Harują i biedują

Harują i biedują

W Unii Europejskiej ponad 8% osób pracujących jest zagrożonych biedą, a w Polsce wskaźnik ten dotyczy ponad 11% pracowników. Rośnie też liczba umów czasowych, czyli etatów niepewnych i gorzej opłacanych.

„Dziennik Gazeta Prawna” omawiając nowy, doroczny raport Komisji Europejskiej, pt. „Zatrudnienie i rozwój społeczny w Europie”, pisze, iż więcej niż w Polsce osób pracujących, lecz zagrożonych biedą (tzw. biednych pracujących) jest na Litwie (ponad 12%), w Hiszpanii (niemal 13%), w Grecji (prawie 14%) i w Rumunii (ponad 17%). Krajami o najniższym odsetku „biednych pracujących” są Finlandia i – co warto podkreślić – Czechy, bo w obu tych krajach problem dotyczy niespełna 4% osób zatrudnionych.

Kogo dotyczy najbardziej ów problem? Osób zatrudnionych na podstawie umów czasowych (tzw. śmieciowe) lub o niskim wykształceniu. Wśród pracowników tymczasowych zagrożonych biedą jest 12,9%, a wśród zatrudnionych na stałe tylko 5,1%. „Czasowi” zarabiają też średnio o 14% mniej niż pracownicy w podobnym wieku i o podobnych kwalifikacjach, lecz zatrudnieni na podstawie stałych umów o pracę.

Jak widać, „pracodawcy” okradają nie tylko państwo i budżety świadczeń emerytalnych, rentowych czy zdrowotnych, ale także samych zatrudnionych na śmieciowych umowach. Tak oto po obaleniu mitu, że biedni to ci, którym nie chce się pracować, upada mit kolejny, kluczowy dla liberalnej propagandy. Mianowicie ten, który mówi, że gdyby „pracodawcy” musieli płacić mniejszy „haracz” państwu, to chętnie zapłaciliby więcej samym pracownikom. Jest dokładnie odwrotnie: gdy państwo uchyli im furtkę pozwalającą obniżyć koszty pracy, to rozzuchwalają się i pracownikom oferują jeszcze mniej.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Związek chwali i ostrzega

Związek chwali i ostrzega

OPZZ pozytywnie ocenia decyzję o podwyższeniu składki rentowej. Zdaniem związkowców, jest to krok ku stabilizacji finansowej systemu emerytalno-rentowego, jednak wskazują także „drugie dno” takiej decyzji.

Prezentujemy stanowisko OPZZ w tej sprawie:

OPINIA
Prezydium Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych
w sprawie projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, zmierzającego do zwiększenia składki rentowej po stronie pracodawcy

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uważa, że rozwiązania zawarte w projekcie ustawy służą naprawianiu błędnej decyzji o obniżeniu składki rentowej, którą przeprowadzono w momencie, gdy wpływy ze składek prawie równoważyły wydatki z funduszu rentowego. Warto przypomnieć, że zrównoważenie wydatków i wpływów na poszczególne fundusze ryzyka ubezpieczeniowego było jednym z podstawowych celów reformy systemu ubezpieczeń społecznych.

Skutki obniżenia składki rentowej w 2007 roku odczuli pracownicy, których wzrosły pobory netto. W kieszeniach nisko zarabiających pozostały niewielkie kwoty, wysoko zarabiający skorzystali w skali kilkuset złotych miesięcznie. Oszczędności po stronie pracodawców nie wpłynęły natomiast na zmiany na rynku pracy; nie zmalała szara strefa, nie zmniejszyło się bezrobocie. Nic takiego się nie stało, bowiem stać się nie mogło. Jak wynika z wyliczeń, aby za środki zaoszczędzone na składce rentowej pracodawca mógł zatrudnić dodatkowo jednego pracownika, i to za minimalną płacę, powinien w chwili wprowadzania obniżenia składki zatrudniać 20 pracowników i to z płacami na poziomie średniej krajowej. W praktyce zatem środki zaoszczędzone na obniżce składki rentowej u większości pracodawców zostały wykorzystane na bieżącą konsumpcję zaś w dużych przedsiębiorstwach wpłynęły na poprawę wyników finansowych, co w praktyce mogło przełożyć się na zwiększenie dywidendy ich udziałowców.

Najbardziej widoczną i odczuwalną konsekwencją obniżenia składki była konieczność dokonywania wielomiliardowych dotacji z budżetu państwa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Proponowane obecnie podwyższenie składki przywróci po stronie przedsiębiorców stan sprzed kilku lat, wpłynie także na poprawę stanu finansów publicznych.

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych ma świadomość, co potwierdzają już dziś w swoich wypowiedziach przedstawiciele organizacji pracodawców, że zarządzający dużymi zakładami pracy skutki podwyżki składki będą starali się przerzucać na barki pracowników i konsumentów. O ile za zwiększone pozapłacowe koszty pracy zatrudnieni w administracji państwowej zapłacą brakiem podwyżek płac choćby na poziomie rekompensującym inflację, to zwiększone koszty rozrastającej się systematycznie „armii” pracowników samorządów terytorialnych mogą być rekompensowane podnoszeniem lokalnych podatków.

Proponowana ustawa może zatem wpłynąć w sposób pośredni na zmniejszanie popytu wewnętrznego. Daje ona także asumpt liberalnym ekonomistom oraz przedstawicielom lobby finansowego do wysuwania coraz dalej idących tez o konieczności kolejnych cięć w wydatkach społecznych, jak choćby w zakresie rent rodzinnych.

Przedłożony projekt ustawy jest materialnym przejawem rozwiązań w sferze polityki społecznej zapowiedzianych na najbliższe miesiące przez premiera w sejmowym expose. Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uważa, że zaproponowany termin wejścia w życie tych zmian wpływa na jakość stanowionego prawa oraz utrwala praktykę poprzedniego rządu uniemożliwiającą prowadzenie konstruktywnego dialogu mającego na celu poszukiwanie optymalnych rozwiązań.

Opiniowany projekt jest tego wyraźnym przykładem. W uzasadnieniu do projektu ustawy rząd pominął szereg istotnych problemów, które mogą być konsekwencją proponowanych zmian. Powinny być one rozwiązane przed uchwaleniem ustawy.

Konkludując, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych zwracając uwagę na negatywne skutki jakie mogą wyniknąć z proponowanej ustawy, podkreśla, że szczególnie przy braku dialogu społecznego cała odpowiedzialność za jej wprowadzenie spoczywa na rządzie i popierającej go większości parlamentarnej.

Prezydium
Ogólnopolskiego Porozumienia
Związków Zawodowych

Warszawa, 13 grudnia 2011 r.

Dzieci są, opieki brak

Dzieci są, opieki brak

Polskie przedszkola są jedynie „przechowalniami” dzieci. W wielu placówkach maluchy przebywają w ciasnocie i nie mają żadnych zajęć dodatkowych. Takie wnioski płyną z kontroli przeprowadzonej przez kuratorów.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, wyniki kontroli kuratoriów w placówkach opiekujących się maluchami nie są optymistyczne. Przedszkola są przeładowane przedszkola i mają zbyt szczupłe środki. W efekcie coraz słabiej radzą sobie z realizacją podstawowej misji – wyrównywaniem szans edukacyjnych. Na przykład na Śląsku aż 98% przepytanych rodziców stwierdziło, że zajęcia rozwijające zdolności twórcze, np. plastyka czy muzyka, są w „ich” przedszkolach wyłącznie odpłatne.

– „Najczęściej brak tych zajęć to wynik braku pieniędzy w samorządowej kasie. Ta sytuacja się nie zmieni, dopóki ciężaru finansowania przedszkoli nie weźmie na siebie budżet państwa” – mówi gazecie Sławomir Kłosowski, były kurator i były wiceszef MEN. Według szacunków, kosztowałoby to od 2,5 do 6 mld zł. Na początku lat 90. obowiązek utrzymywania przedszkoli spadł na samorządy. W ślad za tym nie poszły jednak odpowiednie pieniądze. W efekcie wiele przedszkoli zostało zamkniętych lub zaprzestano w nich jakichkolwiek prac modernizacyjnych. Często są ciasne, ze starą infrastrukturą, niedostosowane technicznie do bardziej zaawansowanych zajęć itp.

– „Przedszkole to niezwykle ważny element w rozwoju społecznym i emocjonalnym dziecka. Uczy je działania, zabawy i współpracy w grupie, rozbudzając jego cechy socjalizacyjne, które będą mu potem niezbędne w szkole” – mówi gazecie Artur Kulig, psychoterapeuta i były dyrektor poradni psychologiczno-pedagogicznej w Gliwicach. Jeśli przedszkole nie jest w stanie zapewnić dziecku odpowiedniego rozwoju, powoduje to ograniczenie szans życiowych już na początku edukacji.

Polfa walczy o swoje

Polfa walczy o swoje

W poniedziałek ponad 500 osób manifestowało pod siedzibą Polpharmy. Domagali się od firmy podpisania pakietu socjalnego z pracownikami Polfy Warszawa S.A.

Polfa Warszawa S.A. to jedna z największych firm farmaceutycznych w kraju. W październiku Polski Holding Farmaceutyczny podpisał umowę prywatyzacyjną. Polfa została sprzedana Polpharmie. Choć Polpharma porozumiała się z Polfą Warszawa co do warunków sprzedaży oraz przyszłego poziomu nakładów inwestycyjnych, to do ustalenia wciąż pozostaje pakiet socjalny. Związkowcy zarzucają inwestorowi, że rozmowy prowadzone z nimi są tak naprawdę tylko pozorowane. Żadna propozycja przedstawiona przez Komisję Zakładową „Solidarności” nie została zaakceptowana choćby w części. „Solidarności” szczególnie zależy na gwarancji zatrudnienia, ale inwestor odrzuca kolejne projekty Związku. Związkowcy obawiają się, że w momencie wygaśnięcia tzw. umowy społecznej, która obowiązuje do grudnia 2014 r., inwestor zwolni część załogi, a reszta zostanie przeniesiona do innych zakładów należących do Polpharmy.

Nie mogąc się doczekać na konkrety ze strony nowego właściciela firmy, zorganizowali w poniedziałek demonstrację pod jego siedzibą. W manifestacji wzięło udział ok. 500 osób. Byli przedstawiciele OPZZ, Związku Zawodowego Inżynierów i Techników, przedstawiciele Krajowej Sekcji Farmacji NSZZ „Solidarność”, pracownicy z dawnych Polf z Poznania, Lublina, Kutna, Rzeszowa, Grodziska i Tarchomina oraz przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda. Były petardy, syreny, flagi, znicze, trumna, która symbolizowała zmarłą wskutek prywatyzacji Polfę. – „Polfa sie spisała, zdaliśmy egzamin z jedności. Nie odpuścimy. Musimy walczyć o swoje.  Ta manifestacja była potrzebna. W naszych realiach liczą się tylko z silnymi. A my pokazaliśmy siłę” – powiedział Mirosław Miara, przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności” w Polfie Warszawa.