Skąd słabość polskiej lewicy?

Skąd słabość polskiej lewicy?

Polecamy na stronie „Nowych Peryferii” wypowiedź Bartłomieja Kozka w ankiecie na temat kondycji politycznej rodzimej lewicy.

Autor, członek redakcji Zarządu Krajowego Zielonych, publicysta magazynu „Zielone Wiadomości”, w tekście „Myślę, więc mnie nie ma”, stwierdza m.in.: „by w ogóle budować polityczną alternatywę, trzeba umieć przełożyć język wielkich idei na atrakcyjną narrację dotyczącą codziennego życia. W innych krajach, mniej dotkniętych neoliberalnym ukąszeniem, z nieprzerwanymi tradycjami ruchów postępowych, przestrzeń do artykulacji takich marzeń jest znacznie szersza. Nad Wisłą, gdzie – jak trafnie zauważył Adam Ostolski – nadal bardziej ceni się tanią pracę niż innowacyjne myślenie, tej przestrzeni jest znacznie mniej. Z tej perspektywy większym niż rzekoma nieprzystawalność kwestii kulturowych i społecznych, lansowana przez część środowisk lewicowych, jest po prostu brak umiejętności artykulacji własnych interesów i aspiracji przez szerokie rzesze polskiego społeczeństwa. Zabetonowana scena polityczna nie ułatwia przełamania tego marazmu. Oznacza to konieczność albo politycznych kompromisów, albo pogodzenia się z długim marszem i budową społecznej świadomości”.

To drugi głos w ankiecie „Nowych Peryferii”, w ramach której redaktorzy stwierdzają i pytają: „Sytuacja ekonomiczna zachodu jest zła, ale koniunktura dla pozytywnych zmian w polityce i społeczeństwie może okazać się zaskakująco dobra. Możliwe są dzisiaj sytuacje kilkanaście lat temu niewyobrażalne: Jeffrey Sachs wspierający ruch Occupy Wall Street, powstanie masowych, anonimowych ruchów na rzecz sprawiedliwości społecznej wolnego dostępu do informacji.

Czy takie ruchy mogą się stać współczesną platformą myśli lewicowej, czy są jedynie epifenomenem kryzysowej infrastruktury? Czy Gazeta Wyborcza jest bardziej lewicowa od Jarosława Kaczyńskiego? Czy zadeklarowany lewicowiec musi  w Polsce nieustannie rozważać jak pogodzić postulaty emancypacji obyczajowej ze sprawiedliwością społeczną?  Czy lewicowe credo Richarda Rorty’ego jest do zrealizowania w ironicznym liberalizmie, o którym pisze?”.

Cały artykuł można przeczytać tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

American dream?

American dream?

Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO) oszacowało, że realne dochody netto 1 proc. najzamożniejszych Amerykanów zwiększyły się w ciągu trzech dekad przed kryzysem niemal trzykrotnie, zdecydowanie bardziej, niż pozostałych 99 proc. społeczeństwa.

Średnie realne dochody po opodatkowaniu 1 proc. populacji o najwyższych dochodach zwiększyły się w latach 1979-2007 o 275 proc. – podaje wyniki obliczeń CBO „Rzeczpospolita”. Zarobki kolejnych 19 proc. najbogatszych Amerykanów wzrosły już „tylko” o 65 proc., podczas gdy 20 proc. najuboższych o 18 procent. W przypadku 60 proc. Amerykanów ze środka drabiny społecznej, wzrost dochodów sięgnął niespełna 40 proc.

Mocno zwiększyły się nierówności społeczne w USA. Przed nastaniem kryzysu finansowego w 2007 r., najzamożniejsza jedna piąta społeczeństwa zarabiała w ujęciu netto więcej, niż pozostali Amerykanie.

Daty graniczne badania wyznaczyły lata bezpośrednio poprzedzające głęboką recesję w USA.

___

Czytaj także tutaj, tutaj.

„Święta” własność prywatna kontra dobro wspólne

„Święta” własność prywatna kontra dobro wspólne

Mazurski Park Krajobrazowy poniósł porażkę w starciu z inwestorem chcącym postawić dom jednorodzinny nad jeziorem Bełdany. Tymczasem bezprawne zagradzanie dostępu do brzegów jezior przez właścicieli prywatnych posesji jest coraz powszechniejsze.

Inwestor zabiega o wydanie warunków zabudowy bez oceny oddziaływania na obszary Natury 2000. Mazurski Park Krajobrazowy domaga się jej przeprowadzenia, gdyż nawet jeden dom jednorodzinny otwiera drogę do zabudowy całej tzw. małej polany o pow. 4 ha, którą dotychczas tworzyły niezabudowane łąki, informuje „Rzeczpospolita”.

Nie jest to pojedyncza sprawa. Jeszcze trochę, a Mazury przestaną być cudem natury. Zabudowa wdziera się coraz głębiej w lasy i coraz bliżej brzegów jezior. Naciski są tak silne, że parkowi zaczyna brakować pieniędzy na opłaty sądowe. Będziemy jednak walczyć do końca – zapowiada Alicja Kruszelnicka, główny specjalista w Mazurskim Parku Krajobrazowym.

Ludwik O., który obok innych osób chce budować dom jednorodzinny nad Bełdanami, działania parku uważa za szykanę, która prowadzi do kolejnych procesów sądowych.

Tymczasem, coraz częstsze jest bezprawne zagradzanie dostępu do brzegów jezior przez właścicieli prywatnych posesji. Zdarza się, że zajmują oni również atrakcyjne grunty Skarbu Państwa, które przylegają do akwenu. Choć powiększanie tym sposobem posiadłości i wydzielanie prywatnych plaż narusza prawa obywateli, pozostaje bezkarne – głównie z powodu słabości i opieszałości urzędników.

Aby zagwarantować swobodny dostęp do zbiorników wodnych, prawo zabrania grodzenia plaż i brzegów – wszelkie ogrodzenia muszą kończyć się 1,5 m od wody. Jednak jedynymi urzędami, które mogą kontrolować przestrzeganie swobodnego dostępu do wód publicznych, są krajowe i regionalne zarządy gospodarki wodnej. NIK negatywnie ocenia ich pracę: urzędnicy nie pilnują przestrzegania zakazu grodzenia, nie reagują na przypadki bezprawnego wykorzystywania gruntów Skarbu Państwa i lekceważą skargi obywateli (przykładowo RZGW w Warszawie na 17 skarg jedną rozpatrzył w terminie, a czterech w ogóle).

Kontrolerzy NIK sprawdzili odcinki linii brzegowych 18 jezior i stwierdzili 125 przypadków bezprawnego zagrodzenia dostępu do wody (m.in. na jeziorach: Wulpińskim, Luterskim, Niegocin i Śniardwy). Plaże bądź nabrzeża poprzecinane są przez siatki, płoty i murki, a fragmenty ogrodzeń prywatnych posiadłości wydzielają prywatne plaże i pomosty, które uniemożliwiają przejście wzdłuż brzegu jeziora, lub utrudniają dojście do kąpieliska. Narusza to prawo obywateli do swobodnego dostępu do wód publicznych.

Równie powszechne jest zjawisko zajmowania przylegających do jezior gruntów Skarbu Państwa przez właścicieli sąsiadujących nieruchomości. Linia brzegowa wszystkich 18 jezior objętych oględzinami przebiegała inaczej, niż zaznaczono na mapach zarządów. Z powodu wieloletnich zaniedbań urzędnicy nawet nie wiedzieli o istnieniu atrakcyjnych działek. Na niekontrolowanym obszarze, który według planów był jeziorem, powstawały prywatne domy letniskowe, parkingi, hangary na łodzie i pomosty. W rezultacie z 85 tys. m2 – formalnie zapisanych jako wody – nielegalnie zabudowano ponad 60 tys. m2.

W ciągu czterech lat (od 2007 r.) na największym polskim pojezierzu zarządy gospodarki wodnej przeprowadziły tylko 10 kontroli sprawdzających swobodę dostępu do jezior (z czego tylko cztery planowe). Każda z tych kontroli ujawniła naruszenie prawa: w dziewięciu przypadkach dotyczyło to uniemożliwienia przejścia wzdłuż brzegu. NIK ma jednak zastrzeżenia do jakości przeprowadzonych postępowań: niemal wszystkie były nieskuteczne, a urzędnicy, pomimo wykrycia nieprawidłowości, nie kierowali zawiadomień do odpowiednich organów.

Izba wezwała do natychmiastowego usunięcia nieprawidłowości. W efekcie kontroli NIK skierowała również osiem zawiadomień do prokuratury i siedem do policji.

Źródło informacji: „Rzeczpospolita”, http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-dostepie-do-jezior.html

Szkoła i wydatki

Szkoła i wydatki

Średnio 1031 zł wydała w tym roku polska rodzina na szkolną wyprawkę swych dzieci. W przeliczeniu na jedno dziecko w wieku szkolnym wydatki te wyniosły średnio 668 zł, wynika z sondażu CBOS.

Badanie przeprowadzono w dniach 29 września 5 października na 1099-osobowej reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

Jak wynika z sondażu, 5 proc. rodziców na potrzeby dzieci związane z rozpoczęciem roku szkolnego wydało nie więcej niż 300 zł. Co siódmy rodzic (14 proc.) przeznaczył na ten cel od 301 do 500 zł, niespełna co czwarty (24 proc.) – od 501 do 800 zł, a prawie połowa (47 proc.) wydała na potrzeby szkolne swoich dzieci kwoty przekraczające 800 zł, z czego co siódmy (15 proc.) ponad 1500 zł. Co dziesiąty rodzic nie potrafił określić, jakie poniósł koszty w związku z rozpoczęciem roku szkolnego swoich dzieci, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Wielkość kwot zależy przede wszystkim od liczby uczniów w rodzinie. Co dwudziesty rodzic (5 proc.) przeznaczył w przeliczeniu na jedno dziecko nie więcej niż 200 zł, co siódmy (14 proc.) od 201 do 400 zł, a jeden na czterech (26 proc.) od 401 do 500 zł. Prawie dwie piąte rodziców (37 proc.) wydało ponad 700 zł na każde z dzieci, z czego co dwudziesty (5 proc.) więcej niż 1000 złotych.

Wśród wydatków szkolnych największym obciążeniem były podręczniki. Kwoty przeznaczane na ich zakup (364 zł w przeliczeniu na jedno dziecko) to ponad połowa ogólnych wydatków szkolnych. Na obuwie, ubrania rodzice wydali średnio 185 zł na każde dziecko, na przybory szkolne typu plecak, piórnik i artykuły piśmiennicze średnio 133 zł.

W związku z tegoroczną podwyżką cen podręczników (likwidacją zerowej stawki VAT na książki, w tym na podręczniki) rodzice zapłacili za nie o 25 proc. więcej niż w 2009 roku. Ogólne wydatki w przeliczeniu na jedno dziecko wzrosły od 2009 roku średnio o 11 proc.

Z używanych podręczników częściej korzystają dzieci, które mają rodzeństwo w wieku szkolnym. Trzy czwarte rodziców trojga lub więcej uczniów (75 proc.) deklaruje, że nie wszystkie podręczniki ich dzieci są nowe. Ponadto używane podręczniki nabywane są częściej przez rodziny, w których przynajmniej jedno z dzieci uczęszcza do szkoły ponadgimnazjalnej (73 proc.).

Ponadto rodzice płacą za różnego rodzaju zajęcia pozalekcyjne. W tym roku nieco więcej niż w ubiegłym roku rodziców (42 proc.; w 2010 r. było to 39 proc.) deklaruje, że przynajmniej jedno z ich dzieci uczęszcza lub będzie uczęszczać na takie zajęcia.

Niezmiennie od lat najbardziej popularne są zajęcia językowe. Co czwarty rodzic (26 proc.) planuje w tym roku wysłać swoje dzieci na naukę języka obcego. Niemal równie popularne są zajęcia sportowe takie jak pływanie, piłka, tenis, wschodnie sztuki walki, SKS czy jazda konna (21 proc.). Co siódmy rodzic (15 proc.) będzie inwestował w rozwijanie zdolności artystycznych swoich dzieci, a co jedenasty (9 proc.) opłaci korepetycje i kursy przygotowawcze dla pogłębienia szkolnej wiedzy swoich dzieci. Niewiele rodziców (3 proc.) wysyła dzieci na kursy komputerowe.

Wśród rodziców, finansujących dzieciom dodatkowe zajęcia, co piąty (22 proc.) wyda na ten cel miesięcznie nie więcej niż 50 zł w przeliczeniu na jedno dziecko. Co siódmy (15 proc.) przeznaczy od 50 do 100 zł, mniej więcej dwie piąte (42 proc.) – od 101 do 300 zł, a jeden na pięciu (21 proc.) wyda powyżej 301 zł, z czego co dwunasty (8 proc.) powyżej 600 zł.