będziemy musieli zapłacić za możliwość dostania miejsca po nich. Pieniądze dostaje osoba odpowiedzialna za kontrakty z dostawcami. Bywa też tak, że w trakcie naszych „negocjacji” konkurencja nas przebija i musimy wyłożyć więcej – dodaje menadżer.

Podpisanie umowy z kupcem nie oznacza końca płacenia pod stołem.

Jeśli chcemy, aby nasz towar był ułożony na półkach według firmowych standardów, musimy opłacić menadżera zmiany, bo tylko jego ludzie mogą to zrobić – mówi.

Istnieje także praktyka opłacania osób dokonujących zamówień. – Każdej firmie zależy na tym, aby sklepy miały jak najwięcej jej towaru w magazynie – tłumaczy, chcący zachować anonimowość kierownik regionalny firmy produkującej tytoń.

Kierownik przyznaje jednak, że niektóre sieci, świadome procederu, zabezpieczają się przed nim i poszczególne sklepy mogą zamówić tylko tyle towaru, na ile pozwoli im program wyliczający zapotrzebowanie na podstawie sprzedaży.

Kolej jest potrzebna

Kolej jest potrzebna

Potrzebujemy większego zrozumienia dla naszych spraw i problemów. Jeżeli infrastruktura kolejowa przez 20 lat ulegała degradacji, to tego stanu nie da się odwrócić w ciągu 2-3 lat. Potrzebne są pieniądze, czas i potencjał wykonawczy – mówił Zbigniew Szafrański, prezes PKP PLK, podczas wtorkowej konferencji podsumowującej cykl jego spotkań z władzami lokalnymi w każdym z województw, informuje „Portal Samorządowy”.

Chcieliśmy uświadomić możliwie szerokim kręgom odbiorców to, że infrastruktura kolejowa jest tak samo publiczna jak drogi. Wszyscy chcą, żeby pociągi były szybkie, czyste i punktualne, jednak to kosztuje. W sumie eksploatujemy 19,3 tys. km linii kolejowych. Linie, które wykonują podstawową część pracy eksploatacyjnej, liczą 11 tys. km. Pozostaje około 8 tys. km, których przyszłość zależy od regionów – wyjaśnia Szafrański.

Jego zdaniem władze samorządowe muszą występować o środki na modernizację i rewitalizację istniejących połączeń kolejowych w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych, zarówno w tej jak i przyszłej perspektywie na lata 2014-2020.

Nie tylko władze województwa, ale burmistrzowie i prezydenci miast położonych przy liniach kolejowych lub w ich okolicach są zainteresowani stanem infrastruktury kolejowej, czyli kolej jest potrzebna. Szukajmy więc środków na rewitalizację linii i przywracajmy ruch kolejowy wszędzie tam, gdzie jest to gospodarczo uzasadnione – apeluje Szafrański.

Efektem cyklu spotkań będzie lista linii kolejowych, które zdaniem PKP PLK kwalifikują się do rewitalizacji. Otrzymają ją marszałkowie województw. Spółka pracuje również nad stworzeniem listy inwestycji do dofinansowania w ramach kolejnych edycji Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko oraz środków krajowych.

Spotkania pokazały, jak bardzo ważne dla społeczności lokalnych są linie kolejowe. Społeczeństwo mówi, że potrzebuje kolei. To nasza praca na zewnątrz nad zmianą nastawienia do kolei, a w szczególności do infrastruktury kolejowej – podsumował Zbigniew Szafrański.