Jeszcze 19 rodowych sreber

Jeszcze 19 rodowych sreber

Na 39 przedsiębiorstw ciepłowniczych w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, już tylko 19 pozostaje w rękach samorządów. Jak długo jeszcze?

Portal wnp.pl poinformował, że eksperci Banku Zachodniego WBK sporządzili analizę mówiącą, iż wśród 39 firm ciepłowniczych działających w miastach o populacji ponad 100 tys. osób, jeszcze 19 zakładów stanowi własność komunalną. 19 innych ma już nowych właścicieli i przeważnie oni kontrolują te firmy. W 12 firmach ich nabywcy mają ponad 85 proc. udziałów, w 4 przypadkach mają pakiety między 50 i 80 proc., a w 3 pakiety poniżej 50 proc. Jedna transakcja czeka na zgodę UOKiK, czyli mniej niż połowa firm ciepłowniczych z dużych polskich miast, bo 19, pozostaje w pełni w rękach komunalnych.

Eksperci szacują ich wartość na 2-3 mld zł. Wedle nich, na sprzedaż mogą niedługo trafić ciepłownie m.in. z Radomia, Lublina, Bydgoszczy i Olsztyna. – „Był dosyć duży zastój, ale myślę, że sprzedaż Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej zaktywizuje samorządy” – mówi Rafał Skowroński z BZ WBK.

Spośród polskich firm na rynku przejęć ciepłowniczych najbardziej aktywny był dotąd Tauron Polska Energia, a z zagranicznych Dalkia i Fortum. Spośród 18 zakupów, 11 dokonały firmy zagraniczne, 7 krajowe, a jedna ciepłownia została sprzedana przez giełdę.

Liberałowie powiedzą: po co miasta mają się zajmować dostarczaniem ogrzewania? My zadajemy inne pytania: Dlaczego nie mogą tego robić? Dlaczego nie mogłyby zachować kontroli nad jednym z ważnych aspektów życia miejskiego, jakim są dostawy ciepła, a przede wszystkim jego ceny? Dlaczego zyski z tej usługi muszą trafiać w prywatne ręce, choć mogłyby służyć np. dofinansowaniu innych – deficytowych – usług komunalnych czy prospołecznych wydatków miasta?

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółdzielcza potęga

Spółdzielcza potęga

Na portalu ekonomiaspoleczna.pl ukazał się ciekawy artykuł Aleksandry Muzińskiej. Autorka omawia w nim nowy raport i listę 300 najbardziej zyskownych przedsiębiorstw kooperatywnych (spółdzielnie i podobne formy zbiorowej współwłasności), przygotowane przez organizację International Co-operative Alliance (ICA). Analizy te powstały w związku ze zbliżającym się Międzynarodowym Rokiem Spółdzielczości, ogłoszonym przez ONZ. Wyniki mówią, że gdyby zsumować dochody 300 najlepszych spółdzielni na naszym globie, okazałoby się, że są one dziewiątą gospodarką świata.

Liderami listy 300 spółdzielczych gigantów są dwa francuskie banki – Crédit Agricole Group (103 mld dolarów zysku) i Groupe Caisse D’Epargne (58 mld dolarów zysku). Francuskie kooperatywy zajmują drugie miejsce pod względem liczebności – jest ich w zestawieniu aż 48 i wyprzedzają je tylko te z USA. Francuskie formy własności zbiorowej są natomiast liderem pod innym względem, bo wypracowują aż 28% wszystkich zysków kooperatyw ujętych w rankingu. Dochody kooperatyw amerykańskich i niemieckich to odpowiednio 16% i 14%.

Pod względem branż przodują kooperatywy działające w rolnictwie i leśnictwie (101), w sektorze konsumencko-handlowym (72), ubezpieczeniowe (58) i bankowo-finansowe (34). Rolnictwo i leśnictwo jako sektor generuje też największe zyski – 472 mld dolarów. Z tego aż jedna czwarta wytwarzana jest przez dwie japońskie kooperatywy rolnicze – Zen-Noh i Zenkyoren. Sektor bankowo-finansowy uplasował się na drugim miejscu z zyskiem w wysokości 430 mld dolarów.

Jak trafnie zauważa autorka omówienia raportu, nie należy podchodzić bezkrytycznie do obrazu zjawiska, który wyłania się z dokonanej analizy. Na liście kooperatywnych liderów możemy bowiem znaleźć m.in. podmioty, które poza formą własności dalekie są od ideałów tradycyjnej spółdzielczości i jej wartości etycznych. W rankingu widnieją np. sieci hipermarketów – francuski E. Leclerc (dodajmy, że w Polsce znany z łamania praw pracowniczych) i niemiecka REWE Group, albo takie firmy, jak Eureko czy Suedzucker (znany z bezpardonowego likwidowania cukrowni w Polsce, nierzadko będących głównym pracodawcą w lokalnej społeczności).

Jednak mimo tego nieporozumienia, opartego na postrzeganiu kooperacji jedynie z formalnego punktu widzenia, ranking obejmuje także wiele spółdzielni autentycznych, zaświadczając nie tylko o ekonomicznej racjonalności modelu kooperatywnego, ale także o tym – co szczególnie musi dziwić polskich liberałów-nieuków – że zbiorowe formy własności znakomicie radzą sobie także w kapitalizmie.

Stal zamiast serca

Stal zamiast serca

Jak informuje lokalny tygodnik „Sztafeta”, w Stalowej Woli władze miasta planują budowę osiedla kontenerów. Za rok od dzisiaj mają tam trafić pierwsi mieszkańcy – osoby zalegające z płaceniem czynszu w lokalach komunalnych, socjalnych i spółdzielczych. Osiedle kontenerów miałoby stanąć na jednym z terenów podmiejskich. Do kontenerów mają trafiać nie tylko lokatorzy uciążliwi dla sąsiadów, ale także zwykli biedni, zalegający z czynszem.

Gazeta przytacza słowa jednego z urzędników magistratu, który anonimowo mówi: „Ci, którzy nie płacą czynszu, wylecą. Najpierw do tych kontenerów na 3 miesiące, a potem już kompletnie na ulicę”. Prezydent Stalowej Woli, Andrzej Szlęzak, na razie odmawia wszelkich informacji i komentarzy w tej sprawie. Plany lokalnych włodarzy są tym bardziej kuriozalne, że – jak informowała niedawno ta sama gazeta – w Stalowej Woli rośnie liczba osób bezdomnych. Wedle szacunków, wynosi ona już co najmniej 60 osób, tymczasem lokalne schronisko dla bezdomnych dysponuje jedynie 35 miejscami noclegowymi.

Stalowa Wola jest zatem kolejnym miastem, które zamierza prowadzić tego rodzaju politykę (anty)społeczną. Więcej o kontenerach i wysiedlaniu tam lokatorów można przeczytać w naszej rozmowie z Katarzyną Czarnotą: Powrót do getta?

Nie przehandluj pierwszej gwiazdki

Nie przehandluj pierwszej gwiazdki

„Solidarność” od dawna przypomina, że przedłużanie godzin handlu w Wigilię do godz. 17.00 czy nawet 18.00 nie przekłada się na większe zyski sklepów. – „Małe sklepy osiedlowe już to zrozumiały i kończą handel wcześniej. Inaczej wygląda to w przypadku hipermarketów, niektóre z nich przeciągają pracę do późnego popołudnia. Tymczasem z naszych obserwacji wynika, że w Wigilię po godzinie 14.00 handel zamiera” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność”. – „Po tej godzinie tylko nieliczni klienci robią jeszcze zakupy. Na niepotrzebnym przedłużaniu pracy w tym dniu cierpią natomiast pracownicy, którzy po zamknięciu muszą jeszcze rozliczyć się z pieniędzy, posprzątać sklep i dopiero wieczorem wychodzą z pracy. Bywa więc, że do domu docierają o godz. 19.00, a nawet 20.00” – dodaje.

W pierwszym etapie związkowcy swe działania skierują do pracodawców. – „Hipermarkety są właśnie na etapie planowania godzin pracy w okresie świątecznym. Będziemy apelować o rozsądne przygotowanie świątecznych grafików, uwzględniających nasz postulat zakończenia handlu o godz. 14.00” – mówi Alfred Bujara. Podobną kampanię związkowcy prowadzili w zeszłym roku. Szef „Solidarności” Piotr Duda wystosował list do blisko 20 sieci handlowych, w którym zachęcał do podjęcia decyzji o skróceniu czasu pracy sklepów. Zwrócił się do biskupów z prośbą o wsparcie związkowej kampanii. Przed marketami w największych miastach związkowcy rozdawali ulotki zachęcające do krótszych zakupów. Do ulotek dołączony był wigilijny opłatek. „Solidarność” zorganizowała też happening na Placu Zamkowym w Warszawie – stanęła tam sklepowa lada, przy niej aktorzy odgrywali sklepowe scenki nawiązujące do pracy w sklepie w Wigilię. Akcja zakończyła się powodzeniem, większość sklepów zakończyła w Wigilię handel o godzinie 14.00 lub 15.00.

Związkowcy podobnych działań nie wykluczają i w tym roku. – „Wszystko zależy od tego, jak będą wyglądały grafiki. Jeśli sklepy same skrócą handel do 14.00, to żadne akcje przed sklepami nie będą potrzebne” – mówi Alfred Bujara.
___________________
Przedruk za www.solidarnosc.org.pl