American dream?

American dream?

Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO) oszacowało, że realne dochody netto 1 proc. najzamożniejszych Amerykanów zwiększyły się w ciągu trzech dekad przed kryzysem niemal trzykrotnie, zdecydowanie bardziej, niż pozostałych 99 proc. społeczeństwa.

Średnie realne dochody po opodatkowaniu 1 proc. populacji o najwyższych dochodach zwiększyły się w latach 1979-2007 o 275 proc. – podaje wyniki obliczeń CBO „Rzeczpospolita”. Zarobki kolejnych 19 proc. najbogatszych Amerykanów wzrosły już „tylko” o 65 proc., podczas gdy 20 proc. najuboższych o 18 procent. W przypadku 60 proc. Amerykanów ze środka drabiny społecznej, wzrost dochodów sięgnął niespełna 40 proc.

Mocno zwiększyły się nierówności społeczne w USA. Przed nastaniem kryzysu finansowego w 2007 r., najzamożniejsza jedna piąta społeczeństwa zarabiała w ujęciu netto więcej, niż pozostali Amerykanie.

Daty graniczne badania wyznaczyły lata bezpośrednio poprzedzające głęboką recesję w USA.

___

Czytaj także tutaj, tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

To jest skandal

To jest skandal

W tym roku o jedną trzecią zmniejszono w Małopolsce nakłady na walkę z bezrobociem. W przyszłym roku nie należy spodziewać się poprawy.

„Sejmik Województwa Małopolskiego wyraża głębokie zaniepokojenie przewidywanym w 2012 r. zmniejszeniem poziomu środków Funduszu Pracy na realizację w Małopolsce działań wspierających powrót osób bezrobotnych na rynek pracy, a także na zapewnienie odpowiedniego poziomu ich obsługi przez powiatowe urzędy pracy” – tak zaczyna się projekt rezolucji, którą w piątek ma przyjąć małopolski sejmik, donosi „Dziennik Polski”. Radni zaapelują do władz centralnych o zwiększenie w przyszłym roku nakładów na walkę z bezrobociem.

W tym roku Małopolska otrzymała o 66 proc. niższą niż w 2010 r. pulę z Funduszu Pracy. Projekt przyszłorocznego budżetu państwa przewiduje utrzymanie niższego poziomu także w 2012 r.

Na powiatach taka sytuacja wymusza ograniczenia w finansowania etatów w urzędach pracy, bo rok po zmniejszeniu nakładów na aktywne formy walki z bezrobociem przyjdzie także zmniejszenie puli na wynagrodzenia i składki ubezpieczenia społecznego pracowników powiatowych urzędów pracy. W przyszłym roku na etaty i składki będzie też o 66 proc. mniej pieniędzy niż do tej pory.

Robin Hood w Warszawie

Robin Hood w Warszawie

Zapraszamy na pikietę w ramach Robin Hood Global March pod Ministerstwo Finansów w Warszawie.

W związku z przewidywaną w najbliższą sobotę międzynarodową akcją Robin Hood Global March, zainicjowaną przez działającą na rzecz wprowadzenia podatku od transakcji finansowych organizację RobinHoodTax oraz Adbusters (współorganizatorów Occupy Wall Street), 29 października o godz. 12.00 pod Ministerstwem Finansów w Warszawie, przy ul. Świętokrzyskiej 12 rozpocznie się pikieta, która będzie częścią wspomnianej akcji.

„Podatek Robin Hooda” (będący kolejnym przywołaniem propozycji noblisty Jamesa Tobina) miałby wynieść zaledwie 0,05%, od transakcji finansowych – tj. obrotu papierami wartościowymi i walutami. Przyniósłby on ogromne wpływy do budżetów państw, obciążając jedynie spekulacyjne, krótkoterminowe transakcje – kluczowy element „kasynowego kapitalizmu”, proceder równie zyskowny co szkodliwy dla
stabilności gospodarek. Inaczej mówiąc – podatek Robin Hooda to jedno z najlepszych narzędzi dostępnych w walce z kryzysem finansowym.

W obliczu coraz gorszej sytuacji tak europejskiej, jak i globalnej gospodarki, coraz więcej czołowych polityków – do niedawna głęboko niechętnych takiej idei – skłonnych jest poprzeć wprowadzenie podatku od transakcji finansowych. Temat jest poruszany na europejskich szczytach i ma być omawiany na spotkaniu G20 w listopadzie. Dlatego właśnie teraz szczególnie ważna jest presja społeczna wywierana na polityków w tej sprawie, a 29 października to dzień światowej mobilizacji na rzecz podatku od spekulacyjnych transakcji kapitałowych.

Polska wciąż nie poparła tego rozwiązania – czas to
zmienić!

Więcej informacji tutaj.

Opieszałość sądów działa na szkodę pracowników

Opieszałość sądów działa na szkodę pracowników

Długie terminy w sądach pracy sprawiają, że nie funkcjonuje w praktyce korzystny dla zatrudnionych przepis dający możliwość pracowania do zakończenia procesu.

Chodzi o art. 4772 § 2 kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którym, uznając wypowiedzenie umowy o pracę za bezskuteczne, sąd na wniosek zainteresowanego może nałożyć na firmę obowiązek dalszego zatrudniania go do czasu prawomocnego rozpoznania sprawy, informuje „Rzeczpospolita”.

Jednak aby pracownik mógł skorzystać z tego uprawnienia, sąd pierwszej instancji musiałby wydać wyrok jeszcze w okresie wypowiedzenia, którego najdłuższy wymiar wynosi trzy miesiące. Tymczasem z danych resortu sprawiedliwości wynika, że przeciętny czas postępowania w sądach pracy wynosi 4,6 miesiąca.

W doktrynie prawnej istnieje spór dotyczący możliwości stosowania tego przepisu także w sprawach, w których wyrok pierwszej instancji zapadł po zakończeniu okresu wypowiedzenia. Sąd Najwyższy w jednym z uzasadnień dopuścił możliwość nakazania firmie dalszego zatrudniania pracownika do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia w sprawie o przywrócenie do pracy.

Związkowcy chcą zmiany tego przepisu, tak aby sądy stosowały go tylko wyjątkowo. – Przepis ten powinien być ograniczony do pracowników objętych szczególną ochroną przed zwolnieniem. Oczywiście sąd pierwszej instancji mógłby zobowiązać firmę do zatrudniania danej osoby do czasu prawomocnego wyroku niezależnie od tego, ile minęło od wręczenia zakwestionowanego wypowiedzenia – ocenia Marcin Zieleniecki, ekspert NSZZ „Solidarność”.

W innych krajach UE, np. we Włoszech czy W. Brytanii, są przepisy pozwalające sędziemu na nakazanie dalszego zatrudniania do końca procesu.

Taka sytuacja może mieć wpływ na postawę pracodawcy. Będzie on np. zainteresowany szybszym zakończeniem sporu, nie będzie przeciągał czy sabotował postępowania.