Żłobki blokują ulice!

Żłobki blokują ulice!

W sobotę w Poznaniu miał miejsce protest pracownic żłobków. Pikietujące usiadły na torach tramwajowych i na 15 minut wstrzymały ruch.

Akcja była organizowana przez Porozumienie Żłobkowe, w skład którego wchodzi OZZ „Inicjatywa Pracownicza”. Porozumienie jednocześnie domaga się zaprzestania prywatyzacji i komercjalizacji placówek opiekuńczo-wychowawczych, jak też podwyżek pensji w żłobkach. Akcję wsparli działacze i działaczki z Poznańskiej Komisji Międzyzakładowej Inicjatywy Pracowniczej, Federacji Anarchistycznej, a także ze Stowarzyszenia Konsola i My Poznaniacy.  Wzięło w niej udział kilkadziesiąt osób. Zapowiedziano dalsze protesty.

W rozdawanych ulotkach protestujące napisały m.in., że sprzeciwiają się polityce władz miasta nie traktującej opieki jako kwestii priorytetowej. W jej rezultacie w poznańskich żłobkach brakuje ponad 1600 miejsc, a większość zatrudnionych w nich osób od lat skazana jest na głodowe pensje.

W ulotce czytamy: „Domagamy się bezwzględnego zabezpieczenia w budżecie Miasta na rok 2012 i następne lata środków finansowych na podwyższenie wynagrodzeń dla pracowników publicznych żłobków.

Nie zgadzamy się na podniesienie opłat za żłobki miejskie o 104 zł, aby miasto mogło dopłacić po 100 zł miesięcznie rodzicom posyłającym dzieci do żłobków niepublicznych. Fundusze na nowe miejsca w żłobkach należy uwzględnić w miejskim budżecie, a nie sięgać do kieszeni rodziców.

Dofinansowanie do żłobków prywatnych w wysokości 100 zł na dziecko nie jest żadnym wsparciem dla rodziców płacących miesięcznie ok. 1200 zł abonamentu. Pomysł Wydziału Zdrowia nie spowoduje; że więcej osób będzie mogło zapisać dziecko do prywatnej placówki. Ich program jest wręcz kpiną z rodziców, opiekunek oraz właścicieli prywatnych żłobków. Postulujemy, aby władze Poznania poszły śladem Wrocławia i Krakowa, w których znaleziono fundusze na realne dofinansowanie prywatnych żłobków. Nie mogą one jednak być wprowadzone kosztem rodziców korzystających z usług żłobków miejskich.

Domagamy się odstąpienia od planów prywatyzacji, komercjalizacji czy tzw. uspołeczniania publicznych placówek opiekuńczo-wychowawczych. Uważamy, że spowoduje to obniżenie jakości opieki oraz pogorszenie warunków pracy w tychże placówkach. Za pomysłem prywatyzacji lub tzw. uspołeczniania stoi neoliberalne przekonanie, że instytucje opiekuńczo-wychowawcze mają przynosić zyski. Praktyka pokazuje jednak, że ten argument stosowany jest przez władze Poznania wybiórczo.

Prezydent oraz radni, bez zawahania, przekazali olbrzymie środki z budżetu miasta na przystosowanie stadionu miejskiego do Euro 2012, budowę i utrzymanie Term Maltańskich, postawienie fontanny na Placu Wolności czy organizacje wykwintnych imprez dla elit. Nie pozwolimy na to, aby mieszkańcy Poznania –matki, dzieci, ojcowie, pracownicy opieki, młodzież, nauczyciele i inni, ponosili koszty megainwestycji naszych władz,

Budżet miasta to my – jego mieszkańcy i to my wiemy najlepiej, jak nim zarządzać, aby nasze codzienne potrzeby zostały zrealizowane. Nie potrzebujemy stadionu, na którym regularnie gnije trawa. Potrzebujemy sprawnie działającego systemu opiekuńczo-wychowawczego, tanich miejsc w żłobkach, szkół, gimnazjów, przedszkoli, dobrych warunków pracy oraz godnych pensji. Opieka stanowi fundament sprawnego funkcjonowania każdej indywidualnej jednostki, każdej rodziny, a także całego miasta. Dlatego będziemy walczyć o to, aby w trakcie kształtowania budżetu stała się priorytetem. Domagamy się, aby zaprzestano polityki, w której stadion piłkarski i basen to „inwestycje”, a opieka i edukacja to zbędne koszty, których należy się pozbyć”.

Czego żąda porozumienie?

  • zaniechania planów prywatyzacji czy komercjalizacji publicznych placówek opiekuńczo-wychowawczych
  • zaniechania planów podwyżek opłat za opiekę nad dziećmi w żłobkach miejskich
  • 30% podwyżki od podstawy pensji dla pracowników żłobków miejskich
  • dofinansowania każdego dziecka w zarejestrowanych żłobkach prywatnych kwotą 600 zł

_______________________
Skrót informacji prasowej Federacji Anarchistycznej Poznań.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Festiwal „Kultura i natura. Stop GMO! Ocalić polskie nasiona”

Festiwal „Kultura i natura. Stop GMO! Ocalić polskie nasiona”

W dniach 9-11 grudnia w całym kraju odbędzie się kilkadziesiąt przeróżnych wydarzeń, mających na celu nagłośnienie problemu coraz bardziej nasilonych nacisków lobby producentów organizmów modyfikowanych genetycznie. Poparcie dla akcji zadeklarowały także znane postaci.

Beata Tyszkiewicz, J.A.P. Kaczmarek, Justyna Steczkowska, Zbigniew Libera, Piotr Młodożeniec – to tylko nieliczni z grona artystów, którzy chcą Polski wolnej od GMO i popierają Festiwal „Kultura i natura. Stop GMO! Ocalić polskie nasiona”.

...Festiwal odbędzie się w dniach 9-10-11 grudnia 2011 roku. Podczas festiwalu w całej Polsce przewidujemy koncerty, spektakle, wystawy, jarmarki zdrowej żywności i wiejskiej sztuki, filmy i wykłady nt. zagrożeń GMO, happeningi, spotkania edukacyjne. To odpowiedź polskiego społeczeństwa na informację Ministra Rolnictwa o rządowym projekcie ustawy o nasiennictwie, która otwiera Polskę na uprawy GMO. Brak w niej zapisów o zakazie obrotu nasionami GMO i o zakazie wpisywania do katalogu krajowego odmian genetycznie zmodyfikowanych. Otworzy to Polskę na uprawy GMO. Tymczasem Polacy, podobnie jak mieszkańcy innych krajów UE, w zdecydowanej większości są przeciwni stosowaniu GMO przy produkcji żywności.

Domagamy się, by Rząd RP, biorąc przykład z innych krajów Unii Europejskiej, takich jak Niemcy, Austria, Francja, Włochy, Węgry i inne – wprowadził zakaz rejestracji odmian, obrotu i upraw roślin GMO w Polsce. W szczególności żądamy natychmiastowego zakazu upraw kukurydzy MON810 i ziemniaków Amflora.

Organizatorami wydarzeń festiwalowych są organizacje i osoby prywatne, które łączą wspólne cele: utrzymanie różnorodności biologiczno-kulturowej polskiej wsi, dobrej jakości polskiej żywności oraz zdrowia nas wszystkich. Więcej informacji o Festiwalu można znaleźć na stronie internetowej:

www.festiwalstopgmo.pl

Kontakt z głównym organizatorem:
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi
34-146 Stryszów 156, tel./fax. 33 8797114, biuro@icppc.pl www.gmo.icppc.pl

Koniec śmieci w szkołach?

Koniec śmieci w szkołach?

Warszawski ratusz przygotował dla dyrekcji placówek listę produktów, które należy wycofać ze sklepików szkolnych. W zanadrzu jest plan bardziej radykalny: uchwała władz miasta zakazująca sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach.

Stołeczny dodatek „Gazety Wyborczej” pisze, że z badań przeprowadzonych w warszawskich szkłach wynika, iż dania fast food można kupić w co trzecim sklepiku szkolnym, a tylko w czterech placówkach były świeżo wyciskane soki. W co drugim gimnazjum i w co trzeciej podstawówce są automaty ze słodkimi napojami owocowymi, colą, słodyczami i chipsami.

Kto ponosi za to odpowiedzialność, czyli decyduje o asortymencie sklepików szkolnych? Dyrektor szkoły w porozumieniu z najemcą sklepiku – w większości placówek jest to jednak umowa ustna. – „Postanowiliśmy ułatwić wszystkim pracę i po raz pierwszy opublikowaliśmy listę produktów, które warto wycofać ze sklepików szkolnych” – mówi gazecie Marta Widz z Centrum Komunikacji Społecznej ratusza. Od kilku lat koordynuje ona stołeczną kampanię „Wiem, co jem”, mającą na celu propagowanie zdrowego odżywiania wśród uczniów. Sporządzona lista zawiera nie tylko wykaz produktów „złych”, ale także sugestie zdrowszych alternatyw.

– „Problem jest bardzo istotny. Jeśli nie uda nam się zaszczepić prawidłowych nawyków żywieniowych, nie tylko w szkole, ale już w przedszkolu, dzieci będą odczuwać potem ich skutki w dorosłym życiu” – mówi prof. Anna Gronowska-Senger z Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, współautorka wspomnianych zaleceń dla dyrektorów szkół. Lista produktów trafi do wszystkich szkół, można ją też znaleźć na stronie internetowej Urzędu Miasta: www.um.warszawa.pl/wiemcojem

Gdyby akcja nie przyniosła znaczących rezultatów, istnieje „plan awaryjny”. Jest nim uchwała Rady Warszawy, zakazująca sprzedawania w szkołach produktów niezdrowych. Gazeta nieoficjalnie dowiedziała się, że pomysł takiej uchwały ma poparcie przewodniczącej Rady oraz prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Słodka własność

Słodka własność

Wciąż istnieją szanse, żeby Krajowa Spółka Cukrowa S.A. – Polski Cukier stała się własnością plantatorów buraków cukrowych i pracowników cukrowni.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, plantatorzy buraków i pracownicy cukrowni nie zdecydowali się na zakup na uprzywilejowanych warunkach wszystkich akcji Krajowej Spółki Cukrowej SA. Jednak w grudniu rozpoczną się zapisy na sprzedaż drugiej transzy akcji, tym razem na warunkach komercyjnych.

Ministerstwo Skarbu Państwa zdecydowało się na sprzedaż akcji stanowiących 80% kapitału zakładowego Krajowej Spółki Cukrowej SA – ósmego producenta cukru w Europie. 32% postanowiono sprzedać na preferencyjnych zasadach, a pozostałe 48% zasadach komercyjnych. Uprawnionych do kupna akcji KSC w ramach oferty zamkniętej było ok. 18 tys. plantatorów związanych ze spółką umowami kontraktacji oraz 1,8 tys. pracowników cukrowni. W ramach tej transzy osoby uprawnione mogły od 5 października do 4 listopada br. nabyć do 70 tys. akcji na preferencyjnych warunkach, tj. na zakup tej części akcji pracownicy i plantatorzy mogli otrzymać kredyt od KSC.

Na zakup akcji po preferencyjnych warunkach zapisało się blisko 13 tys. plantatorów, tj. ¾ uprawnionych, oraz 90% pracowników cukrowni. Nie zakupili oni jednak całej dostępnej puli. 20 grudnia br. rozpoczną się zapisy na zakup akcji w ramach drugiej, komercyjnej transzy. Do grupy tej zostaną wniesione akcje z pierwszej transzy, które nie znalazły nabywcy, jednak będą na sprzedaż już na komercyjnych warunkach. Zapisy potrwają do 20 marca 2012 r. Zakupem drugiej transzy akcji zainteresowani są np. plantatorzy z Lubelszczyzny. – „To głównie zamożni plantatorzy, którzy już deklarują udział w procedurze zakupu akcji. Dotyczy to nie tylko bogatszej części Lubelszczyzny, ale przede wszystkim bardziej zasobnych plantatorów z Kujaw, Pomorza czy z okolic Malborka. Jeżeli to się uda, to Polski Cukier będzie własnością plantatorów i pracowników” – mówi „Naszemu Dziennikowi” Stanisław Lubaś, przewodniczący Sekcji Krajowej NSZZ „Solidarność” Pracowników Przemysłu Cukrowniczego w Polsce, a jednocześnie przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności” w Krajowej Spółce Cukrowej Polski Cukier.

Taki przebieg wydarzeń jest możliwy dzięki wywalczonej swego czasu „ustawie cukrowej”. Jej zapisy mówią, że sprzedaż akcji spółki może zostać przeprowadzona wśród plantatorów buraków oraz pracowników cukrowni, w tym częściowo na preferencyjnych zasadach. Stanisław Lubaś podkreśla, że walcząc o „ustawę cukrową” zdawano sobie sprawę, że nadejdzie czas wykupu akcji i że wielu pracowników czy rolników może mieć z tym problemy. Alternatywą była jednak wówczas sprzedaż cukrowni zagranicznym koncernom lub likwidacja zakładów. Dlatego obecnie osoby, które wówczas obroniły część polskiego przemysłu cukrowniczego apelują do plantatorów i pracowników, aby włączyli się w akcję nabywania udziałów. W ten sposób nie tylko staną się rzeczywistymi współwłaścicielami majątku KSC, ale będą mieć także znaczący udział w zarządzaniu spółką.

Jeśli nie uda się zbyć akcji spółki w trakcie trzykrotnych – tak stanowi ustawa – prób uczynienia tego, rząd będzie mógł wystąpić o zmianę ustawy tak, aby do procesu prywatyzacji dopuścić podmioty nie zapisane w obecnej ustawie, czyli np. wielkie zagraniczne koncerny z tej branży.