Mniej biją po oczach

Mniej biją po oczach

W Krakowie wchodzi w życie uchwała o ładzie estetycznym na starówce. Nawet 80% szyldów i reklam musi ulec zmianie, aby lepiej wtopić się w otoczenie i zabytkową zabudowę.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, właśnie wchodzi w życie przyjęta ponad rok temu uchwała krakowskiej Rady Miasta o wprowadzeniu Parku Kulturowego w obrębie Plant. – „Przepisy chronią to, co najcenniejsze: Stare Miasto, wpisane na listę dziedzictwa UNESCO” – mówi Filip Szatanik z Wydziału Informacji, Promocji i Turystyki Krakowa. Nowe przepisy mają wprowadzić ład wizualny – znikną krzykliwe reklamy, które dotychczas zasłaniały lub przyćmiewały detale zabytkowej architektury i skutkowały „pstrokacizną” w przestrzeni Starego Miasta. Nie będzie można również rozstawiać reklam na chodnikach, wywieszać wielkich bannerów itp. Na wprowadzenie takich zakazów pozwala ustawa o ochronie zabytków.

Właściciele i zarządcy nieruchomości w tej części miasta mają pół roku, by wprowadzić wymagane zmiany. Będą je oceniać urzędnicy, w tym przedstawiciele konserwatora zabytków. Według szacunków, nawet ok. 80 proc. szyldów w ścisłym centrum musi ulec zmianie. – „Koniec z agresywnymi, świecącymi reklamami. A wielkie afisze na rusztowaniach na czas remontu elewacji będą wisieć nie dłużej niż rok. Dotąd miasto mogło dbać tylko o własne nieruchomości. Obowiązywało zarządzenie prezydenta, ale w przypadku prywatnych budynków byliśmy często bezsilni. Walka administracyjna i sądowa o usunięcie reklam trwała nawet sześć lat” – mówi gazecie Jacek Stokłosa, główny plastyk miejski.

Podobne rozwiązanie wprowadził już m.in. Jarosław na Podkarpaciu. Park kulturowy powstał tam przed dwoma laty i ma za zadanie chronić ład estetyczny na Starym Mieście i wokół zabytkowego zespołu klasztornego. Urzędnicy z tego miasta twierdzą, że łatwiej im teraz pozbyć się niechcianych reklam. Na Kraków zwrócone są oczy włodarzy innych dużych miast. – „Kibicujemy Krakowowi. Jeśli im się uda, chętnie skorzystamy z tych doświadczeń” – mówi Paweł Czuma, rzecznik wrocławskiego Urzędu Miasta. Prace w podobnym kierunku rozpoczęto też w Poznaniu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Na marginesie na zawsze?

Na marginesie na zawsze?

Szybko rośnie liczba osób całkowicie biernych zawodowo – w ciągu roku przybyło ich niemal 50 tys. Twierdzą, że zniechęciły się długimi, bezskutecznymi poszukiwaniami pracy.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, wskaźnik bezrobocia, powszechnie przytaczany przez media i komentatorów, uwzględnia tylko osoby zarejestrowane w urzędach pracy. Jednak oprócz nich istnieje jeszcze grupa osób, która nie tylko nie ma pracy, ale nawet już jej nie szuka. Według stanu na koniec września było to aż 437 tys. Ich liczba wzrosła w ciągu roku o 12,3% – tak wynika z Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), przeprowadzanych regularnie przez GUS.

Aż 84,2% tych osób posiada doświadczenie zawodowe, czyli nie są to ludzie niepracujący „od zawsze”. 65,9% osób biernych zawodowo, które nie chcą już szukać nowego zajęcia, ma powyżej 44. roku życia. Wyniki badań potwierdzają tezę, że im starsza osoba, tym trudniej jej znaleźć nową pracę.

W efekcie przestają jej w ogóle szukać. – „To ludzie, którzy na ogół mają niskie wykształcenie i po rocznych lub dłuższych nieudanych próbach znalezienia zatrudnienia zdecydowały się na wieloletnie oczekiwanie na świadczenia emerytalne” – mówi gazecie Konrad Turek z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – „Zniechęcenie jest pochodną długości czasu pozostawania na bezrobociu” – dodaje Urszula Kryńska, ekonomistka Banku Millennium. – A wśród zarejestrowanych bezrobotnych dłużej niż rok zajęcia szuka już blisko 940 tys. osób, czyli ponad połowa”.

Protest pod szwedzką ambasadą

Protest pod szwedzką ambasadą

Ponad 100 pracowników Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego pikietowało w czwartek przed ambasadą Szwecji w Warszawie, protestując przeciwko niedotrzymaniu obietnic przez szwedzki koncern Vattenfall.

Vattenfall, dotychczasowy właściciel GZE nie dotrzymał pisemnego zobowiązania o przekazaniu nowemu inwestorowi projektów pakietów socjalnych, opracowanych przez związkowców dla poszczególnych spółek zakładu. Na mocy zawartej kilka miesięcy temu umowy właścicielem zakładu został Tauron, płacąc Szwedom za 99,98 proc. akcji GZE ponad 4,6 mld zł.

– „Czy w Szwecji na porządku dziennym są w firmach praktyki niedotrzymywania słowa danego załogom i związkom zawodowym? Czy firmy zatajają niewygodne dla nich dokumenty związkowe po to, żeby korzystnie sprzedać akcje innemu inwestorowi? Czujemy się upokorzeni i głęboko dotknięci postępowaniem Vattenfalla. Oczekujemy, że Vattenfall poczuje się do odpowiedzialności wobec polskich pracowników i podejmie działania, które będą możliwe do zaakceptowania przez wszystkie strony tego konfliktu” – napisali związkowcy w petycji skierowanej do szwedzkiego ambasadora. Pismo w czasie pikiety odebrał od  nich szwedzki konsul.

Związkowcy z GZE żądają, by Vattenfall wypłacił  pracownikom rekompensaty za pozbawienie ich ewentualnych gwarancji zatrudnienia. Propozycja kierownictwa z minionego poniedziałku o przekazaniu 300 tys. zł na fundusze socjalne do spółek GZE została zdecydowanie odrzucona przez związkowców.  –  „300 tys. zł do podziału na wszystkich zatrudnionych, to zaledwie 183 zł brutto na osobę. To jałmużna” –  mówi  Danuta Garbusińska, przewodnicząca Solidarności w GZE w Gliwicach.

Na zakończenie pikiety protestujący jedli śledzie, tradycyjną potrawę szwedzką, aby, jak wyjaśnia Garbusińska, „w ten słony sposób” pożegnać się ze swoim dotychczasowym właścicielem. – „Pod ambasadą zostawiliśmy wiadro z wyciśniętymi cytrynami symbolizującymi pracowników GZE, z których szwedzki koncern wycisnął soki, a teraz pozostawił ich na lodzie” – dodaje przewodnicząca.

____________________
Przedruk za http://solidarnosckatowice.pl

Polsko, nie pękaj!

Polsko, nie pękaj!

Rosną różnice ekonomiczne między regionami Polski. Z nowych danych GUS wynika, że podczas kryzysu gospodarczego „Polska B” zostaje coraz bardziej w tyle za „Polską A”.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, z nowych analiz GUS, dotyczących roku 2009, wynika, że choć Polska jako całość wyszła z kryzysu ekonomicznego stosunkowo obronną ręką, to aż cztery województwa kraju przeżyły recesję gospodarczą. PKB w przeliczeniu na mieszkańca zmalał o 1,3% w woj. kujawsko-pomorskim, o 0,8% w świętokrzyskim, o 0,6% w lubelskim i o 0,3% w opolskim. Skutkiem jest rosnący dystans między bogatymi a ubogimi regionami kraju.

GUS porównuje nowe dane z tymi sprzed 9 lat. W roku 2000 PKB na mieszkańca woj. lubelskiego był od średniej krajowej niższy o 30,1% – w 2009 r. był niższy już o 32,8%. Dla odmiany, w woj. mazowieckim PKB w 2000 r. był wyższy niż średnia krajowa o 45,1%, a 9 lat później przerasta on średnią o 60,1%. Spodziewane w 2012 r. spowolnienie gospodarcze może według ekspertów jeszcze powiększyć dysproporcje między województwami, podobnie jak w 2009 r.

Gazeta przypomina też, że dwa polskie województwa – lubelskie i podkarpackie – zajmują końcowe pozycje na liście unijnych regionów o najniższym poziomie PKB per capita, obejmującej obszary, gdzie ów dochód wynosi poniżej 40% dla całej UE.