Dzieci? Nie w Polsce

Dzieci? Nie w Polsce

Niepodnoszenie od siedmiu lat kryterium dochodowego uprawniającego do świadczeń rodzinnych spowodowało, że prawo do nich w tym czasie straciło 2,7 mln dzieci.

W II kwartale tego roku gminy wypłacały przeciętnie 2,8 mln zasiłków rodzinnych. Tak wynika z najnowszych danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Liczba otrzymujących te świadczenia spada regularnie od 2004 roku, kiedy to zasiłki przysługiwały 5,5 mln dzieci. Wtedy bowiem zaczęła obowiązywać ustawa z 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych (t.j. Dz.U. z 2006 r. nr 139, poz. 992 z późn. zm.), która wprowadziła kryterium dochodowe uprawniające do ich przyznania oraz zasadę weryfikowania ich wysokości co trzy lata.

Jednak, zarówno w 2006 roku, jak i trzy lata później, kiedy przypadał ustawowy termin weryfikacji progów dochodowych, rząd nie zdecydował się na ich podwyższenie (wzrosła tylko wysokość zasiłków). Nie zmieni ich także od 1 listopada, kiedy zacznie się nowy okres zasiłkowy w świadczeniach rodzinnych. Tak jak do tej pory kryterium dochodowe będzie wynosić 504 zł miesięcznie w przeliczeniu na osobę w rodzinie lub 583 zł, jeżeli w rodzinie wychowuje się niepełnosprawne dziecko. W tym samym czasie, gdy kryterium było zamrożone, rosły płace i inflacja. To powodowało wyłączanie z systemu pomocy kolejnych rodzin.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie jest dobrze

Nie jest dobrze

Badaczom z PAN grozi utrata unijnych grantów. To efekt ustawy wprowadzającej oszczędności

Prof. Maciej Konacki z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika Polskiej Akademii Nauk w zeszłym roku otrzymał 1,5 mln euro z European Research Council na budowę zrobotyzowanych teleskopów na trzech kontynentach świata. Urządzenia po zmroku mają same obserwować niebo w poszukiwaniu nowych planet.

Konacki zatrudnił pięciu naukowców i rozpoczął budowę teleskopów w Australii i Afryce. Na wiosnę zaplanowana jest instalacja teleskopu w Argentynie. Ale zaczęły się kłopoty.

We wrześniu dyrektor centrum zmuszony był obciąć pensje mojemu zespołowi do minimum. W listopadzie wygasają umowy o pracę i obawiam się, że projekt zostanie przerwany – opowiada Konacki. Dodaje, że to grozi utratą grantu i koniecznością zwrotu wydanych już 700 tys. euro.

Godna odnotowania jest sytuacja naukowców z  PAN, którzy zdobyli fundusze unijne albo zawarli kontrakty z przedsiębiorcami na realizowanie badań, np. Instytut Geofizyki w ten sposób zyskał ok. 7 mln zł (ok. 10 mln zł dostał z budżetu).

– Jesteśmy karani za to, że zdobyliśmy pieniądze – zauważa prof. Marek Banaszkiewicz, szef Centrum Badań Kosmicznych PAN. By sprostać wymogom prawa, zdecydował, że obetnie pensje pracownikom od września do grudnia o 10 proc. – Siebie wysyłam każdego miesiąca na dwa dni bezpłatnego urlopu, by nie pobierać wynagrodzenia.

– Ograniczamy premie za dodatkowe zadania, a realizacja wielomilionowych projektów, które rozpoczęliśmy, jest sparaliżowana – wylicza skutki ustawy Danuta Szkutnik, dyrektor administracyjno-ekonomiczny Instytutu Oceanologii PAN. – Naukowcy są zniechęceni. Nie widzą sensu udziału w kolejnych konkursach.

Cieszą się instytuty, w których panuje marazm i nie mają żadnych projektów – dodaje prof. Paweł Rowiński, dyrektor Instytutu Geofizyki PAN.

Szefowie instytutów przygotowują list do premiera z prośbą o pomoc. Z kolei wiceminister nauki prof. Maria Orłowska kilka dni temu wysłała do ministra finansów Jacka Rostowskiego list, w którym przekonuje, że wynagrodzenie, na które środki pozyskano w konkursach, nie powinno podlegać reżimowi zamrożenia płac, ponieważ jest to sprzeczne z ustawami reformującymi naukę (zakładają m.in., że wyżej oceniane będą jednostki, które zdobywają same fundusze na badania). Orłowska dodaje, że rygor ustawy nie dotyczy uczelni i instytutów badawczych.

– Jesteśmy przekonani, że resort finansów podzieli nasze stanowisko i wyda wykładnię do ustawy, która rozwiąże problem – mówi Bartosz Loba, rzecznik resortu nauki. Czy tak się stanie? Ministerstwo Finansów odpowiedziało wczoraj, że rozpatruje sprawę.

Rzeczpospolita

Nasz krzyk!

Nasz krzyk!

„Bumvertaising” Oszka wczoraj , jutro „Ukryty w mieście krzyk” Liliany Milewskiej i Agnieszki Sowały-Kozłowskiej – to obejrzycie w ramach naszego Festiwalu.

Usłyszcie nasz krzyk:

„Co może miasto? Może: bawić, wzruszać, jątrzyć, mącić, smucić,  szeptać, śpiewać, dyskutować, obrażać, inspirować, zadziwiać, uśmiechać się, płakać, kochać, manifestować, uwierać, dzielić, boleć, łączyć, oskarżać, mobilizować, drażnić, napiętnować, skarżyć się, pobudzać, dołować, ironizować, rozmyślać, marzyć, nawoływać… Krzyczeć?

Wystawa „Ukryty w mieście krzyk” to wynik wielomiesięcznych wycieczek po Łodzi. Składa się na nią cykl zdjęć uwieczniający znalezione na murach, w podziemiach i innych zakamarkach, napisy stanowiące opowieść o mieście i jego mieszkańcach. To dokument przedstawiający miasto jako czystą kartkę papieru (czy też brudny skrawek muru), na której mieszkańcy nieskrępowanie kreślą swe myśli.

Agnieszka Sowała-Kozłowska: Pedagog, plastyk, niespokojny duch. Czasami leń. A czasami nie.

Lila Milewska: Doszły-niedoszły psycholog, chwilowy kultury menadżer, przyszły  fotograf, nieustanny poszukiwacz…

Po wystawie zgromadzone fotografie zostaną opublikowane na  blogu
http://ukryty-w-miescie-krzyk.blogspot.com/, który będzie systematycznie uzupełniany o zdjęcia, które nie zmieściły się na wystawie oraz o nowe zrobione podczas kolejnych spacerów.

Inspekcja Pracy na tropie

Inspekcja Pracy na tropie

Rośnie liczba pracodawców, których inspekcja pracy podejrzewa o fałszerstwa. Podrabiane są m.in. ewidencja czasu pracy i zaświadczenia lekarskie.

W ciągu ubiegłego roku o 1/3 wzrosła liczba zawiadomień kierowanych przez inspektorów pracy do prokuratury o podejrzeniu popełnienia takiego przestępstwa przez pracodawców, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Część pracodawców nie zdaje sobie sprawy, że fałszowanie dokumentacji lub podawanie w niej nieprawdziwych danych nie jest zwykłym wykroczeniem, ale przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat pięciu. Co więcej, od 8 sierpnia zawiadomienia inspektorów pracy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa mogą być skuteczniejsze. Zmieniła się bowiem procedura umarzania takich spraw.

Pracodawcy najczęściej poświadczają nieprawdę w ewidencji czasu pracy, bo chcą uniknąć wykazania pracy w godzinach nadliczbowych. Zdarza się, że prowadzą podwójną ewidencję.

Za fałszowanie dokumentacji pracowniczej mogą odpowiadać nie tylko pracodawcy. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa skazał na cztery miesiące pozbawienia wolności (w zawieszeniu na dwa lata) osobę prowadzącą szkolenie bhp, która niezgodnie z prawdą poświadczyła uczestnictwo w nim niektórych pracowników.

Sprawdzeni mogą być także lekarze.

Na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 2 tys. zł skazany został lekarz, który wydał zaświadczenia o zdolności do pracy kilkunastu pracownikom bez przeprowadzania badań – mówi Kamil Kałużny, rzecznik Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi.

Lekarz musiał zwrócić kwotę wręczonej za to łapówki (300 zł) i pokryć koszty procesu (520 zł).