Palą pomosty

Palą pomosty

Tylko w ciągu sześciu miesięcy tego roku firmy zlikwidowały kilka tysięcy stanowisk, na których była wykonywana praca w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze. To zła informacja, bo pracując na nich nabywa się prawo do emerytury pomostowej.

Wielu pracodawców się skarży, że muszą płacić składki na emerytury pomostowe za pracowników, którzy nigdy nie uzyskają do nich prawa – mówi Krzysztof Pater, ekspert ubezpieczeniowy, były minister polityki społecznej.

Jednak ustawodawca, wprowadzając ten obowiązek, chciał chronić te osoby przed nieuzasadnioną zmianą charakteru stanowiska. Okazuje się, że ten sposób okazał się nieskuteczny.

Także zatrudnieni nie są zadowoleni z obowiązujących przepisów. Problemy mają ci, których pracodawca nie wpisał do ewidencji pracowników wykonujących prace w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze, o której mowa w art. 41 ust. 4 pkt 2 ustawy z 19 grudnia 2008 r. o emeryturach pomostowych (Dz.U. nr 237, poz. 1656 z późn. zm.). Osoby te mają prawo złożyć do PIP wniosek o wpisanie ich do tych wykazów. Z danych przekazanych przez inspekcje wynika, że do końca czerwca tego roku złożono 3620 takich skarg. Spośród ogólnej liczby spraw 925 zostało zakończonych decyzją nakazującą wpis do ewidencji. Natomiast w 2438 przypadkach byly one negatywne dla pracowników. W sumie wniesiono 1313 odwołań.

Takie decyzje dowodzą, że inspekcja pracy nie chroni pracownika. Decyzje są wydawane na podstawie badań przedstawionych przez pracodawców zainteresowanych utrzymywaniem jak najmniejszej liczby stanowisk w firmie – mówi Andrzej Strębski, ekspert Zespołu Polityki Społecznej, Ubezpieczeń i Rynku Pracy OPZZ.

Wskazuje, że zdarzają się przypadki, że inspekcja nawet nie sprawdza na miejscu, jakie są faktyczne warunki pracy.

Ten zarzut potwierdzają wyroki wojewódzkich sądów administracyjnych. Z uzasadnień do nich często wynika, że PIP ustaliła stan faktyczny w firmie, ale tylko pod względem teoretycznym, oderwanym od rzeczywistych warunków pracy. Tak uznał m.in. 24 maja 2011 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu (sygn.akt II SA/ OP 3/11).

Pracownicy krytykują zasady ustalania zagrożeń występujących na konkretnym stanowisku pracy. Ich zdaniem takie badanie powinno być przeprowadzone w sposób gwarantujący rzetelny wynik.

Pracodawcy powinni je zlecać akredytowanym laboratoriom badającym środowisko pracy – mówi Barbara Krzyśków z Zakładu Zarządzania Bezpieczeństwem i Higieną Pracy CIOP-PIB.

Ze względu na fakt, że w przypadkach spornych pracodawcy nie chcieli przeprowadzać takich badań, ustawa z 9 czerwca 2011 r. o zmianie ustawy o PIP oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. 142, poz. 829) wprowadziła w art. 11 pkt 6a nowe uprawnienie inspektora pracy. W przypadku stwierdzenia braku badań i pomiarów odpowiednich czynników może on nakazać przedsiębiorcy ich wykonania. Firma musi za nie zapłacić. Ponieważ nowy przepis obowiązuje od 8 sierpnia, zdaniem inspekcji nie można jeszcze sprawdzić, jak on działa w praktyce.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polskie partie: dla dobra najbogatszych

Polskie partie: dla dobra najbogatszych

Na zmianach w polityce podatkowej i społecznej wprowadzonych za rządów PiS i PO najmniej skorzystali najbiedniejsi, najwięcej najbogatsi. To wnioski z raportu wyborczego Centrum Analiz Ekonomicznych.

CenEA przyjrzała się, kto zyskał, a kto stracił na zmianach w systemie podatkowym i pomocy społecznej wprowadzonych za rządów koalicji PiS-Samoobrona-LPR i PO-PSL, informuje portal „wyborcza.biz”.

Na zmianach przeprowadzonych w latach 2006-11 zdecydowanie najlepiej wyszli najbogatsi. Ich dochody zwiększyły się średnio o 9,4 proc., czyli prawie o 800 zł miesięcznie, głównie dzięki obniżce podatków, składki rentowej i wprowadzeniu ulgi podatkowej na dzieci.

Znacznie mniej zyskali najubożsi: przeciętnie 5,8 proc., czyli ok. 50 zł miesięcznie. Bo choć wysokość świadczeń socjalnych rosła, to progi dochodowe uprawniające do pomocy od państwa były zamrożone. Nie podniósł ich ani PiS, ani PO. Stąd liczba dzieci dostających zasiłek rodzinny spadła w sześć lat o 18 proc.

Za rządów PiS korzyści z przeprowadzanych zmian rozkładały się względnie równomiernie. Na obniżce składek ZUS, wprowadzeniu ulgi na dzieci i zmianach w pomocy społecznej najbogatsi zyskali 3 proc., a reszta społeczeństwa po ponad 4 proc.

Jednak i tu widać cienie. Zmiany w systemie podatkowym i pomocy społecznej wprowadzone za rządów PiS nie przyniosły korzyści emerytom. Zdecydowana większość środków przeznaczonych na ulgę podatkową na dzieci trafiła do rodzin zamożnych, twierdzi dr Michał Myck, szef CenEA, współautor raportu.

Różnice zaczęły rosnąć zdecydowanie za rządów Platformy. Liczba dzieci dostających zasiłek rodzinny spadła o ok. 620 tys., bo nie rosły progi uprawniające do dostania go.

Na reformie podatkowej (uchwalonej jeszcze za PiS, ale popartej przez PO) zyskali głównie najbogatsi, przeciętnie 550 zł miesięcznie.

Ani PiS, ani PO nie zniosły też podatku Belki, choć obie partie obiecywały to w czasie kampanii wyborczych w 2005 i 2007 r.

Primum Non Nocere do Komitetów Wyborczych

Primum Non Nocere do Komitetów Wyborczych

18 września obradował Kongres Stowarzyszenia Primum Non Nocere.
Kongres źle ocenił sytuację poszkodowanych w wyniku błędów i wypadków medycznych i funkcjonowanie ostatnio powołanych instytucji dla pomocy poszkodowanym.

Kongres apeluje do Komitetów Wyborczych o przedstawienie swoich projektów działań w tym zakresie.

1/ W 2009 r. powołana została instytucja Rzecznika Praw Pacjenta.
2/ Od przyszłego roku zaczną działać komisje do orzekania o prawie do odszkodowań za tzw. zdarzenia medyczne (termin pojawił się w ustawie, by nie urazić środowiska lekarskiego pisaniem o szkodach przy leczeniu);

Ustawy sprawiają wrażenie realizacji postulatów Stowarzyszenia, ale jest to pozór. Powołane instytucje są w nazwach zbliżone do tego, co postulowaliśmy, lecz zasady działania niestety są inne. Nadal też nie wprowadzono programu pomocy dla osób poszkodowanych w wyniku błędów i wypadków medycznych.

Urzędy Rzeczników dla poszczególnych grup społecznych, powinny być tworzone po to, by obywatel, jeśli znajdzie się w konflikcie z przedstawicielem silnej korporacji czy instytucji, mógł otrzymać pomoc w dochodzeniu swoich praw. Tak działa urząd Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Konsumenta, czy Ubezpieczonego. Tak też powinien działać urząd Rzecznika Praw Pacjenta. Rzeczywistość jest jednak inna.

Rzecznik, jak niegdyś z ministerstwa zdrowia, tak obecnie z własnego urzędu, bez podjęcia działań wyjaśniających, przesyła skargi poszkodowanych do korporacji lekarskiej, celem „załatwienia zgodnie z właściwościami” (na podstawie sprawozdania za 2009 r ).
Statystyka działania Izb wygląda następująco: co roku do Izb Lekarskich trafia 2-3 tys. skarg. W tym okresie uprawomocnia się mniej niż 200 orzeczeń uznających winę lekarza. Ponad 90 % korporacyjnych postępowań kończy się umorzeniem czy uniewinnieniem lekarza. Wyroki oddalające skargi są często wyrokami na poszkodowanych, bo tą drogą chorych czy okaleczonych
ludzi pozbawia się prawa żądania naprawy tego, co im zrobiono.
Rzecznik, który powinien chronić poszkodowanych przed nadmierną władzą i patologicznym solidaryzmem korporacji, bez własnych działań wyjaśniających, przesyła skargi poszkodowanych do Izb lekarskich.

Poza sprawami związanymi z psychiatrią w 2009 r. trafiło do Rzecznika ok. 4300 skarg. Z tego ok. 40 osób kontaktowało się osobiście z urzędem. Resztę załatwiano za pośrednictwem infolinii czy e-maila. Koszta takiego działania urzędu to kilka milionów złotych rocznie. Jest to chyba najdroższa infolinia kraju.

Od przyszłego roku zaczną działać komisje do orzekania o prawie do
odszkodowań. Mimo zapowiedzi, iż nasz system będzie analogią skandynawskiego systemu ubezpieczeń (w kwestii złych skutków leczenia, bez obowiązku dowodzenia winy) jest inaczej. Nasza ustawa przyzna odszkodowanie tylko wówczas, gdy zostanie orzeczone, że szkodę spowodowało naruszenie wiedzy medycznej.

Mało się to różni od konieczności udowodniania winy za spowodowanie szkody, co jest wymogiem postępowania przed sądem. Jest natomiast zasadniczo różne od kryterium obowiązującego w państwach skandynawskich. Tam podstawą do odszkodowania jest ustalenie, iż szkoda wystąpiła, a przy właściwym leczeniu nie powinna była wystąpić. Skandynawskie kryterium daje prawo do odszkodowania znacznie szerszej grupie osób. Są to ci wszyscy, którzy ucierpieli, a konkretnemu sprawcy nie udaje się dowieść winy.

Przy naszych kryteriach, komisje przyznają prawo do odszkodowań tym, którzy i tak ze znacznym prawdopodobieństwem by je uzyskali w postępowaniu sądowym.

Ograniczenie wysokości odszkodowań uzasadniane jest analogią do skandynawskiego systemu ubezpieczeń i tym, że orzeczenia komisje wydadzą szybciej niż sądy. Analogii do systemu skandynawskiego, w rzeczywistości, nie ma.

Tworzenie komisji dla orzekania wedle analogicznych kryteriów, co sądy cywilne, lecz dających niższe odszkodowania wydaje się mieć tylko jedno uzasadnienie. Jest nim chęć ograniczenia wysokości wypłacanych odszkodowań.

Jeśli sądy działają opieszale w sprawach o błędy lekarskie to należy usprawniać ich działanie, tak by działały sprawnie, a nie powoływać pseudo-sądy dające pseudo-odszkodowania.

Jeśli władze państwa chcą rzeczywiście pomóc tym, którzy ucierpieli na skutek złego leczenia, to:
1/ Powinny zostać uruchomione programy pomocy medycznej dla poszkodowanych;
2/ Odszkodowania i renty powinna uzyskać tak szeroka grupa poszkodowanych, jak w państwach skandynawskich. W tym celu należało, w nowelizowanej ustawie, nie wprowadzać własnych kryteriów, lecz przyjąć takie, jakie obowiązują w państwach skandynawskich.

Zbigniew Dudko
przewodniczący Stowarzyszenia

dr Adam Sandauer
honorowy przewodniczący Stowarzyszenia

Nie chcą prywatyzacji PKL

Nie chcą prywatyzacji PKL

Akcję zbiórki podpisów ludzi nauki pod pismem do premiera Donalda Tuska przeciwko prywatyzacji Polskich Kolei Linowych, rozpoczął w poniedziałek klub im. Władysława Zamoyskiego w Zakopanem.

Zdaniem prezesa klubu Piotra Bąka, sprzedaż przez skarb państwa akcji PKL S.A. będzie oznaczała początek prywatyzacji Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN), ponieważ najstarsza i najbardziej znana część przedsiębiorstwa, czyli kolej linowa na Kasprowy Wierch, znajduje się właśnie na terenie Parku, pisze portal WNP.PL.

Prezes klubu im. Zamoyskiego wyjaśnia w liście, że tereny, na których znajdują się urządzenia zespołu kolei linowych na Kasprowy Wierch, są objęte prawną ochroną przyrody w ramach TPN, uznanego przez UNESCO za część światowego rezerwatu biosfery „Tatry”, a od 2004 r. wpisanego na listę Natura 2000 w europejskiej sieci obszarów chronionych.

Bąk powołuje się na ustawę z dnia 6 lipca 2001 r. o zachowaniu narodowego charakteru strategicznych zasobów naturalnych kraju, która stanowi, że zasoby przyrodnicze parków narodowych należące do skarbu państwa nie podlegają przekształceniom własnościowym. Klub im. Władysława Zamoyskiego zlecił opinię prawną na temat zgodności zamiarów prywatyzacji z tą ustawą.

PKL S.A. jest rentowną, dobrze prosperującą spółką, która inwestuje, powiększa majątek i wypracowuje zysk. „Funkcjonowanie spółki nie stanowi źródła jakichkolwiek problemów dla Ministra Infrastruktury i Ministra Skarbu Państwa, nie ma zatem ekonomicznych przesłanek do pośpiesznych działań prywatyzacyjnych” – czytamy w liście do premiera Tuska.