Ludzie kontra roboty

Ludzie kontra roboty

Foxconn, jeden z największych na świecie producentów elektroniki na zlecenie, ma zamiar zastąpić część swojej załogi robotami.

Firma produkuje sprzęt dla takich potentatów jak Apple, Acer, Intel, Cisco, HP, Dell, Nintendo, Nokia, Microsoft czy Sony. Jej fabryki znajdują się w Chinach, Polsce, Czechach, Indiach, Meksyku. Foxconn zatrudnia 1,2 miliona osób, z czego milion w Chinach.

Obecnie w fabrykach tajwańskiego giganta pracuje 10 000 robotów. Prezes firmy, Terry Gou, oświadczył, że w ciągu najbliższych trzech lat liczba tego typu urządzeń wzrośnie do miliona.

Roboty będą zajmować się najprostszymi i najbardziej powtarzalnymi czynnościami: umieszczania podzespołów elektronicznych na właściwych miejscach, pokrywanie urządzeń farbami, lakierami czy środkami zabezpieczającymi oraz zgrzewaniem podzespołów. Obecnie  większość tych czynności wykonują ludzie.

Walka klas wkracza na nowy etap?

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mniej pracy

Mniej pracy

W pierwszym półroczu w urzędach pracy było tylko 403,5 tys. ofert zatrudnienia. To o 26 proc. mniej niż przed rokiem, wynika z danych resortu pracy.

Zdaniem „Dziennika Gazety Prawnej” tak małej liczby ofert zatrudnienia nie było od 2003 r.

W tym roku urzędy otrzymały tylko 3,2 mld zł na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, czyli o 54 proc. mniej niż przed rokiem. W związku z tym brakuje środków na tworzenie subsydiowanych miejsc pracy. Od stycznia do czerwca stworzono ich zaledwie 154,1 tys., podczas gdy przed rokiem 333,3 tys.

Do mniejszej liczny ofert przyczyniła się także zmiana prawa, według którego od początku roku pracodawca musi osobiście i na piśmie składać oferty zatrudnienia w urzędzie pracy. Wcześniej wystarczył e-mail lub telefon o chęci zatrudnienia bezrobotnego.

Słabnie także koniunktura gospodarcza. – Mamy znacznie mniej niż przed rokiem ofert z firm budowlanych i transportowych, a pojawienie się oferty z przemysłu jest wielkim wydarzeniem – mówi Małgorzata Izdebska, dyrektor PUP we Włocławku.

Jeśli utrzyma się taka tendencja, stopa bezrobocia może być znacznie większa niż 10,9 proc. przewidziane w założeniach ustawy budżetowej na ten rok.

Spółdzielcza sieć handlowa: popieramy!

Spółdzielcza sieć handlowa: popieramy!

Spółdzielnie Społem z Kielc i Hajnówki wraz z Partnerskim Serwisem Detalicznym otworzyły kolejne wzorcowe supermarkety pod szyldem Gama. To już trzeci i czwarty sklep nowej, ogólnopolskiej sieci, ale jeszcze w tym roku możemy się spodziewać nawet 20 kolejnych.

Spółdzielnie z grupy PSD chętnie przystępują do nowego projektu wspólnej sieci pod jednym logo. 30 lipca otworzyliśmy sklepy Gama – „Tradycyjnie dobry wybór” w Kielcach i Hajnówce. Obie Spółdzielnie wprowadzają sieć Gama na lokalne rynki. Realizację projektu rozpoczęliśmy w czerwcu w Zakopanem, do końca roku planujemy otworzyć jeszcze około 20 placówek nowej polskiej sieci sklepów spożywczych – mówi portalowi „Dla handlu” Małgorzata Więch, członek zarządu i dyrektor ds. rozwoju PSD.

Gama to nowa sieć tworzona na bazie sklepów Społem z całego kraju, współpracujących z Partnerskim Serwisem Detalicznym. Koncepcja utworzenia sieci pod wspólnym logo zrodziła się wśród Partnerów PSD równo rok temu. Od tamtej pory spółdzielcy razem z PSD pracowali nad nazwą, znakiem i hasłem handlowym, przygotowali także kompletny projekt sieci Gama – „Tradycyjnie dobry wybór”.

Poprzez sieć Gama spółdzielcy zrzeszeni w PSD chcą zaspokajać potrzeby dotychczasowych klientów sklepów spółdzielczych, a jednocześnie wyjść z ofertą atrakcyjną dla osób młodych, które ceniąc swój czas oczekują szerokiego wyboru oraz szybkiej, kompleksowej obsługi. Gama ma się kojarzyć z bogatym asortymentem produktów świeżych i regionalnych, wygodnym rozmieszczeniem towaru, ciekawymi promocjami, profesjonalną obsługą i dogodnymi godzinami otwarcia.

Żyje się lepiej. Dyrektorom

Żyje się lepiej. Dyrektorom

Szeregowi pracownicy mają daleko do zachodniego poziomu płac, który już osiągnęli polscy dyrektorzy.

Młodszy specjalista zarobi w Niemczech średnio cztery razy więcej niż w Polsce, a w Wielkiej Brytanii może liczyć na trzykrotność swej krajowej pensji, informuje „Rzeczpospolita”. Dla dyrektora wyjazd na Zachód byłby już dużo mniej opłacalny – wynika z danych firmy doradczej Hay Group, która porównała poziom wynagrodzeń na różnych stanowiskach w Polsce i na świecie. Najnowsze badanie  wynagrodzeń wykazało, że nie tylko członkowie zarządów, ale także dyrektorzy w większych polskich firmach bez kompleksów mogą porównywać swe pensje z kolegami z zachodnich spółek.

Ci z Niemiec zarabiają wprawdzie o ponad jedną piątą więcej od Polaków, ale w przypadku menedżerów z USA różnica maleje do jednej dziesiątej, przy Anglikach zaś do ledwie 6 proc. Przekłada się to na różnice w wynagrodzeniach kadry kierowniczej i specjalistów, które u nas należą do najwyższych w świecie; przeciętna pensja dyrektora jest 8,5 razy wyższa niż płaca młodszego specjalisty, pierwszego szczebla kariery w firmie.  Co prawda różnice w polskich płacach są teraz mniejsze niż w 2009 roku, gdy menedżer wyższego szczebla zarabiał 9,2 razy tyle co szeregowy pracownik, ale spadek jest niewielki.

Mirosława Kowalczuk, kierownik zespołu badań wynagrodzeń w Hay Group, wyjaśnia, że obecny, porównywalny z Zachodem poziom płac menedżerów ukształtował się jeszcze w czasach dynamicznego rozwoju gospodarki w latach 90., kiedy brakowało u nas doświadczonych kadr kierowniczych.

Wysoki poziom wyjściowy oraz kilkuletnia dobra koniunktura gospodarcza podbiły dyrektorskie płace. W tym samym czasie, z powodu wysokiego bezrobocia, rynek pracy na niższych stanowiskach był rynkiem pracodawców, co pozwalało utrzymywać wynagrodzenia pracowników biurowych i fizycznych na niskim poziomie.