Górnictwa portret społeczny

Górnictwa portret społeczny

Nowe badania opinii publicznej wskazują ciekawy trend w postrzeganiu zawodu górnika. Już nie zamożne życie, lecz niebezpieczna praca stanowi większość skojarzeń z tym fachem. Polacy są też przeciwni prywatyzacji kopalń węgla.

Jak informuje portal wnp.pl, podczas wczorajszej konferencji „Górnictwo 2011”, która odbyła się w Katowicach, zaprezentowano wyniki badań przeprowadzonych przez Marketing Research Group na zlecenie „Dziennika Zachodniego”. Rezultaty badań są ciekawe, bo pokazują, że Polacy nie dali się całkiem ogłupić propagandzie liberalnych mediów.

Według nich, wysokie zarobki i dobrobyt pracowników to skojarzenia związane z górnictwem w przypadku 29,3% ankietowanych. Nieco mniej osób (25,8%) kojarzy tę branże ze strajkami. Natomiast najwięcej odpowiedzi – 59,8% – mówi, że górnictwo to głównie niebezpieczna praca i wypadki.

Przeważająca część badanych uważa, że górnictwo powinno inwestować w nowe złoża. 41,3% tłumaczy to koniecznością utrzymania miejsc pracy w kopalniach, a 21,5% potrzebą zaspokojenia popytu na węgiel. 27,5% sądzi, że inwestować należy wtedy, jeśli wydobycie węgla nie wiąże się z dużymi szkodami górniczymi. Tylko 3,4% nie chce żadnych inwestycji, bo uważa, że górnictwo nie ma przyszłości.

Zaledwie 25,5% pytanych uważa, że górnictwo powinno być własnością prywatną, 59,5% postuluje państwową własność kopalń, a 15% nie ma zdania.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nauczyciele piszą mądrze

Nauczyciele piszą mądrze

Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego wystosował list do nowego rządu i minister edukacji narodowej. Sprzeciwia się komercjalizacji edukacji oraz wyraża nadzieję, iż rządowe „oszczędności” nie dotkną szkół i kształcenia.

Prezes ZNP, Sławomir Broniarz, napisał:

Związek Nauczycielstwa Polskiego jest przekonany, że wspieranie edukacji powinno być jednym z najważniejszych zadań nowego rządu oraz Sejmu VII kadencji. Edukacja wymaga w trudnych czasach inwestycji, a nie cięć.

Jest to niezwykle ważne ze względu na aktualne problemy i wyzwania, jakimi są m.in. niż demograficzny i jego konsekwencje w postaci wysokości subwencji oświatowej, konieczność upowszechnienia wychowania przedszkolnego i wprowadzenia nowych technologii w nauczaniu, poprawa jakości nauki i pracy w szkołach, rosnące bezrobocie wśród absolwentów uczelni, ale przede wszystkim spodziewana recesja i skutki globalnego kryzysu. Nie możemy pozwolić, by pokryzysowe oszczędności negatywnie wypłynęły na przyszłość i szanse edukacyjne Polek i Polaków.

Związek Nauczycielstwa Polskiego oczekuje, iż nowy minister edukacji będzie skutecznie dbał o uczniów i uczennice oraz pracowników oświaty, zapewniając im jak najlepsze i stabilne warunki do nauki i pracy.

Wierzymy, że nowy minister edukacji nie będzie spoglądał na polskie szkoły wyłącznie poprzez pryzmat samorządowej krytyki obecnego systemu oświaty. U podstaw takiego stanowiska niektórych samorządów leżą bowiem obecne problemy związane z wysokością subwencji oświatowej. Jednak nie mogą być one pretekstem do demontażu systemu oświaty w Polsce, opartego na finansowaniu publicznych szkół prowadzonych przez gminy i powiaty z budżetu państwa.

Oświata jest jedną z niewielu dziedzin w Polsce, która dotąd nie została poddana bezwzględnym prawom rynku. Dzisiaj coraz częściej i głośniej mówi się o upaństwowieniu banków. Mamy nadzieję, że w przypadku edukacji nie będziemy mieli do czynienia z odwrotnym procesem. Tak może się jednak stać, kiedy samorządy uzyskają możliwość przekazywania szkół innym podmiotom – fundacjom, stowarzyszeniom i związkom wyznaniowym.

Według Związku Nauczycielstwa Polskiego, może to doprowadzić do radykalnego urynkowienia publicznych szkół prowadzonych dotychczas przez powiaty i gminy, do demontażu publicznej, samorządowej oświaty oraz przenoszenia odpowiedzialności za edukację dzieci i młodzieży na rodziców i organizacje pozarządowe.

Uczniowie sami się nie obronią, nie zagłosują na „nie”, bo większość z nich nie ma jeszcze czynnego prawa wyborczego. Dlatego Związek będzie występował w obronie ich prawa do publicznego bezpłatnego kształcenia, nie zapominając o swoich członkach i członkiniach.

Przypominamy, iż w październiku br. koalicja (PO i PSL) podpisała z ZNP „Porozumienie na rzecz statusu zawodowego nauczycieli”, w którym strony zgodnie stwierdziły, że „kluczowe dla poziomu kształcenia dzieci i młodzieży jest usytuowanie i ranga społeczna zawodu nauczyciela”, a państwo powinno na szczeblu centralnym regulować ich status zawodowy i gwarantować stabilizację w tym zawodzie.

Odpowiedzialne rządzenie nie może polegać na cięciach edukacyjnych!

Wierzymy, że rząd Donalda Tuska odpowiedzialnie podejdzie do swoich konstytucyjnych zadań i wyzwań, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć.

Sławomir Broniarz, Prezes ZNP

Witajcie w XIX wieku

Witajcie w XIX wieku

Polscy pracodawcy właśnie zaczęli domagać się wprowadzenia mechanizmu z czasów najdzikszego kapitalizmu – lokautu.

Lobby przedsiębiorców uważa, że powinni oni mieć prawo do czasowego zaprzestania działalności gospodarczej w przypadku nielegalnego strajku – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Organizacja Pracodawcy RP domaga się wprowadzenia „lokautu ochronnego” (zawieszenia działalności), jeśli sąd uzna, że strajk jest nielegalny, a pracownicy będą go kontynuować lub w ogóle rozpoczną. Pracodawcy chcą bowiem jeszcze jednej zmiany w prawie – proponują, żeby sądy mogły orzekać o legalności strajków już na etapie przedstawiania żądań przez związki zawodowe. Dziś uprzednia kontrola dopuszczalności sporu nie jest możliwa.

Co oznaczałby lokaut? Zawieszenie wzajemnych zobowiązań pracodawcy i pracowników. Zatrudnieni nie wykonywaliby pracy, ale też nie otrzymywaliby wynagrodzenia. Dyskusja o wprowadzeniu lokautu toczy się od pewnego czasu. Takie rozwiązanie przewiduje projekt zbiorowego kodeksu pracy, przygotowany przez komisję kodyfikacyjną prawa pracy. Zakłada on, że pracodawca lub organizacja pracodawców będąca stroną sporu zbiorowego mogą wystąpić do sądu z wnioskiem o ustalenie, że ogłoszony lub trwający strajk jest sprzeczny z prawem. Wówczas strajk nie mógłby być rozpoczęty, a gdy już trwa – powinien zostać natychmiast zakończony. Jeśli tak się nie stanie, przedsiębiorstwo mogłoby zawiesić formalnie działalność do momentu przerwania akcji protestacyjnej.

Jednoznacznie negatywną ocenę propozycji lokautu formułuje NSZZ „Solidarność”, największy polski związek zawodowy. – „Jest ona zbyt drastyczna dla pracowników” – mówi Marcin Zieleniecki, ekspert „Solidarności”. Jego zdaniem, związki zawodowe starają się przestrzegać procedury prowadzenia sporu zbiorowego. Zawieszanie działalności firmy byłoby wymierzone nie tylko w tych pracowników, którzy przystąpili do strajku, lecz także tych, którzy odmówili uczestnictwa w nim. Przepisy dotyczące sporów zbiorowych są niejednoznaczne, co mogłoby ułatwić pracodawcom stawianie zarzutów nieprzestrzegania prawa i w konsekwencji wprowadzanie lokautu. – „Zgodnie z przepisami nie jest dopuszczalne np. prowadzenie sporu zbiorowego w celu poparcia indywidualnych żądań pracowniczych. Problem w tym, że nie zawsze można rozstrzygnąć, jakie roszczenie ma indywidualny, a jakie zbiorowy charakter” – mówi Zieleniecki.

Jak widać, wyborcze triumfy liberałów coraz bardziej rozzuchwalają pracodawców. Czy pracownicy w nieskończoność będą zginać kark pod ciężarem roszczeń tego towarzystwa?

Nie ma „etosu”, ale jest związek

Nie ma „etosu”, ale jest związek

W redakcji dziennika „Fakt” utworzono właśnie strukturę NSZZ „Solidarność”. To jeden z rzadkich przypadków powołania reprezentacji pracowniczej w komercyjnych mediach.

Jak informuje portal Onet.pl, z inicjatywy osób pracujących w redakcji dziennika „Fakt”, w wydawnictwie Ringier Axel Springer powstała struktura NSZZ „Solidarność”. Jest to pierwszy związek zawodowy działający w całej strukturze polskiego oddziału tego koncernu. Na wstępie wstąpiło do związku kilkudziesięciu pracowników.

Przewodnicząca nowego związku, Joanna Pęcherska, informuje, że większość jego członków to pracownicy redakcji „Faktu” posiadający długi staż w tym miejscu zatrudnienia. – „Zależy nam na utrzymaniu pozycji lidera gazet codziennych w Polsce, a naszym zdaniem będzie to możliwe tylko wtedy, gdy interesy naszych pracowników będą chronione. Przeżyliśmy w wydawnictwie i w naszej redakcji kilka redukcji zatrudnienia. Zdajemy sobie sprawę, że kolejne zwolnienia mogłyby pociągnąć za sobą obniżenie jakości gazety”.

Zwolnienia w „Fakcie”, jak informują związkowcy, mają miejsce co roku od 4 lat. W tym okresie pogorszeniu uległy także zasady pracy i wysokość zarobków osób nadal zatrudnionych. W październiku koncern Ringier Axel Springer zwolnił też kilkanaście osób z innego swego czasopisma, tygodnika „Newsweek”, a reszcie pracowników obniżono pensje o 10%. Do koncernu na polskim rynku należą jeszcze takie tytuły, jak „Przegląd Sportowy” i „Sport”, „Forbes”, „Auto Świat”, „Komputer Świat”, „Play”, „Popcorn”, „Dziewczyna”.

Nowym związkowcom życzymy samych sukcesów w walce o swoje prawa pracownicze!

Przy okazji warto zapytać – choć to pytanie retoryczne – jak wygląda działalność związków zawodowych w „Gazecie Wyborczej”. Tej samej, która powołuje się na „etos” i która lubi pozować na wrażliwą społecznie lub epatować łzawymi tekstami o wyzysku na drugim końcu świata. I jeszcze jedno pytanie, niestety również retoryczne, warto zadać: czy w tej „prężnej” aktywności związkowej w „Gazecie Wyborczej” liderami są zatrudnieni tamże lewicowcy z „Krytyki Politycznej” i z innych tego rodzaju środowisk lewicowych? Czy może raczej lewicowość ich samych i ich pryncypałów z władz Agora S.A. przejawia się wyłącznie w „blokowaniu faszyzmu” u boku takich „ludzi lewicy”, jak Palikot, Kalisz, Olejniczak czy Żakowski?