Protest pod szwedzką ambasadą

Protest pod szwedzką ambasadą

Ponad 100 pracowników Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego pikietowało w czwartek przed ambasadą Szwecji w Warszawie, protestując przeciwko niedotrzymaniu obietnic przez szwedzki koncern Vattenfall.

Vattenfall, dotychczasowy właściciel GZE nie dotrzymał pisemnego zobowiązania o przekazaniu nowemu inwestorowi projektów pakietów socjalnych, opracowanych przez związkowców dla poszczególnych spółek zakładu. Na mocy zawartej kilka miesięcy temu umowy właścicielem zakładu został Tauron, płacąc Szwedom za 99,98 proc. akcji GZE ponad 4,6 mld zł.

– „Czy w Szwecji na porządku dziennym są w firmach praktyki niedotrzymywania słowa danego załogom i związkom zawodowym? Czy firmy zatajają niewygodne dla nich dokumenty związkowe po to, żeby korzystnie sprzedać akcje innemu inwestorowi? Czujemy się upokorzeni i głęboko dotknięci postępowaniem Vattenfalla. Oczekujemy, że Vattenfall poczuje się do odpowiedzialności wobec polskich pracowników i podejmie działania, które będą możliwe do zaakceptowania przez wszystkie strony tego konfliktu” – napisali związkowcy w petycji skierowanej do szwedzkiego ambasadora. Pismo w czasie pikiety odebrał od  nich szwedzki konsul.

Związkowcy z GZE żądają, by Vattenfall wypłacił  pracownikom rekompensaty za pozbawienie ich ewentualnych gwarancji zatrudnienia. Propozycja kierownictwa z minionego poniedziałku o przekazaniu 300 tys. zł na fundusze socjalne do spółek GZE została zdecydowanie odrzucona przez związkowców.  –  „300 tys. zł do podziału na wszystkich zatrudnionych, to zaledwie 183 zł brutto na osobę. To jałmużna” –  mówi  Danuta Garbusińska, przewodnicząca Solidarności w GZE w Gliwicach.

Na zakończenie pikiety protestujący jedli śledzie, tradycyjną potrawę szwedzką, aby, jak wyjaśnia Garbusińska, „w ten słony sposób” pożegnać się ze swoim dotychczasowym właścicielem. – „Pod ambasadą zostawiliśmy wiadro z wyciśniętymi cytrynami symbolizującymi pracowników GZE, z których szwedzki koncern wycisnął soki, a teraz pozostawił ich na lodzie” – dodaje przewodnicząca.

____________________
Przedruk za http://solidarnosckatowice.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polsko, nie pękaj!

Polsko, nie pękaj!

Rosną różnice ekonomiczne między regionami Polski. Z nowych danych GUS wynika, że podczas kryzysu gospodarczego „Polska B” zostaje coraz bardziej w tyle za „Polską A”.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z nowych analiz GUS, dotyczących roku 2009, wynika, że choć Polska jako całość wyszła z kryzysu ekonomicznego stosunkowo obronną ręką, to aż cztery województwa kraju przeżyły recesję gospodarczą. PKB w przeliczeniu na mieszkańca zmalał o 1,3% w woj. kujawsko-pomorskim, o 0,8% w świętokrzyskim, o 0,6% w lubelskim i o 0,3% w opolskim. Skutkiem jest rosnący dystans między bogatymi a ubogimi regionami kraju.

GUS porównuje nowe dane z tymi sprzed 9 lat. W roku 2000 PKB na mieszkańca woj. lubelskiego był od średniej krajowej niższy o 30,1% – w 2009 r. był niższy już o 32,8%. Dla odmiany, w woj. mazowieckim PKB w 2000 r. był wyższy niż średnia krajowa o 45,1%, a 9 lat później przerasta on średnią o 60,1%. Spodziewane w 2012 r. spowolnienie gospodarcze może według ekspertów jeszcze powiększyć dysproporcje między województwami, podobnie jak w 2009 r.

Gazeta przypomina też, że dwa polskie województwa – lubelskie i podkarpackie – zajmują końcowe pozycje na liście unijnych regionów o najniższym poziomie PKB per capita, obejmującej obszary, gdzie ów dochód wynosi poniżej 40% dla całej UE.

Jednym luksus, innym dziury

Jednym luksus, innym dziury

Powiaty domagają się wprowadzenia mechanizmu finansowania z budżetu państwa obudowy dróg lokalnych, które uległy zniszczeniu wskutek budowy, przebudowy lub modernizacji autostrad i dróg ekspresowych.

Konwenty Powiatów Województwa Łódzkiego i Województwa Lubelskiego podczas wspólnego posiedzenia w dniu 26 października przyjęły stanowisko, w którym domagają się uruchomienia Narodowego Programu Rewitalizacji Dróg Lokalnych. W apelu napisano m.in. „Drogi lokalne nie są przystosowane do dużych obciążeń transportowych związanych z dojazdem do realizowanych inwestycji. Inwestorzy bardzo rzadko zapewniają właściwy dojazd poprzez budowę dróg technologicznych (serwisowych). Natomiast transport realizowany na potrzeby tych inwestycji prowadzony jest po drogach powiatowych i gminnych. Taka sytuacja prowadzi do całkowitej dewastacji okolicznych dróg lokalnych”.

Autorzy stanowiska wspominają, że w obu województwach miały miejsce liczne przypadki zdewastowania dróg lokalnych podczas prac przy budowie autostrad i dróg szybkiego ruchu. Władze samorządowe napotykały też na liczne przeszkody przy próbach wyegzekwowania od inwestorów dokonania napraw lub wypłacenia odszkodowań za zniszczenia. „Samorządy lokalne nie posiadają środków na rewitalizację tych dróg, a bezwiednie stały się współuczestnikami procesu inwestycyjnego prowadzonego ze środków budżetu państwa. Po zakończeniu inwestycji drogowych realizowanych przez państwo dojdzie do sytuacji, kiedy będą przez nasz kraj przebiegały nowe autostrady i drogi ekspresowe, nie będzie natomiast odpowiedniej jakości dróg lokalnych, żeby do tych nowych autostrad i dróg ekspresowych dojechać” – napisano w stanowisku.

Autorzy apelu domagają się pilnego uruchomienia programu rządowego, który powinien służyć zabezpieczeniu przez państwo interesów poszkodowanych samorządów i przy pomocy dotacji budżetowych umożliwić sprawną odbudowę zniszczonych dróg lokalnych.

Bez atomu w naszym domu?

Bez atomu w naszym domu?

Mieszkańcy nadmorskich Gąsek nie chcą w swojej miejscowości budowy elektrowni atomowej. Ich sprzeciw popiera również samorząd lokalny i okoliczne gminy. Uchwałę protestacyjną przyjmie też Kołobrzeg.

Po tym jak Polska Grupa Energetyczna wśród trzech miejsc, w których mogłaby jej zdaniem powstać elektrownia atomowa wskazała Gąski niedaleko Mielna w gminie zawrzało – informuje Portal Samorządowy. – „Na ok. 200 hektarach ma stanąć 60-metrowa budowla, to oznacza, że znajdująca się w Gąskach zabytkowa latarnia morska, będzie niższa od kominów tej elektrowni. To absurd. Ludzie przyzwyczaili się do morza, do latarni, a tu nagle kominy” – komentuje Henryk Bieńkowski, sekretarz gminy Mielno. Gąski leżą nad morzem i prawie 90 proc. ich mieszkańców utrzymuje się z turystyki. – „Mieszkańcy obawiają się po prostu, że elektrownia sprawi, iż turyści przestaną do nich przyjeżdżać” – mówi Bieńkowski.

Dlatego też lokalne władze podzielają panujące w Gąskach opinie w sprawie budowy elektrowni. – „I pani wójt i radni są przeciw, rozumieją mieszkańców, których aktywność w tej sprawie jest niesamowita. Właściwie wszyscy są na nie. Zresztą pani wójt od początku była sceptycznie nastawiona do wyboru tej lokalizacji i nie wyrażała aprobaty” – dodaje sekretarz gminy Mielno.
Mieszkańców nie przekonują również argumenty, że budowa elektrowni atomowej jest bezpieczna. Jak wyjaśnia Bieńkowski, ludzie po prostu nie wierzą w to, że w naszym państwie istnieje środowisko czy grupa intelektualna, która jest w stanie w sposób właściwy zarządzać energią atomową. Podobnie jest z obietnicami miejsc pracy: „Mówi się, że technologia zostanie zakupiona we Francji i prawdopodobnie tamci fachowcy będą ją obsługiwać, a nasi będą się przyuczać. Dlatego też miejsca pracy dla ludzi z okolic to jest marzenie ściętej głowy”.

Również okoliczne miejscowości, łącznie z Kołobrzegiem, nie zamierzają tolerować faktu, że w ich sąsiedztwie może stanąć elektrownia atomowa. – „Radni miasta Kołobrzeg będą za chwilę podejmować uchwałę protestacyjną przeciw lokalizacji elektrowni atomowej w Gąskach, bo jest to zaledwie 20 km od uzdrowiska Kołobrzeg” – informuje Henryk Bieńkowski.

Jako komentarz warto natomiast dodać, że kluczowe przy tak dużej inwestycji w kontrowersyjną technologię nie powinny być protesty lokalne, lecz rzetelna ogólnokrajowa debata o polskim modelu energetycznym, bezpieczeństwie, surowcach energetycznych, ich oszczędzaniu i wykorzystaniu. Protesty lokalne, aczkolwiek słuszne, mogą doprowadzić do tego, że elektrownia zostanie zbudowana gdzie indziej – tam, gdzie ludzie będą słabi i zastraszeni lub tak biedni, że zgodzą się na jakąkolwiek inwestycję. Pytanie nie brzmi: czy elektrownia atomowa powinna powstać w Gąskach – lecz czy tego rodzaju wydatek i zmiana profilu sektora energetycznego powinny w ogóle mieć miejsce w naszym kraju.