Kto więcej może, ten lepiej pracuje

Kto więcej może, ten lepiej pracuje

Pracownicy są bardziej zadowoleni i zmotywowani, gdy ich głos jest wysłuchiwany w miejscu pracy, kiedy samodzielnie mogą organizować swoją pracę i korzystać z elastycznych systemów czasu pracy. A także gdy większy wysiłek i lepsze rezultaty są powiązane ze wzrostem płac i możliwością podnoszenia kwalifikacji.

Portal HrNews.pl przytacza powyższe wnioski z raportu podsumowującego badania przeprowadzone przez Eurofound i PKPP Lewiatan. Wynika z nich, iż zmiany w organizacji pracy, upowszechnienie pracy w autonomicznych zespołach, wprowadzenie różnych form elastycznego czasu pracy, rozmaitych form udziału pracowników w zyskach i we własności firmy oraz dobrze działający dialog społeczny przyczyniają się nie tylko do poprawy warunków pracy i zatrudnienia, ale mogą mieć także wyraźnie pozytywny wpływ na wydajność pracowników i wyniki firm.

Przeprowadzone przez Eurofound pogłębione studia przypadków przedsiębiorstw pokazują wyraźne powiązania między niektórymi rozwiązaniami poprawiającymi warunki pracy w firmach i ich pozytywnym wpływem na wydajność pracy i wyniki. Systematyczne badanie potrzeb szkoleniowych pracowników, oferowanie szkolenia przed podjęciem przez pracowników nowych zadań oraz udzielenie czasu wolnego na szkolenia, są najmocniej powiązane z poprawą wydajności i wynikami. Motywacyjne systemy wynagrodzeń oparte o wyniki, a także praca w zespołach, a zwłaszcza w autonomicznych zespołach, przyczyniają się także do dobrego klimatu w miejscu pracy oraz dobrej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstw.

Skuteczność niektórych praktyk wymaga jednak osiągnięcia masy krytycznej, aby przyniosły efekty. Wspomniane badania wskazują, że np. wprowadzenie organizacji pracy w ramach autonomicznych zespołów roboczych powinno objąć co najmniej 25% pracowników danej firmy. Niestety, jak stwierdzają autorzy analizy, świadomość potencjalnych sposobów poprawy wydajności i wyników w przedsiębiorstwach jest ograniczona.

Powyższe wywody można by porównać z dawnymi wywodami „radzieckich naukowców”. Oto bowiem geniusze biznesu, najbardziej kreatywna warstwa świata, czyli przedsiębiorcy, odkrywają zjawiska i fakty znane od wielu dekad, setki razy dowiedzione w praktyce i opisane przez publicystów. „Obywatel” od 11 lat promuje samorządność robotniczą, partycypację pracowniczą, współudział zatrudnionych we własności przedsiębiorstwa itp. Dlatego też takie wnioski, jakie formułuje wspomniany raport, możemy skwitować jedynie terminem „oczywista oczywistość”. Mimo iż dysponujemy niewspółmiernie mniejszymi środkami na badania niż Eurofound i „Lewiatan”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółdzielcza potęga

Spółdzielcza potęga

Na portalu ekonomiaspoleczna.pl ukazał się ciekawy artykuł Aleksandry Muzińskiej. Autorka omawia w nim nowy raport i listę 300 najbardziej zyskownych przedsiębiorstw kooperatywnych (spółdzielnie i podobne formy zbiorowej współwłasności), przygotowane przez organizację International Co-operative Alliance (ICA). Analizy te powstały w związku ze zbliżającym się Międzynarodowym Rokiem Spółdzielczości, ogłoszonym przez ONZ. Wyniki mówią, że gdyby zsumować dochody 300 najlepszych spółdzielni na naszym globie, okazałoby się, że są one dziewiątą gospodarką świata.

Liderami listy 300 spółdzielczych gigantów są dwa francuskie banki – Crédit Agricole Group (103 mld dolarów zysku) i Groupe Caisse D’Epargne (58 mld dolarów zysku). Francuskie kooperatywy zajmują drugie miejsce pod względem liczebności – jest ich w zestawieniu aż 48 i wyprzedzają je tylko te z USA. Francuskie formy własności zbiorowej są natomiast liderem pod innym względem, bo wypracowują aż 28% wszystkich zysków kooperatyw ujętych w rankingu. Dochody kooperatyw amerykańskich i niemieckich to odpowiednio 16% i 14%.

Pod względem branż przodują kooperatywy działające w rolnictwie i leśnictwie (101), w sektorze konsumencko-handlowym (72), ubezpieczeniowe (58) i bankowo-finansowe (34). Rolnictwo i leśnictwo jako sektor generuje też największe zyski – 472 mld dolarów. Z tego aż jedna czwarta wytwarzana jest przez dwie japońskie kooperatywy rolnicze – Zen-Noh i Zenkyoren. Sektor bankowo-finansowy uplasował się na drugim miejscu z zyskiem w wysokości 430 mld dolarów.

Jak trafnie zauważa autorka omówienia raportu, nie należy podchodzić bezkrytycznie do obrazu zjawiska, który wyłania się z dokonanej analizy. Na liście kooperatywnych liderów możemy bowiem znaleźć m.in. podmioty, które poza formą własności dalekie są od ideałów tradycyjnej spółdzielczości i jej wartości etycznych. W rankingu widnieją np. sieci hipermarketów – francuski E. Leclerc (dodajmy, że w Polsce znany z łamania praw pracowniczych) i niemiecka REWE Group, albo takie firmy, jak Eureko czy Suedzucker (znany z bezpardonowego likwidowania cukrowni w Polsce, nierzadko będących głównym pracodawcą w lokalnej społeczności).

Jednak mimo tego nieporozumienia, opartego na postrzeganiu kooperacji jedynie z formalnego punktu widzenia, ranking obejmuje także wiele spółdzielni autentycznych, zaświadczając nie tylko o ekonomicznej racjonalności modelu kooperatywnego, ale także o tym – co szczególnie musi dziwić polskich liberałów-nieuków – że zbiorowe formy własności znakomicie radzą sobie także w kapitalizmie.

Stal zamiast serca

Stal zamiast serca

Jak informuje lokalny tygodnik „Sztafeta”, w Stalowej Woli władze miasta planują budowę osiedla kontenerów. Za rok od dzisiaj mają tam trafić pierwsi mieszkańcy – osoby zalegające z płaceniem czynszu w lokalach komunalnych, socjalnych i spółdzielczych. Osiedle kontenerów miałoby stanąć na jednym z terenów podmiejskich. Do kontenerów mają trafiać nie tylko lokatorzy uciążliwi dla sąsiadów, ale także zwykli biedni, zalegający z czynszem.

Gazeta przytacza słowa jednego z urzędników magistratu, który anonimowo mówi: „Ci, którzy nie płacą czynszu, wylecą. Najpierw do tych kontenerów na 3 miesiące, a potem już kompletnie na ulicę”. Prezydent Stalowej Woli, Andrzej Szlęzak, na razie odmawia wszelkich informacji i komentarzy w tej sprawie. Plany lokalnych włodarzy są tym bardziej kuriozalne, że – jak informowała niedawno ta sama gazeta – w Stalowej Woli rośnie liczba osób bezdomnych. Wedle szacunków, wynosi ona już co najmniej 60 osób, tymczasem lokalne schronisko dla bezdomnych dysponuje jedynie 35 miejscami noclegowymi.

Stalowa Wola jest zatem kolejnym miastem, które zamierza prowadzić tego rodzaju politykę (anty)społeczną. Więcej o kontenerach i wysiedlaniu tam lokatorów można przeczytać w naszej rozmowie z Katarzyną Czarnotą: Powrót do getta?

Nie przehandluj pierwszej gwiazdki

Nie przehandluj pierwszej gwiazdki

„Solidarność” od dawna przypomina, że przedłużanie godzin handlu w Wigilię do godz. 17.00 czy nawet 18.00 nie przekłada się na większe zyski sklepów. – „Małe sklepy osiedlowe już to zrozumiały i kończą handel wcześniej. Inaczej wygląda to w przypadku hipermarketów, niektóre z nich przeciągają pracę do późnego popołudnia. Tymczasem z naszych obserwacji wynika, że w Wigilię po godzinie 14.00 handel zamiera” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność”. – „Po tej godzinie tylko nieliczni klienci robią jeszcze zakupy. Na niepotrzebnym przedłużaniu pracy w tym dniu cierpią natomiast pracownicy, którzy po zamknięciu muszą jeszcze rozliczyć się z pieniędzy, posprzątać sklep i dopiero wieczorem wychodzą z pracy. Bywa więc, że do domu docierają o godz. 19.00, a nawet 20.00” – dodaje.

W pierwszym etapie związkowcy swe działania skierują do pracodawców. – „Hipermarkety są właśnie na etapie planowania godzin pracy w okresie świątecznym. Będziemy apelować o rozsądne przygotowanie świątecznych grafików, uwzględniających nasz postulat zakończenia handlu o godz. 14.00” – mówi Alfred Bujara. Podobną kampanię związkowcy prowadzili w zeszłym roku. Szef „Solidarności” Piotr Duda wystosował list do blisko 20 sieci handlowych, w którym zachęcał do podjęcia decyzji o skróceniu czasu pracy sklepów. Zwrócił się do biskupów z prośbą o wsparcie związkowej kampanii. Przed marketami w największych miastach związkowcy rozdawali ulotki zachęcające do krótszych zakupów. Do ulotek dołączony był wigilijny opłatek. „Solidarność” zorganizowała też happening na Placu Zamkowym w Warszawie – stanęła tam sklepowa lada, przy niej aktorzy odgrywali sklepowe scenki nawiązujące do pracy w sklepie w Wigilię. Akcja zakończyła się powodzeniem, większość sklepów zakończyła w Wigilię handel o godzinie 14.00 lub 15.00.

Związkowcy podobnych działań nie wykluczają i w tym roku. – „Wszystko zależy od tego, jak będą wyglądały grafiki. Jeśli sklepy same skrócą handel do 14.00, to żadne akcje przed sklepami nie będą potrzebne” – mówi Alfred Bujara.
___________________
Przedruk za www.solidarnosc.org.pl