Mniejsze ulgi dla biednych, większe dla bogatych

Mniejsze ulgi dla biednych, większe dla bogatych

W nędzy żyje 2,2 mln Polaków. Kolejnych 6,5 mln w niedostatku. Tak wynika z danych GUS. Jak państwo im pomaga? Z raportu Centrum Analiz Ekonomicznych wynika, że zamiast wspierać najuboższych, obdarza ulgami podatkowymi głównie najbogatszych.

Centrum Analiz Ekonomicznych (CenEA) przyjrzało się decyzjom podjętym w dwóch ostatnich kadencjach parlamentu. – Czasem skutki wprowadzonych reform zdecydowanie różnią się od planowanych czy deklarowanych zmian. Chcieliśmy sprawdzić, kto zyskał na decyzjach polityków, a kto stracił – mówi dr Michał Myck, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych.

Z raportu CenEA (który w całości zostanie opublikowany 13 września) wynika, że jeszcze w 2005 r. najbiedniejsze rodziny z dziećmi dostawały od państwa średnio po 100 zł na dziecko, najbogatsi przeciętnie – od 30 do 50 zł. – Zmieniło się to wraz z wprowadzeniem podatkowej ulgi na dzieci w 2007 r. Wcześniej dominowały świadczenia, potem znacząco wzrosła rola systemu podatkowego – mówi dr Myck.

Najmocniej skorzystali na tym najzamożniejsi – wsparcie dla najbogatszych rodzin w ramach systemu podatkowego wzrosło miesięcznie z 35 zł do 138 zł na dziecko. Dla najuboższych – jedynie z 8 do 13 zł miesięcznie. Jednocześnie wzrosła całkowita pomoc państwa dla dzieci – dla biednych średnio ze 103 do 124 zł miesięcznie, a dla bogatych – z 46 do 155 zł co miesiąc.

Niewiele pomogło podniesienie wysokości świadczeń rodzinnych w 2009 r., bowiem nie zmieniono kryteriów przyznawania pomocy. Od siedmiu lat wynosi ono 504 zł na osobę. Wystarczył niewielki wzrost dochodów, żeby przestać kwalifikować się do zasiłku. – Przez to tylko nieznacznie wzrosło wsparcie dla najbiedniejszych dzieci, choć rosły koszty utrzymania – mówi dr Myck.

O ile więc jeszcze w 2005 r. państwo wydało na pomoc najuboższym rodzinom 7,7 mld zł, o tyle w 2009 r. już tylko 7,2 mld zł. – Jeśli wziąć pod uwagę inflację, to wydatki spadły realnie o jedną piątą – wylicza dr Myck. Kryterium próbowała podnieść minister pracy Jolanta Fedak. Jej projekt zablokował minister finansów Jacek Rostowski. Tłumaczył, że musi walczyć z deficytem.

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Puste garnki kipią

Puste garnki kipią

Zapraszamy do udziału w Gdańskim Szczycie Społecznym pod hasłem “O mieszkanie i godną pracę” oraz w Wielkim Marszu Pustych Garnków.

27 sierpnia w godzinach 14:00 – 19:00 w Instytucie Maszyn Przepływowych PAN przy ul. Fiszera 14 (Gdańsk-Wrzeszcz) odbędzie się debata, w ramach której przeanalizujemy niektóre z negatywnych zjawisk wpływających na sytuację lokatorów i pracowników, a także spróbujemy wspólnie zastanowić nad najskuteczniejszymi formami oporu wobec tych zjawisk oraz potencjałem, jaki stwarzają one dla budowy szerokich ruchów społecznych.

W debacie wezmą udział przedstawiciele szeregu organizacji lokatorskich i związków zawodowych, m.in. O.Z.Z. Inicjatywy Pracowniczej, Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, OPZZ Konfederacji Pracy, Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, Związku Zawodowego Górników w Polsce, Federacji Anarchistycznej oraz Grupy Inicjatywnej „NIC O NAS BEZ NAS”, którzy przedstawią krótkie prezentacje jako wstęp do dyskusji na poszczególne tematy (patrz program). Debata ma charakter otwarty – zapraszamy wszystkich do przyjścia i włączenia się do dyskusji.

Dyskusja toczyć się będzie w dwóch dwugodzinnych blokach poświęconych oddzielnie tematyce lokatorskiej i pracowniczej:

Blok lokatorski: Mieszkanie prawem, nie towarem. Czy urynkowienie mieszkalnictwa wywoła społeczny bunt?
Blok pracowniczy: Praca czasowa – wyzysk stały. O stabilności zatrudnienia w Polsce.

W przerwie pomiędzy blokami dostępny będzie ciepły wegański posiłek, natomiast po debacie odbędzie się koncert zespołu Swołoczeństwo z nowym materiałem pt. „Piosenki z gdańskiego chodnika”.

Następnego dnia, w niedzielę (28 sierpnia) o godzinie 12:00 pod Złotą Bramą rozpocznie się czwarty już Marsz Pustych Garnków przeciwko podwyżkom czynszów i antyspołecznej polityce władz Gdańska. Zapraszamy do udziału mieszkańców lokali komunalnych, jak też wszystkie inne osoby mające dość ponoszenia kosztów decyzji podejmowanych ponad głowami społeczeństwa.

1 września wchodzą w życie nowe stawki czynszowe w mieszkaniach komunalnych, które dla zdecydowanej większości najemców oznaczać będą drastyczną podwyżkę opłat, nawet o 150%. Podwyżka o takiej skali bez wątpienia stanie się przyczyną dramatu wielu rodzin, które nie będąc w stanie regulować należności popadną w długi i staną przed widmem utraty mieszkań. Przewidując zwiększoną liczbę eksmisji, władze miasta dopuszczają nawet budowę podmiejskiego osiedla kontenerowego, do którego będą wykwaterowywać dłużników. Sprzedaż zabranych lokatorom mieszkań pomoże łatać rosnącą miejską dziurę budżetową, co zdaje się być głównym celem planowanych podwyżek.Skutki polityki zadłużania miasta dziś ponosić mają najemcy mieszkań komunalnych, ale prędzej czy później dotkną one nas wszystkich.

Organizator marszu, Grupa Inicjatywna „NIC O NAS BEZ NAS” to oddolna i w pełni niezależna inicjatywa mieszkańców Gdańska. Sprzeciwiamy się drastycznym podwyżkom czynszów w mieszkaniach komunalnych i żądamy większego wpływu na decyzje zapadające w samorządzie.

 

Pytają, więc odpowiadamy

Pytają, więc odpowiadamy

Dziś o godzinie 19 w audycji Radia Łódź „Pytam, więc jestem” odbędzie się debata o GMO, w której głos zabierze redaktor „Nowego Obywatela”, Szymon Surmacz.

Tematyka GMO wróciła na pierwsze strony mediów po wczorajszym zawetowaniu przez Prezydenta ustawy o nasiennictwie. W dyskusji o stosowaniu
modyfikowanych organizmów w rolnictwie pojawia się wiele argumentów za
i przeciw. Nasze negatywne zdanie prezentowaliśmy wielokrotnie w wywiadach i artykułach Michała Sobczyka, Piotra Stankiewicza.

W dzisiejszej radiowej debacie reprezentantem „Nowego Obywatela” będzie
Szymon Surmacz, redaktor i współzałożyciel pisma, w latach 2009-2010 koordynator merytoryczny kampanii Naturalne Geny i członek polskiej delegacji na kongresie Food and
Democracy 
w 2009 r.

Serdecznie zapraszamy!

Radia Łódź można słuchać również online.

Komornicy u bram szpitali

Komornicy u bram szpitali

Zobowiązania szpitali publicznych rosną, a wraz z nimi z roku na rok przybywa coraz więcej zajęć komorniczych. Jak wynika z danych samorządu komorników, spraw prowadzonych przez nich w placówkach medycznych w 2009 roku było niecałe 2 tys., a w ubiegłym roku już o ponad 500 więcej. Tendencja wzrostowa utrzymuje się również w tym roku.

Podstawową przyczyną wzrostu zobowiązań szpitali jest niższa wartość kontraktów z NFZ. W latach 2008 – 2010 środki NFZ na leczenie szpitalne systematycznie rosły w granicach 4 – 5 proc. rocznie, zaś w tym roku wartość środków przeznaczonych na leczenie szpitalne uległa zmniejszeniu o około 10 proc. Dodatkowo, o tegoroczne kontrakty z funduszem ubiegało się znacznie więcej podmiotów prywatnych niż w latach poprzednich, co dodatkowo zmniejszyło pulę środków finansowych dostępnych dla publicznych placówek.

Obawy dostawców leków i sprzętu o płynność finansową szpitali spowodowały, że coraz częściej korzystają oni z usług komorników.

Do Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Chełmie w połowie sierpnia zgłosiło się naraz aż czterech komorników z różnych części kraju, a łączna wartość ich egzekucji przekroczyła pół miliona złotych. Szpital z dnia na dzień utracił płynność finansową. Zdaniem Roberta Lisa, dyrektora placówki, zajęcia komornicze w jego szpitalu mają związek z wejściem w życie 1 lipca ustawy o działalności leczniczej, która spowodowała panikę na rynku wierzytelności.

Nieuchronność przekształceń zadłużonych szpitali oraz możliwość ich upadłości powoduje strach wierzycieli, że nie odzyskają swoich należności – uważa Robert Lis.

W tej sytuacji trudniej niż dotychczas negocjuje się z wierzycielami oraz firmami, które zajmują się obsługą zobowiązań. Mariusz Jędrzejczak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Zgierzu, twierdzi, że wierzyciele usztywnili swoje stanowisko i niełatwo jest wynegocjować rozłożenie płatności na raty lub odroczenie spłaty długów o kilka miesięcy.

Zajęcia komornicze w placówkach medycznych często uniemożliwiają przyjmowanie pacjentów i wypłaty pensji pracownikom. Jednak zadłużone szpitale są i tak lepiej chronione przed zajęciami niż jeszcze przed rokiem. Mogą bowiem wnioskować do sądu o zmniejszenie kosztów egzekucji ich wierzytelności przez komorników.

Od czerwca 2010 r. obowiązują nowe przepisy, zgodnie z którymi szpital może wystąpić do sądu o obniżenie kosztów egzekucji komorniczej. Dzięki temu więcej środków zostanie mu na leczenie czy wypłaty. Jednak czasami zdarza się, że i to nie wystarcza. Na decyzję sądu o obniżeniu opłat zakłady opieki zdrowotnej muszą czekać nieraz nawet pół roku, a sama procedura jest czasochłonna i wymaga poniesienia przez szpital sporych nakładów na obsługę prawną.

Nie byłoby tych kosztów, gdyby marże komornicze zostały odgórnie obniżone – na co nie zgadza się samorząd komorników, który w sierpniu 2010 r., czyli zaraz po tym, jak przepisy dające szpitalom możliwość obniżenia opłat weszły w życie, zaskarżył ich prawomocność do Trybunału Konstytucyjnego.