Kupuj odpowiedzialnie zabawki!

Kupuj odpowiedzialnie zabawki!

Drogi Święty Mikołaju – kupuj odpowiedzialnie zabawki! Świętując razem z dziećmi, nie zapominajmy, że pod kolorowymi opakowaniami kryje się rzeczywistość chińskich fabryk.

Około 80 proc. zabawek na świecie produkowanych jest w Chinach, głównie na południowym wybrzeżu tego kraju w prowincji Guangdong, w mieście Shenzen. Przemysł zabawkarski jest zdominowany przez kilka wielkich korporacji, wśród których znajdują się Mattel, Hasbro i Disney. Większość popularnych zabawek produkowana jest na zlecenie lub na licencji tych firm. Ich wielkie nakłady na reklamę sprawiają, że wśród dzieci najpopularniejsze są zabawki produkowane masowo – wytworzone z tworzyw sztucznych, szkodliwych dla środowiska i powstające w chińskich fabrykach, w warunkach łamania praw człowieka.

Kolejne raporty niezależnych organizacji wskazują, że w zdecydowanej większości fabryk zabawek prawa pracownicze są łamane. Chińskie prawo pracy, które określa płacę minimalną oraz 40 godzinny tydzień pracy, jest nagminnie łamane. Do powszechnych nadużyć należą: zmuszanie pracowników do pracy w nadgodzinach (nawet 16 godzin dziennie, 6 lub 7 dni w tygodniu), niskie płace, brak umów o pracę, niebezpieczne warunki pracy, zatrudnianie nieletnich na tych samych warunkach co dorosłych. Warto przypomnieć, że niezależne związki zawodowe w Chińskiej Republice Ludowej są nielegalne.

Zabawki i gry, które dzieci 6 grudnia czy na Gwiazdkę tradycyjnie dostaną od św. Mikołaja, zostały najprawdopodobniej wyprodukowane w Chinach. Nie zapominajmy, że pod kolorowymi opakowaniami i dźwięcznymi melodyjkami kryje się rzeczywistość chińskich fabryk: praca dzieci, nagminne łamanie praw pracowniczych i poważne zanieczyszczenie środowiska. Warto o tym pamiętać, wybierając upominki dla naszych dzieci.

NSZZ „Solidarność” oraz Polska Zielona Sieć, która koordynuje tegoroczną akcję „Drogi Święty Mikołaju – kupuj odpowiedzialnie zabawki!” – organizują w Sali BHP Stoczni Gdańskiej spotkanie i konferencję prasową poświęcone produkcji zabawek w Chinach. Wezmą w nich udział:

– Yang Yu – pracownica i migrantka z północy Chin, która pracowała w wielu fabrykach zabawek i sprzętów elektronicznych w Shenzen w południowych Chinach. Wielokrotnie zmieniała pracodawców w nadziei na poprawę warunków pracy, lecz gdy sytuacja wszędzie okazała się równie zła, zdecydowała się mówić o problemach pracowników chińskich fabryk jako świadek,

– Debby Chan – działaczka na rzecz obrony praw człowieka z organizacji Students and Scholars Against Corporate Misbehaviour (SACOM) z Hongkongu, która zajmuje się badaniem warunków pracy w fabrykach w południowych Chinach, m.in. wywiadami wśród pracownic fabryk oraz wśród osób poszkodowanych w wyniku pracy.

Projekt prowadzony od 2009 r. przez Polską Zieloną Sieć jest częścią europejskiej kampanii „Stop Toying Around”, wspólnego przedsięwzięcia organizacji pozarządowych z Austrii, Czech, Francji, Polski i Rumunii. Kampania ma zwiększyć świadomość konsumentów na temat łamania praw człowieka przy produkcji zabawek oraz doprowadzić do dialogu z producentami w zabawek w celu poprawy istniejącej sytuacji.

Więcej informacji o kampanii na stronie www.ekonsument.pl/zabawki
_____________________
Informacja prasowa Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Żłobki blokują ulice!

Żłobki blokują ulice!

W sobotę w Poznaniu miał miejsce protest pracownic żłobków. Pikietujące usiadły na torach tramwajowych i na 15 minut wstrzymały ruch.

Akcja była organizowana przez Porozumienie Żłobkowe, w skład którego wchodzi OZZ „Inicjatywa Pracownicza”. Porozumienie jednocześnie domaga się zaprzestania prywatyzacji i komercjalizacji placówek opiekuńczo-wychowawczych, jak też podwyżek pensji w żłobkach. Akcję wsparli działacze i działaczki z Poznańskiej Komisji Międzyzakładowej Inicjatywy Pracowniczej, Federacji Anarchistycznej, a także ze Stowarzyszenia Konsola i My Poznaniacy.  Wzięło w niej udział kilkadziesiąt osób. Zapowiedziano dalsze protesty.

W rozdawanych ulotkach protestujące napisały m.in., że sprzeciwiają się polityce władz miasta nie traktującej opieki jako kwestii priorytetowej. W jej rezultacie w poznańskich żłobkach brakuje ponad 1600 miejsc, a większość zatrudnionych w nich osób od lat skazana jest na głodowe pensje.

W ulotce czytamy: „Domagamy się bezwzględnego zabezpieczenia w budżecie Miasta na rok 2012 i następne lata środków finansowych na podwyższenie wynagrodzeń dla pracowników publicznych żłobków.

Nie zgadzamy się na podniesienie opłat za żłobki miejskie o 104 zł, aby miasto mogło dopłacić po 100 zł miesięcznie rodzicom posyłającym dzieci do żłobków niepublicznych. Fundusze na nowe miejsca w żłobkach należy uwzględnić w miejskim budżecie, a nie sięgać do kieszeni rodziców.

Dofinansowanie do żłobków prywatnych w wysokości 100 zł na dziecko nie jest żadnym wsparciem dla rodziców płacących miesięcznie ok. 1200 zł abonamentu. Pomysł Wydziału Zdrowia nie spowoduje; że więcej osób będzie mogło zapisać dziecko do prywatnej placówki. Ich program jest wręcz kpiną z rodziców, opiekunek oraz właścicieli prywatnych żłobków. Postulujemy, aby władze Poznania poszły śladem Wrocławia i Krakowa, w których znaleziono fundusze na realne dofinansowanie prywatnych żłobków. Nie mogą one jednak być wprowadzone kosztem rodziców korzystających z usług żłobków miejskich.

Domagamy się odstąpienia od planów prywatyzacji, komercjalizacji czy tzw. uspołeczniania publicznych placówek opiekuńczo-wychowawczych. Uważamy, że spowoduje to obniżenie jakości opieki oraz pogorszenie warunków pracy w tychże placówkach. Za pomysłem prywatyzacji lub tzw. uspołeczniania stoi neoliberalne przekonanie, że instytucje opiekuńczo-wychowawcze mają przynosić zyski. Praktyka pokazuje jednak, że ten argument stosowany jest przez władze Poznania wybiórczo.

Prezydent oraz radni, bez zawahania, przekazali olbrzymie środki z budżetu miasta na przystosowanie stadionu miejskiego do Euro 2012, budowę i utrzymanie Term Maltańskich, postawienie fontanny na Placu Wolności czy organizacje wykwintnych imprez dla elit. Nie pozwolimy na to, aby mieszkańcy Poznania –matki, dzieci, ojcowie, pracownicy opieki, młodzież, nauczyciele i inni, ponosili koszty megainwestycji naszych władz,

Budżet miasta to my – jego mieszkańcy i to my wiemy najlepiej, jak nim zarządzać, aby nasze codzienne potrzeby zostały zrealizowane. Nie potrzebujemy stadionu, na którym regularnie gnije trawa. Potrzebujemy sprawnie działającego systemu opiekuńczo-wychowawczego, tanich miejsc w żłobkach, szkół, gimnazjów, przedszkoli, dobrych warunków pracy oraz godnych pensji. Opieka stanowi fundament sprawnego funkcjonowania każdej indywidualnej jednostki, każdej rodziny, a także całego miasta. Dlatego będziemy walczyć o to, aby w trakcie kształtowania budżetu stała się priorytetem. Domagamy się, aby zaprzestano polityki, w której stadion piłkarski i basen to „inwestycje”, a opieka i edukacja to zbędne koszty, których należy się pozbyć”.

Czego żąda porozumienie?

  • zaniechania planów prywatyzacji czy komercjalizacji publicznych placówek opiekuńczo-wychowawczych
  • zaniechania planów podwyżek opłat za opiekę nad dziećmi w żłobkach miejskich
  • 30% podwyżki od podstawy pensji dla pracowników żłobków miejskich
  • dofinansowania każdego dziecka w zarejestrowanych żłobkach prywatnych kwotą 600 zł

_______________________
Skrót informacji prasowej Federacji Anarchistycznej Poznań.

Festiwal „Kultura i natura. Stop GMO! Ocalić polskie nasiona”

Festiwal „Kultura i natura. Stop GMO! Ocalić polskie nasiona”

W dniach 9-11 grudnia w całym kraju odbędzie się kilkadziesiąt przeróżnych wydarzeń, mających na celu nagłośnienie problemu coraz bardziej nasilonych nacisków lobby producentów organizmów modyfikowanych genetycznie. Poparcie dla akcji zadeklarowały także znane postaci.

Beata Tyszkiewicz, J.A.P. Kaczmarek, Justyna Steczkowska, Zbigniew Libera, Piotr Młodożeniec – to tylko nieliczni z grona artystów, którzy chcą Polski wolnej od GMO i popierają Festiwal „Kultura i natura. Stop GMO! Ocalić polskie nasiona”.

...Festiwal odbędzie się w dniach 9-10-11 grudnia 2011 roku. Podczas festiwalu w całej Polsce przewidujemy koncerty, spektakle, wystawy, jarmarki zdrowej żywności i wiejskiej sztuki, filmy i wykłady nt. zagrożeń GMO, happeningi, spotkania edukacyjne. To odpowiedź polskiego społeczeństwa na informację Ministra Rolnictwa o rządowym projekcie ustawy o nasiennictwie, która otwiera Polskę na uprawy GMO. Brak w niej zapisów o zakazie obrotu nasionami GMO i o zakazie wpisywania do katalogu krajowego odmian genetycznie zmodyfikowanych. Otworzy to Polskę na uprawy GMO. Tymczasem Polacy, podobnie jak mieszkańcy innych krajów UE, w zdecydowanej większości są przeciwni stosowaniu GMO przy produkcji żywności.

Domagamy się, by Rząd RP, biorąc przykład z innych krajów Unii Europejskiej, takich jak Niemcy, Austria, Francja, Włochy, Węgry i inne – wprowadził zakaz rejestracji odmian, obrotu i upraw roślin GMO w Polsce. W szczególności żądamy natychmiastowego zakazu upraw kukurydzy MON810 i ziemniaków Amflora.

Organizatorami wydarzeń festiwalowych są organizacje i osoby prywatne, które łączą wspólne cele: utrzymanie różnorodności biologiczno-kulturowej polskiej wsi, dobrej jakości polskiej żywności oraz zdrowia nas wszystkich. Więcej informacji o Festiwalu można znaleźć na stronie internetowej:

www.festiwalstopgmo.pl

Kontakt z głównym organizatorem:
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi
34-146 Stryszów 156, tel./fax. 33 8797114, biuro@icppc.pl www.gmo.icppc.pl

Koniec śmieci w szkołach?

Koniec śmieci w szkołach?

Warszawski ratusz przygotował dla dyrekcji placówek listę produktów, które należy wycofać ze sklepików szkolnych. W zanadrzu jest plan bardziej radykalny: uchwała władz miasta zakazująca sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach.

Stołeczny dodatek „Gazety Wyborczej” pisze, że z badań przeprowadzonych w warszawskich szkłach wynika, iż dania fast food można kupić w co trzecim sklepiku szkolnym, a tylko w czterech placówkach były świeżo wyciskane soki. W co drugim gimnazjum i w co trzeciej podstawówce są automaty ze słodkimi napojami owocowymi, colą, słodyczami i chipsami.

Kto ponosi za to odpowiedzialność, czyli decyduje o asortymencie sklepików szkolnych? Dyrektor szkoły w porozumieniu z najemcą sklepiku – w większości placówek jest to jednak umowa ustna. – „Postanowiliśmy ułatwić wszystkim pracę i po raz pierwszy opublikowaliśmy listę produktów, które warto wycofać ze sklepików szkolnych” – mówi gazecie Marta Widz z Centrum Komunikacji Społecznej ratusza. Od kilku lat koordynuje ona stołeczną kampanię „Wiem, co jem”, mającą na celu propagowanie zdrowego odżywiania wśród uczniów. Sporządzona lista zawiera nie tylko wykaz produktów „złych”, ale także sugestie zdrowszych alternatyw.

– „Problem jest bardzo istotny. Jeśli nie uda nam się zaszczepić prawidłowych nawyków żywieniowych, nie tylko w szkole, ale już w przedszkolu, dzieci będą odczuwać potem ich skutki w dorosłym życiu” – mówi prof. Anna Gronowska-Senger z Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW, współautorka wspomnianych zaleceń dla dyrektorów szkół. Lista produktów trafi do wszystkich szkół, można ją też znaleźć na stronie internetowej Urzędu Miasta: www.um.warszawa.pl/wiemcojem

Gdyby akcja nie przyniosła znaczących rezultatów, istnieje „plan awaryjny”. Jest nim uchwała Rady Warszawy, zakazująca sprzedawania w szkołach produktów niezdrowych. Gazeta nieoficjalnie dowiedziała się, że pomysł takiej uchwały ma poparcie przewodniczącej Rady oraz prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz.