No to Frugo? Młodzi 2011

No to Frugo? Młodzi 2011

Agata Młodawska, nasza nowa felietonistka, opublikowała na swoim rodzimym portalu „Nowe Peryferie” interesujący tekst „Wiejski homo sovieticus vs miejski innowator. Uwagi o »Młodych 2011«”.

Autorka zauważa: „Młodzi Polacy od początku skazani byli na rolę forpoczty nowego systemu. Wyzwania na przestrzeni lat zmieniały się: na początku lat 90. wybierali Pepsi będąc sobą, kilka lat później rozwalali system popijając Frugo, w 2007 chowali babciom dowody broniąc wolności i utrzymania Polski w kręgu cywilizacyjnym gwarantującym efektywność systemu społecznego (s.296), a w 2011 zostali głównymi bohaterami 400-stronicowego raportu autorstwa Krystyny Szafraniec przygotowanego przez zespół pod egidą Michała Boniego”.

Agata Młodawska nie pozostawia na raporcie „Młodzi 2011” suchej nitki, wskazując na to, że powiela on większość stereotypowych opinii na temat polskiej transformacji, a „młodych i wykształconych” w bardzo uproszczony sposób przeciwstawia młodym, biednym, niewykształconym.

„Nie trzeba zaawansowanych technik analizy treści – stwierdza nasza felietonistka – żeby dostrzec, że upośledzeni ekonomicznie mają sprzeciwiać się transformacji nie dlatego, że zostały zagrożone ich interesy, ale przez irracjonalność i niezdolność do właściwej oceny sytuacji. Podział ten ma też swój wymiar geograficzny: przebiega między biedniejszą, gorzej wykształconą i bardziej tradycjonalną, zorganizowaną wokół parafii prowincją a bogatszymi, lepiej wykształconymi i bardziej liberalnie zorientowanymi mieszkańcami dużych ośrodków miejskich.  Młode pokolenie odziedziczyło te podziały i zostało posegregowane już w dzieciństwie, na trzy różne klasy (W konsekwencji grupy młodzieży z obszaru A-A’ stawały się „lokomotywą” zmian i znakomicie sobie radziły z nowymi wyzwaniami coraz śmielej formułując nowe potrzeby, aspiracje, dążenia życiowe, grupy z obszaru drugiego (B-B’) działały jako układ wspomagający, zaś ci z obszaru trzeciego (C-C’), którzy nie mogli czuć się beneficjentami zmian, zaczęli pełnić rolę układu hamulcowego, s. 26), jednak w kolejnych rozdziałach warstwa pośrednia zaniknęła i zostali sami bogaci i biedni. Rodzicami pierwszych byli przedstawiciele warstwy wykształconej, drugich małorolni. Pierwsi byli innowacyjni, dobrze się uczyli i poszli na studia. Drudzy byli sztampowi i skończyli w szkołach zawodowych”.

Cały tekst można przeczytać tutaj.

___

Zachęcamy również do lektury felietonu Tadeusza Markiewicza, „Raport socjologiczny”, poświęconego tej samej kwestii.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Baby boom: nie dla Polek. I Polaków

Baby boom: nie dla Polek. I Polaków

W artykule, opublikowanym na łamach „Naszego Dziennika” dr Irena Kowalska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie pokazuje efektywną politykę prorodzinną w Szwecji i Francji, i kontrastuje ją z sytuacją w Polsce.

Autorka konstatuje: „Co zrobić, aby młode kobiety chętniej rodziły dzieci? Francja i Szwecja znalazły odpowiedź na to pytanie. Oba kraje przeżywają prawdziwy baby boom, który jest efektem przyjaznej polityki prorodzinnej. Z kolei Włochy, Hiszpania i Polska – kraje, w których istnieje mocne przywiązanie do tradycji rodzinnych, pozostają daleko w tyle”.

O modelu szwedzkim dr Kowalska pisze: „Z wybranych propozycji szwedzkiej polityki prorodzinnej na uwagę zasługują zachęcające rozwiązania dotyczące urlopów macierzyńskich oraz możliwość formalnego udziału dziadków w opiece nad wnukami.

Zgodnie z przepisami, szwedzkiej matce, rodzącej lub adoptującej dziecko, przysługuje 18 miesięcy urlopu macierzyńskiego, który może być wydłużony o 7 tygodni poprzedzających poród. Bezpośrednio po narodzinach dziecka ojciec jest uprawniony do 2 tygodni urlopu, który powinien poświęcić opiece nad matką i dzieckiem, oraz do fakultatywnych, 2 miesięcy urlopu ojcowskiego.

Obojgu rodzicom przysługuje prawo do 60 dni pełnopłatnego urlopu; może on być poświęcony opiece nad chorym dzieckiem. Jeśli z jakichkolwiek powodów rodzice nie mogą opuścić pracy i zaopiekować się potomkiem, mają możliwość to uczynić pracujący dziadkowie, których omawiane prawo także dotyczy. Dodatkowo każdy aktywny zawodowo rodzic jest uprawniony do pięciu dni płatnego urlopu, które może poświęcić na wizytę dziecka u lekarza, szkolnego psychologa, lub też na wizytę w szkole”.

Tymczasem, jak zauważa autorka, rodzimi politycy wciąż zamiast efektywnej polityki prorodzinnej proponują Polkom i Polakom niespełniony koncert przedwyborczych obietnic.

Artykuł można przeczytać tutaj.

Mieszkanie prawem, nie towarem

Mieszkanie prawem, nie towarem

Na blogu Zielona Warszawa zebrano interesujące wypowiedzi dotyczące kwestii mieszkaniowych, w Polsce i Europie. Warto się z nimi zapoznać.

Głosy zebrano w formie dwóch notek: „Prawo do mieszkania: Jak zwiększyć dostępność mieszkań w Polsce? Spółdzielnie, partnerstwo publiczno-prywatne, TBS?”„Prawo do mieszkania: Ile interwencji państwa, ile rynku? Przykłady polityki mieszkaniowej z Austrii, Niemiec, Szwajcarii”.

Wypowiadają się m.in.: dr Irena Herbst, reprezentująca Centrum Partnerstwo Publiczno-Prywatnego, dr Alina Muzioł Węcławowicz (Politechnika Warszawska, Instytut Gospodarki Przestrzennej), Reiner Schendel (spółdzielnia Stattbau Hamburg), Gerhard Jordan, z Rady 21. dzielnicy Wiednia.

Maciej Czeredys, architekt, inicjator projektu warszawskiej mikrospółdzielni mieszkaniowej, stwierdza w pierwszym z tekstów: „Pragnę przypomnieć tradycje polskiej spółdzielczości. W Polsce międzywojennej nie był to segment mieszkalnictwa, skierowany jedynie – jak głosił przekaz – dla klasy robotniczej, lecz także na przykład do niższej warstwy urzędniczej czy inteligencji. Przykładem realizacji mogą być nie tylko fragmenty Żoliborza, ale też budynki stojące do dziś na Mokotowskiej czy też na Rakowcu. Idea spółdzielczości została wynaturzona po II wojnie światowej, kiedy to ruch oddolny został zaprzęgnięty w politykę państwa. Naszą alternatywą dla dzisiejszych, budowanych przez deweloperów zamkniętych osiedli, chcemy przywrócić blask dawnym ideom spółdzielczym. Jeden z naszych projektów obejmuje analizy możliwości budowy takiej mikrospółdzielni na praskiej Szmulowiźnie, a także jednej lokalizacji na Pradze Południe. Parter przeznaczamy w nich na placówki usługowe, kolejne piętra na mieszkania, a na górze – mieszkania na wynajem oraz taras”.

Kolejna branża „zsolidaryzowana”

Kolejna branża „zsolidaryzowana”

Pracownicy sądów i prokuratury rezygnują z członkostwa w Związku Zawodowym Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP i grupowo zapisują się do NSZZ Solidarność. Twierdzą, że w Polsce nie ma drugiego tak profesjonalnego związku.

We wrześniu w Warszawie zarejestrowana została Międzyzakładowa Organizacja Związkowa NSZZ Solidarność Pracowników Sądownictwa skupiająca pracowników z Sądu Okręgowego Warszawa Praga, Sądu Rejonowego w Cieszynie oraz Sądu Okręgowego w Katowicach. – Cały czas kontaktują się z nami ludzie z sądów łódzkich, krakowskich i wielkopolskich, proszą o spotkania i informacje – mówi Waldemar Urbanowicz, przewodniczący nowej komisji.

Urbanowicz jest asystentem sędziego w Sądzie Okręgowym Warszawa Praga i jeszcze do niedawna pełnił funkcję przewodniczącego krajowej struktury Związku Zawodowego Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości Rzeczypospolitej Polskiej.- Złożyłem rezygnację z tej funkcji. Miałem dość skostniałej struktury związku, który przez 14 lat nie zrealizował żadnych działań zmierzających do poprawy sytuacji pracowników sądów i prokuratury. Dzieliłem się swoimi spostrzeżeniami z kolegami z rady, ale nie spotkałem zrozumienia – mówi.

Zniechęcony zaczął szukać silnego zaplecza merytorycznego i wsparcia w innych organizacjach związkowych. Jeszcze jako przewodniczący związku branżowego nawiązał kontakt z Międzyzakładową Komisją Koordynacyjną NSZZ Solidarność Pracowników Sądów w Katowicach, której przewodniczącą jest Edyta Odyjas. – Na początku próbowaliśmy skonsolidować organizacje związkowe działające w sądach i prokuraturze, ale opór ze strony mojej rady był zbyt duży. Powoli zacząłem dojrzewać do tego, żeby zapisać się do Solidarności. Doszedłem do wniosku, że w Polsce nie ma drugiego takiego związku, który w sposób profesjonalny byłby w stanie zapewnić bezpieczeństwo pracownikom – dodaje Urbanowicz.

Podkreśla, że sytuacja pracowników administracji sądowej i prokuratury jest bardzo trudna. Ich zarobki wahają się między 1,1 a 1,7 tys. zł na rękę. Ostatnie zmiany korzystne dla tej grupy zawodowej, m.in. połączenie wysokości wynagrodzeń z uposażeniem sędziów, wprowadzone zostały w 1998 roku. – Niestety, od tych rozwiązań już odeszliśmy. W sądach i prokuraturze dochodzi do ogromnych patologii w zatrudnianiu pracowników. Górnicy, pielęgniarki pokazują nam, że upominanie się o prawa pracownicze jest możliwe, więc dlaczego pracownikom sądów i prokuratury miałoby się to nie udać – mówi Urbanowicz.

przedruk za: http://www.solidarnosc.org.pl/pl/aktualnosci/sadowa-solidarnosc-rosnie-w-sile.html