A jednak się kręci

A jednak się kręci

Wiele wskazuje na to, że w Chorzowie po 17 latach przerwy znów będzie wydobywany węgiel. Trwają starania o wznowienie eksploatacji pokładów zamkniętej kopalni „Barbara”.

Jak informuje „Polska Dziennik Zachodni”, jeszcze przed końcem roku chorzowski magistrat wyda opinię środowiskową w sprawie wznowienia wydobycia węgla kamiennego na terenie byłej kopalni Barbara. Ubiega się o nią Fundusz Przemysłowy Silesia. Jeżeli wnioskodawca otrzyma koncesję i odpowiednie pozwolenia z Ministerstwa Środowiska, to po 17 latach przerwy w Chorzowie znów będzie wydobywany węgiel.

Gazeta dowiedziała się, że opinia chorzowskich urzędników będzie pozytywna. Zostanie wydana w porozumieniu z władzami Siemianowic Śląskich, bo kopalnia leży na granicy obu miast. Warunek wznowienia wydobycia będzie taki, że powinno być ono prowadzone metodami bezpiecznymi dla obiektów na powierzchni. – „Firma musiałaby wydobywać węgiel na tzw. podsadzkę, wybierane pokłady uzupełniając piaskiem” – mówi „Dziennikowi Zachodniemu” Andrzej Kotala, prezydent Chorzowa.

Chorzów jest miastem, które swoją dawną świetność zawdzięcza m.in. górnictwu. Wydobycie węgla rozpoczęto tu już pod koniec XVIII wieku, a jeszcze dwie dekady temu działało w mieście kilka kopalń. Dziś mówi się, że ich zamknięcie było błędem. Pod miastem wciąż są spore złoża, a nawet przygotowane do wydobycia pokłady na poziomie 800 metrów.

Planowane wznowienie eksploatacji pokładów kopalni „Barbara” mogłoby dać nawet 1000 miejsc pracy w samej kopalni, nie licząc kooperantów. Dla miasta byłby to znaczny „zastrzyk” pozytywnych zjawisk. Co więcej, rozważane jest wznowienie wydobycia węgla również w innych miejscach w Chorzowie – nieoficjalnie mówi się, że jest tym zainteresowany Węglokoks SA.

Cieszymy się, że do Polski wraca przemysł – przemysł zaawansowany technologicznie bez porównania bardziej niż montownie z blachy falistej oraz zatrudniający znaczną ilość osób. Jeszcze bardziej cieszylibyśmy się, gdyby wracał on dzięki wysiłkom polskich władz, nie zaś wbrew ich „reformom”, polegającym nieodmiennie na likwidowaniu „nierentownych” przedsiębiorstw.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

To nie jest kraj dla starych chorych

To nie jest kraj dla starych chorych

Rzecznik Praw Obywatelskich poprosił resort zdrowia o informacje na temat działań mających poprawić system opieki zdrowotnej i pomocy osobom starszym. Jego zdaniem, następuje zapaść lecznictwa geriatrycznego.

Portal Samorządowy cytuje fragmenty listu RPO do ministerstwa zdrowia. Czytamy m.in.: „Systematycznie postępuje proces starzenia się polskiego społeczeństwa. Tymczasem polski system opieki zdrowotnej i pomocy osobom starszym jest niewydolny oraz nieprzygotowany na gwałtownie postępujące zmiany demograficzne”. Na podstawie danych ministerstwa Rzecznik sformułował opinię, że niewystarczające jest np. kształcenie lekarzy z zakresu geriatrii. W dodatku „Następuje zapaść lecznictwa geriatrycznego – nie otwiera się nowych poradni geriatrycznych, nie zwiększa się liczby łóżek geriatrycznych, a w kolejnych szpitalach likwidowane są oddziały geriatryczne lub podejmowane są działania ograniczające koszty funkcjonowania tych oddziałów”. Brakuje także standardów postępowania przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu geriatrii.

Rzecznik zwraca też uwagę na brak sprawnego systemu gwarantującego rzeczywistą pomoc rodzinom opiekującym się osobami starszymi, np. ośrodków opieki krótkoterminowej. „Władze państwowe powinny przygotować odpowiednie działania i rekomendacje dla polityki państwa i samorządu terytorialnego, które pozwoliłyby na realną poprawę jakości życia osób starszych i wydłużenie okresu niezależnej egzystencji seniorów oraz poprawę jakości leczenia geriatrycznego i dostępności do świadczeń zdrowotnych”.

Obywatel żegna Havla

Obywatel żegna Havla

Na stronie internetowej Teologii Politycznej ukazał się tekst poświęcony pamięci zmarłego niedawno Václava Havla, pióra naszego stałego współpracownika, Krzysztofa Wołodźki.

W artykule „O wzniosłych hasłach i banalnym konformizmie” Wołodźko przypomina m.in. fragmenty eseju „Siła bezsilnych” i pokazuje, że twórczość Havla, dotycząca realiów dawnej Czechosłowacji, znajduje nowe interpretacje także w naszych czasach.

Havel jest pisarzem uniwersalnym, przekonuje Wołodźko, jego rozumienie spraw ludzkiej wolności i godności, poddanej dyktatowi wszechwładnych ideologii, nie zdezaktualizowało się: „materialny niedostatek zsowietyzowanych społeczeństw wprost odsyłał do nędzy etycznej inspirowanych sowieckim ustrojem systemów, »spektakl dobrobytu« (właśnie, coraz bardziej spektakl!) neoliberalizmu próbuje ukryć sprawy ducha za parawanem materialnych bonifikat. Pokusa, by sprzedać za chleb wolność i godność, by ubrać konformizm, służalczość i przemoc w szaty nowych idei i oszukańczych haseł, wciąż ma się dobrze”.

Cały tekst można przeczytać tutaj.

Polska, czyli śmietnik

Polska, czyli śmietnik

Aż 27% Polaków jest zatrudnionych na umowach tymczasowych, zwanych śmieciowymi. Jesteśmy europejskim liderem w tej niechlubnej dziedzinie.

„Gazeta Wyborcza” informuje, że z raportu Komisji Europejskiej o zatrudnieniu wynika, iż na umowach czasowych w Europie pracuje już 14% ludzi. Mogą być zwolnieni z dnia na dzień, bo nie mają takiej ochrony jak ci z umowami na czas nieokreślony. W tym procederze przewodzi Polska – na tej zasadzie zatrudnionych jest w naszym kraju aż 27% pracowników. Dla porównania, w Rumunii czy na Litwie ta łajdacka forma stosunków pracy dotyczy zaledwie ok. 2% zatrudnionych. We Włoszech na umowach czasowych mogą pracować tylko osoby na zastępstwach, w Finlandii praktykanci i stażyści, a w Norwegii oprócz zastępców i uczących się prawo pozwala zatrudniać czasowo tylko aptekarzy i menedżerów wyższego szczebla.

Jak trafnie zauważa gazeta, faktyczny odsetek osób pracujących nie na etacie jest w Polsce jeszcze wyższy. Komisja Europejska w swych analizach bierze bowiem pod uwagę tylko umowy o pracę na czas określony, o dzieło czy zlecenia, ale nie uwzględnia samozatrudnionych, z których wielu „własne firmy” ma fikcyjnie, bo do założenia działalności gospodarczej zostali zmuszeni przez dotychczasowego pracodawcę, który nie chciał pokrywać kosztów związanych z zatrudnieniem na etacie. Liczba Polaków bez stałych umów rośnie szybko. 10 lat temu taki stosunek pracy dotyczył tylko 6%. – „Taki skok to efekt liberalizacji kodeksu pracy. Zmiany w przepisach zachęcały pracodawców do zatrudniania ludzi na czas określony. Okres wypowiedzenia jest krótszy. Poza tym taka umowa wcześniej czy później wygaśnie” – mówi „Gazecie Wyborczej” dr Iga Magda z Instytutu Badań Strukturalnych.

Wśród Polaków w wieku poniżej 30 lat aż 65% pracuje na umowach czasowych. Wśród osób do lat 24 jest to aż 85%! Co więcej, problem dotyczy nie tylko młodych. Wśród 40-latków 20% osób też ma umowy śmieciowe. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że aż 75% decyduje się pracować na umowach czasowych, bo nie mogą dostać innej pracy. Tylko dla 8% to okres próbny, 10% uczy się i nie może pogodzić nauki z pracą etatową, a zaledwie 7% to osoby, które nie chciały mieć stałej umowy o pracę.