Razem przeciwko likwidacji szkół – za nowoczesną i egalitarną edukacją

Razem przeciwko likwidacji szkół – za nowoczesną i egalitarną edukacją

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie stanowczo sprzeciwia się bezprawnej i nieuzasadnionej dobrem uczniów likwidacji kilkuset placówek oświatowych na terenie całego kraju i popiera związane z tym protesty lokalnych społeczności.

Nie zgadzamy się na zrównywanie z ziemią polskiego systemu oświaty. Uważamy, iż dostęp do dobra wspólnego, jakim jest edukacja publiczna, nie może być ograniczany. Likwidacja kolejnych szkół tylko pogłębia występujące pomiędzy placówkami różnice edukacyjne. Szkoła nie może reprodukować nierówności społecznych. Przeciwko likwidacji szkół przemawiają względy społeczne, ekonomiczne i prawne.

EKONOMIA – KRÓTKOWZROCZNE OSZCZĘDNOŚCI

Oszczędności wynikające z likwidacji szkół są pozorne. Wydatki na edukację nie są wydatkami konsumpcyjnymi, tylko inwestycyjnymi. Koszty społeczne „oszczędzania” na edukacji są ogromne – zwłaszcza w dobie społeczeństwa informacyjnego.

Państwem, które zdało sobie z tego sprawę jest Finlandia. Finowie uznali, że nie stać ich na marnowanie potencjału intelektualnego i energii swoich obywateli. Dlatego w Finlandii edukacja – od przedszkola po uniwersytet – jest całkowicie bezpłatna. Ponadto do 16 roku życia każdy uczeń ma prawo do bezpłatnych podręczników, przyborów szkolnych, transportu do szkoły i jednego gorącego posiłku dziennie. Podczas gdy w Polsce likwiduje się szkoły, terytorium Finlandii jest pokryte rozwiniętą siecią uczelni wyższych, które znajdują się nawet w niewielkich miejscowościach. Fińscy uczniowie w międzynarodowych testach osiągają jedne z najwyższych wyników, nierówności społeczne są niewielkie, a fińska gospodarka należy do jednej z najbardziej innowacyjnych na świecie.

Niestety u nas tak intensywnie promowany rozwój „społeczeństwa opartego na wiedzy” przybiera karykaturalną formę. Zwrot ten staje się pustym sloganem służącym do naliczania wysokich opłat za studia i przewartościowaniu funkcji edukacji coraz bardziej sprowadzanej do roli towaru. W Polsce młodzi ludzie po studiach są zmuszeni podejmować niskopłatną i nieodpowiadającą ich kwalifikacjom pracę.

Likwidacja szkół wiąże się również z kosztami, jakie niesie ze sobą zmniejszenie zagęszczenia sieci szkolnej i w konsekwencji wzrost liczby dzieci uczących się z dala od domu. Wzrosną zarówno indywidualne, jak i publiczne bezpośrednie koszty dojazdów. Jeżeli nie ma możliwości zapewnienia miejsca w bliżej usytuowanej szkole, gmina ma obowiązek zapewnienia bezpłatnego transportu uczniom klas I – IV szkoły podstawowej, gdy uczą się powyżej 3 km i uczniom klas V i VI oraz gimnazjum, jeśli uczą się powyżej 4 km od miejsca zamieszkania. Jeżeli gminy nie wywiążą się z tego obowiązku, wydatki zostaną przerzucone na rodziców, co dla uboższych rodzin będzie trudne do udźwignięcia. Władze samorządowe likwidujące szkoły powinny również liczyć się ze wzrostem wydatków publicznych na wypłaty dodatków do zasiłków rodzinnych. Zgodnie z ustawą o świadczeniach rodzinnych (Dz.U. Nr 228, poz. 2255, z późn. zm.) otrzymującej zasiłek rodzinie posyłającej dziecko do szkoły ponadgimnazjalnej poza miejscem zamieszkania przysługuje dodatek w wysokości 90 zł na dziecko, gdy mieszka w internacie lub 50 złotych, gdy dojeżdża. Uprawnienie to dotyczy uczniów szkół ponadgimnazjalnych i artystycznych, a w przypadku orzeczenia o niepełnosprawności także uczniów szkół podstawowych i gimnazjum. Owe dodatkowe koszty mogą więc uderzyć głównie w małe miejscowości, gdyż tam likwidacja szkoły danego typu często wiąże się z koniecznością zapisania dziecka do szkoły w innej gminie. Dodatek ten wprawdzie przysługuje tylko dzieciom żyjącym w rodzinach ubogich (poniżej 504 zł na osobę w rodzinie lub 583 zł, gdy w rodzinie wychowuje się dziecko niepełnosprawne), jednak duże nasilenie ubóstwa, zwłaszcza na obszarach wiejskich, sprawia, że dla władz publicznych może to stanowić niemały wydatek.

Ponadto trzeba zaznaczyć, że mechanizm przyznawania subwencji oświatowej został źle skonstruowany – obecnie zbyt luźno wiąże środki pochodzące z budżetu z rzeczywistym zapotrzebowaniem i wykorzystaniem ich przez gminy. Zmianie powinna ulec zarówno wielkość subwencji, jak i zasady jej naliczania dla poszczególnych samorządów, w zależności od wielkości szkół, które prowadzą. W ostatnich latach rząd podjął słuszną decyzję o podwyżkach dla nauczycieli, jednak za swoją decyzję nie wziął żadnej odpowiedzialności. Zwiększenie wynagrodzeń powinno pójść w parze z proporcjonalnym zwiększeniem budżetowego wsparcia dla samorządów.

Przypominamy jednocześnie niezrealizowaną obietnicę premiera Donalda Tuska, zgodnie z którą edukacja przedszkolna powinna być również objęta częściową subwencją. Dzisiaj jej utrzymanie spoczywa na barkach samorządów i rodziców. Częściowe przejęcie przez państwo odpowiedzialności za jej finansowanie pozostawi w rękach władz lokalnych więcej środków, które będą mogły być spożytkowane m.in. na utrzymanie zagrożonych likwidacją szkół.

Ze względu na doniosłą dla rozwoju społecznego rolę edukacji, jej finansowanie powinno zostać ujęte ustawowo na procentowym względem PKB poziomie, poniżej którego wydatki na oświatę i szkolnictwo wyższe nie mogą spaść. Skoro w ustawie o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2001-2006 (Dz.U. Nr 76 poz. 804, z późn. zm.) można było taki parytet wydatków zapisać, to można to także zrobić na odpowiednio wyższym poziomie w przypadku ustawy o systemie oświaty (Dz.U. Nr 256 poz. 2572, z późn. zm.) i Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. Nr 164, poz. 1365, z późn. zm.). To kwestia priorytetów inwestycyjnych i prorozwojowych, którymi powinny kierować się nowoczesne społeczeństwa.

SPOŁECZEŃSTWO – EDUKACJA TO DOBRO WSPÓLNE

Likwidacja szkół uzasadniana jest malejącą liczbą uczniów. Nie od dziś jednak wiadomo, że w kolejnych latach nadejdzie wyż demograficzny i powtórzy się kazus przedszkoli, które najpierw były zamykane, a później okazało się, że brakuje miejsc dla dzieci. We Wrocławiu miasto już teraz ma problem z dziesięcioma przepełnionymi szkołami, a za dwa lata do pierwszych klas pójdą jednocześnie dzieci z dwóch wyżowych roczników – sześciolatki i siedmiolatki urodzone odpowiednio w 2008 i 2007 roku. Argumentacja władz jest niezasadna również z tego względu, iż nie ma niczego złego w mniej licznych klasach. Od wielu lat mówiło się o ich przepełnieniu i zbyt dużym dystansie dzielącym ucznia od nauczyciela. Obecna sytuacja daje niepowtarzalną szansę na zmniejszenie tego dystansu. W mniejszych klasach nauczyciel może poświęcić więcej czasu na indywidualną pracę z uczniem i ma zdecydowanie większe możliwości zauważenia dziecka mającego problemy z nauką lub w kontaktach z rówieśnikami. Nauka jest wtedy bardziej efektywna i lepiej dostosowana do potrzeb uczniów.

Szkoła jest nie tylko miejscem nauczania. Jest również sercem lokalnej społeczności. To tu powstają silne więzi społeczne między uczniami, nauczycielami i rodzicami. W mniejszych miejscowościach – gdzie oprócz szkoły nie ma zbyt wielu instytucji – biblioteka i świetlica oraz szkolne inicjatywy artystyczne, kulturalne i sportowe są motorem napędzającym rozwój gminy. Likwidacja kilkuset szkół zerwie gęstą sieć wytworzonych do tej pory więzi, zmniejszając poczucie bezpieczeństwa uczniów, rodziców i nauczycieli.

Jednocześnie możliwość nawiązywania więzi wokół nowych, oddalonych od miejsca zamieszkania szkół będzie mocno ograniczona. Młodzież będzie mieć zdecydowanie mniej czasu na naukę i odpoczynek oraz rozwój pozaszkolny. Dojazd – tam gdzie będzie realizowany prywatnie – zabierze czas rodzicom, którzy i tak są już zapracowani. W sytuacji kiedy szkoła znajduje się daleko od środowiska życia dziecka, znacznie trudniej jest wciągnąć rodziców do współpracy wychowawczej, a także rozpoznać pozaszkolne uwarunkowania rozwoju dziecka szkolnym pedagogom. W przypadku dzieci z problemami może to znacznie utrudniać wsparcie ich i ich rodzin. Dojazdy wiążą się również z ryzykiem dla dzieci (zwłaszcza tych mniejszych), których rodzice nie zawsze będą mogli zawieźć do szkoły osobiście. Niestety władze samorządowe i państwowe zdają się całkowicie ignorować te problemy.

PRAWO – NIE MOŻNA OSZCZĘDZAĆ NA EDUKACJI

Przede wszystkim jednak szukanie oszczędności w edukacji publicznej poprzez likwidację szkół jest niezgodne z prawem. Zakładanie i prowadzenie szkół należy do zadań własnych gmin i zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych argumenty natury ekonomicznej nie mogą być główną przesłanką zamiaru likwidacji szkół (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 3 kwietnia 2006 r., I Sa/Wa 1450/05). Potwierdza to również treść Konwencji o prawach dziecka, przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 20 listopada 1989 r. (Dz.U. Nr 120 poz. 526 z późn. zm.). W szczególności zaś art. 3, który zobowiązuje państwa – sygnatariuszy konwencji do tego, aby we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez publiczne lub prywatne instytucje opieki społecznej, sądy, władze administracyjne lub ciała ustawodawcze, sprawą nadrzędną było najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka. Także art. 6, który stanowi, iż Państwa – Strony zapewnią, w możliwie maksymalnym zakresie, warunki życia i rozwoju dziecka. Bez wątpienia polityka edukacyjna rządu (a właściwie jej brak) i działania lokalnych władz, zmierzające do likwidacji szkół naruszają postanowienia Konwencji.

Ponadto Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził w wyroku z dnia z 16 maja 2006 roku (I SA/Wa 1818/05), iż istotne znaczenie przy podejmowaniu zamiaru likwidacji szkoły ma stanowisko rodziców uczniów. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym (Dz.U. Nr 142 poz. 1591, z późn. zm.) mieszkańcy gminy tworzą wspólnotę samorządową. Również treść art. 16 ust. 1 Konstytucji definiuje gminę jako ogół (wspólnotę) jej mieszkańców, dlatego też samodzielności gminy jako takiej nie można utożsamiać wyłącznie z samodzielnością jej organów (czyli władz samorządowych). Organy gminy, podejmując działania zmierzające do reorganizacji placówek oświatowych są zobowiązane uwzględnić stanowisko społeczności lokalnej, w tym protesty przeciwko likwidacji szkoły (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 3 kwietnia 2006 r., I Sa/Wa 1450/05). Gmina to zatem nie tylko aparat urzędniczy, ale – przede wszystkim – mieszkańcy. I to oni powinni mieć decydujący głos w sprawach takich jak likwidacja szkoły.

W sytuacji powszechnego sprzeciwu lokalnych społeczności kwestie związane z likwidacją szkół powinny być poprzedzone procedurą referendum lokalnego określonego w treści ustawy z dnia 15 września 2000 r. (Dz.U. Nr 88, poz. 985 z późn. zm.), aby skutecznie umożliwić wspólnocie mieszkańców wyrażenie swojego stanowiska w tej sprawie.

Każdego dnia media informują nas o kolejnych protestach przeciwko likwidacji szkół podstawowych, gimnazjów, szkół zawodowych i średnich, jednak w większości wypadków, władze lokalne lekceważą głos mieszkańców – do wyborów przecież jeszcze sporo czasu…

POROZUMIENIE OŚWIATOWE

Sprawa likwidacji szkół na dobre zaistniała w debacie publicznej po wspaniałym akcie odwagi uczniów bytomskiego „Elektronika”, którzy zorganizowali strajk okupacyjny w obronie swojej placówki. Akcja spotkała się z ogromnym poparciem społecznym. W sytuacji powszechnej niezgody na działania zmierzające do likwidacji szkół uważamy, że konieczne jest zbudowanie ogólnopolskiego porozumienia oświatowego i stworzenie wspólnego ruchu sprzeciwu wobec polityki władz państwowych i lokalnych w zakresie edukacji publicznej. Może to zapoczątkować coś, czego w dwudziestokilkuletniej historii III RP jeszcze nie widzieliśmy. Razem możemy wymóc na rządzących przeprowadzenie koniecznych reform – zakładających m.in. zwiększenie nakładów na edukację. Razem możemy zablokować szkodliwe i antyspołeczne pomysły uderzające w tych, którzy kryzysu gospodarczego z pewnością nie wywołali.

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mutant zwiewa z Europy

Mutant zwiewa z Europy

16 stycznia niemiecki koncern chemiczny BASF ogłosił, że zawiesza rozwój genetycznie modyfikowanych upraw przeznaczonych na rynek europejski. Przegrał z nastrojami konsumentów i decyzjami władz publicznych.

Jak informuje portal farmer.pl, jako przyczynę takiej decyzji koncern BASF podał rosnącą niechęć konsumentów w UE wobec tej technologii oraz przeciągające się najdłużej na świecie procedury legislacyjne przy zróżnicowanych postawach polityków i krajów członkowskich wobec GMO.

BASF przeniesie pola doświadczalne z „kwatery głównej” w Limburgerhof w Niemczech do USA oraz zamknie inne pola tego rodzaju w Niemczech i Szwecji. Firma zamierza również wycofać ziemniak GMO Amflora, który został zalegalizowany do przemysłowej uprawy na skrobię w 2010 roku z europejskiego rynku.

Ekologiczna organizacja Friends of the Earth wyraziła zadowolenie z tej decyzji, oceniając ją jako dobry dzień dla producentów rolnych i konsumentów. Przedstawiciel FoE na Europę stwierdził, że na naszym kontynencie „nikt nie chce jeść GMO, a niewielu farmerów chce je uprawiać”.

To oczywiście nie koniec zagrożenia. BASF zamierza skupić się na ekspansji w obu Amerykach oraz Azji. Oby społeczeństwa i politycy tamtych krajów jak najszybciej zrozumieli, że powinni iść w ślady Europejczyków w walce z mutantami. A wtedy niech BASF dokona ekspansji GMO na planecie Jowisz.

Mamy już ponad 700 tys. podpisów!

Mamy już ponad 700 tys. podpisów!

Wielki sukces akcji „Solidarności”! Już ponad 700 tysięcy osób poparło inicjatywę referendum w sprawie utrzymania obecnych rozwiązań emerytalnych. Akcja zbierania podpisów pod wnioskiem w tej sprawie będzie kontynuowana w kolejnych tygodniach.

Jak mówi przewodniczący związku, Piotr Duda, decyzja o rozpoczęciu zbierania podpisów była znakomitym posunięciem. – „»Solidarność« świetnie odczytała społeczne nastroje w tej  sprawie. Z liczy zebranych już podpisów, ale również z sygnałów, jakie z różnych stron napływają do naszego związku, widać olbrzymie poparcie dla tego pomysłu. To również świetna promocja dla naszego związku. Pokazujemy, że możemy być skuteczni nie tylko na barykadach, ale i umiejętnym korzystaniu z demokracji” – mówi przewodniczący NSZZ „Solidarność”.

Piotr Duda podkreśla że tak wielką liczbę podpisów udało się zebrać praktycznie w 3 tygodnie. – „Wprawdzie decyzję o rozpoczęciu akcji podjęliśmy 15 grudnia, ale ostatnie dni 2011 roku poświęcone były głównie na działania przygotowujące do właściwej zbiórki. Ta pełną parą ruszyła dopiero po Nowym Roku” – zaznacza szef związku.

Zebrane do tej pory podpisy trafią wkrótce do Sejmu. Związek nie przerwie jednak akcji. – „W zbieranie podpisów zaangażowane są wciąż wszystkie struktury »Solidarności« oraz dziesiątki innych związków i organizacji, które poparły naszą akcję. Spodziewamy się więc, że ostateczna liczba podpisów będzie znacznie wyższa” – mówi Piotr Duda.

Decyzję o rozpoczęciu zbierania podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie utrzymania obecnych rozwiązań emerytalnych jednogłośnie podjęła 15 grudnia Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność”. W specjalnym stanowisku związkowcy sprzeciwili się rządowym propozycjom. – „Tak kluczowych zmian nie wolno wprowadzać w trybie pilnym, bez wcześniejszych konsultacji społecznych. Naszą intencją jest oddanie tej kluczowej dla przyszłości wszystkich Polaków sprawy pod ich bezpośredni osąd. Referendum jest najbliższe idei demokracji bezpośredniej. Chcemy pozwolić Polakom skorzystać z tej formy” – podkreślono w stanowisku Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

Powyższą informację przedrukowujemy za stroną internetową NSZZ „Solidarność”. Podpisy pod wnioskiem ws. referendum zbieramy od początku trwania akcji także w siedzibie redakcji „Nowego Obywatela” ( Łódź, ul. Piotrkowska 5). Za kilka dni na naszej stronie internetowej opublikujemy o tej akcji rozmowę z rzecznikiem prasowym NSZZ „Solidarność”, Wojciechem Gumułką.  Zachęcamy do włączenia się do zbiórki podpisów – więcej szczegółów na stronie www.referendumemerytalne.pl

Przeciwko Ciemnogrodowi

Przeciwko Ciemnogrodowi

Kilkaset szkół ma zostać zlikwidowanych. Politycy Solidarnej Polski chcą przeznaczyć 930 mln zł na ratowanie tych placówek, by przetrwały do momentu, gdy liczba uczniów wzrośnie. Apelują do pozostałych partii o poparcie tego rozwiązania.

Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna” już w pierwszych dwóch tygodniach stycznia gminy przesłały do kuratorów niemal 300 informacji o zamiarach likwidacji szkoły. Wiele wskazuje na to, że będzie ich jeszcze więcej, gdyż dopiero w lutym mija czas na poinformowanie rodziców, uczniów, nauczycieli, związków zawodowych i kuratorów oświaty o zamiarze zamknięcia placówki.

Zdaniem Beaty Kempy z Solidarnej Polski, taki stan rzeczy wynika z przerzucenia przez rząd PO-PSL nadmiernego ciężaru na barki samorządów. – „Te decyzje, które podejmują obecnie samorządy, są wymuszone błędną polityką rządu. Samorządy muszą ograniczać swoje wydatki bieżące, bowiem subwencja oświatowa nie rośnie wprost proporcjonalnie do obowiązków, jakie nakłada na nie rząd, w tym przypadku idzie o podwyżki dla nauczycieli” – stwierdziła Kempa podczas konferencji prasowej w Sejmie.

Klub Solidarnej Polski zaproponował poprawkę do budżetu, która zakłada przekazanie 930 mln zł na powiększenie subwencji oświatowej dla samorządów. Środki te miałyby pochodzić z tzw. wkładu własnego na inwestycje. – „Zawsze okazuje się przy wykorzystaniu środków unijnych, że ministrowie pod koniec roku podejmują decyzje, gdzie pewne inwestycje po prostu nie są realizowane. Tak naprawdę można śmiało z tego elementu polskiego budżetu wykroić na polskie szkoły, aby przetrzymać kryzys i niż demograficzny i nie wylewać dziecka z kąpielą” – mówiła posłanka Kempa.

Może się więc okazać, że niż demograficzny, będący dla Polski szansą na utworzenie mniejszych klas, w których nauczyciel mógłby znacznie lepiej zajmować się edukacją każdego ucznia, zostanie przez neoliberałów wykorzystany do cięć wydatków na edukację. Uderzające, że cięć tych dokonuje opcja przedstawiana zwykle jako alternatywa dla „Ciemnogrodu”. Cała sprawa pokazuje jednak, kto w imię oszczędności chce zgotować przyszłym pokoleniom prawdziwy Ciemnogród.

Piotr Kuligowski