Poznaniacy bronią szkół i przedszkoli

Poznaniacy bronią szkół i przedszkoli

W ostatnich dniach 2011 r. w Poznaniu powstało Porozumienie Szkolne i Przedszkolne. Przyczyną jego utworzenia jest sposób, w jaki władze wzięły się za tzw. restrukturyzację sieci szkół w Poznaniu – z lekceważeniem społeczności szkolnych oraz bez jasnych i przejrzystych kryteriów.

Kilka tygodni temu Wydział Oświaty Urzędu Miasta Poznania przedstawił program tzw. restrukturyzacji sieci poznańskich szkół, który w ciągu kolejnych tygodni ulegał kilku  modyfikacjom wprowadzanym przez  urzędników Wydziału, jak również prezydenta Ryszarda Grobelnego. Z tym programem nie zgadza się strona społeczna: dyrektorzy szkół i przedszkoli, nauczyciele, rodzice, uczniowie i społeczności lokalne. Urząd Miasta nie przeprowadził w tej sprawie żadnych konsultacji, nie liczy się ze zdaniem strony społecznej, a przede wszystkim nie przygotował koniecznego dla przeprowadzenia restrukturyzacji planu naprawczego, zawierającego cele restrukturyzacji. I, co podkreślamy z całą mocą, nie przygotował narzędzi służących do zbadania efektywności tego programu, opierając się jedynie na wątpliwych  kryteriach oceny opłacalności utrzymywania publicznych szkól, przedszkoli i zespołów szkół. Naszym zdaniem kryteria przedstawione przez Wydział Oświaty nie są  wystarczające do przeprowadzenia rzetelnego programu naprawczego w poznańskiej oświacie.

Chaos, który powstał, nie sprzyja merytorycznej dyskusji, generuje kolejne konflikty i służy władzy do podejmowania zupełnie niezrozumiałych decyzji. Ze strony Urzędu Miasta – Wydziału Oświaty brakuje woli podjęcia działań zmierzających w kierunku podnoszenia jakości kształcenia, a na tym powinien opierać się odpowiedzialnie przygotowany program naprawczy, poprzedzony konsultacjami ze stroną społeczną. Z tych powodów 28 grudnia br. grupa inicjatywna pod patronatem Stowarzyszenia MY-POZNANIACY przystąpiła do utworzenia POROZUMIENIA SZKOLNEGO i PRZEDSZKOLNEGO. Tekst Porozumienia  prezentujemy poniżej.

POROZUMIENIE

Bezpłatny dostęp do oświaty publicznej jest jedną z zasad ustrojowych państwa. Obowiązek zapewnienia powszechnego i równego dla wszystkich dostępu do wykształcenia spoczywa na władzach publicznych (art. 70 ust. 1, 2 i 4 Konstytucji RP). Zakładanie i prowadzenie publicznych przedszkoli, szkół podstawowych oraz gimnazjów należy do obowiązkowych zadań własnych gminy (art. 5 ust. 5 oraz art. 104 ust. 1 i art. 105 ustawy o systemie oświaty). Żądamy zakończenia chaotycznych działań, które mają stworzyć pozory tzw. restrukturyzacji miejskich przedszkoli, szkół i zespołów szkół.

ŻĄDAMY:

– Rzetelnego przygotowania kompleksowego programu restrukturyzacji sieci szkół w Poznaniu w oparciu jasne (jawne, kompletne, precyzyjne) kryteria decydujące o przeznaczeniu przedszkoli, szkół, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych  do likwidacji lub przekazania innym organom prowadzącym oraz ujawnienia  oszczędności dla budżetu miasta,  które ma przynieść program restrukturyzacji.

– Rzetelnych konsultacji społecznych dotyczących programu restrukturyzacji oświaty w Poznaniu, która winna trwać co najmniej rok – celem restrukturyzacji powinno być podniesienie jakości systemu oświaty, a nie wyłącznie obniżenie wydatków na oświatę.

– Przedstawienia do społecznej akceptacji  kompleksowego i  spójnego programu restrukturyzacji oświaty w Poznaniu, obejmującego wszystkie poziomy nauczania – niedopuszczalne są próby działań dotyczących wybranych przedszkoli lub szkół.

– Odwołania osób odpowiedzialnych, których działania w sprawie tzw. restrukturyzacji oświaty wprowadziły chaos i  podważają wiarygodność i autorytet Prezydenta, Urzędu i Rady Miasta Poznania.

Porozumienie Szkolne i Przedszkolne jest otwarte na wszystkie środowiska i osoby, które będą podejmować wspólne, solidarne działania zmierzające do odwrócenia  obecnej, patologicznej sytuacji. I jednocześnie deklarują współdziałanie  przy wypracowywaniu i przedstawianiu wniosków oraz rozwiązań problemów, które trapią poznańską oświatę.

Grupa inicjatywna Porozumienia:

● Stowarzyszenie My-Poznaniacy – ul. Dmowskiego 37
● Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 5 – os. Łokietka 104
● Rada Rodziców ZSO nr 5 – os. Łokietka 104
● Stowarzyszenie Ratujmy Naszą Szkołę i Przedszkole – ul. Jasna Rola
● Gimnazjum nr 9 – os. Kosmonautów 111
● Międzyszkolne Stowarzyszenie Rodziców – os. Wichrowe Wzgórze 119
● Gimnazjum nr 24 – os. Bohaterów II Wojny Światowej 29
● Rada Rodziców Gimnazjum nr 24 – os. Bohaterów II Wojny Światowej 29 –
● Marlena Hajduk, Ewa Kubiak – Przedszkole nr 98 – „Słoneczko” – ul. Pułaskiego 16
● Alicja Kozak – nauczycielka w Szkole Podstawowej nr 60
● Beata Andrzejewska, Maciej Stachowiak – rodzice uczniów – Szkoła Podstawowa nr 60
● Przedszkole nr 16 – „Pszczółki” – Ul. Sarmacka 105 a – pracownicy przedszkola
● Rada Rodziców Przedszkola nr 16 – „Pszczółki” – ul. Sarmacka 105 a
● Rada Rodziców Szkoły Podstawowej nr 21 – ul. Łozowa 77

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ubożsi ubożeją

Ubożsi ubożeją

Kryzys najboleśniej uderza w najuboższych, a daje zarobić bogatszym pracownikom – tak wynika z najnowszych danych GUS.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”,  w pierwszych 11 miesiącach już minionego roku przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach wyniosło 3566 zł brutto i było w porównaniu z 2010 r., już po uwzględnieniu inflacji, o 1 proc. wyższe. Jednak w tym okresie znacząco rosły głównie wynagrodzenia w branżach, w których pracownicy zarabiają około dwukrotności średniej krajowej. Po uwzględnieniu inflacji malały natomiast lub stały w miejscu wynagrodzenia w branżach, które już wcześniej płaciły mało.

Zatrudnieni w przemyśle odzieżowym zarabiali w pierwszych 11 miesiącach 2011 r. średnio 1912 zł brutto – zaledwie o 82 zł więcej niż w 2010 r. W handlu średnie wynagrodzenie wzrosło o 102 zł – do 2556 zł brutto miesięcznie. To oznacza wzrost o zaledwie 4,1%, czyli mniej niż wyniosła inflacja, więc kasjerzy i sprzedawcy po prostu zbiednieli.  Również w przemyśle drzewnym pensje wzrosły tylko o 3,2% (do 2533 zł brutto), co nie rekompensuje inflacji. Najmniej wzrosły zarobki pracowników  branży budowlanej – o 2,4%.

– „Dystans między zamożnymi a biednymi zawodami zwiększa się, co pogłębia rozwarstwienie w społeczeństwie” – mówi gazecie prof. Henryk Domański, socjolog z PAN.

Podatek dla bogaczy

Podatek dla bogaczy

Politycy Prawa i Sprawiedliwości chcą, żeby wielkie sieci handlowe płaciły podatek obrotowy. Według projektu Klubu PiS wynosiłby on 1 procent i zapobiegał unikaniu opodatkowania przez gigantów handlowych.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, nowy podatek miałyby płacić sieci sklepów spożywczych, meblowych, odzieżowych i ze sprzętem elektronicznym. Ostrożne szacunki mówią, że z tytułu nowego podatku budżet zasiliłaby kwota kilku miliardów złotych. – „Firmy handlowe znają wiele sposobów na redukowanie czy wręcz unikanie płacenia podatków poprzez mnożenie kosztów czy rozliczenia w rajach podatkowych. Dlatego powinno się pojawić rozwiązanie, które spowoduje, że realnie zaczną je wreszcie płacić” – wyjaśnia poseł PiS Przemysław Wipler, lider zespołu, który przygotował projekt ustawy. Ministerstwo Finansów podało, że w latach 2005-2008 kilka największych sieci handlowych zapłaciło zaledwie 689,7 mln zł podatku dochodowego, a stało się to przy obrotach idących w dziesiątki miliardów złotych.

Podobny podatek, zapobiegający płaceniu przez wielkie koncerny kwot śmiesznych, wprowadziły w 2010 r. Węgry. Obejmuje on w tym kraju handel, ale także firmy energetyczne i telekomunikacyjne. Tylko w ciągu roku tamtejszy budżet zyskał wskutek nowej regulacji 600 milionów euro. Podatek dotyczy tylko firm z „górnej półki” wysokości rocznych obrotów. Również w Polsce projekt przewiduje wprowadzenie 1-procentowego podatku od  finalnego obrotu powyżej 2 mln euro rocznie. – „Chcemy wprowadzić próg, np. podobnie jak na Węgrzech – 2 mln euro rocznego obrotu, do którego firma będzie z podatku zwolniona. Powyżej niego byłby to 1 proc. od finalnego obrotu. Obrotowego nie płaciliby pośrednicy, jak np. dostawcy czy hurtownie” – mówi poseł Wipler.

Popieramy – zamiast ratować budżet wzrostem stawek VAT, który uderza najmocniej w niezamożnych, niech większe podatki płacą ci, którzy mają większe zyski i dochody.

Upadają liberalne mity

Upadają liberalne mity

Niemal 2/3 zatrudnionych Polaków dojeżdża do pracy poza miejsce zamieszkania, a prawie 1/3 z nich zarobkuje co najmniej na terenie sąsiedniej gminy. Upadł kolejny liberalny mit.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” na podstawie nowych danych GUS, przybywa osób, które dojeżdżają do pracy. W ubiegłym roku było ich aż 10,3 mln spośród niespełna 16 mln pracowników. To o 169 tys. więcej niż w 2009 r. Prawie 4 mln osób pracują w innej gminie niż ta, w której zamieszkują. Zdarza się im dojeżdżać nawet kilkaset kilometrów. – „To dowód, że jesteśmy mobilni w poszukiwaniu zatrudnienia. Dane zaprzeczają stereotypowi, według którego bardzo mało Polaków podąża za pracą” – mówi gazecie prof. Henryk Domański z PAN.

Co więcej, wskaźniki te wciąż rosną. Przed trzema laty 31,4% dojeżdżających pracowało poza własną gminą, w 2009 r. było to 35,1%, a w roku 2010 już 35,7%. Wiele osób bez dojazdów nie miałoby pracy. Krzysztof Inglot, dyrektor działu rozwoju rynków w agencji zatrudnienia Work Service, mówi gazecie: „Dowozimy pracowników do większych miast w całej Polsce z miejscowości odległych o 75-80 km”.

Największą grupę wśród dojeżdżających stanowią osoby z wyższym wykształceniem. – „Ponieważ odsetek osób z wyższym wykształceniem szybko się zwiększa, to można oczekiwać, że w przyszłości mobilność Polaków jeszcze wzrośnie” – twierdzi prof. Domański. Większości dojeżdżających nie stać na to, aby kupić lub wynająć mieszkanie blisko pracy, bo choć zarabiają więcej niż u siebie na miejscu, to wciąż jednak zbyt mało – konkluduje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Z satysfakcją stwierdzamy, że nie ostał się już chyba żaden liberalny mit, jakimi propaganda karmiła nas przez lata. Jak widać wyżej, Polacy w większości są mobilni, więc to nie ich „nieruchliwość” stanowi problem rynku pracy. Niedawno pisaliśmy, że za dziurę budżetową i brak pieniędzy na wiele zadań państwa nie odpowiadają „roszczeniowi lenie”, lecz „pracowici przedsiębiorcy”. Obaliliśmy też mit, że Polska ma „sztywny Kodeks pracy” – wręcz przeciwnie, przodujemy w Europie pod względem elastycznych, a raczej łajdackich stosunków pracy. Pisaliśmy o tym, że wbrew mitom, komercjalizacja szpitali nie przyniosła poprawy ich sytuacji. Informowaliśmy również o tym, że praca nie chroni przed biedą, zatem ubogimi nie są tylko „leniwi”. Warto przeczytać także o tym, że bzdurna jest opinia, jakoby obciążenia podatkowe były w Polsce wysokie – są niższe niż w wielu krajach. I tak dalej, i temu podobne.

Pamiętajcie w nadchodzącym roku o tym, gdzie można poznać fakty niewygodne dla oligarchicznego obozu władzy i pieniądza, za to ważne dla waszego życia i światopoglądu. Zaglądajcie na naszą stronę, polecajcie ją innym, propagujcie zawarte tutaj wiadomości. Bądźcie z nami w 2012 roku!