Warszawska Republika Bananowa

Warszawska Republika Bananowa

Niedawno sprywatyzowano Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, a już płyną niepokojące sygnały od pracowników nowego właściciela – firmy Dalkia Polska.

– „Nowy właściciel w ramach redukowania kosztów najwyraźniej zamierza pozbyć się węzłów ciepłowniczych, które nasza firma przejmowała sukcesywnie od spółdzielni mieszkaniowych i wspólnot” – alarmują związki zawodowe SPEC. Być może spółdzielnie i wspólnoty same będą musiały utrzymywać węzły ciepłownicze, a mieszkańcy zapłacą za to wyższymi czynszami – informuje „Życie Warszawy”. Takich węzłów w Warszawie jest ok. 15 tys. Z tego niemal 3/4 przejął i utrzymuje SPEC, reszta znajduje się na terenach przedsiębiorstw. Związkowcy napisali w tej sprawie do władz miasta, ale odpowiedziano im w sumie logicznie – że to sprawa spółki Dalkia Polska. Nie po to miasto sprzedało majątek, żeby teraz zajmować się czym więcej niż przejadaniem forsy z tej transakcji.

Niepokojące wieści docierają też do warszawskich spółdzielni mieszkaniowych. – „Rzeczywiście krążą słuchy, że SPEC chce się wycofać z utrzymywania węzłów. A wtedy wzrośnie zaliczka na utrzymanie tzw. części wspólnych domów. O ile, trudno jeszcze dziś powiedzieć. Dużo będzie zależało od stanu węzła, koniecznych napraw i stawek, jakich zażądają konserwatorzy” – mówi gazecie szefowa wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Obozowej, Justyna Marciniak. Mniej ostrożna jest Barbara Różewska z Konfederacji Warszawskiej, zrzeszającej spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. Stwierdza ona: „To szukanie zysku prywatnej firmy kosztem spółdzielców. Wymiana np. jednej pompy to koszt 60-70 tys. zł. Spółdzielnie musiałyby znacznie podnieść opłaty na fundusz remontowy. Im mniejsza spółdzielnia, tym podwyżki większe”.

Rzecznik SPEC Monika Mazurkiewicz przekonuje, że nie ma powodów do obaw: „Rzeczywiście chcemy koncentrować się na naszej podstawowej działalności. Ale nie oznacza to wcale, że pozbędziemy się węzłów cieplnych. Nadal będziemy zajmować się ich konserwacją i obsługą i tym, co decyduje o jakości i terminowości dostaw ciepła do odbiorców. Ale niektóre zadania realizowane dotychczas siłami spółki stopniowo będą zlecane zewnętrznym firmom”. Takie rozwiązanie jednak również oznacza przerzucanie kosztów na odbiorców. – „Teraz konserwator wysłany przez SPEC bierze od węzła ok. 50 zł miesięcznie, ale ma do obsłużenia duże tereny. Inaczej spółdzielnie  musiałyby zatrudniać ich indywidualnie, więc koszty utrzymania byłyby wyższe – ocenia B. Różewska.

Z czego wynikają takie plany SPEC? Tym razem już z jawnych i potwierdzonych informacji. Firma chce znacząco zmniejszyć liczbę pracowników i szeroko stosować tzw. outsourcing usług. Dziś zatrudnia ok. 1,7 tys. osób.  – „Docelowy model przewiduje tysiąc pracowników” – mówi rzeczniczka Mazurkiewicz. Pytana przez gazetę o gwarancje zatrudnienia, które Dalkia przed prywatyzacją zawarła w obowiązującym pakiecie socjalnym, odpowiada: „My nie zwalniamy. Proponujemy program dobrowolnych odejść, więc decyzje pozostawiamy pracownikom. Postanowienia pakietu są respektowane”. Dobrowolność decyzji jest jednak dość specyficzna: do kwietnia 2012 r. na listy chętnych do odejścia powinno się wpisać 350 osób. Oczywiście otrzymają odprawy, ale w kwestii redukcji zatrudnienia niczego to nie zmieni.

Tak się wychodzi na prywatyzacji – oznacza ona wyższe ceny usług, wzrost bezrobocia, no i zupełny brak kontroli nad podmiotem, który do niedawna był własnością publiczną. Warto przypomnieć, że przeciwnicy prywatyzacji SPEC zebrali ponad 150 tysięcy podpisów pod żądaniem referendum w tej sprawie – władze Warszawy jednak doszukały się wśród nich aż 40 tysięcy podpisów ponoć nieważnych i uznały, że nie muszą się liczyć z opinią ponad stu tysięcy mieszkańców stolicy. Chyba warto z tej okazji zmienić nazwę dworca Warszawa Centralna na Warszawa Bananowa. Od republiki bananowej – w nich też są takie prywatyzacje, takie traktowanie obietnic przez „inwestorów” i takie lekceważenie głosu społeczeństwa.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zacisnąć pasa, ale bogatym

Zacisnąć pasa, ale bogatym

Kraje powinny rozważyć podniesienie podatków dla najzamożniejszych, by zredukować rosnące nierówności pomiędzy bogatymi i biednymi w krajach OECD – takie jest najnowsze stanowisko organizacji.

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju poinformowała, że według prowadzonych przez nią badań trendów długoterminowych w nierównościach dochodów, różnica pomiędzy bogatymi i biednymi osiągnęła najwyższy poziom od 30 lat – informuje agencja Reutera. Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi pogłębiła się nawet w krajach zazwyczaj uznawanych za wysoce egalitarne, takich jak Niemcy, Dania i Szwecja, podała OECD. Największe nierówności występują w Meksyku i Chile.

Udział bogatych w torcie dochodów wzrósł w całej OECD w ciągu trzech dekad od 1980 do 2010 roku, choć najbardziej w USA, które wyprzedzają Australię, Kanadę, Wielką Brytanię i Irlandię. W przypadku Stanów Zjednoczonych OECD ustaliła, że zarobki jednego procenta najlepiej zarabiających wzrosły ponad dwukrotnie, z 8% łącznie w 1979 r. do 17% w 2007. Jednocześnie udział najgorzej zarabiających spadł z siedmiu do pięciu procent.

– „Bez spójnej strategii wzrostu, obejmującej całość społeczeństwa, nierówności będą prawdopodobnie dalej rosły. Wysokie i rosnące nierówności nie są nieuniknione” – napisał w komunikacie Sekretarz Generalny OECD, Angel Gurria. Ponieważ udział najlepiej zarabiających w całości dochodów wzrósł w ostatnich dekadach, OECD uważa, że rządy powinny zwiększyć ich obciążenia podatkowe.

Kupuj odpowiedzialnie zabawki!

Kupuj odpowiedzialnie zabawki!

Drogi Święty Mikołaju – kupuj odpowiedzialnie zabawki! Świętując razem z dziećmi, nie zapominajmy, że pod kolorowymi opakowaniami kryje się rzeczywistość chińskich fabryk.

Około 80 proc. zabawek na świecie produkowanych jest w Chinach, głównie na południowym wybrzeżu tego kraju w prowincji Guangdong, w mieście Shenzen. Przemysł zabawkarski jest zdominowany przez kilka wielkich korporacji, wśród których znajdują się Mattel, Hasbro i Disney. Większość popularnych zabawek produkowana jest na zlecenie lub na licencji tych firm. Ich wielkie nakłady na reklamę sprawiają, że wśród dzieci najpopularniejsze są zabawki produkowane masowo – wytworzone z tworzyw sztucznych, szkodliwych dla środowiska i powstające w chińskich fabrykach, w warunkach łamania praw człowieka.

Kolejne raporty niezależnych organizacji wskazują, że w zdecydowanej większości fabryk zabawek prawa pracownicze są łamane. Chińskie prawo pracy, które określa płacę minimalną oraz 40 godzinny tydzień pracy, jest nagminnie łamane. Do powszechnych nadużyć należą: zmuszanie pracowników do pracy w nadgodzinach (nawet 16 godzin dziennie, 6 lub 7 dni w tygodniu), niskie płace, brak umów o pracę, niebezpieczne warunki pracy, zatrudnianie nieletnich na tych samych warunkach co dorosłych. Warto przypomnieć, że niezależne związki zawodowe w Chińskiej Republice Ludowej są nielegalne.

Zabawki i gry, które dzieci 6 grudnia czy na Gwiazdkę tradycyjnie dostaną od św. Mikołaja, zostały najprawdopodobniej wyprodukowane w Chinach. Nie zapominajmy, że pod kolorowymi opakowaniami i dźwięcznymi melodyjkami kryje się rzeczywistość chińskich fabryk: praca dzieci, nagminne łamanie praw pracowniczych i poważne zanieczyszczenie środowiska. Warto o tym pamiętać, wybierając upominki dla naszych dzieci.

NSZZ „Solidarność” oraz Polska Zielona Sieć, która koordynuje tegoroczną akcję „Drogi Święty Mikołaju – kupuj odpowiedzialnie zabawki!” – organizują w Sali BHP Stoczni Gdańskiej spotkanie i konferencję prasową poświęcone produkcji zabawek w Chinach. Wezmą w nich udział:

– Yang Yu – pracownica i migrantka z północy Chin, która pracowała w wielu fabrykach zabawek i sprzętów elektronicznych w Shenzen w południowych Chinach. Wielokrotnie zmieniała pracodawców w nadziei na poprawę warunków pracy, lecz gdy sytuacja wszędzie okazała się równie zła, zdecydowała się mówić o problemach pracowników chińskich fabryk jako świadek,

– Debby Chan – działaczka na rzecz obrony praw człowieka z organizacji Students and Scholars Against Corporate Misbehaviour (SACOM) z Hongkongu, która zajmuje się badaniem warunków pracy w fabrykach w południowych Chinach, m.in. wywiadami wśród pracownic fabryk oraz wśród osób poszkodowanych w wyniku pracy.

Projekt prowadzony od 2009 r. przez Polską Zieloną Sieć jest częścią europejskiej kampanii „Stop Toying Around”, wspólnego przedsięwzięcia organizacji pozarządowych z Austrii, Czech, Francji, Polski i Rumunii. Kampania ma zwiększyć świadomość konsumentów na temat łamania praw człowieka przy produkcji zabawek oraz doprowadzić do dialogu z producentami w zabawek w celu poprawy istniejącej sytuacji.

Więcej informacji o kampanii na stronie www.ekonsument.pl/zabawki
_____________________
Informacja prasowa Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”

Jak spaprać reformę?

Jak spaprać reformę?

Związek Nauczycielstwa Polskiego krytycznie ocenia sposób wdrożenia reformy obniżenia obowiązku wieku szkolnego z 7. do 6. roku życia oraz działania podejmowane w tym zakresie przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

W ocenie ZNP, ta kluczowa i niezwykle ważna dla wyrównywania szans edukacyjnych i jakości kształcenia reforma została źle wprowadzona. Ministerstwo edukacji miało trzy lata okresu przejściowego na monitorowanie stanu przygotowania szkół i wyposażenia klas, wspieranie samorządów, prowadzenie kampanii informacyjnej wśród rodziców. Niestety, tych działań zabrakło, albo były one niewystarczające. Mówią o tym statystyki, według których we wrześniu br. naukę w klasach pierwszych szkół podstawowych rozpoczęło jedynie około 20% wszystkich dzieci sześcioletnich. Rodzice tak wprowadzanej reformie nie zaufali.

Dzisiaj ministerstwo edukacji proponuje korektę reformy, ale opóźnienie o dwa lata wprowadzenia obowiązku szkolnego dla wszystkich dzieci sześcioletnich, nie tylko nie rozwiązuje już istniejących problemów, ale je nasila. W 2014 r. w I klasach spotkają się bowiem dzieci z wyżu demograficznego urodzone w 2008 r. (414 tysięcy maluchów) oraz te urodzone w 2007 r., które nie rozpoczęły edukacji szkolnej w wieku 6 lat.
Takie rozwiązanie może nawet sparaliżować pracę szkół podstawowych. Istnieje obawa, że cywilizacyjna zmiana, jaką miało być wcześniejsze objęcie dzieci zorganizowaną edukacją, zapewnienie im warunków do szybszego rozwoju i wyrównywania szans edukacyjnych, negatywnie wpłynie na jakość wczesnej edukacji.

Do tej pory w publicznej debacie podnoszona była kwestia braku odpowiedniego dostosowania wielu szkół podstawowych i zaniechań samorządów w tym zakresie. Natomiast dzisiaj podkreśla się, że korekta reformy spowoduje dodatkowe kłopoty organizacyjne i finansowe w gminach, które w 2014 r. będą borykać się z dwoma licznymi rocznikami pierwszoklasistów. Ten bałagan powoduje wzrastanie nieufności rodziców do ładu organizacyjnego w oświacie i systemu edukacji.

Dlatego ZNP negatywnie ocenia propozycję MEN dotyczącą wydłużenia do 2014 roku terminu wprowadzenia obowiązku nauki dla sześciolatków oraz wszystkie zaniechania po stronie resortu, które doprowadziły do tej sytuacji.
_______________________
Przedruk za http://www.znp.edu.pl/ – tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.