Kraj nie-raj

Kraj nie-raj

W ciągu ostatnich 10 lat w USA wzrosła liczba osób żyjących na obszarach skrajnej biedy.

Najnowszy raport Brookings Institution przynosi niewesołe informacje. Miniona dekada przyniosła wzrost osób żyjących w Stanach Zjednoczonych na „obszarach skrajnej biedy”. Obecnie zamieszkuje tego rodzaju tereny ponad 10% ludności USA – w ciągu dekady ów odsetek wzrósł o 1%.

Mowa o obszarach stanowiących getta biedy. Są to tereny – zazwyczaj dzielnice dużych miast – gdzie minimum 40% populacji ma dochody niższe niż próg ubóstwa. Za takowy uważa się natomiast roczny dochód poniżej 22,3 tys. dolarów rocznie na 4-osobową rodzinę.

W roku 1990 na „obszarach skrajnej biedy” żyło 14% Amerykanów. Odsetek ten sukcesywnie malał w latach 90., by w roku 2000 spaść poniżej poziomu 10%. Pierwsza dekada XXI wieku przyniosła znów trend negatywny.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kto więcej może, ten lepiej pracuje

Kto więcej może, ten lepiej pracuje

Pracownicy są bardziej zadowoleni i zmotywowani, gdy ich głos jest wysłuchiwany w miejscu pracy, kiedy samodzielnie mogą organizować swoją pracę i korzystać z elastycznych systemów czasu pracy. A także gdy większy wysiłek i lepsze rezultaty są powiązane ze wzrostem płac i możliwością podnoszenia kwalifikacji.

Portal HrNews.pl przytacza powyższe wnioski z raportu podsumowującego badania przeprowadzone przez Eurofound i PKPP Lewiatan. Wynika z nich, iż zmiany w organizacji pracy, upowszechnienie pracy w autonomicznych zespołach, wprowadzenie różnych form elastycznego czasu pracy, rozmaitych form udziału pracowników w zyskach i we własności firmy oraz dobrze działający dialog społeczny przyczyniają się nie tylko do poprawy warunków pracy i zatrudnienia, ale mogą mieć także wyraźnie pozytywny wpływ na wydajność pracowników i wyniki firm.

Przeprowadzone przez Eurofound pogłębione studia przypadków przedsiębiorstw pokazują wyraźne powiązania między niektórymi rozwiązaniami poprawiającymi warunki pracy w firmach i ich pozytywnym wpływem na wydajność pracy i wyniki. Systematyczne badanie potrzeb szkoleniowych pracowników, oferowanie szkolenia przed podjęciem przez pracowników nowych zadań oraz udzielenie czasu wolnego na szkolenia, są najmocniej powiązane z poprawą wydajności i wynikami. Motywacyjne systemy wynagrodzeń oparte o wyniki, a także praca w zespołach, a zwłaszcza w autonomicznych zespołach, przyczyniają się także do dobrego klimatu w miejscu pracy oraz dobrej sytuacji gospodarczej przedsiębiorstw.

Skuteczność niektórych praktyk wymaga jednak osiągnięcia masy krytycznej, aby przyniosły efekty. Wspomniane badania wskazują, że np. wprowadzenie organizacji pracy w ramach autonomicznych zespołów roboczych powinno objąć co najmniej 25% pracowników danej firmy. Niestety, jak stwierdzają autorzy analizy, świadomość potencjalnych sposobów poprawy wydajności i wyników w przedsiębiorstwach jest ograniczona.

Powyższe wywody można by porównać z dawnymi wywodami „radzieckich naukowców”. Oto bowiem geniusze biznesu, najbardziej kreatywna warstwa świata, czyli przedsiębiorcy, odkrywają zjawiska i fakty znane od wielu dekad, setki razy dowiedzione w praktyce i opisane przez publicystów. „Obywatel” od 11 lat promuje samorządność robotniczą, partycypację pracowniczą, współudział zatrudnionych we własności przedsiębiorstwa itp. Dlatego też takie wnioski, jakie formułuje wspomniany raport, możemy skwitować jedynie terminem „oczywista oczywistość”. Mimo iż dysponujemy niewspółmiernie mniejszymi środkami na badania niż Eurofound i „Lewiatan”.

Jeszcze 19 rodowych sreber

Jeszcze 19 rodowych sreber

Na 39 przedsiębiorstw ciepłowniczych w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, już tylko 19 pozostaje w rękach samorządów. Jak długo jeszcze?

Portal wnp.pl poinformował, że eksperci Banku Zachodniego WBK sporządzili analizę mówiącą, iż wśród 39 firm ciepłowniczych działających w miastach o populacji ponad 100 tys. osób, jeszcze 19 zakładów stanowi własność komunalną. 19 innych ma już nowych właścicieli i przeważnie oni kontrolują te firmy. W 12 firmach ich nabywcy mają ponad 85 proc. udziałów, w 4 przypadkach mają pakiety między 50 i 80 proc., a w 3 pakiety poniżej 50 proc. Jedna transakcja czeka na zgodę UOKiK, czyli mniej niż połowa firm ciepłowniczych z dużych polskich miast, bo 19, pozostaje w pełni w rękach komunalnych.

Eksperci szacują ich wartość na 2-3 mld zł. Wedle nich, na sprzedaż mogą niedługo trafić ciepłownie m.in. z Radomia, Lublina, Bydgoszczy i Olsztyna. – „Był dosyć duży zastój, ale myślę, że sprzedaż Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej zaktywizuje samorządy” – mówi Rafał Skowroński z BZ WBK.

Spośród polskich firm na rynku przejęć ciepłowniczych najbardziej aktywny był dotąd Tauron Polska Energia, a z zagranicznych Dalkia i Fortum. Spośród 18 zakupów, 11 dokonały firmy zagraniczne, 7 krajowe, a jedna ciepłownia została sprzedana przez giełdę.

Liberałowie powiedzą: po co miasta mają się zajmować dostarczaniem ogrzewania? My zadajemy inne pytania: Dlaczego nie mogą tego robić? Dlaczego nie mogłyby zachować kontroli nad jednym z ważnych aspektów życia miejskiego, jakim są dostawy ciepła, a przede wszystkim jego ceny? Dlaczego zyski z tej usługi muszą trafiać w prywatne ręce, choć mogłyby służyć np. dofinansowaniu innych – deficytowych – usług komunalnych czy prospołecznych wydatków miasta?

Wiec poparcia dla Occupy Wall Street

Wiec poparcia dla Occupy Wall Street

11.11.2011 r. o godzinie 11.00 w Warszawie odbędzie się wiec solidarności z uczestnikami akcji Occupy Wall Street, która w ponad stu amerykańskich miastach przeistoczyła się w obywatelski ruch Occupy Together, działający także w innych krajach.

...

Wiec będzie miał miejsce przed gmachem Ambasady Stanów Zjednoczonych w Alejach Ujazdowskich 29/31. Jak piszą organizatorzy, Chcemy w ten sposób wyrazić swoje poparcie dla tych dzielnych i wytrwałych ludzi, którzy w ruchu tym uczestniczą i zaprotestować przeciwko nieuzasadnionym represjom stosowanym wobec uczestników masowych wystąpień obywatelskich.

Chcemy poprzeć ideę walki non-violence, walki pozbawionej jakiejkolwiek przemocy, opartej na zasadach obywatelskiego nieposłuszeństwa, zakładającej przeciwstawianie argumentom siły jedynie  argumentu racji, wywodzącej się także z najlepszych tradycji amerykańskich, sięgających czasów Henry’ego Davida Thoreau.

Dziś, gdy do tych tradycji odwołują się Zgromadzenia Powszechne na Liberty Plaza w Nowym Jorku i setkach miast w USA i na świecie, powinniśmy do nich dołączyć. Postulaty, jakie wysunął ruch Occupy Wall Street – zarówno ekonomiczne, jak i dotyczące respektowania elementarnych zasad demokracji – dotyczą nas wszystkich.

Dlaczego właśnie 11 listopada? Bo trudno wyobrazić sobie lepszy termin niż Święto Niepodległości, by przywrócić pojęciu międzyludzkiej solidarności (tej z małej litery) zapomniane znaczenie. Bo przecież „za wolność naszą i waszą”, Pułaski, Kościuszko, te sprawy…

Nie, nie jesteśmy antyamerykańscy. Wręcz przeciwnie. Pamiętajmy, że to w gruncie rzeczy melting pot, wrzący tygiel różnych ras, korzeni etnicznych, kultur, czyli – innymi słowy – skupiają się tam jak w soczewce dobre i złe cechy całej ludzkości.

Jest też pewna symetria świąt.11 listopada to w Stanach Zjednoczonych Dzień Kombatanta. Przykładem na to, w jaki sposób państwa traktują niepotrzebnych już żołnierzy, jest przypadek Scotta Olsena, 24-letniego weterana marines, który odbywał służbę w Iraku. Należy on do organizacji Weterani dla Pokoju, zrzeszającej byłych amerykańskich wojskowych, którzy zdecydowali się wystąpić przeciwko militarystycznej polityce swojego kraju. Scott, który wyszedł bez szwanku z uczestnictwa w bezsensownej wojnie, na którą wysłało go jego państwo, został poważnie raniony przez policję. Znalazł się w szpitalu w stanie krytycznym – obecnie jego stan jest stabilny, ale jak się okazało doznał poważnego urazu mózgu, ma uszkodzony m.in. ośrodek mowy. Czeka go operacja neurochirurgiczna, a po niej długa, mozolna rehabilitacja.

W Oakland na znak protestu 2 listopada miał miejsce pierwszy od 1946 roku strajk generalny. To liczące 400 000 mieszkańców miasto w Kalifornii zamarło, gdy dziesiątki tysięcy ludzi opuściły swoje miejsca pracy, szkoły i uniwersytety, by dołączyć do potężnego marszu na port, jeden z największych w USA i z powodzeniem go zablokować.

Las Birnam ruszył. Nie spóźnijmy się.

...