Nie ma „etosu”, ale jest związek

Nie ma „etosu”, ale jest związek

W redakcji dziennika „Fakt” utworzono właśnie strukturę NSZZ „Solidarność”. To jeden z rzadkich przypadków powołania reprezentacji pracowniczej w komercyjnych mediach.

Jak informuje portal Onet.pl, z inicjatywy osób pracujących w redakcji dziennika „Fakt”, w wydawnictwie Ringier Axel Springer powstała struktura NSZZ „Solidarność”. Jest to pierwszy związek zawodowy działający w całej strukturze polskiego oddziału tego koncernu. Na wstępie wstąpiło do związku kilkudziesięciu pracowników.

Przewodnicząca nowego związku, Joanna Pęcherska, informuje, że większość jego członków to pracownicy redakcji „Faktu” posiadający długi staż w tym miejscu zatrudnienia. – „Zależy nam na utrzymaniu pozycji lidera gazet codziennych w Polsce, a naszym zdaniem będzie to możliwe tylko wtedy, gdy interesy naszych pracowników będą chronione. Przeżyliśmy w wydawnictwie i w naszej redakcji kilka redukcji zatrudnienia. Zdajemy sobie sprawę, że kolejne zwolnienia mogłyby pociągnąć za sobą obniżenie jakości gazety”.

Zwolnienia w „Fakcie”, jak informują związkowcy, mają miejsce co roku od 4 lat. W tym okresie pogorszeniu uległy także zasady pracy i wysokość zarobków osób nadal zatrudnionych. W październiku koncern Ringier Axel Springer zwolnił też kilkanaście osób z innego swego czasopisma, tygodnika „Newsweek”, a reszcie pracowników obniżono pensje o 10%. Do koncernu na polskim rynku należą jeszcze takie tytuły, jak „Przegląd Sportowy” i „Sport”, „Forbes”, „Auto Świat”, „Komputer Świat”, „Play”, „Popcorn”, „Dziewczyna”.

Nowym związkowcom życzymy samych sukcesów w walce o swoje prawa pracownicze!

Przy okazji warto zapytać – choć to pytanie retoryczne – jak wygląda działalność związków zawodowych w „Gazecie Wyborczej”. Tej samej, która powołuje się na „etos” i która lubi pozować na wrażliwą społecznie lub epatować łzawymi tekstami o wyzysku na drugim końcu świata. I jeszcze jedno pytanie, niestety również retoryczne, warto zadać: czy w tej „prężnej” aktywności związkowej w „Gazecie Wyborczej” liderami są zatrudnieni tamże lewicowcy z „Krytyki Politycznej” i z innych tego rodzaju środowisk lewicowych? Czy może raczej lewicowość ich samych i ich pryncypałów z władz Agora S.A. przejawia się wyłącznie w „blokowaniu faszyzmu” u boku takich „ludzi lewicy”, jak Palikot, Kalisz, Olejniczak czy Żakowski?

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Platforma dziękuje chorym za głosy

Platforma dziękuje chorym za głosy

Na wniosek Ministra Zdrowia zmieniły się ceny leków, do których dopłaca Narodowy Fundusz Zdrowia. Większość z nich zdrożała, część nawet o kilkaset procent. Podwyżki najbardziej uderzą w chorych na raka, cukrzycę i astmę.

Jak informuje portal wp.pl, Ministerstwo Zdrowia obniżyło limity refundacji dla 1055 leków, natomiast podwyżek dokonano w 299 przypadkach. Oznacza to, że za większość leków pacjenci zapłacą więcej. W sumie na liście leków refundowanych znajduje się niemal 3500 medykamentów – ceny wzrosły aż w 1055 przypadkach. Co prawda obniżono ceny niektórych leków, ale dotyczy to znacznie mniejszej liczby niż ta, która obejmuje podwyżki. Jak szacuje portal, w co najmniej kilkudziesięciu przypadkach ceny leków wzrosły drastycznie, nawet o niemal 100%!

Przykłady są wymowne. Anastrozole Arrow, stosowany w przypadku raka piersi, podrożał z 29,36 zł do 37,08 zł. Bonefos, na raka tkanki kostnej, to podwyżka z 98,93 zł do 137,01 zł. Ale wszelkie rekordy bije Advargraf, stosowany po przeszczepach narządów i zapobiegający ich odrzuceniu – cena wzrosła z 3,20 zł do… 280 zł. Glibenese GITS, do leczenia cukrzycy typu II, to wzrost z 39 zł do 45,69 zł. Montest, na astmę, podrożał z nieco ponad 21 zł do 26,32 zł. Pentasa, na owrzodzenie jelita grubego, zdrożało z 60,88 zł aż do 121 złotych. Trombex, lek przeciwzakrzepowy, „skoczył” z 119,43 zł do 164,65 zł.

Zmiany na liście nie są jednak przypadkowe. Wiceminister zdrowia Adam Fronczak powiedział portalowi, że przyniosą one 215 mln złotych oszczędności. Zapewnił jednak, że te pieniądze przeznaczone zostaną na finansowanie kolejnych leków. Pożyjemy, zobaczymy. Ale czy na pewno pożyjemy?

Dzieci nam rosną. Wszerz

Dzieci nam rosną. Wszerz

W Polsce przybywa dzieci dotkniętych problemem nadwagi i otyłości. Już 18% uczniów zmaga się z tym problemem. Środki zaradcze podejmowane przez szkoły i administrację publiczną są nieskuteczne, a dla wielu gmin wciąż ważniejsze jest to, ile zarabiają szkolne sklepiki, niż to, jaką żywność oferują – to wnioski z nowego raportu NIK.

Instytucja skontrolowała działania administracji publicznej oraz szkół w zakresie zapobiegania nadwadze i otyłości u dzieci i młodzieży szkolnej. Kontrolą objęto lata 2009-2011 (pierwszy kwartał). Tylko w dwóch szkołach (na 52 skontrolowane) nie stwierdzono przypadków nadwagi i otyłości wśród uczniów. W pozostałych placówkach problem narasta, pomimo formalnie podejmowanych działań zapobiegawczych. W 87% szkół prowadzących sklepiki oraz 75% posiadających automaty spożywcze oferowano produkty o niskiej wartości odżywczej, niezalecane przez dietetyków (np. chipsy, słodkie napoje gazowane, napoje energetyzujące), podczas gdy aż 1/3 szkół nie zapewniała uczniom możliwości zjedzenia obiadu. Sklepiki z żywnością fast food znajdowały się także m.in. w czterech z ośmiu szkół posiadających tytuł „Szkoła promująca zdrowie”.

W żadnej ze skontrolowanych gmin rada nie skorzystała z prawa do podjęcia uchwały wycofującej ze szkolnych sklepików produkty o niskiej wartości odżywczej. Nie podjęto także działań ograniczających zainteresowanie dzieci tego typu żywnością. Sklepiki z produktami zaliczanymi wyłącznie do zdrowej żywności funkcjonowały jedynie w 16% skontrolowanych szkół. Specjaliści zwracają uwagę, że samorządy – szczególnie te borykające się z problemami finansowymi – nierzadko oczekują od dyrektorów szkół, aby dochody z wynajmu powierzchni pod sklepiki, wspomagały budżet szkoły.

Podejmowane przez gminy i szkoły próby propagowania zdrowego stylu życia wśród dzieci i młodzieży są najczęściej niespójne, przypadkowe, doraźne i dlatego nieskuteczne. Samorządy głównie rozbudowywały bazę sportowo-rekreacyjną oraz organizowały imprezy sportowo-turystyczne. Tylko dwie gminy (Chełm, Elbląg) opracowały raporty dot. potrzeb zdrowotnych uczniów, które stały się podstawą lokalnych działań prozdrowotnych. Programy wychowawcze wszystkich skontrolowanych szkół zawierały wprawdzie zagadnienia dotyczące szeroko rozumianych działań sprzyjających zdrowiu, ale tylko w 1/3 z nich określono zadania bezpośrednio związane ze zwalczaniem nadwagi lub otyłości.

Poszczególne szkoły brały udział w ogólnopolskich programach prozdrowotnych (m. in. Trzymaj formę, Szklanka mleka, Owoce w szkole). NIK zwraca jednak uwagę, że ocena skuteczności programów jest niemożliwa, ponieważ żaden z nich nie został poprzedzony analizą stanu wyjściowego: nie sprawdzono, jaka jest skala zjawiska nadwagi i otyłości w danej szkole, ani jakie są rzeczywiste potrzeby uczniów. Żadna ze skontrolowanych szkół nie uwzględniła w planach doskonalenia zawodowego nauczycieli problematyki z zakresu walki z nadwagą i otyłością. Jednocześnie większość ankietowanych przez NIK nauczycieli przyznała, że nie jest przygotowana do udzielenia pomocy uczniom w zapobieganiu nadwadze i otyłości.

Nadwaga i otyłość to gwałtownie narastający problem zdrowia publicznego. Obecnie w Europie nadwagę ma jedno na czworo dzieci. Otyłość generuje nie tylko olbrzymie obciążenia zdrowotne, ale także ekonomiczne, pochłaniając w niektórych państwach członkowskich UE do 6 proc. rządowych wydatków na opiekę zdrowotną. Dlatego programy poprawy żywienia i walki z otyłością stały się priorytetem dla wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Cały raport NIK można pobrać tutaj.

Emeryci kupią banki?

Emeryci kupią banki?

Rząd chce wykorzystać część pieniędzy trafiających do OFE na odkupienie banków wystawionych na sprzedaż przez zagranicznych właścicieli.

Pieniądze przyszłych emerytów mają pomóc w budowie konsorcjum polskich inwestorów. Miałoby ono za zadanie przejmować banki w Polsce, wystawione na sprzedaż przez dotychczasowych zagranicznych właścicieli. Taki jest nowy pomysł rządu i komisji nadzoru finansowego – informuje „Gazeta Wyborcza”. Rząd planuje utworzenie z części środków zgromadzonych w OFE (obecnie to już 229 miliardów złotych) konsorcjum, które miałoby przejmować banki wystawione na sprzedaż. Celem tej inicjatywy jest wzrost poziomu udziałów kapitału polskiego w sektorze bankowym. Ma to zapobiec powtórkom sytuacji mającej miejsce przed trzema laty. Wówczas w trakcie początków kryzysu gospodarczego polskie filie zagranicznych banków ograniczyły działalność kredytową dla rodzimych firm.

Obecnie w posiadaniu kapitału zagranicznego jest ok. 70% sektora bankowego w Polsce, tylko reszta jest rodzima. Natomiast z powodu kryzysu gospodarczego na sprzedaż wystawiono obecnie kilka banków działających w Polsce: Kredyt Bank (kapitał belgijski), Millennium (portugalski), DnB Nord (norweski), Alior Bank (włoski). Cenę Millenium i Kredyt Banku szacuje się na ok. 1,5 miliarda euro za każdy. Eksperci szacują, że w przyszłym roku kolejne 3-4 banki trafią do sprzedaży.

Z tej okazji chce skorzystać rząd. Planuje powołać konsorcjum, które wykupi banki oferowane na sprzedaż. Wejdą do niego spółki z udziałem skarbu państwa, m.in. PKO BP, KGHM i PZU, jednak konieczne są większe środki. Te rząd planuje znaleźć w OFE. Wprowadzone rozwiązania mają być niejako przymusowe dla funduszy emerytalnych. Rząd planuje zmienić sposób oceny wyników inwestycyjnych OFE. Obecnie jest on zależny od średniego wyniku wszystkich funduszy. Po planowanej zmianie to nadzór finansowy ustalałby minimalną stronę zwrotu. Jedną z planowanych jej miar ma być wysokość oprocentowania obligacji emitowanych przez konsorcjum polskich inwestorów. A to oznacza, że OFE będą w zasadzie zmuszone nabywać owe obligacje, gdyż w przeciwnym razie będą miały kłopoty z osiągnięciem wymaganych stóp zwrotu, czyli dopłacić klientom OFE z własnych środków.

Rzadko popieramy i chwalimy Platformę Obywatelską, ale jeśli zrealizuje ten zamiar, będzie to krok godny pochwały – w przypadku OFE kolejny po mającym miejsce w poprzedniej kadencji zmniejszeniu środków przekazywanych funduszom emerytalnym z naszych składek.