Przeterminowane, za drogie i źle oznakowane

Przeterminowane, za drogie i źle oznakowane

Sprzedawcy oszukują nas na co szóstym produkcie – wynika z danych inspekcji handlowej, opublikowanych na łamach „Życia Warszawy”. Na 163 kontrole, które przeprowadzono w pierwszym półroczu 2011 r. zarówno w małych sklepach, jak i hipermarketach oraz hurtowniach, nieprawidłowości znaleziono aż w 111 placówkach.

Jak wynika z danych Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej, najbardziej powinniśmy uważać przy zakupie mięsa i jego przetworów – kontrolerzy znaleźli tu aż 20 nieprawidłowości. Drugie miejsce w tym niechlubnym rankingu zajmują wyroby garmażeryjne (13 zakwestionowanych partii produktów).

W 12 przypadkach inspektorzy mieli zastrzeżenia do  przetworów mleczarskich, w dziewięciu – do wyrobów cukierniczych i przetworów owocowo-warzywnych,w ośmiu – do tłuszczów jadalnych (w tym masła), w sześciu – do ryb, a w czterech – do jaj.

Ujawniono wprowadzające w błąd ceny,  przeterminowane towary, sprzedawców bez badań sanepidu i zepsute, źle oznakowane towary nieodpowiadające wymaganiom stawianym w przepisach.

W większości nieprawidłowości dotyczyły oznakowania towarów i nieprzestrzegania terminów przydatności do spożycia lub dat trwałości – mówi zastępca mazowieckiego wojewódzkiego inspektora inspekcji handlowej w Warszawie Joanna Jankowska-Kuć.

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Palą pomosty

Palą pomosty

Tylko w ciągu sześciu miesięcy tego roku firmy zlikwidowały kilka tysięcy stanowisk, na których była wykonywana praca w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze. To zła informacja, bo pracując na nich nabywa się prawo do emerytury pomostowej.

Wielu pracodawców się skarży, że muszą płacić składki na emerytury pomostowe za pracowników, którzy nigdy nie uzyskają do nich prawa – mówi Krzysztof Pater, ekspert ubezpieczeniowy, były minister polityki społecznej.

Jednak ustawodawca, wprowadzając ten obowiązek, chciał chronić te osoby przed nieuzasadnioną zmianą charakteru stanowiska. Okazuje się, że ten sposób okazał się nieskuteczny.

Także zatrudnieni nie są zadowoleni z obowiązujących przepisów. Problemy mają ci, których pracodawca nie wpisał do ewidencji pracowników wykonujących prace w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze, o której mowa w art. 41 ust. 4 pkt 2 ustawy z 19 grudnia 2008 r. o emeryturach pomostowych (Dz.U. nr 237, poz. 1656 z późn. zm.). Osoby te mają prawo złożyć do PIP wniosek o wpisanie ich do tych wykazów. Z danych przekazanych przez inspekcje wynika, że do końca czerwca tego roku złożono 3620 takich skarg. Spośród ogólnej liczby spraw 925 zostało zakończonych decyzją nakazującą wpis do ewidencji. Natomiast w 2438 przypadkach byly one negatywne dla pracowników. W sumie wniesiono 1313 odwołań.

Takie decyzje dowodzą, że inspekcja pracy nie chroni pracownika. Decyzje są wydawane na podstawie badań przedstawionych przez pracodawców zainteresowanych utrzymywaniem jak najmniejszej liczby stanowisk w firmie – mówi Andrzej Strębski, ekspert Zespołu Polityki Społecznej, Ubezpieczeń i Rynku Pracy OPZZ.

Wskazuje, że zdarzają się przypadki, że inspekcja nawet nie sprawdza na miejscu, jakie są faktyczne warunki pracy.

Ten zarzut potwierdzają wyroki wojewódzkich sądów administracyjnych. Z uzasadnień do nich często wynika, że PIP ustaliła stan faktyczny w firmie, ale tylko pod względem teoretycznym, oderwanym od rzeczywistych warunków pracy. Tak uznał m.in. 24 maja 2011 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu (sygn.akt II SA/ OP 3/11).

Pracownicy krytykują zasady ustalania zagrożeń występujących na konkretnym stanowisku pracy. Ich zdaniem takie badanie powinno być przeprowadzone w sposób gwarantujący rzetelny wynik.

Pracodawcy powinni je zlecać akredytowanym laboratoriom badającym środowisko pracy – mówi Barbara Krzyśków z Zakładu Zarządzania Bezpieczeństwem i Higieną Pracy CIOP-PIB.

Ze względu na fakt, że w przypadkach spornych pracodawcy nie chcieli przeprowadzać takich badań, ustawa z 9 czerwca 2011 r. o zmianie ustawy o PIP oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. 142, poz. 829) wprowadziła w art. 11 pkt 6a nowe uprawnienie inspektora pracy. W przypadku stwierdzenia braku badań i pomiarów odpowiednich czynników może on nakazać przedsiębiorcy ich wykonania. Firma musi za nie zapłacić. Ponieważ nowy przepis obowiązuje od 8 sierpnia, zdaniem inspekcji nie można jeszcze sprawdzić, jak on działa w praktyce.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

 

Stracona dekada USA

Stracona dekada USA

W biedzie żyje już 46,2 mln obywateli kraju  – czytamy w rządowym raporcie USA – to największa liczba ubogich w ciągu ostatniego półwiecza

Oto wyniki opublikowanego niedawno raportu na temat rocznych dochodów i ubóstwa, United States Census Bureau, za rok 2010:

  • Dochody gospodarstw domowych spadły do tego stopnia, że z powodu kłopotów finansowych milion obywateli zrezygnowało w tym roku z ubezpieczenia zdrowotnego. Trwający od niemal dekady spadek liczby ubezpieczonych doprowadził już do tego, że 16,3 proc. obywateli nie ma dziś ubezpieczenia – to największy odsetek, odkąd zaczęto prowadzić takie statystyki;
  • Liczba Amerykanów, którzy znaleźli się poniżej ustawowej granicy ubóstwa wzrosła o 2,6 mln osób, z tego dwie trzecie nie przepracowało w 2010 roku nawet jednego tygodnia;
  • Średni dochód gospodarstwa domowego spadł o 2,3 proc. do 49 445 dolarów w porównaniu z rokiem poprzednim, a o 7 proc. w porównaniu z rokiem 2000;
  • Liczba biednych dzieci poniżej 18. roku życia osiągnęła najwyższy poziom od roku 1962
  • Najwyższy wskaźnik ubóstwa odnotowano w Missisipi (22,7 proc.), a najniższy w New Hampshire (6,6 proc.). Wśród Kalifornijczyków liczba osób, które znalazły się poniżej granicy ubóstwa w ciągu ubiegłego roku wzrosła do 16,3 proc. – o cały punkt procentowy. Średni dochód gospodarstwa domowego w stanie spadł o 4,6 proc. do 54 459 dolarów. Z danych think tanku California Budget Project wynika, że to największy roczny spadek w notowanej historii;
  • Liczba młodych ludzi w wieku 25-34 lat, którzy ubiegłej wiosny mieszkali z rodzicami sięgnęła 5,9 mln – to wzrost o 25,5 proc. od początku recesji w 2007 roku. Gdyby mieszkali samodzielnie, połowa z nich zaliczałaby się do osób żyjących poniżej granicy ubóstwa;

Raport Census Bureau za relatywny próg ubóstwa przyjmuje dochód w wysokości 11 139 dolarów na osobę samotną rocznie oraz 22 314 dolary na czteroosobową rodzinę. Przy wyznaczaniu oficjalnej granicy ubóstwa nie bierze się pod uwagę bonów żywnościowych, ani ulg podatkowych dla najmniej zarabiających. Gdyby wliczyć beneficjentów tych programów, które w ubiegłym roku kosztowały około 150 mld dolarów, okazałoby się, że poniżej progu ubóstwa żyje o wiele milionów obywateli więcej.

Eksperci są zgodni, że ustawowa granica ubóstwa, opracowana przez rząd w latach 60. nie uwzględnia wielu wydatków i potrzeb życiowych związanych z modelem współczesnej gospodarki. Census Bureau już w październiku ma przedstawić alternatywy sposób mierzenia poziomu ubóstwa w USA.

Census Bureau nie podaje jednoznacznych przyczyn nagłego wzrostu ubóstwa, ale z raportu wynika, że powodem może być niezdolność do tworzenia nowych miejsc pracy.

– Jeśli nie stworzymy więcej miejsc pracy, następne pokolenie boleśnie odczuje to na własnej skórze  – ostrzega Timothy M. Smeeding, dyrektor Instytutu Badań nad Ubóstwem przy Uniwersytecie w Wisconsin. Z badań wynika, że skutki recesji i bezrobocia jeszcze przez wiele lat mogą negatywnie wpływać na zarobki Amerykanów.

Dane opublikowano tuż po ogłoszeniu przez prezydenta Obamę nowego programu pomocowego o wartości 447 mld, przewidującego m.in. cięcia podatków mające ożywić rynek pracy. Raport Census Bureau uznano za ważny głos w debacie nad rolą rządu w pomocy najbiedniejszym i bezrobotnym w czasach deficytu budżetowego i drastycznych cięć wydatków społecznych.

Jak informuje Census Bureau, zasiłki dla bezrobotnych pomogły podźwignąć z biedy 3 mln osób żyjących poniżej granicy ubóstwa. Najnowszy program pomocowy Obamy przewiduje dalsze wypłaty dla osób pozbawionych pracy. Autorzy raportu „kolejny raz podkreślają, że kontynuowanie takich programów jest konieczne dla odbudowy gospodarki”, zaznacza Christine Owens, dyrektor wykonawczy National Employment Law Project, odnosząc się do programu ubezpieczeń dla osób bezrobotnych i ubezpieczeń społecznych.

Polskie partie: dla dobra najbogatszych

Polskie partie: dla dobra najbogatszych

Na zmianach w polityce podatkowej i społecznej wprowadzonych za rządów PiS i PO najmniej skorzystali najbiedniejsi, najwięcej najbogatsi. To wnioski z raportu wyborczego Centrum Analiz Ekonomicznych.

CenEA przyjrzała się, kto zyskał, a kto stracił na zmianach w systemie podatkowym i pomocy społecznej wprowadzonych za rządów koalicji PiS-Samoobrona-LPR i PO-PSL, informuje portal „wyborcza.biz”.

Na zmianach przeprowadzonych w latach 2006-11 zdecydowanie najlepiej wyszli najbogatsi. Ich dochody zwiększyły się średnio o 9,4 proc., czyli prawie o 800 zł miesięcznie, głównie dzięki obniżce podatków, składki rentowej i wprowadzeniu ulgi podatkowej na dzieci.

Znacznie mniej zyskali najubożsi: przeciętnie 5,8 proc., czyli ok. 50 zł miesięcznie. Bo choć wysokość świadczeń socjalnych rosła, to progi dochodowe uprawniające do pomocy od państwa były zamrożone. Nie podniósł ich ani PiS, ani PO. Stąd liczba dzieci dostających zasiłek rodzinny spadła w sześć lat o 18 proc.

Za rządów PiS korzyści z przeprowadzanych zmian rozkładały się względnie równomiernie. Na obniżce składek ZUS, wprowadzeniu ulgi na dzieci i zmianach w pomocy społecznej najbogatsi zyskali 3 proc., a reszta społeczeństwa po ponad 4 proc.

Jednak i tu widać cienie. Zmiany w systemie podatkowym i pomocy społecznej wprowadzone za rządów PiS nie przyniosły korzyści emerytom. Zdecydowana większość środków przeznaczonych na ulgę podatkową na dzieci trafiła do rodzin zamożnych, twierdzi dr Michał Myck, szef CenEA, współautor raportu.

Różnice zaczęły rosnąć zdecydowanie za rządów Platformy. Liczba dzieci dostających zasiłek rodzinny spadła o ok. 620 tys., bo nie rosły progi uprawniające do dostania go.

Na reformie podatkowej (uchwalonej jeszcze za PiS, ale popartej przez PO) zyskali głównie najbogatsi, przeciętnie 550 zł miesięcznie.

Ani PiS, ani PO nie zniosły też podatku Belki, choć obie partie obiecywały to w czasie kampanii wyborczych w 2005 i 2007 r.