Tanio, bo z wyzysku

Tanio, bo z wyzysku

W bangladeskich fabrykach, dostarczających tanie ubrania dla sieci Aldi, Lidl i Kik, panują skandaliczne warunki pracy. Niezbyt częste kontrole przynoszą jedynie chwilowe złagodzenie sytuacji.

„Gazeta Wyborcza” pisze, że tzw. kampania czystych ubrań (CCC), badająca warunki, w jakich odbywa się produkcja dla dyskontów, wykryła wiele bulwersujących praktyk. Okazuje się, że spośród 162 ankietowanych pracowników aż 92% zmuszonych jest pracować po 13 i więcej godzin, choć oficjalnie czas ich pracy wynosi 9 godzin. Zdecydowana większość z nich (89,5%), w tym także kobiety, pracuje również w nocy, co przyczynia się do fizycznych i seksualnych napaści.

Mimo tak dużej elastyczności, szwacze i szwaczki często żyją w nędzy. Ich wynagrodzenie waha się w granicach równowartości 24-92 euro miesięcznie, podczas gdy przeciętna rodzina na utrzymanie potrzebuje ok. 200 euro.

Pracownicy szwalni pracują w dusznych i brudnych zakładach. Prawie co czwarty zatrudniony był świadkiem pożaru w fabryce. Kontrole czasowo poprawiają sytuację, przynosząc takie „udogodnienia”, jak wentylacja, czyste hale produkcyjne czy mydło w toaletach.

Bangladesz dobrze oddaje faktyczny obraz mitu „samoregulującego się wolnego rynku”, nieskrępowanego takimi socjalistycznymi „przeżytkami”, jak Kodeks Pracy czy inspekcje w zakładach. Obraz ów daleki jest od wizji wyzwolonych spod jarzma regulacji, przedsiębiorczych jednostek, zamieszkujących krainę mlekiem i miodem płynącą.

Piotr Kuligowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Joanna i Andrzej Gwiazdowie: Do przyjaciół Madziarów

Joanna i Andrzej Gwiazdowie: Do przyjaciół Madziarów

Dawni działacze opozycji antykomunistycznej, założyciele Wolnych Związków Zawodowych i współtwórcy „Solidarności”, Joanna i Andrzej Gwiazdowie, wystosowali oświadczenie w sprawie sytuacji na Węgrzech.

Tekst oświadczenia prezentujemy w całości:

Oświadczenie

Naród węgierski i naród polski przez 1000 lat historii musiały walczyć o wolność i niepodległość. Nader często walczyliśmy z tym samym wrogiem, lecz nigdy nie walczyliśmy przeciwko sobie. To zbudowało trwałą sympatię między naszymi narodami. W 1989 r. popełniliśmy takie same błędy: uznaliśmy, że sama zmiana nazwy partii komunistycznej, gnębiącej nasze narody od 1945 r., wystarczy, by zapewnić nam wolność i niepodległość. Na żądanie tej przemianowanej partii pozwoliliśmy zniszczyć gospodarki naszych państw.

Liczne dowody świadczą, że przystąpienie krajów Europy Środkowej do Unii Europejskiej było zaplanowane zanim rozpoczęto proces „transformacji”. Zatem niszczenie gospodarki pod pozorem „prywatyzacji” było kontrolowane przez Unię Europejską oraz Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i inne konsorcja finansowe. Zniszczenie wewnętrznych źródeł finansowania zmuszało Węgry do przyjęcia ofiarowywanych pożyczek. Obywatele Węgier nie ponoszą za to odpowiedzialności: nikt ich nie pytał o formę transformacji. Nikt ich nie pytał o zgodę na zadłużenie. Obywatele Węgier nie mogli się porozumiewać, gdyż niemal wszystkie środki komunikacji społecznej zostały sprzedane koncernom, zainteresowanym finansowym uzależnieniem Węgier.

Gdy Węgrzy postanowili ratować swój kraj, nastąpił propagandowy atak ze strony Unii Europejskiej, BŚ i MFW. „The Economist”, „Financial Times”, „Wall Street Journal” zamieszczają artykuły pełne gróźb ataku finansowego oraz żądań o charakterze ultimatum. Instytucje finansowe żądają dymisji demokratycznie wybranego rządu, zmiany uchwalonej konstytucji.

Nie zamierzamy opiniować konkretnych decyzji rządu premiera Viktora Orbana. W takich opiniach zapewne znacznie byśmy się różnili. Jednak jesteśmy zgodni, że wolni obywatele, niepodległych Węgier mają prawo:

•  Uchwalić konstytucję według własnego uznania.
•  Wybrać taki rząd, jaki uznają za potrzebny.

Od wieków próbowano odbierać nam wolność i dobytek przy użyciu maczug, mieczy, czołgów i bomb. Dzisiaj, zamiast prymitywnych narzędzi używa się banków.

Finansowy atak na Węgry będziemy traktować tak samo, jak agresję zbrojną.

                            Andrzej Gwiazda
                            Joanna Duda-Gwiazda
Gdańsk, 15 stycznia 2012 r.

O polskim długu

O polskim długu

Polskie Lobby Przemysłowe sformułowało ciekawe stanowisko w sprawie zadłużenia Polski oraz sposobów oddłużenia naszego kraju.

Nowa ekspertyza Polskiego Lobby Przemysłowego im. Eugeniusza Kwiatkowskiego została sformułowana 30 grudnia 2011. Poświęcona jest sprawie zadłużenia i oddłużania gospodarki polskiej. Czytamy w niej m.in., że „zadłużenie zagraniczne kraju wzrosło z 48,5 mld USD w 1990 r. do 69,5 mld USD w 2000 r. oraz do 312,2 mld USD w 2010 r.; państwowy dług publiczny wzrósł z 280,3 mld zł w 2000 r. do 669,9 mld zł w 2009 r., 747,9 mld zł w 2010 r. oraz do 821 mld zł w październiku 2011 r. Państwowy dług publiczny przekroczył dwukrotnie dochody budżetu w 2000 r. (o 206%) i prawie trzykrotnie w 2010 r. (298,8%). Stanowił on 37,7% PKB w 2000 r., 49,8% PKB w 2009 r. i 52,8% w 2010 r. Długi samorządu terytorialnego stanowiły w państwowym długu publicznym 3,3% w 2000 r. oraz 6,8 % w 2010 r.”.

...PLP analizuje również przyczyny tego stanu rzeczy: „W odniesieniu do gospodarki polskiej analiza przyczyn zadłużenia pozwala na stwierdzenie, że podstawową z nich jest niedorozwój gospodarki polskiej. /…/ Trzeba też podkreślić, że gospodarka polska zadłuża się już od dawna, jednak po 1989 roku zadłużenie jej nabrało cech głównie zadłużenia konsumpcyjnego, czyli zadłużenia narastającego w konsekwencji wydatków nie powodujących wzrostu dochodów”.

Warte uwagi są także inne przyczyny zadłużenia, jak „nadwyżka transferów od własności zagranicznej w Polsce przekazywanych za granicę, nad transferami dochodów od własności polskiej zagranicą, przekazywanych do Polski”. Jak przypomina PLP, „Kapitał zagraniczny w Polsce dysponował w 2009 r. 37,8 % kapitału podstawowego przedsiębiorstw. W 2009 r. posiadał własność ok. 80% kapitału podstawowego w bankach, 49,6% kapitału podstawowego w przemyśle przetwórczym, 51,1% w handlu i naprawach, 36,4% w informatyce i komunikacji oraz 7,8% w budownictwie”.

To tylko niewielkie fragmenty ekspertyzy PLP. Oprócz wskazania przyczyn, organizacja formułuje również pomysły i propozycje dotyczące sposobów trwałego i znacznego zmniejszenia polskich długów. Polecamy lekturę tego ważnego dokumentu – można go pobrać tutaj.

Przedsiębiorstwa społeczne zarobią na olimpiadzie

Przedsiębiorstwa społeczne zarobią na olimpiadzie

Miasto tegorocznych igrzysk olimpijskich – Londyn – ma szanse przejść do historii jako to, w którym wielka impreza sportowa nie wydrenowała budżetu i nie pozostawiła społecznej pustki. A wszystko dzięki wygranym właśnie przez przedsiębiorstwa społeczne przetargom na działania związane z olimpijskimi nieruchomościami.

Po pierwsze Leisure Trust GLL będzie zarządzał ośrodkiem sportów wodnych i wielofunkcyjną areną sportową. Z kolei konsorcjum złożone z przedsiębiorstwa społecznego Renaisi, Balfour Beatty i fundacji Groundwork będzie dbać o lokalną społeczność prowadząc park olimpijski.

GLL to nagradzana w brytyjskim konkursie na najlepsze przedsiębiorstwo społeczne organizacja, która prowadzi sieć kilkudziesięciu centrów rekreacyjnych (m.in. baseny, sale gimnastyczne) w Londynie i okolicach. W przeciwieństwie do innych firm zajmujących się podobną działalnością, zysk reinwestuje w lokalne cele społeczne i środowiskowe. Dodatkowo ważną rolę doradczą w organizacji pełni rada interesariuszy, w skład której wchodzą klienci, pracownicy, przedstawiciele lokalnej administracji i inne grupy związane z przedsięwzięciem. Dzięki modelowi zarządzania i działaniu nie nastawionemu na maksymalizowanie zysku, GLL oferuje lokalnej społeczności usługi za stosunkowo niewygórowaną cenę. Dodatkowo prowadzi cały szereg działań nakierowanych na włączanie społeczne grup defaworyzowanych.

Nie inaczej będzie na obiektach olimpijskich. Kontrakt dla GLL zakłada, że co najmniej 75% miejsc pracy zostanie przeznaczone dla lokalnej społeczności. Ponadto w łańcuchu dostawców mają brać udział przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa z okolic. W tym – przedsiębiorstwa społeczne, np. świadczące usługi transportowe HCT, czy zajmujący się gospodarką odpadami Recycling Network.

Ponadto GLL ma co roku tworzyć szanse na blisko sto staży i utrzymywać ceny biletów do obiektów sportowych na poziomie zbliżonym do średniej dla innych tego typu obiektów w okolicy.

Podobne zapisy na temat miejsc pracy dla pobliskich mieszkańców oraz wykorzystywania okolicznych dostawców znalazły się w kontrakcie dla Renaisi, przedsiębiorstwa społecznego, które specjalizuje się w rewitalizacji miejskich przestrzeni i rozwoju lokalnym, przykładając dużą wagę do silnego włączania lokalnych społeczności w swoje działania.

Allison Ogden-Newton z organizacji Social Enterprise London przypomina, że wielkie imprezy sportowe, jak olimpiady w Atenach, Sydney czy Atlancie, rozbudzały zawsze duże oczekiwania społeczno-ekonomiczne. Niestety często oczekiwania kończyły się na odizolowanych od społeczności i niezwiązanych z jej potrzebami obiektach. Ogden-Newton ma nadzieję, że dzięki włączeniu londyńskich przedsiębiorstw społecznych w zarządzanie poolimpijskimi nieruchomościami, wraz z gwarancją zaangażowania w życie lokalnej społeczności, Londyn stanie się przykładem, jak olimpiada może przyczyniać się do społecznej zmiany.

W tej sytuacji wypadałoby zapytać, ile polskich przedsiębiorstw społecznych otrzyma kontrakty w związku z odbywającym się również w tym roku Euro 2012 oraz – czy osoby odpowiedzialne za organizacje myślą o tym, jakie korzyści mogą z imprezy otrzymać społeczności polskich miast goszczących rozgrywki – nie tylko w ich trakcie, ale jeszcze przez wiele lat później.

Krzysztof Cibor

_____________________
Przedruk za portalem ekonomiaspoleczna.pl