Koniec śmieci w szkołach?

Koniec śmieci w szkołach?

Warszawski ratusz przygotował dla dyrekcji placówek listę produktów, które należy wycofać ze sklepików szkolnych. W zanadrzu jest plan bardziej radykalny: uchwała władz miasta zakazująca sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach.

Stołeczny dodatek „Gazety Wyborczej” pisze, że z badań przeprowadzonych w warszawskich szkłach wynika, iż dania fast food można kupić w co trzecim sklepiku szkolnym, a tylko w czterech placówkach były świeżo wyciskane soki. W co drugim gimnazjum i w co trzeciej podstawówce są automaty ze słodkimi napojami owocowymi, colą, słodyczami i chipsami.

Kto ponosi za to odpowiedzialność, czyli decyduje o asortymencie sklepików szkolnych? Dyrektor szkoły w porozumieniu z najemcą sklepiku – w większości placówek jest to jednak umowa ustna. – „Postanowiliśmy ułatwić wszystkim pracę i po raz pierwszy opublikowaliśmy listę produktów, które warto wycofać ze sklepików szkolnych” – mówi gazecie Marta Widz z Centrum Komunikacji Społecznej ratusza. Od kilku lat koordynuje ona stołeczną kampanię „Wiem, co jem”, mającą na celu propagowanie zdrowego odżywiania wśród uczniów. Sporządzona lista zawiera nie tylko wykaz produktów „złych”, ale także sugestie zdrowszych alternatyw.

– „Problem jest bardzo istotny. Jeśli nie uda nam się zaszczepić prawidłowych nawyków żywieniowych, nie tylko w szkole, ale już w przedszkolu, dzieci będą odczuwać potem ich skutki w dorosłym życiu” – mówi prof. Anna Gronowska-Senger z Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, współautorka wspomnianych zaleceń dla dyrektorów szkół. Lista produktów trafi do wszystkich szkół, można ją też znaleźć na stronie internetowej Urzędu Miasta: www.um.warszawa.pl/wiemcojem

Gdyby akcja nie przyniosła znaczących rezultatów, istnieje „plan awaryjny”. Jest nim uchwała Rady Warszawy, zakazująca sprzedawania w szkołach produktów niezdrowych. Gazeta nieoficjalnie dowiedziała się, że pomysł takiej uchwały ma poparcie przewodniczącej Rady oraz prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Słodka własność

Słodka własność

Wciąż istnieją szanse, żeby Krajowa Spółka Cukrowa S.A. – Polski Cukier stała się własnością plantatorów buraków cukrowych i pracowników cukrowni.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, plantatorzy buraków i pracownicy cukrowni nie zdecydowali się na zakup na uprzywilejowanych warunkach wszystkich akcji Krajowej Spółki Cukrowej SA. Jednak w grudniu rozpoczną się zapisy na sprzedaż drugiej transzy akcji, tym razem na warunkach komercyjnych.

Ministerstwo Skarbu Państwa zdecydowało się na sprzedaż akcji stanowiących 80% kapitału zakładowego Krajowej Spółki Cukrowej SA – ósmego producenta cukru w Europie. 32% postanowiono sprzedać na preferencyjnych zasadach, a pozostałe 48% zasadach komercyjnych. Uprawnionych do kupna akcji KSC w ramach oferty zamkniętej było ok. 18 tys. plantatorów związanych ze spółką umowami kontraktacji oraz 1,8 tys. pracowników cukrowni. W ramach tej transzy osoby uprawnione mogły od 5 października do 4 listopada br. nabyć do 70 tys. akcji na preferencyjnych warunkach, tj. na zakup tej części akcji pracownicy i plantatorzy mogli otrzymać kredyt od KSC.

Na zakup akcji po preferencyjnych warunkach zapisało się blisko 13 tys. plantatorów, tj. ¾ uprawnionych, oraz 90% pracowników cukrowni. Nie zakupili oni jednak całej dostępnej puli. 20 grudnia br. rozpoczną się zapisy na zakup akcji w ramach drugiej, komercyjnej transzy. Do grupy tej zostaną wniesione akcje z pierwszej transzy, które nie znalazły nabywcy, jednak będą na sprzedaż już na komercyjnych warunkach. Zapisy potrwają do 20 marca 2012 r. Zakupem drugiej transzy akcji zainteresowani są np. plantatorzy z Lubelszczyzny. – „To głównie zamożni plantatorzy, którzy już deklarują udział w procedurze zakupu akcji. Dotyczy to nie tylko bogatszej części Lubelszczyzny, ale przede wszystkim bardziej zasobnych plantatorów z Kujaw, Pomorza czy z okolic Malborka. Jeżeli to się uda, to Polski Cukier będzie własnością plantatorów i pracowników” – mówi „Naszemu Dziennikowi” Stanisław Lubaś, przewodniczący Sekcji Krajowej NSZZ „Solidarność” Pracowników Przemysłu Cukrowniczego w Polsce, a jednocześnie przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności” w Krajowej Spółce Cukrowej Polski Cukier.

Taki przebieg wydarzeń jest możliwy dzięki wywalczonej swego czasu „ustawie cukrowej”. Jej zapisy mówią, że sprzedaż akcji spółki może zostać przeprowadzona wśród plantatorów buraków oraz pracowników cukrowni, w tym częściowo na preferencyjnych zasadach. Stanisław Lubaś podkreśla, że walcząc o „ustawę cukrową” zdawano sobie sprawę, że nadejdzie czas wykupu akcji i że wielu pracowników czy rolników może mieć z tym problemy. Alternatywą była jednak wówczas sprzedaż cukrowni zagranicznym koncernom lub likwidacja zakładów. Dlatego obecnie osoby, które wówczas obroniły część polskiego przemysłu cukrowniczego apelują do plantatorów i pracowników, aby włączyli się w akcję nabywania udziałów. W ten sposób nie tylko staną się rzeczywistymi współwłaścicielami majątku KSC, ale będą mieć także znaczący udział w zarządzaniu spółką.

Jeśli nie uda się zbyć akcji spółki w trakcie trzykrotnych – tak stanowi ustawa – prób uczynienia tego, rząd będzie mógł wystąpić o zmianę ustawy tak, aby do procesu prywatyzacji dopuścić podmioty nie zapisane w obecnej ustawie, czyli np. wielkie zagraniczne koncerny z tej branży.

Związkowcy znów mówią mądrze

Związkowcy znów mówią mądrze

Przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Pracowników Gospodarki Komunalnej i Terenowej w Polsce wystosował list otwarty w związku z protestem europejskich związkowców przeciwko cięciom budżetowym w sektorze usług publicznych.

Ze względu na bardzo sensowną wymowę prezentujemy ów list w całości:

Pracownicy służb publicznych w Polsce!

Europejska Federacja Związków Zawodowych Służb Publicznych ogłosiła 30 listopada 2011 r. dniem protestu pracowników służb publicznych w Europie przeciwko oszczędnościom wprowadzanym przez Rządy, które dotykają przede wszystkim pracowników służb publicznych.

Oszczędności są czynione kosztem ludzi pracy i będą prowadzić do ich zubożenia i pogorszenia ich warunków życia.

Za kryzys ekonomiczny na świecie zapłacą ludzie pracy. Natomiast ci, którzy do niego doprowadzili, nie poniosą żadnych kosztów i mają się dobrze.

Związki zawodowe domagają się od wielu lat wprowadzenia podatków od transakcji finansowych oraz zaprzestania dofinansowywania prywatnych banków ze środków publicznych. Takie postępowanie dowodzi, że teza o niewidzialnej ręce wolnego rynku jest fałszywa.

Dbałość państwa o wielki kapitał dowodzi, że budowany system jest przeznaczony dla wąskiej grupy kapitału, a nie dla ludzi pracy.

Zauważamy osłabienie dialogu społecznego i łamanie praw pracowniczych w wielu  krajach  Unii Europejskiej.  Solidaryzujemy się z protestującymi pracownikami z tych krajów. Przeciwko tej sytuacji manifestowali związkowcy z całej Europy 17 września we Wrocławiu.

Domagamy się od instytucji europejskich, które w najbliższych dniach będą miały swoje posiedzenia, tj. Rady Ministrów ds. Ekonomicznych i Finansów, Rady Ministrów ds. Zatrudnienia i Spraw Socjalnych oraz Rady Europy podjęcia takich decyzji w sprawie walki z kryzysem, która koszta działań rozłoży proporcjonalnie (ci, którzy mają więcej muszą ponieść większe ofiary).

Od Rządu polskiego domagamy się:

  • zaprzestania oszczędności na ludziach pracy i emerytach wtedy, gdy banki przynoszą w roku bieżącym zyski najwyższe od wielu lat.
  • wprowadzenia dodatkowych, wyższych progów podatkowych dla osiągających wysokie i bardzo wysokie dochody
  • zaprzestania manipulowania przy sposobie waloryzacji emerytur i przy zakładowym funduszu świadczeń socjalnych
  • zaprzestania manipulowania przy cenie paliw przez wykorzystywanie PKN Orlen do tego celu.

Domagamy się szacunku dla ludzi pracy i emerytów,  z których podatków rozwijany jest nasz kraj, co daje szansę Premierowi mówienia o „zielonej wyspie”.

Przewodniczący
Federacji Związków Zawodowych
Pracowników Gospodarki Komunalnej i Terenowej w Polsce
Edward Staszczak

Mutanty ciągle knują

Mutanty ciągle knują

Rada Stanu, najwyższy francuski organ sądownictwa administracyjnego, anulowała moratorium na uprawy zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy MON810. Zakaz upraw ziarna koncernu Monsanto obowiązywał od lutego 2008 r.

Po rozpatrzeniu zażalenia amerykańskiego koncernu i „innych stron zainteresowanych tą kwestią” uznała, że przy podjęciu decyzji o zawieszeniu upraw MON810 nie przedstawiono „dowodów na istnienie szczególnie wysokiego ryzyka dla zdrowia lub środowiska” – informuje Pierwszy Portal Rolny.

Rząd francuski już zapowiedział, że nałoży „nową klauzulę bezpieczeństwa”, jeśli moratorium zostanie anulowane. Ministerstwo ekologii chce „zapobiec uprawom GMO, które nie były oceniane według nowych wymogów wnioskowanych na poziomie europejskim lub w przypadku których utrzymuje się niepewność co do ich potencjalnego wpływu na środowisko naturalne”.

Krok dalej idzie Greenpeace. Organizacja oświadczyła, że „nie wolno dopuścić, by procedury sądowe przesłoniły prawdziwy, podstawowy problem”. Uważa ona, że przed wiosennym siewem konieczne jest podjęcie działań zmierzających do zakazu stosowania modyfikowanej kukurydzy. – „Decyzja Rady Stanu anuluje de facto francuskie moratorium na uprawy kukurydzy MON18: jeśli rząd nie podejmie działań, nakładając nowy zakaz, ryzykujemy, że organizmy modyfikowane genetycznie zaczną pojawiać się na naszych polach już wiosną” – powiedział szef francuskiego oddziału Greenpeace, Sylvain Tardy.

Oprócz Francji, kukurydza MON810 jest objęta zakazem uprawy w Austrii, Niemczech, Grecji, Luksemburgu i na Węgrzech.

W lipcu 2010 roku Komisja Europejska zatwierdziła dopuszczenie na rynek UE następnych sześciu gatunków genetycznie modyfikowanej kukurydzy koncernów Pioneer, Monsanto i Syngenta, przeznaczonych do konsumpcji przez ludzi oraz do produkcji pasz dla zwierząt.