Spółdzielcza potęga

Spółdzielcza potęga

Na portalu ekonomiaspoleczna.pl ukazał się ciekawy artykuł Aleksandry Muzińskiej. Autorka omawia w nim nowy raport i listę 300 najbardziej zyskownych przedsiębiorstw kooperatywnych (spółdzielnie i podobne formy zbiorowej współwłasności), przygotowane przez organizację International Co-operative Alliance (ICA). Analizy te powstały w związku ze zbliżającym się Międzynarodowym Rokiem Spółdzielczości, ogłoszonym przez ONZ. Wyniki mówią, że gdyby zsumować dochody 300 najlepszych spółdzielni na naszym globie, okazałoby się, że są one dziewiątą gospodarką świata.

Liderami listy 300 spółdzielczych gigantów są dwa francuskie banki – Crédit Agricole Group (103 mld dolarów zysku) i Groupe Caisse D’Epargne (58 mld dolarów zysku). Francuskie kooperatywy zajmują drugie miejsce pod względem liczebności – jest ich w zestawieniu aż 48 i wyprzedzają je tylko te z USA. Francuskie formy własności zbiorowej są natomiast liderem pod innym względem, bo wypracowują aż 28% wszystkich zysków kooperatyw ujętych w rankingu. Dochody kooperatyw amerykańskich i niemieckich to odpowiednio 16% i 14%.

Pod względem branż przodują kooperatywy działające w rolnictwie i leśnictwie (101), w sektorze konsumencko-handlowym (72), ubezpieczeniowe (58) i bankowo-finansowe (34). Rolnictwo i leśnictwo jako sektor generuje też największe zyski – 472 mld dolarów. Z tego aż jedna czwarta wytwarzana jest przez dwie japońskie kooperatywy rolnicze – Zen-Noh i Zenkyoren. Sektor bankowo-finansowy uplasował się na drugim miejscu z zyskiem w wysokości 430 mld dolarów.

Jak trafnie zauważa autorka omówienia raportu, nie należy podchodzić bezkrytycznie do obrazu zjawiska, który wyłania się z dokonanej analizy. Na liście kooperatywnych liderów możemy bowiem znaleźć m.in. podmioty, które poza formą własności dalekie są od ideałów tradycyjnej spółdzielczości i jej wartości etycznych. W rankingu widnieją np. sieci hipermarketów – francuski E. Leclerc (dodajmy, że w Polsce znany z łamania praw pracowniczych) i niemiecka REWE Group, albo takie firmy, jak Eureko czy Suedzucker (znany z bezpardonowego likwidowania cukrowni w Polsce, nierzadko będących głównym pracodawcą w lokalnej społeczności).

Jednak mimo tego nieporozumienia, opartego na postrzeganiu kooperacji jedynie z formalnego punktu widzenia, ranking obejmuje także wiele spółdzielni autentycznych, zaświadczając nie tylko o ekonomicznej racjonalności modelu kooperatywnego, ale także o tym – co szczególnie musi dziwić polskich liberałów-nieuków – że zbiorowe formy własności znakomicie radzą sobie także w kapitalizmie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie przehandluj pierwszej gwiazdki

Nie przehandluj pierwszej gwiazdki

„Solidarność” od dawna przypomina, że przedłużanie godzin handlu w Wigilię do godz. 17.00 czy nawet 18.00 nie przekłada się na większe zyski sklepów. – „Małe sklepy osiedlowe już to zrozumiały i kończą handel wcześniej. Inaczej wygląda to w przypadku hipermarketów, niektóre z nich przeciągają pracę do późnego popołudnia. Tymczasem z naszych obserwacji wynika, że w Wigilię po godzinie 14.00 handel zamiera” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność”. – „Po tej godzinie tylko nieliczni klienci robią jeszcze zakupy. Na niepotrzebnym przedłużaniu pracy w tym dniu cierpią natomiast pracownicy, którzy po zamknięciu muszą jeszcze rozliczyć się z pieniędzy, posprzątać sklep i dopiero wieczorem wychodzą z pracy. Bywa więc, że do domu docierają o godz. 19.00, a nawet 20.00” – dodaje.

W pierwszym etapie związkowcy swe działania skierują do pracodawców. – „Hipermarkety są właśnie na etapie planowania godzin pracy w okresie świątecznym. Będziemy apelować o rozsądne przygotowanie świątecznych grafików, uwzględniających nasz postulat zakończenia handlu o godz. 14.00” – mówi Alfred Bujara. Podobną kampanię związkowcy prowadzili w zeszłym roku. Szef „Solidarności” Piotr Duda wystosował list do blisko 20 sieci handlowych, w którym zachęcał do podjęcia decyzji o skróceniu czasu pracy sklepów. Zwrócił się do biskupów z prośbą o wsparcie związkowej kampanii. Przed marketami w największych miastach związkowcy rozdawali ulotki zachęcające do krótszych zakupów. Do ulotek dołączony był wigilijny opłatek. „Solidarność” zorganizowała też happening na Placu Zamkowym w Warszawie – stanęła tam sklepowa lada, przy niej aktorzy odgrywali sklepowe scenki nawiązujące do pracy w sklepie w Wigilię. Akcja zakończyła się powodzeniem, większość sklepów zakończyła w Wigilię handel o godzinie 14.00 lub 15.00.

Związkowcy podobnych działań nie wykluczają i w tym roku. – „Wszystko zależy od tego, jak będą wyglądały grafiki. Jeśli sklepy same skrócą handel do 14.00, to żadne akcje przed sklepami nie będą potrzebne” – mówi Alfred Bujara.
___________________
Przedruk za www.solidarnosc.org.pl

Dzisiaj Bank Transfer Day – światowa akcja przeciw dominacji komercyjnych banków

Dzisiaj Bank Transfer Day – światowa akcja przeciw dominacji komercyjnych banków

Bank Transfer Day to nowa inicjatywa, która kilka miesięcy temu pojawiła się na Facebooku. Zapoczątkowała ją 27-letnia Kristen Christian z Los Angeles, która wzywa do przenoszenia rachunków z wielkich banków do mniejszych lub do unii kredytowych. Na portalu społecznościowym pomysł zyskał poparcie dziesiątek tysięcy osób. Momentem kulminacyjnym akcji będzie dzień 5 listopada. Wtedy też nastąpi jej podsumowanie.

Unie kredytowe to ogólnoświatowe organizacje zbudowane na rodzimym kapitale. Podobnie jak polskie SKOK-i, działają na zasadach spółdzielczych, takich jak dobrowolne i otwarte członkostwo, demokratyczna kontrola, autonomia i niezależność. Kasy skutecznie oparły się kryzysowi, który tak mocno uderzył w banki i ich klientów.

Protest przeciwko kryzysowi i sposobom walki z recesją proponowanym przez wielkie instytucje gospodarczo-finansowe nabrał światowego rozpędu. Wszystko zaczęło się w Hiszpanii, gdzie na początku kwietnia młodzi ludzie wyszli na ulice, by zamanifestować swoje niezadowolenie. Chwilę później w ten sam sposób protestowali obywatele coraz większej liczby krajów. Dziś protesty odbywają się także m.in. we Włoszech, Niemczech, Holandii, Francji, Belgii, Grecji czy Hongkongu. Październikowa manifestacja odbyła się także w Warszawie.

Powstały ruch społeczny łączy wszystkich – ludzi młodych, emerytów, bezrobotnych czy niezadowolonych pracujących, którzy nie chcą być utożsamiani z żadną organizacją polityczną. Ich głównym celem jest wywarcie presji na polityków będących na usługach elit finansowych, by ci wykonywali pracę, do której powołali ich wyborcy, domagając się demokratyzacji gospodarki i rządzenia, apelując, aby obywatele „ponownie zawładnęli polityką”.
– „Władze działają w imieniu niewielu, ignorując wolę większości, bez względu na koszty ludzkie i ekologiczne, które musimy ponosić. Trzeba położyć kres tej niedopuszczalnej sytuacji. Nie jesteśmy towarem w rękach polityków i bankierów. Oni nas nie reprezentują” – piszą działacze na swojej stronie.

Równie silnie swoje niezadowolenie wyrażają obywatele Ameryki. Niezgoda na bezkarność winnych kryzysu finansowego, sprzeciw wobec systemu politycznego, który służy interesom wielkich korporacji, sektora finansowego i garstki najbogatszych obywateli oraz drastyczny wzrost nierówności społecznych – to główne powody powstania wymierzonego w finansowy establishment ruchu Okupuj Wall Street.

Na walce z kryzysem gospodarczym i finansowym powinno zależeć wszystkim ludziom. Inicjatywa Bank Transfer Day jest kolejnym przykładem, że oddolna działalność jednostki może przełożyć się na całe społeczeństwo, a nawet osiągnąć zasięg ogólnoświatowy. Wszystkie akcje i manifestacje, o których tak głośno w mediach, mają charakter czysto społeczny. Są znakiem, że milcząca dotychczas grupa ludzi zyskała głos i zamierza walczyć o lepsze jutro.

_________________
Przedruk za http://www.skok.pl

Biznes na Polakach

Biznes na Polakach

Nowy raport NBP, omawiany przez „Rzeczpospolitą”, stwierdza, iż złotówka zainwestowana w poprzednim roku w Polsce przez podmioty zagraniczne miała średnio 7,5-procentowy stopę zwrotu, co jak na realia kryzysu gospodarcze jest wynikiem dobrym.

Największą efektywność mieli w Polsce inwestorzy z Rosji – każda wydana przez nich złotówka zaowocowała 1,8 zł zysku. Jednak inwestycje rosyjskie są w Polsce niewielkie, więc znakomita większość zagranicznych zysków z polskiego rynku wypływa do innych krajów. Liderem pod względem wysokości transferu zysków z Polski byli Holendrzy, którzy w 2010 r. „wywieźli” z naszego kraju 2,2 mld euro – znaczna część tej kwoty to wycofanie się Eureko z PZU. Na drugim miejscu pod tym względem figurują Niemcy, na trzecim natomiast Francuzi.

NBP każdego roku przygotowuje raport poświęcony inwestycjom zagranicznym z poszczególnych państw, wielkości zysków zagranicznego kapitału w Polsce oraz wysokości kwot przetransferowanych do macierzystych krajów. Analizuje także strukturę tych ostatnich. W 2010 r. niemal połowa dochodów inwestorów zagranicznych została im wypłacona przez polskie spółki w postaci dywidendy, a kolejne 15% trafiło za granicę jako odsetki od pożyczek udzielonych polskim filiom przez zagraniczne centrale. Warto też podkreślić, że wedle badań NBP zaledwie niespełna 40% zysku polskich filii zagranicznych spółek ponownie zainwestowano w naszym kraju w celu wzmocnienia ich kondycji, modernizacji itp.