Gospodarka cienia

Gospodarka cienia

Z danych na temat rynku pracy w 2009 roku, opublikowanych przez GUS wynika, że co dwudziesty pracownik pracuje w szarej strefie. Dla połowy z nich jest to jedyna forma zarobkowania.

Badanie dotyczy pierwszych dziewięciu miesięcy roku, kiedy mieliśmy do czynienia z wyraźnym schłodzeniem gospodarki. GUS podał, że nielegalnie pracowało niespełna 5 proc. ogółu pracujących (ponad 785 tys. osób). Była to znacząca poprawa w porównaniu do 2004 roku. Wówczas nielegalnie pracowało ponad 1,3 mln ludzi i stanowiło to 9,6 proc. wszystkich pracujących.

Analitycy GUS zwracają jednak uwagę, że nie wszyscy pracujący w szarej strefie się do tego przyznają, jak również mają tendencję do zaniżania swoich zarobków. Dodatkowo ich zdaniem gorsza kondycja gospodarki spowodowała redukcję zatrudnienia w „szarej strefie”. Najprawdopodobniej przedsiębiorcy w pierwszej kolejności rezygnowali z pracy nieformalnej, a osoby prywatne – z różnych prac ze względu na trudniejszą i niepewną  sytuację finansową swoich rodzin.

Z danych GUS, jakie urząd opublikował na początku sierpnia wynika, że udział szarej strefy w całej gospodarce dwa lata temu był wyższy niż w 2008 roku. Takie informacje GUS przedstawił w publikacji „Rachunki Narodowe według sektorów i podsektorów instytucjonalnych 2006 – 2009”.

Z analizy wynika, że po kilku latach powolnego zmniejszania się udziału gospodarki nielegalnej w PKB w 2009 roku wartość szarej strefy znowu wzrosła. W 2008 roku jej udział w tworzeniu PKB wynosił 11,8 proc., a w 2009 r. było to już 13,1 proc. Jej wartość wyniosła więc dwa lata temu ponad 170 mld zł.

Polska zajmuje 52. miejsce w rankingu Banku Światowego, który bada gospodarkę cienia. Z danych obejmujących wcześniejsze lata wynika, iż mamy ponad 28 proc. udział szarej strefy w PKB.

Gdyby dane GUS z 2009 roku przeliczyć na obecną wartość PKB, to szara strefa w Polsce wyniosłaby ok. 185 mld zł, a według metodologii banku Światowego – ok. 395 mld zł.

Gdy GUS pytał o profesje i zajęcia wykonywane „na czarno”, to najczęściej respondenci mówili o remontach i naprawach budowlano-instalacyjnych, opiece nad dzieckiem lub starszą osobą, handlu oraz pracach domowych (np. sprzątaniu). Dość często wymieniane były również korepetycje, prace ogrodniczo-rolne oraz usługi krawieckie.

Gdy zaś zapytano o to, jakie prace wykonywali pracownicy nielegalnie, to najczęściej były to „prace ogrodniczo-rolne”. Wykonywała je niemal co piąta osoba pracująca „na czarno” (19,4 proc.). Ponad 17 proc. przyznało się do prowadzenia remontów i napraw  budowlano-instalacyjnych, za które pobierało nieopodatkowane pieniądze, a ponad 12 proc – do usług sąsiedzkich.

Dla 436 tys. nielegalnych pracowników, czyli dla ponad 55,5 proc pracujących „na czarno”, było to główne zajęcie. W 2004 r. zarówno poziom tej kategorii, jak i odsetek, był wyższy i wyniósł 829 tys. osób, czyli 62,9 proc. Co trzecia osoba pracująca nielegalnie miała skończone 45 lat. Ze względu na charakter pracy większość z nich miała wykształcenie zasadnicze zawodowe. Ale ponad 100 tys. to osoby z wyższym wykształceniem.

Przeciętny dochód miesięczny z pracy nierejestrowanej wyniósł 779 zł i był wyższy dla mężczyzn – 892 zł niż kobiet – 559 zł (minimalna płaca netto w 2009 roku wynosiła ok. 954 zł).

Najwyższe dochody otrzymywali ludzie młodzi 25-34 lat – 906 zł, najniższe starsi, ponad 60-letni – 359 zł.

Dla ponad 62 proc. osób, dla których praca na czarno to jedyne zajęcie, dochody z niej stanowiły więcej niż trzy czwarte środków, jakimi dysponowali. Dla tych, dla których było to zajęcie dodatkowe i doraźne, dochody stanowiły kilkanaście czy kilka procent.

Źródło: rp.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Niepełnosprawni mają coraz gorzej

Niepełnosprawni mają coraz gorzej

W ubiegłym roku więcej zakładów pracy chronionej (ZPChr) niż rok wcześniej nie przestrzegało przepisów dotyczących zatrudniania osób niepełnosprawnych.

Tak wynika z danych Państwowej Inspekcji Pracy, która skontrolowała ponad 2,3 tys. zakładów zatrudniających 104 tys. osób niepełnosprawnych. W ten sposób, zdaniem PIP, pracodawcy starają się obniżać koszty działalności. Ci skarżą się natomiast na brak pieniędzy i skomplikowane przepisy.

Najwięcej nieprawidłowości wykrytych przez inspektorów pracy było związanych z przystosowaniem obiektów i pomieszczeń do potrzeb niepełnosprawnych pracowników. Osoby niepełnosprawne obsługiwały też maszyny niewyposażone w urządzenia ochronne.

Brak właściwych zabezpieczeń oraz odpowiedniego oprzyrządowania stwierdziliśmy w 52 badanych ZPChr. Rok wcześniej było ich 29 – mówi Kamil Kałużny, starszy inspektor Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi.

Ponadto w ubiegłym roku wzrósł odsetek ZPChr, w których nie przestrzegano przepisów z zakresu prawa pracy. Niektóre nie prowadziły ewidencji czasu pracy lub robiły to w sposób nierzetelny. W 13 proc. skontrolowanych firmach inspektorzy stwierdzili pracę w godzinach nadliczbowych. Dla porównania w 2009 roku odsetek ten sięgał 5 proc. Co więcej inspektorzy wykryli też przypadki zatrudnienia w czasie pracy przekraczającym obowiązujący wymiar dobowy i tygodniowy (7 godzin na dobę i 35 godz. tygodniowo) oraz pracę w porze nocnej, bez zgody lekarza.

Nasze kontrole wykazały też nieudzielanie w terminie przysługujących urlopów wypoczynkowych oraz nieterminowe wypłacanie wynagrodzenia za pracę – mówi Krzysztof Sudoł, zastępca okręgowego inspektora pracy w Lublinie.

Kamil Kałużny zwraca uwagę, że pracodawcy, u których wykryto nieprawidłowości, często tłumaczą się trudną sytuacją ekonomiczną. To powoduje, że szukając oszczędności, zmniejszają nakłady na bezpieczeństwo i higienę pracy swoich pracowników.

Wysokość wsparcia, które otrzymujemy z PFRON, nie rekompensuje podwyższonych kosztów zatrudnienia niepełnosprawnych pracowników – mówi Zbigniew Gulgowski, prezes Spółdzielni Inwalidów Pomorzanka w Starogardzie Gdańskim.

Dodaje, że w następnych latach sytuacja będzie jeszcze trudniejsza, bo od 2012 r. będzie stopniowo zmniejszana wysokość dopłat do pensji osób z lekkim i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności.

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Niebezpieczne plany komisji „Przyjazne państwo”

Niebezpieczne plany komisji „Przyjazne państwo”

Przygotowana w komisji „Przyjazne państwo” ustawa o redukcji obowiązków dla obywateli i przedsiębiorców pogorszy bezpieczeństwo pracy w przedsiębiorstwach i jest niezgodna z prawem UE. „Solidarność” skierowała apel w sprawie ich zmiany do wszystkich klubów parlamentarnych.

Związkowców niepokoi przede wszystkim projektowana nowelizacja art. 213 kodeksu pracy, która polega na wyeliminowaniu konieczności pozytywnej weryfikacji przez rzeczoznawców do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy budowy lub przebudowy obiektu budowlanego, w którym planuje się pomieszczenia pracy. Opinię Związku popierają również: Centralny Instytut Ochrony Pracy, Instytut Medycyny Pracy, Państwowa Inspekcja Pracy oraz pracodawcy z KPP Lewiatan.

– „To złe rozwiązanie dla pracowników, które dodatkowo psuje cały system ochrony pracy w Polsce i jest niezgodne z prawem Unii Europejskiej” – mówi Iwona Pawlaczyk, ekspert ds. ochrony środowiska pracy KK NSZZ „Solidarność”. Zgodnie z dyrektywą ramową UE w sprawie wprowadzenie środków w celu poprawy bezpieczeństwa i zdrowia pracowników w miejscu pracy, kraje członkowskie nie mogą pogarszać osiągniętego u siebie stanu bezpieczeństwa pracy. Tymczasem projektowana w komisji „Przyjazne państwo” zmiana stanowi poważną lukę w działającym w Polsce systemie ochrony pracy i prowadzi do obniżenia poziomu bezpieczeństwa.

Zdaniem specjalistów ds. bezpieczeństwa pracy, po zmianie prawa powstanie sytuacja, w wyniku której na etapie zatwierdzania projektu obiektu budowlanego, w którym przewiduje się pomieszczenia pracy, jak również po zakończeniu jego budowy, nie będzie żadnej kontroli spełnienia wymagań bhp przez obiekt i znajdujące się w nim instalacje techniczne. Dodatkowo niedawno weszła w życie nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, która spowodowała zniesienie obowiązku informowania PIP o zakończeniu budowy obiektu budowlanego i zamiarze przystąpienia do jego użytkowania. Dotychczas od momentu projektu do oddania budynku do użytkowania był nadzór odpowiednich służb. Teraz takiego obowiązku nie będzie. – „W przypadku obiektów budowanych pod wynajem, żadne standardy bhp nie będą wymagane” – stwierdza Iwona Pawlaczyk. – „Natomiast skala zjawiska nieprawidłowości występujących podczas budowy lub przebudowy obiektów budowlanych jest duża, na co wskazują kontrole Państwowej Inspekcji Pracy” – dodaje.

________________

Dział Informacji Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

Uwaga! Nadchodzą obietnice!

Uwaga! Nadchodzą obietnice!

„Wzywamy rząd do podjęcia uczciwego dialogu i rzeczywistych, a nie wirtualnych działań” – czytamy w wydanym przez OPZZ oświadczeniu w sprawie rządowego raportu „Młodzi 2011”.

Michał Boni, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów w rządzie Donalda Tuska, przedstawił wczoraj przedwyborczą analizę młodego pokolenia w raporcie „Młodzi 2011”. Dokument potwierdza katastrofalną i patogenną sytuację na rynku pracy, zwłaszcza w kontekście młodych ludzi (czyli tych w przedziale wiekowym 18-34), którzy stanowią ponad 50% bezrobotnych. Brak możliwości podjęcia pierwszej pracy i – długotrwałość pozostawania bez pracy młodych ludzi, skutkuje psychicznym wykluczeniem z rynku pracy całego pokolenia oraz emigracją dużej jego części. Zatrudnianie ludzi młodych przede wszystkim na tzw. umowach śmieciowych i na najniższych stawkach ogranicza ich możliwości kredytowe, co powoduje brak stabilizacji zawodowej, a co za tym idzie również życiowej, a w skali państwa ma to konsekwencje w ograniczeniu konsumpcji i rynku wewnętrznego.

OPZZ stoi na stanowisku, że gdyby rząd Donalda Tuska od czterech lat prowadził uczciwy dialog społeczny, reagował na opinie i stanowiska przedstawiane przez partnerów społecznych, to dziś skala problemu byłaby znacznie mniejsza i niepotrzebne byłoby wydawanie niemałych pieniędzy na publikowanie kolejnych raportów i odkrywanie tego, co dobrze znane jest od co najmniej dwudziestu lat.

Związkowcy przypominają te działania rządu, które przyczyniły się do katastrofalnej sytuacji młodych, czyli m.in. ograniczenie obowiązywania Kodeksu pracy w tzw. pakiecie Szejnfelda, później w propozycjach sejmowej Komisji „Przyjazne Państwo” Palikota czy w trakcie rozmów nad „pakietem antykryzysowym”.

W oświadczeniu czytamy: Na farsę zakrawa fakt, że w raporcie pojawiają się rekomendacje jak poprawić trudną sytuację na rynku pracy młodych Polaków a jednocześnie rząd bez mrugnięcia okiem tnie o 70 procent wydatki na aktywne polityki rynku pracy. Minęły cztery lata rządów PO-PSL i próżno jest szukać efektów na rynku pracy. Uważamy, że za istniejący stan rzeczy ponosi odpowiedzialność wiele resortów, ale również Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, które nie prowadziło na rynku pracy aktywnej polityki w zakresie np. doradztwa zawodowego, stabilniejszego zatrudnienia, ochrony zatrudnienia czy ograniczania patologicznych form zatrudnienia.

Podobnie jak wielu innych komentatorów, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uważa opublikowanie raportu „Młodzi 2011” na kilka dni przed wyborami, po czterech latach sprawowania władzy, za element kampanii wyborczej.