Czytelnicy kontra potwór – poprzyj akcję!

Czytelnicy kontra potwór – poprzyj akcję!

Nie tucz książkowego potwora – apelują pomysłodawcy akcji, która ma zwrócić uwagę na to, że duże sieci sprzedaży (głównie Empik) prowadzą politykę szkodliwą dla wydawnictw, autorów i jakości książek.

Gdzie kupujesz nowości książkowe? W małych księgarenkach? W centrach handlowych? W księgarniach sieciowych?  A może za pośrednictwem Internetu? Zastanów się dobrze, bowiem Twoja odpowiedź może mieć wpływ na to, czy będziesz jeszcze miał co czytać… – piszą pomysłodawcy akcji „Nie tucz książkowego potwora” na wortalu literackim Granice.pl. Co robi „książkowy potwór”? Na przykład całymi miesiącami nie płaci wydawnictwom za książki, które dystrybuuje, nawet jeśli już je sprzedał. Albo żąda horrendalnych opłat za promocję tytułu w swojej sieci.

...

To właśnie niedotrzymywanie terminów płatności uchodzi za jeden z najbardziej poważnych problemów rynku książki. – „Wydawcy mają coraz większy problem z odzyskaniem pieniędzy za swoje książki z dużych sieci księgarskich” – podkreśla Małgorzata Gutowska-Adamczyk, autorka bestsellerowej serii „Cukiernia pod Amorem”. – „Przez to maleje liczba tytułów pojawiających się w księgarniach, przez to maleją nakłady na marketing, przez to coraz większe problemy mają redakcje pism i serwisów literackich, przez to z kolei cierpią czytelnicy, poszukujący interesującej i naprawdę dobrej lektury. I właśnie czytelnicy są największą nadzieją na ozdrowienie sytuacji. Świadomy klient, niczym świadomy obywatel, ma siłę, jakiej doświadczyli ostatnio najwięksi tyrani świata. Ponieważ wydałam w ciągu ostatniego roku ponad dwa tysiące złotych na książki w salonach sieci, niniejszym oznajmiam, że przestaję robić tam zakupy! W Waszych-naszych rękach, czytelnicy, los autorów, wydawców i książek. Kupujcie świadomie! Kupujcie w niewielkich księgarniach lub – najlepiej – przez Internet, bezpośrednio u wydawcy” – nawołuje autorka.

– „Wiele bardzo zasłużonych dla polskiej kultury wydawnictw ma w sieciach zamrożone ogromne pieniądze. Przez to publikacja wielu znakomitych książek, naprawdę wartościowej literatury jest odłożona na czas późniejszy, może też… w ogóle nie dojść do skutku! Dlatego chcemy zainaugurować akcję »Nie karm książkowego potwora! Kupuj u wydawcy!«” – mówi Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl. – „W pierwszym etapie naszej akcji zachęcaliśmy czytelników, by nabywali oni książki w małych księgarenkach, w księgarniach internetowych, poza wielkimi sieciami salonów multimedialnych” – tłumaczy pan Sławomir. – „W etapie kolejnym, który właśnie rozpoczynamy, chcemy dać sygnał do zmiany – pragniemy, by to miłośnicy książki nakłonili firmy działające na rynku książki do podpisania „Deklaracji dobrej woli” – dokumentu opisującego korzystne dla czytelników i przedsiębiorców zasady współpracy.

– „Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za losy rynku książki w Polsce” – mówi popierający przedsięwzięcie Grzegorz Raczek, redaktor naczelny portalu DuzeKa.pl. – „Każdy z miłośników książki powinien poinformować o zaistniałej sytuacji swoich znajomych i przyjaciół”.

Warto odwiedzić:
Profil akcji na Facebooku
Miejsce, w którym można podpisać stosowną petycję.
Portal, który zainicjował całą akcję.

Redakcja „Nowego Obywatela” w pełni popiera tę akcję zarówno ze względu na jej cel ogólny, jak i z uwagi na to, że na własnej skórze doświadczyliśmy opisanej polityki wielkich sieci handlu książkami i prasą – w chwili obecnej są nam winne, długo po terminie płatności, kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Reforma kosztem niezamożnych?

Reforma kosztem niezamożnych?

Związek Zawodowy Rolników „Ojczyzna” uważa, że zapowiadane przez rząd zmiany w systemie ubezpieczeń są próbą „skoku na kasę” i łatania dziury budżetowej kosztem rolników, bez uwzględnienia ich sytuacji socjalno-bytowej i dochodowości niewielkich gospodarstw.

ZZR „Ojczyzna” wzywa do uporządkowania dyskusji na temat zmian w systemie ubezpieczeniowym rolnictwa, poprzez wyraźne rozgraniczenie problemu ubezpieczeń zdrowotnych (narzuconego kontrowersyjnym orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego) od działań rządu, zmierzających do likwidacji odrębnego systemu ubezpieczeń emerytalnych rolników. Obie te kwestie łączy jedynie próba „skoku na kasę” i łatania dziury budżetowej ze szkodą dla osób czynnie zawodowych w rolnictwie – poinformował Pierwszy Portal Rolny.

– „Zaproponowane przez premiera obciążenie już 6-hektarowych gospodarstw koniecznością odprowadzania składek na ubezpieczenie zdrowotne nie ma nic wspólnego z »ewolucją«” – twierdzi Lucjan Cichosz, przewodniczący ZZR „Ojczyzna”. – „Przeciwnie, będzie to rzucenie na głęboką wodę ponad 60 procent rolników i w to sytuacji, gdy prognozowany jest spadek dochodowości produkcji rolnej, trudniej dostępne będą też dopłaty unijne, często mające zasadnicze znaczenie dla utrzymywanie bieżącej płynności finansowej gospodarstw”.

W przekonaniu ZZR „Ojczyzna” nie ma żadnego uzasadnienia dla wprowadzania tak niskiego progu obszarowego dla obowiązku bezpośredniego regulowania składki. Przeciwnie, prawidłowe (i zgodne z duchem i literą orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 26 października 2010 r.) byłoby uzależnienie tego obowiązku od kwestii uzyskiwania opłacalności produkcji rolnej. Składka powinna więc obejmować albo wyłącznie producentów wielkoobszarowych, albo w oparciu o wysoki próg przychodowy. W zaproponowanej przez premiera formie obowiązek składkowy będzie jedynie formą drenażu kieszeni rolników.

W odniesieniu do planów rządu PO-PSL (przy poparciu Ruchu Palikota) związanych z przebudową całego systemu emerytalnego, nie tylko w rolnictwie, ZZR „Ojczyzna” ze smutkiem przyjmuje odstąpienie przez PSL od założeń własnego programu i obietnic składanych wyborcom.

Należy podkreślić, że wbrew obiegowym opiniom lansowanym przez liberalnych ekspertów, to właśnie ubezpieczenie emerytalne w ramach KRUS jest lepszym i prostym rozwiązaniem systemowym, zbliżonym zresztą do systemów ryczałtowanych funkcjonujących w innych krajach (jak Szwecja czy Kanada). W obecnej sytuacji krachu budżetowego to właśnie ZUS należy upodobnić do KRUS, a nie odwrotnie! Alternatywą mógłby być jedynie powrót do pełnego budżetowania rent i emerytur, bez kontynuowania fikcji „indywidualnych kont emerytalnych”, na których w obliczu światowego kryzysu za kilka lat może nie być ani złotówki.

Rzekome oszczędności, jakie zapowiada rząd w efekcie zdemolowania systemu emerytalnego w Polsce, sięgną zapewne zaledwie setek milionów, nie zaś miliardów złotych. W żaden też sposób nie usprawiedliwiają kosztów społecznych, ani zasianej w milionach obywateli niepewności odnośnie do ich perspektyw. W tej sytuacji ZZR „Ojczyzna” wyraża zdecydowany sprzeciw wobec zaproponowanego kierunku zmian i wnosi o przeprowadzenie szerokiej, ogólnonarodowej debaty z udziałem niezależnych ekspertów, poświęconej przyszłości systemu ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych w Polsce.

Zgroza z tą pomocą

Zgroza z tą pomocą

Gminy nie potrafią wykorzystać pieniędzy na pomoc dla najuboższych uczniów – zwracają do budżetu centralnego nawet 40% kwot otrzymanych na ten cel. Żadna z państwowych instytucji nie wie, czy wsparcie trafia do wszystkich potrzebujących – oto wnioski z nowego raportu NIK.

Państwo każdego roku przeznacza prawie 500 mln zł na pomoc materialną dla uczniów. NIK sprawdził, jak wykorzystywane są te środki. Kontrolą objęto Ministerstwo Edukacji Narodowej, 19 gmin oraz 52 szkoły na terenie 10 województw. Wniosek jest niewesoły: gminy, które we współpracy ze szkołami organizują pomoc dla uczniów, nie radzą sobie z pełnym wykorzystaniem przekazywanych im pieniędzy.

W 2009 r. do budżetu wróciło 9% środków przeznaczonych na pomoc materialną. W 2010 r. odsetek niewykorzystanych w ten sposób pieniędzy sięgnął już 16%! Skrajnym przykładem są gminy woj. śląskiego, które nie wykorzystały ponad 1/3 przekazanych im środków. Najgorzej jest z wykorzystaniem pieniędzy z Rządowego Programu „Wyprawka szkolna”, przeznaczonych na zakup podręczników dla najuboższych dzieci. W 2009 r. samorządy zwróciły prawie 30% z tych  środków, a w roku 2010 już ponad 38%.

Według danych Urzędu Statystycznego UE (Eurostatu) z 2008 r. w Polsce poniżej granicy ubóstwa relatywnego żyje 22% dzieci. Tymczasem ani MEN, ani żadna inna państwowa instytucja nie wie, czy pomoc materialna dociera do wszystkich potrzebujących uczniów. Resort nie sprawdza, w jaki sposób środki są rozdzielane i wykorzystywane, ponieważ przepisy tego nie wymagają. Większość gmin w ogóle nie podejmuje wysiłku rozpoznania potrzeb uczniów na swoim terenie (w trakcie kontroli robiło to 9 z 19 skontrolowanych gmin). Tylko cztery gminy oceniały przebieg i efekty swoich działań. Samorządowcy tłumaczą się brakiem odpowiedniego obowiązku prawnego.

Gorzej, że samorządom gminnym zdarza się łamać przepisy Ustawy o systemie oświaty. Kontrolerzy NIK zwrócili uwagę na umieszczanie w regulaminach dotyczących dofinansowywania uczniów dodatkowych wymagań. Np. w Radomiu pomoc uzależniono od obecności uczniów na lekcjach. Jednocześnie w części gmin stypendia docierają do uczniów dopiero po trzech, a nawet czterech miesiącach od rozpoczęcia nauki. Aż 68% skontrolowanych gmin opóźniało wydawanie decyzji o przyznaniu pomocy finansowej. Skrajnym przykładem jest Radom, gdzie z decyzjami zwlekano od 32 do 83 dni.

Gminy najchętniej udzielają stypendiów w formie pieniężnej. Władze Radomia i Nowego Sącza tłumaczą brak innych form pomocy problemami kadrowymi i organizacyjnymi. Prezydenci Włocławka i Tarnowa uznali z kolei ten sposób za bardziej elastyczny. Jednak w ocenie NIK ograniczenie pomocy jedynie do przekazania pieniędzy, przy jednoczesnym braku kontroli nad ich wykorzystaniem, nie daje gwarancji przeznaczenia ich na cele edukacyjne. W dodatku taki system powiela zadania opieki społecznej. Lepszą formą wsparcia byłoby organizowanie i finansowanie przez gminy dodatkowych zajęć edukacyjnych, wykraczających poza plany nauczania. Taka forma – w odróżnieniu od formy pieniężnej czy rzeczowej – ma szansę na rozbudzenie potrzeb poznawczych u dziecka i wyrównanie jego szans edukacyjnych.

Cały raport NIK można przeczytać tutaj.

Manifestacja w dniu urodzin

Manifestacja w dniu urodzin

Pracownicy Polfy Warszawa z coraz większym niepokojem przyglądają się sytuacji, w której się znajdują. Obawiają się, że po 2014 roku 50% załogi straci pracę, reszta zostanie przeniesiona do innych zakładów i w ten sposób po 190 latach działania Polfa przestanie w ogóle istnieć.

Polfa Warszawa S.A. to jedna z największych firm farmaceutycznych w kraju. W październiku Polski Holding Farmaceutyczny podpisał umowę prywatyzacyjną. Polfa została sprzedana Polpharmie Jerzego Staraka. Choć Polpharma porozumiała się z Polfą Warszawa co do warunków sprzedaży oraz przyszłego poziomu nakładów inwestycyjnych, to do ustalenia wciąż pozostaje pakiet socjalny.

Związkowcy zarzucają inwestorowi, że rozmowy prowadzone z nimi są tak naprawdę tylko pozorowane. Żadna propozycja przedstawiona przez Komisję Zakładową Polfy nie została zaakceptowana choćby w części. W żadnym obszarze prowadzonych rozmów nie osiągnięto porozumienia. „Solidarności” szczególnie zależy na gwarancji zatrudnienia, ale inwestor odrzucając kolejne projekty Związku, sam nie przedstawia żadnego. KZ wykazała się podczas rozmów gotowością do ustępstw, negocjatorzy nie podjęli jednak dyskusji w żadnym temacie.

Związkowcy obawiają się, że w momencie wygaśnięcia tzw. umowy społecznej, która obowiązuje do grudnia 2014 roku, inwestor zwolni część załogi, a reszta zostanie przeniesiona do innych zakładów należących do Polpharmy.
– „Liczyliśmy na to, że tak poważny inwestor potraktuje nas odpowiednio” – mówi Mirosław Miara, przewodniczący Komisji Zakładowej Polfy. – „Procesy prywatyzacyjnie miały się odbywać przy akceptacji strony społecznej”.
W listopadzie związkowcy zwrócili się do ministra skarbu z prośbą o wsparcie, ponieważ uważają, że „każdy inwestor z uczciwymi zamiarami kupując taką firmę powinien zawrzeć jasne i klarowne porozumienie co do przyszłości firmy i jej pracowników. Unikanie podpisania takiego porozumienia powinno również zastanowić sprzedającego, czyli Skarb Państwa” .

– „18 listopada podjęliśmy decyzję o zawieszeniu rozmów i zaplanowaliśmy na 12 grudnia, w dniu urodzin inwestora, manifestację pod siedzibą Polpharmy w Warszawie przy ulicy Bobrowieckiej” – tłumaczy Mirosław Miara. – „Ciągle mamy nadzieję na to, że uda nam się osiągnąć porozumienie. Ale inwestor musi przerwać taktykę pozorowania negocjacji”.
____________________
Przedruk za www.solidarnosc.org.pl