Mutanty ciągle knują

Mutanty ciągle knują

Rada Stanu, najwyższy francuski organ sądownictwa administracyjnego, anulowała moratorium na uprawy zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy MON810. Zakaz upraw ziarna koncernu Monsanto obowiązywał od lutego 2008 r.

Po rozpatrzeniu zażalenia amerykańskiego koncernu i „innych stron zainteresowanych tą kwestią” uznała, że przy podjęciu decyzji o zawieszeniu upraw MON810 nie przedstawiono „dowodów na istnienie szczególnie wysokiego ryzyka dla zdrowia lub środowiska” – informuje Pierwszy Portal Rolny.

Rząd francuski już zapowiedział, że nałoży „nową klauzulę bezpieczeństwa”, jeśli moratorium zostanie anulowane. Ministerstwo ekologii chce „zapobiec uprawom GMO, które nie były oceniane według nowych wymogów wnioskowanych na poziomie europejskim lub w przypadku których utrzymuje się niepewność co do ich potencjalnego wpływu na środowisko naturalne”.

Krok dalej idzie Greenpeace. Organizacja oświadczyła, że „nie wolno dopuścić, by procedury sądowe przesłoniły prawdziwy, podstawowy problem”. Uważa ona, że przed wiosennym siewem konieczne jest podjęcie działań zmierzających do zakazu stosowania modyfikowanej kukurydzy. – „Decyzja Rady Stanu anuluje de facto francuskie moratorium na uprawy kukurydzy MON18: jeśli rząd nie podejmie działań, nakładając nowy zakaz, ryzykujemy, że organizmy modyfikowane genetycznie zaczną pojawiać się na naszych polach już wiosną” – powiedział szef francuskiego oddziału Greenpeace, Sylvain Tardy.

Oprócz Francji, kukurydza MON810 jest objęta zakazem uprawy w Austrii, Niemczech, Grecji, Luksemburgu i na Węgrzech.

W lipcu 2010 roku Komisja Europejska zatwierdziła dopuszczenie na rynek UE następnych sześciu gatunków genetycznie modyfikowanej kukurydzy koncernów Pioneer, Monsanto i Syngenta, przeznaczonych do konsumpcji przez ludzi oraz do produkcji pasz dla zwierząt.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zieloni spółdzielcy

Zieloni spółdzielcy

Wczoraj w Poznaniu otwarto pierwsze ekologiczne delikatesy – Eko Społem. Można w nich nabyć ponad 2 tysiące produktów zdrowych, wysokiej jakości i mniej obciążających środowisko naturalne.

Mieszkańcy Poznania już mogą zaopatrywać się w produkty ekologiczne w eko-delikatesach przy ul. Młyńskiej 7 (wejście od Placu Ratajskiego). Można w nich nabyć aż 2 tys. produktów, z czego niemal 90% wyprodukowano zgodnie z zasadami rolnictwa ekologicznego i posiada stosowne certyfikaty, potwierdzające spełnienie wymagań produkcji ekologicznej. To kolejny krok w rozwoju współpracy poznańskiej PSS Społem z najstarszym dystrybutorem produktów ekologicznych w Polsce, firmą Biofuturo Trade – informuje portal dlahandlu.pl.

Sklep oferuje zarówno produkty świeże, nabiał, wędliny, warzywa i owoce, pełną gamę produktów spożywczych, a ponadto ekologiczne kosmetyki, środki higieniczne, bieliznę i środki czystości. Wystrój sklepu nawiązuje do tradycji handlu przedwojennego, kojarzącego się z bardzo wysoką jakością oferowanych towarów.

Aby zapewnić jakość obsługi na najwyższym poziomie, uruchomienie sklepu poprzedziły szkolenia obsługi z zakresu przepisów, norm jakościowych oraz zagadnień związanych z rolnictwem ekologicznym, a także szczegółowe szkolenia w zakresie oferowanych produktów. Szkolenia zostały przygotowane i poprowadzone przez firmę Biofuturo.

Sklep wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniu tych klientów, którzy poszukują najwyższej gwarancji jakości jakości bio. Od roku 2012 sklep zostanie poddany certyfikacji, co dodatkowo będzie potwierdzało jakość obsługi i oferowanych towarów.

Spółdzielnia liczy na to, że ten pierwszy sklep da początek nowej sieci sklepów Eko Społem w Poznaniu oraz zachęci pozostałe spółdzielnie spod szyldu Społem do wdrażania podobnych projektów na terenach objętych ich działalnością.

Naprawdę wielka Brytania

Naprawdę wielka Brytania

Pracownicy sektora publicznego w Wielkiej Brytanii rozpoczęli w środę 24-godzinny strajk generalny przeciwko zmianom w systemie emerytalnym. W akcji bierze udział 1,5-2 miliony pracowników.

Strajk generalny to głównie protest przeciwko planom podniesienia wieku emerytalnego z 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn do 68 lat dla obu płci oraz zamrożenie płac w budżetówce. Rządowe plany zakładają też zwiększenie emerytalnych składek pracowniczych o 3,2%. Zmiany mają wejść w życie od kwietnia 2012 roku. Oczywiście rządzący konserwatyści uzasadniają te plany „koniecznościami”, „oszczędnościami” i troską o „podatnika”.

Udział w jednodniowym strajku biorą udział m.in. pracownicy służb oczyszczania miasta, robotnicy budowlani, nauczyciele i personel szkół, znaczna część pracowników służby zdrowia, bibliotekarze, pracownicy socjalni, personel sądów, służby graniczne, egzaminatorzy prawa jazdy itp., a nawet pracownicy państwowego serwisu meteorologicznego. O skali strajku świadczy fakt, że zamkniętych było w środę ponad 80% szkół. W całym kraju odbyło się kilkaset demonstracji.

A Polacy? Tusk będzie nas bił po twarzy i patrzył, czy równo puchniemy?

Czekając na sprawiedliwość

Czekając na sprawiedliwość

Po likwidacji niemal połowy sądów pracy w różnych regionach wydłużył się termin oczekiwania na orzeczenia. Utrudnia to dochodzenie roszczeń pracownikom.

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, minęło już ponad 7 miesięcy od decyzji Ministerstwa Sprawiedliwości o likwidacji 74 ze 159 wydziałów pracy w sądach rejonowych. Sądy, które przejęły sprawy po zlikwidowanych jednostkach, podkreślają, że pracownicy dłużej poczekają na wyroki. – „Przeniesienie spraw ze zlikwidowanych wydziałów nie zostało połączone z przeniesieniem etatów sędziowskich do nich przypisanych. Może to mieć nieznaczny wpływ na wydłużenie czasu trwania spraw z zakresu prawa pracy” – mówi Waldemar Żurek, sędzia i rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie. – „Jeśli porównamy okresy styczeń – październik w 2010 i 2011 roku, średnia szybkość postępowania w sprawach pracowniczych wydłużyła się o blisko miesiąc – z niecałych pięciu miesięcy do niecałych sześciu miesięcy” – mówi gazecie Tomasz Adamski, sędzia i rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Te sądy, które tworzą dodatkowe referaty w wydziałach pracy, zapewniają, że z powodu przejmowania spraw nie wydłuży się czas oczekiwania na wyrok. Dodatkowo dzięki zmianom sędziowie z istniejących obecnie wydziałów pracy mogą prowadzić wyłącznie sprawy pracownicze, co na pewno pozytywnie wpływa na jakość wydawanych orzeczeń. – „Bez względu na to, jak sądy przygotowały się do przejmowania postępowań, likwidacja wydziałów pracy utrudnia pracownikom dochodzenie roszczeń” – tłumaczy Jan Guz, przewodniczący OPZZ. Przypomina on, że dodatkowe koszty związane np. z dojazdem do sądu pracodawca może wliczyć w koszty prowadzonej działalności. A pracownik, któremu firma np. nie wypłaciła świadczenia, musi rozważyć, czy w ogóle będzie mu się opłacało dochodzić swojego roszczenia.