Puste garnki kipią

Puste garnki kipią

Zapraszamy do udziału w Gdańskim Szczycie Społecznym pod hasłem “O mieszkanie i godną pracę” oraz w Wielkim Marszu Pustych Garnków.

27 sierpnia w godzinach 14:00 – 19:00 w Instytucie Maszyn Przepływowych PAN przy ul. Fiszera 14 (Gdańsk-Wrzeszcz) odbędzie się debata, w ramach której przeanalizujemy niektóre z negatywnych zjawisk wpływających na sytuację lokatorów i pracowników, a także spróbujemy wspólnie zastanowić nad najskuteczniejszymi formami oporu wobec tych zjawisk oraz potencjałem, jaki stwarzają one dla budowy szerokich ruchów społecznych.

W debacie wezmą udział przedstawiciele szeregu organizacji lokatorskich i związków zawodowych, m.in. O.Z.Z. Inicjatywy Pracowniczej, Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, OPZZ Konfederacji Pracy, Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, Związku Zawodowego Górników w Polsce, Federacji Anarchistycznej oraz Grupy Inicjatywnej „NIC O NAS BEZ NAS”, którzy przedstawią krótkie prezentacje jako wstęp do dyskusji na poszczególne tematy (patrz program). Debata ma charakter otwarty – zapraszamy wszystkich do przyjścia i włączenia się do dyskusji.

Dyskusja toczyć się będzie w dwóch dwugodzinnych blokach poświęconych oddzielnie tematyce lokatorskiej i pracowniczej:

Blok lokatorski: Mieszkanie prawem, nie towarem. Czy urynkowienie mieszkalnictwa wywoła społeczny bunt?
Blok pracowniczy: Praca czasowa – wyzysk stały. O stabilności zatrudnienia w Polsce.

W przerwie pomiędzy blokami dostępny będzie ciepły wegański posiłek, natomiast po debacie odbędzie się koncert zespołu Swołoczeństwo z nowym materiałem pt. „Piosenki z gdańskiego chodnika”.

Następnego dnia, w niedzielę (28 sierpnia) o godzinie 12:00 pod Złotą Bramą rozpocznie się czwarty już Marsz Pustych Garnków przeciwko podwyżkom czynszów i antyspołecznej polityce władz Gdańska. Zapraszamy do udziału mieszkańców lokali komunalnych, jak też wszystkie inne osoby mające dość ponoszenia kosztów decyzji podejmowanych ponad głowami społeczeństwa.

1 września wchodzą w życie nowe stawki czynszowe w mieszkaniach komunalnych, które dla zdecydowanej większości najemców oznaczać będą drastyczną podwyżkę opłat, nawet o 150%. Podwyżka o takiej skali bez wątpienia stanie się przyczyną dramatu wielu rodzin, które nie będąc w stanie regulować należności popadną w długi i staną przed widmem utraty mieszkań. Przewidując zwiększoną liczbę eksmisji, władze miasta dopuszczają nawet budowę podmiejskiego osiedla kontenerowego, do którego będą wykwaterowywać dłużników. Sprzedaż zabranych lokatorom mieszkań pomoże łatać rosnącą miejską dziurę budżetową, co zdaje się być głównym celem planowanych podwyżek.Skutki polityki zadłużania miasta dziś ponosić mają najemcy mieszkań komunalnych, ale prędzej czy później dotkną one nas wszystkich.

Organizator marszu, Grupa Inicjatywna „NIC O NAS BEZ NAS” to oddolna i w pełni niezależna inicjatywa mieszkańców Gdańska. Sprzeciwiamy się drastycznym podwyżkom czynszów w mieszkaniach komunalnych i żądamy większego wpływu na decyzje zapadające w samorządzie.

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Hel(l)

Hel(l)

Półwysep Helski stał się jednym z niechlubnych przykładów do czego prowadzi agresywna turystyka, nastawiona na szybki zysk kosztem degradacji walorów przyrodniczych – alarmuje WWF Polska.

Organizacja właśnie opublikowała raport poświęcony problemowi wpływowi przemysłu turystycznego na ten rejon polskiego wybrzeża. Właściciele kempingów z Półwyspu nadal bezkarnie łamią prawo, natomiast przy aprobacie lokalnych władz dochodzi do promowania agresywnych form turystyki w miejscach, które nie powinny być celem masowych wycieczek.

Właściciele kempingów położonych na Półwyspie Helskim bezkarnie łamią prawo i niszczą środowisko. Jednym z głównych problemów przedstawionym w raporcie jest nadsypywanie piasku i rozbudowa kempingów od strony Zatoki Puckiej wbrew obowiązującym zakazom. Zmiany linii brzegowej kempingów, czyli nielegalne dosypanie terenu kosztem wód Zatoki, przy jednoczesnym niszczeniu fragmentu siedliska, dotyczy większości pól kempingowych na odcinku Władysławowo – Chałupy.

Sztuczne nadsypywanie brzegu zaczęło się pod koniec lat 90. i było uzasadniane koniecznością odbudowy brzegu zabieranego przez wody zatoki. Urząd Morski odpowiedzialny za nadzór nad pracami nie weryfikował tych informacji.

– „Ten nielegalny proceder nadsypywania terenu przy kempingach odbywa się na obszarach Natura 2000, co więcej bez kontroli i koniecznych zezwoleń” – mówi Anna Marzec z WWF Polska. – „W efekcie na terenie kempingu Ekolaguna ważne i cenne trzcinowiska zostały w całości zniszczone, a w ich miejscu sztucznie usypano plażę. Podobna sytuacja miała miejsce na innych kempingach, np. na Solarze w latach 2004-2009 usypano aż do 40 m plaży”.

Kempingi, w sezonie wakacyjnym przekraczają przyjętą pojemność osób na hektar, która została określona na 150 osób. Niezgodna z prawem jest również lokalizacja kempingów, które powinny znajdować się w odległości 20 metrów od brzegu. Łamany jest ponadto zakaz używania łodzi motorowych.

Problem kempingów nie jest nowy. Minister Środowiska Andrzej Kraszewski już w zeszłym roku podczas spotkania ministrów państw basenu Morza Bałtyckiego zapowiedział, że Polska będzie lepiej chronić wybrzeże, a problem kempingów na Półwyspie Helskim zostanie rozwiązany. Od tej deklaracji minął już rok i nic się w tej sprawie nie zmieniło, a nielegalny proceder trwa.

W konsekwencji wszystkie kempingi od lat użytkują teren znacznie większy od terenu formalnie przekazanego pod użytkowanie kempingowe w miejscowym planie zagospodarowania. Ma tu miejsce bezumowne korzystanie z gruntów skarbu państwa. Urząd Morski wydał wyłącznie nakaz usunięcie do dnia 1 maja 2010 roku płotów, wiat i innych obiektów związanych z prowadzoną działalnością kempingową z terenu poza działkami przeznaczonymi na kemping w miejscowym planie zagospodarowania. Prawie żaden z właścicieli i dzierżawców kempingów do nakazu się nie zastosował! W związku z tym, Urząd Morski postanowił odgrodzić część kempingów płotem, wytyczając granicę między działkami należącymi do skarbu państwa od zajmowanych przez kempingi. W niektórych miejscach płot został jednak przesunięty.

Inne zagrożenie dla przyrody, z przytoczonych przez autorów raportu przykładów, to propagowanie masowej turystyki na mieliźnie Ryf Mew. Ta piaszczysta łacha jest jedynym izolowanym w naturalny sposób od ludzi i infrastruktury obszarem Zatoki Gdańskiej. Ma ona olbrzymie znaczenie dla zapewnienia miejsca odpoczynku dla ptaków w czasie wiosennych i jesiennych migracji oraz dla fok. Jednak od kilku lat obserwowane jest tu niepokojące zjawisko. Przez Ryf Mew przechodzą sięgające dziś już 100 osób tzw. Marsze Śledzia. Ich organizatorzy promują w ten sposób wchodzenie na łachę, która podlega ochronie prawnej jako część siedliska o kodzie 1160. W efekcie może to doprowadzić do zniszczenia ważnej ostoi przyrody, których jest dramatycznie mało u polskich wybrzeży Bałtyku. Rezultaty „promocji” turystycznych walorów Ryfu Mew przez organizatorów Marszu Śledzia są widoczne już teraz.

– „Największym walorem Ryfu Mew jest dziś to, że pozostaje on ciągle poza zasięgiem większości turystów przebywających nad Zatoką Gdańską” – uważa dr Szymon Bzoma z Grupy Badawczej Ptaków Wodnych KULING. – „Piaszczyste wysepki i otaczające je płytkie wody stwarzają idealne warunki dla ptaków siewkowych, które od połowy lipca do końca października wykorzystują Ryf Mew jako miejsce odpoczynku i żerowania w trakcie dalekodystansowych wędrówek na zimowiska, nawet do kilkuset ptaków dziennie. Przez większą część tego okresu ptaki siewkowe nie mogą już korzystać z innych miejsc na wybrzeżu, gdyż plaże są intensywnie wykorzystywane przez turystów. W rejonie Zatoki Gdańskiej Ryf Mew jest dziś jednym z trzech ostatnich miejsc będących nadal ostojami tych ptaków, poza Ujściem Redy i Ujściem Przekopu Wisły, i jedynym nie objętym ochroną rezerwatową. Wraz ze wzrostem liczby turystów ptaki siewkowate są skutecznie wypłaszane, a sytuacja poprawia się dopiero we wrześniu. Zachowanie Ryfu Mew jako miejsca gdzie ptaki mogłyby nie niepokojone spędzać dzień jest bezwzględnie konieczne. Niestety wraz z promowaniem masowej turystyki w tym rejonie staje się to niemożliwe”.

– „Ryf Mew od wieków był wykorzystywany przez miejscowych rybaków, bez szkody dla przyrody. I to nie rybacy stanowią zagrożenie, lecz duże wycieczki, które do odwiedzenia tej piaszczystej łachy zachęcają maszerujące Śledzie, organizując przemarsz 100-osobowych grup. Skandaliczne jest również to, że organizatorzy Marszu mogą liczyć na wsparcie lokalnych władz” – dodaje Paweł Średziński z WWF Polska. – „To w interesie samorządu i jego obowiązkiem jest ochrona przyrody w rejonie Półwyspu Helskiego. Bez zachowania walorów przyrodniczych, Półwysep stanie się nieatrakcyjny. Nikt nie chce obserwować zdegradowanej przyrody”.

Raport opublikowany przez WWF przypomina też, że można pogodzić turystykę z ochroną przyrody. Wszystko zależy od właściwego planowania infrastruktury turystycznej oraz od dobrej woli władz lokalnych. Potrzebne jest zachowanie ostatnich naturalnych plaż od strony otwartego morza i Zatoki przez unikanie tworzenia w ich rejonie infrastruktury uważają autorzy raportu. Z kolei koncentrowanie atrakcji turystycznych i udogodnień powinno odbywać się w miejscach już zmienionych i zabudowanych.

Autorami raportu WWF „Przemysł turystyczny i przyroda morska na Półwyspie Helskim” są naukowcy: Jan Marcin Węsławski, Lech Kotwicki, Katarzyna Grzelak i Joanna Piwowarczyk z Instytutu Oceanologii PAN, oraz Iwona Sagan, Klaudia Nowicka i Iwona Marzejon z Katedry Geografii Ekonomicznej UG.

Cały raport, bogato ilustrowany, można pobrać pod tym adresem.

Jak wspólnie dbać o „swoje”

Jak wspólnie dbać o „swoje”

Władze lokalne holenderskiego miasta Venlo wprowadziły podatek w wysokości 1,30 euro za noc od każdego sezonowego pracownika.

Polentaks – co oznacza dosłownie podatek od Polaków – nałożono na pracodawców, zatrudniających sezonowo cudzoziemców, bez względu na ich narodowość. Jak tłumaczą urzędnicy miejscy, podatek nie ma dyskryminować polskich pracowników, tylko sprawić, by zagraniczni robotnicy również płacili na utrzymanie miasta.  Każdy, kto przebywa w mieście, korzysta przecież w równym stopniu z dróg, kanalizacji czy z interwencji policji. Z kolei każda osoba, która zatrzymuje się w hotelu lub na kempingu, opłaca podatek turystyczny. Większości sezonowych robotników udaje się go uniknąć, ponieważ mieszkają oni w ogrodach i sadach swoich pracodawców. Teraz to nie będzie możliwie, gdyż to właśnie pracodawca będzie odpowiedzialny za to, by jego pracownicy uiszczali podatek.

Polentaks nie dotyczy Polaków, którzy są zameldowani na stałe w Venlo i tu płacą podatki.

 

7 centów za T-shirt

7 centów za T-shirt

Brazylijskie władze oskarżyły koncern odzieżowy Zara o korzystanie z pracy niewolniczej. Za każdy uszyty sweter czy T-shirt pracownicy otrzymywali od 7 do 12 centów (20 do 40 groszy).

Robotnicy pracowali od 16 do 18 godzin, od poniedziałku do soboty, ściśnięci na kilku metrach kwadratowych w słabo oświetlonych mieszkaniach, w których nie ma toalet i ciepłej wody. Miesięcznie zarabiali równowartość 460 – 838 zł, podczas gdy płaca minimalna w Brazylii wynosi ok. 990 zł.

Prokuratura postawiła hiszpańskiemu koncernowi Inditex Group, do którego należy Zara, w sumie 52 zarzuty. Chodzi o złe warunki pracy i zbyt niskie pensje, które miał wypłacać pracownikom lokalny brazylijski dostawca. Wcześniej policja uwolniła z fabryki w Sao Paulo 15 robotników, w większości imigrantów z Peru, Boliwii i Paragwaju. Wszyscy przebywali w Brazylii nielegalnie.

Kierownictwo przedsiębiorstwa nie poczuwa się do winy i spycha odpowiedzialność na dostawcę. – To, że firma nie poczuwa się do winy, nie dziwi mnie. Z niewolniczej pracy korzysta dziś większość koncernów odzieżowych – mówi „Rz” Dominique Müller z organizacji Clean Clothes Campaign w Holandii.

Na liście firm korzystających dziś z tzw. sweat-shopów (sweat – z ang. pot) sporządzonej przez Międzynarodowe Forum Praw Pracowniczych (ILRF) znajdują się wciąż m.in. Ikea i Walmart, a większość z ok. 20 mln osób zatrudnionych w przemyśle odzieżowym zarabia średnio ok. 10 centów (30 groszy) na godzinę.