Niechlubny rekord

Niechlubny rekord

Co trzeci zatrudniony na etacie pracuje na podstawie umowy czasowej, którą można rozwiązać niemal z dnia na dzień. To blisko 3,4 mln ludzi. Z najnowszych danych GUS wynika, że Polska jest unijnym rekordzistą, jeżeli chodzi o liczbę osób pozbawionych stabilnych etatów.

W II kwartale umowę o pracę na czas określony miało ponad 27 proc. pracowników najemnych – wynika z badań aktywności ekonomicznej ludności (BAEL). Ich liczba wzrosła w ciągu roku o 33 tys. W UE udział pracowników z umowami terminowymi wynosi średnio 14 proc, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Ogromna rzesza zatrudnionych na czas określony może przynosić gospodarce straty. Pracownicy nie czują się związani z firmą. Umowy na czas określony sprawiają też, że praca jest niestabilna, gorzej płatna i mniej rozwojowa. Taki kontrakt można rozwiązać bez podawania przyczyny, zwykle za dwutygodniowym wypowiedzeniem. Zatrudnieni na tego rodzaju zasadach mają również problemy z otrzymaniem kredytu na mieszkanie.

Międzynarodowy rynek pracy zmierza w kierunku coraz mniejszego związania pracownika z firmą – twierdzi Karolina Sędzimir, ekspert rynku pracy w PKO BP. Jej zdaniem umowy na czas określony związane są w dużej części z sezonowością prac w wielu branżach – między innymi w handlu, turystyce i budownictwie. Szybko przybywa ich także w przemyśle czy usługach. A ich kariera wiąże się między innymi z tym, że są tańsze i wygodniejsze dla pracodawców, bo na przykład ich wypowiedzenie trwa tylko dwa tygodnie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Europa solidarna (w szaleństwie)

Europa solidarna (w szaleństwie)

Aż 165 mln Europejczyków, czyli 38 proc. populacji naszego kontynentu, każdego roku cierpi na zaburzenia psychiczne i choroby mózgu, takie jak depresja, napady lęku, bezsenność czy demencja – czytamy w opublikowanym wczoraj raporcie  European College of Neuropsychopharmacology (ENCP).

Zwiększa się zachorowalność na zaburzenia psychiczne, bo coraz więcej osób nie wytrzymuje szybkiego tempa życia, ale też przestaliśmy się wstydzić tego, że przeżywamy jakieś trudności natury psychicznej – komentuje wyniki badania Dr Bohdan Woronowicz z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Tylko jedna trzecia dotkniętych zaburzeniami osób korzysta z pomocy specjalisty i zażywa leki. Specjaliści dodają, że wiele spośród tych osób zgłasza się po pomoc z wieloletnim opóźnieniem. – Zmniejszenie luki chorych, którzy się nie leczą, to najważniejsze przed nami zadanie – podkreśla prof. Hans Ulrich Wittchen, szef Instytutu Psychiatrii i Psychologii uniwersytetu w Dreźnie, główny autor raportu.

Raportem objęto 514 mln osób z 30 krajów, w tym 27 państw Unii Europejskiej oraz Szwajcarii, Norwegii i Islandii. Jest on znacznie bardziej obszerny niż ten, który opublikowano w 2005 roku. Wtedy zbadano stan psychiczny 301 mln obywateli Unii Europejskiej. Wówczas stwierdzono, że na zaburzenia psychiczne cierpiało 27 proc. Europejczyków.

Autorzy najnowszego raportu zastrzegają się, że nie można porównywać obydwu opracowań. Przede wszystkim nie wynika z nich, że w okresie zaledwie kilku lat gwałtownie zwiększyła się liczba zaburzeń psychicznych na naszym kontynencie.

W nowym opracowaniu uwzględniliśmy prawie 100 zaburzeń, oprócz lęków i depresji także schizofrenię i uzależnienie od alkoholu, a także choroby mózgu, takie jak epilepsja, demencja, choroba Parkinsona oraz stwardnienie rozsiane – wyjaśnia prof. Wittchen.

Prognozy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) są bardzo niepokojące. Przewiduje ona, że w 2020 roku depresja będzie na świecie drugą najbardziej kosztowną społecznie chorobą po chorobach nowotworowych.

W raporcie z 2005 roku wyliczono, że choroby psychiczne i choroby mózgu w Unii Europejskiej pochłaniają co roku 386 mln ero. Podobnych wyliczeń nie przedstawiono w najnowszym opracowaniu, ale prof. Wittchen ocenił, że teraz są one „znacząco wyższe”.

Jego zdaniem, koszty związane z tymi chorobami nadal będą rosły, jeśli nie będą wcześnie wykrywane, w okresie kiedy łatwiej je leczyć i można jeszcze zapobiec rozwinięciu się poważniejszych objawów. – Wiele chorób psychicznych rozwija się w okresie młodości, jest zatem dość dużo czasu, by je zdiagnozować rozpocząć odpowiednią terapię – podkreśla prof. Wittchen.

Za: http://www.polskieradio.pl/23/266/Artykul/432634,Plaga-chorob-psychicznych-w-Europie

Żłobek to nie firma

Żłobek to nie firma

Federacja Anarchistyczna s. Poznań, Związek Zawodowy „Inicjatywa Pracownicza” wraz ze Stowarzyszeniem „My Poznaniacy” oraz Stowarzyszeniem Kobiet „Konsola” złożyli na ręce radnych Poznania „Uwagi do Poznańskiego Programu Opieki nad dziećmi do lat 3 na lata 2011-2016” w ramach konsultacji społecznych prowadzonych przez Wydział Zdrowia Urzędu Miasta Poznania.

Liczne krytyczne uwagi do „Programu…”, który zakłada wysokie podwyżki (o 175 zł) oraz prywatyzację żłobków publicznych udowadniają, że program ten nie ma społecznej akceptacji. Autorzy i autorki uwag wyrażają sprzeciw wobec polityki władz miasta nie traktującej braku miejsc w żłobkach jako problemu priorytetowego (mimo braku w Poznaniu ponad 1 600 miejsc) oraz twierdzą, że fundusze na nowe miejsca w żłobkach należy w pierwszej kolejności pozyskać z ogólnomiejskiego budżetu, a nie sięgać do kieszeni rodziców obecnie wysyłających dzieci do żłobków publicznych.

Oburzający jest również plan prywatyzacji żłobków, który uzasadnia się dostosowaniem do „warunków gospodarki rynkowej”. Stoi za nim bowiem neoliberalne przekonanie, że instytucje publiczne, w tym placówki opiekuńczo-wychowawcze, mają przynosić zyski. W „Uwagach…” czytamy jednak, że „praktyka pokazuje, że wymogi „warunków gospodarki rynkowej” są w Poznaniu stosowane wybiórczo: przykładowo, Stadionu Miejskiego w Poznaniu nie zbudowano na zasadach gospodarki rynkowej, otrzymał on bowiem finansowanie z budżetu ogólnomiejskiego, w wysokości umożliwiającej wybudowanie setek publicznych żłobków.”.

Autorzy i autorki żądają: wstrzymania podwyżek opłat za żłobki; stworzenia alternatywnego programu opieki nad dziećmi do lat 3, nie zakładającego podwyżek; konsultowania go z mieszkańcami; utworzenia nowych miejsc w żłobkach publicznych. Dostęp do żłobków nie jest dobrem luksusowym, lecz prawem rodziców i obowiązkiem gminy.

Podwyżki opłat w publicznych żłobkach o 175 zł miesięcznie spowodują, że wielu rodziców, zwłaszcza samotnych, po prostu nie będzie stać na wysłanie do nich dzieci. Ograniczony dostęp do publicznych żłobków wyklucza część rodziców (w dużej mierze kobiety) z rynku pracy skazując ich niejednokrotnie na bezrobocie lub niskopłatne i niestabilne prace dorywcze wykonywane często w niepełnym wymiarze czasu pracy. Szczególnie niekorzystnie wpływa to na położenie gorzej usytuowanych gospodarstw domowych, których możliwości uzyskania dochodów z pracy zostają dodatkowo zawężone.

Za: http://m.rozbrat.org/informacje/poznan/2675-apel-do-radnych-przeciwko-prywatyzacji-i-podwyzkom-w-zlobkach

Kaskada podwyżek

Kaskada podwyżek

Sierpniową podwyżką cen biletów Koleje Mazowieckie umocniły swoją pozycję najdroższego przewoźnika regionalnego w Polsce. Na Mazowszu za podróże koleją płaci się już nawet ponad dwa razy drożej niż w innych województwach

Sierpc, miasto powiatowe na północnym-zachodzie województwa mazowieckiego. 32 km na wschód od Sierpca leży Raciąż, 33 km na zachód – Lipno. Bilet kolejowy z Sierpca do Raciąża kosztuje 10,60 zł, natomiast bilet z Sierpca do Lipna – mimo niemal identycznej odległości – kosztuje prawie o połowę taniej: 5,50 zł.

Ta drastyczna różnica w cenach biletów wynika z tego, że każdy z odcinków obsługiwany jest przez innego przewoźnika: z Sierpca do Lipna kursują pociągi spółki Arriva Rail Polska, natomiast między Sierpcem i Raciążem jeżdżą Koleje Mazowieckie, które spośród wszystkich polskich przewoźników kolejowych najczęściej podnoszą ceny biletów.

Podwyżki po mazowiecku

Podwyżka cen biletów, czyli de facto sięgnięcie do kieszeni pasażera w celu zwiększenia przychodów spółki, jest rozwiązaniem ostatecznym, stosowanym w sytuacjach krytycznych, kiedy inne rozwiązania decydujące o stabilności finansowej przewoźnika nie przyniosą pożądanych efektów – mówi dwumiesięcznikowi „Z Biegiem Szyn” Anna Groszyk-Książak z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.

Tyle tylko, że po to „rozwiązanie ostateczne, stosowane w sytuacjach krytycznych” Koleje Mazowieckie sięgają przynajmniej raz do roku. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat bilety mazowieckiego przewoźnika drożały aż sześciokrotnie: w kwietniu 2007 r., w lipcu 2008 r., w marcu 2009 r., w marcu 2010 r., w styczniu 2011 r. i ostatnio w sierpniu 2011 r. W wyniku tej kaskady podwyżek 30-kilometrowa podróż Kolejami Mazowieckimi zdrożała z 5,70 zł do 9,40 zł, a więc aż o 65% (dla porównania, inflacja od początku 2007 r. do połowy 2011 r. wyniosła niespełna 17%; dane GUS).

Samorządowi urzędnicy twierdzą jednak, że gdyby zrezygnowano z podwyżek cen biletów, wówczas konieczne stałoby się cięcie połączeń: – Innym sposobem na zbilansowanie rachunku ekonomicznego spółki mogło być ograniczenie pracy eksploatacyjnej równoznaczne z odwołaniem części pociągów – mówi Anna Groszyk-Książak. – Efektem tego byłby widoczny spadek wpływów ze sprzedaży biletów i w dalszym ciągu mielibyśmy do czynienia z deficytem w rachunku ekonomicznym przewoźnika.

Podróż za jeden tysiąc

Na Mazowszu 10-kilometrowy przejazd pociągiem kosztuje 5,20 zł. Tymczasem w regionach obsługiwanych przez Przewozy Regionalne, Koleje Dolnośląskie oraz Koleje Wielkopolskie za podróż na odległość 10 km płaci się 3,70 zł, w pociągach SKM Trójmiasto – 3,40 zł, a w składach Arriva Rail Polska – 2,50 zł, czyli ponad połowę taniej niż na Mazowszu!

Regionalne różnice w cenach biletów kolejowych przestały być symboliczne. Dotyczy to także biletów okresowych. Miesięczny bilet na 50-kilometrową trasę kosztuje w Kolejach Mazowieckich 254 zł, w Przewozach Regionalnych, Kolejach Dolnośląskich i Kolejach Wielkopolskich – 245 zł, w pociągach Arriva Rail Polska – 231 zł, a w trójmiejskiej Szybkiej Kolei Miejskiej – 163 zł.

Przy dojazdach na odległość 50 km pasażer Kolei Mazowieckich w skali roku wydaje na bilety miesięczne aż o 1092 zł więcej niż podróżny trójmiejskiej SKM (pociągi tej spółki obsługują trasę Tczew – Pruszcz Gdański – Gdańsk – Sopot – Gdynia – Rumia – Reda – Wejherowo – Lębork – Słupsk).

Koleje Mazowieckie – spośród wszystkich przewoźników regionalnych – sprzedają najdroższe bilety miesięczne we wszystkich segmentach odległościowych do 70 km, czyli w relacjach, w których najczęściej podróżuje się z biletami okresowymi.

Taryfa samorządowa

W segmencie biletów jednorazowych Koleje Mazowieckie droższe są od wszystkich pozostałych przewoźników regionalnych – zarówno od spółki prowadzącej działalność na większą skalę (Przewozy Regionalne), jak i mniejszych operatorów: SKM Trójmiasto, Koleje Dolnośląskie, Koleje Wielkopolskie oraz Arriva Rail Polska.

Cechująca się najniższymi cenami biletów jednorazowych taryfa stosowana przez spółkę Arriva Rail Polska została ukształtowana nie przez przewoźnika, lecz przez miejscowego organizatora przewozów, czyli samorząd województwa kujawsko-pomorskiego. To jedyny taki przypadek na polskiej kolei. – Nie trzeba nikogo przekonywać, że ceny biletów mają istotny wpływ na wybór przez podróżnych środka transportu oraz ogólnie na dostępność transportową – mówi „Z Biegiem Szyn” Przemysław Mazur z departamentu transportu publicznego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego. – Województwo dotując przewozy stawia sobie za cel zapewnienie bezpiecznych, sprawnych i charakteryzujących się wysoką jakością usług transportu pasażerskiego, ale przy uwzględnieniu czynników społecznych oraz rozwoju regionalnego. Tak więc naturalną konsekwencją jest bezpośrednie kształtowanie taryf przewozowych przez województwo.

Poskromić podwyżki

Założeniem wprowadzonej w grudniu 2010 r. Taryfy Kujawsko-Pomorskiej było nie tylko obniżenie cen biletów kolejowych, ale także wprowadzenie konkurencyjnych stawek wobec przewoźników autobusowych. Choć taryfa została stworzona przez samorząd, to wpływy z biletów trafiają do przewoźnika. Dlatego samorząd województwa kujawsko-pomorskiego stworzył instrumenty powstrzymujące niekontrolowany wzrost cen biletów kolejowych. Po pierwsze, podwyżki taryfy nie mogą przekroczyć wskaźnika inflacji publikowanego przez GUS. Po drugie, ewentualne podwyżki nie mogą być wprowadzane w dowolnym momencie roku, lecz jedynie 1 stycznia.

Władze województwa kujawsko-Pomorskiego dostrzegają już pierwsze efekty wprowadzenia samorządowej taryfy: – W ostatnich latach obserwowaliśmy spadek ilości podróżnych. Ale wydaje się, że udało się zatrzymać, a nawet odwrócić ten trend. Na linii Toruń – Kwidzyn obserwujemy wzrost liczby podróżnych o 8,64%. Na linii Bydgoszcz – Tuchola wzrost wyniósł 0,45% – mówi Przemysław Mazur.

Na Mazowszu urzędnicy pozostają sceptyczni wobec koncepcji kształtowania kolejowej taryfy przewozowej nie przez przewoźnika, lecz przez samorząd województwa: – Samorząd województwa mazowieckiego, będąc 100-procentowym udziałowcem spółki Koleje Mazowieckie, ma prawo decydować o kierunkach rozwoju firmy, inwestycjach, a także o kształcie taryfy przewozowej określającej wysokość cen biletów. Z tego punktu widzenia nie ma znaczenia, kto wprowadza taryfę przewozową – mówi Anna Groszyk-Książak z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.

Karol Trammer

Przedruk za: „Z Biegiem Szyn” nr 55, wrzesień-październik 2011 (www.zbs.net.pl)