Opamiętajcie się

Opamiętajcie się

Komisja Europejska zarzuciła Polsce łamanie prawa unijnego w związku z budową odkrywki węgla brunatnego Tomisławice. Przeciwko inwestycji, która zagraża m.in. Jezioru Gopło, od lat protestują naukowcy oraz mieszkańcy Wielkopolski i Kujaw.

„Komisja Europejska upomina Polskę w związku z naruszeniem przepisów ochrony środowiska. Sprawa dotyczy niewykonania oceny oddziaływania na środowisko kopalni odkrywkowej na obszarze ochrony Natura 2000 nad jeziorem Gopło” – informuje KE, która dodatkowo zarzuca Polsce także, że na potrzeby oceny przedłożono niewystarczające dane i przyjęto błędne założenia.

Bruksela w 2010r. zwracała już na to Polsce uwagę i żądała wyjaśnień, teraz ponowiła żądanie. „Wezwanie do usunięcia uchybienia ani spotkania z przedstawicielami władz polskich nie doprowadziły do rozwiązania kwestii, w związku z czym wystosowano uzasadnioną opinię” – wyjaśnia Komisja.
Jeśli i tym razem Polska zignoruje upomnienie bądź ponownie przyśle wyjaśnienia, które nie będą satysfakcjonujące, Komisja Europejska skieruje pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ten, jeśli potwierdzi, że prawo zostało naruszone, może zasądzić wysokie kary finansowe oraz nakazać wstrzymanie inwestycji.

Inwestor od dawna był świadomy konsekwencji prawnych, mimo to kontynuował kontrowersyjną budowę, narażając skarb państwa na olbrzymie straty finansowe. – „Już w 2010 r. komisarz UE ds. środowiska, Janez Potočnik, stwierdził, że inwestycja ta narusza unijne prawo ochrony przyrody. Dlatego nie dziwi nas, że Komisja Europejska zrobiła kolejny, ważny krok w obronie Jeziora Gopło. Polscy naukowcy, prawnicy i eksperci również od wielu miesięcy alarmowali, że inwestycja ta grozi środowisku oraz mieszkańcom regionu i jest realizowana niezgodnie z prawem krajowym i unijnym. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu już w 2010 r. stwierdził rażące naruszenie prawa przy inwestycji. Należy jak najszybciej wstrzymać dalszą rozbudowę szkodliwej odkrywki Tomisławice do czasu wyjaśnienia sprawy na poziomie unijnym i krajowym. Inaczej Polskę mogą spotkać ogromne kary finansowe lub powtórka historii z Doliny Rospudy. Nie wspominając o ogromnych stratach w przyrodzie” – mówi Iwo Łoś z Greenpeace Polska.

Przeciwko odkrywce Tomisławice, która zagraża m.in. cennym terenom Jeziora Gopło, od lat protestują naukowcy oraz mieszkańcy Wielkopolski i Kujaw. W związku z inwestycjami górniczymi powodującymi znaczące opadanie wody gruntowej oraz wody w jeziorach i studniach gospodarskich w regionie, ponoszą oni straty w rolnictwie oraz sektorze turystycznym. – „Wysychają jeziora, turyści uciekają. Tracą również rolnicy, a wielu ludzi jest wywłaszczanych. Nie chcemy tak żyć, mamy rodziny na utrzymaniu, nie chcemy tej kopalni! Obiecywali rekompensaty, a tu figa z makiem. Ale wcale nie jest za późno, żeby zatrzymać dalszą rozbudowę Tomisławic. Naszą nadzieją na sprawiedliwość są polskie sądy i Unia Europejska” – mówi Józef Imbiorski, były sołtys wsi Tomisławice.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bank z ludzką twarzą?

Bank z ludzką twarzą?

Związek Powiatów Polskich zamierza stworzyć bank komunalny. Jego twórcami i właścicielami mają zostać samorządy lokalne. Bank udzielałby samorządom kredytów tańszych i na dłuższy okres niż robią to banki komercyjne.

Jak poinformowała „Rzeczpospolita”, ZPP przygotowuje dokumentację niezbędną do dopełnienia formalności związanych z utworzeniem banku komunalnego. – „Żyjemy w ciężkich czasach. Coraz trudniej o pożyczkę czy kredyt, a samorządy mają coraz większe problemy z pozyskaniem środków na inwestycje. Stąd wziął się pomysł powołania banku. Taki bank mógłby uratować samorządowe budżety i inwestycje w czasach kryzysu” – mówi gazecie Ludwik Węgrzyn, ekspert ds. finansowych Związku Powiatów Polskich.

Wzorem dla ZPP jest Norwegia, gdzie działa bank komunalny. Jego kapitał w 80% składa się z pieniędzy Skarbu Państwa, a w 20% ze środków samorządów lokalnych. Pożyczki czy kredyty są w nim przyznawane samorządom lokalnym o średnio 50% taniej niż w bankach komercyjnych i na mniej uciążliwych zasadach pod względem formalnym. Terminy spłaty kredytów sięga tam 20, a nawet 30 lat, nie zaś, jak w komercyjnych bankach w Polsce, przeciętnie 10 lat.

Ludwik Węgrzyn uważa, że w sytuacji, gdy w Polsce istnieje ok. 3 tysięcy jednostek samorządu terytorialnego, można bez problemu zgromadzić kapitał potrzebny takiemu bankowi, jeśli każda JST wpłaci choćby po zaledwie 100-200 tys. PLN.

Zgromadzenie Ogólne Związku Powiatów Polskich zarekomendowało prowadzenie prac nad tym projektem. Zobowiązało również zarząd ZPP do nawiązania współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego w celu ewentualnego utworzenia nowej instytucji. Prace nad dokumentacją i aspektami formalnymi mają potrwać kilka tygodni.

Życzymy powodzenia temu pomysłowi! Warto wspomnieć, że banki komunalne istnieją w wielu krajach zachodnich. Były też one w formie zdecentralizowanej popularne w Polsce przed wojną, gdzie na szczeblu powiatowym pożyczały pieniądze gminom i miastom, ale także klientom indywidualnym, oferując mieszkańcom alternatywę wobec komercyjnej lichwy.

Przeciw cenowemu szaleństwu

Przeciw cenowemu szaleństwu

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych zajęło stanowisko w sprawie podwyżek ceny paliw. Związek domaga się od rządu przeciwdziałania tym tendencjom, podkreślając, że rosnące ceny ropy i benzyny stymulują podwyżki wielu produktów i usług niezbędnych do życia.

Oto całe stanowisko OPZZ w tej sprawie:

Stanowisko Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych
w sprawie podwyżek cen paliw

W ostatnich miesiącach z niepokojem obserwujemy rosnące ceny paliw na stacjach paliwowych. W trakcie kampanii wyborczej w 2007 roku, premier Donald Tusk straszył, że jeśli PiS dojdzie do władzy, paliwo będzie kosztowało 5 zł. Tymczasem po rozpoczęciu rządów PO w kolejnej kadencji, cena paliwa na niektórych stacjach przekroczyła już 6 zł!

Na wzrost cen paliw mają wpływ różne czynniki. Jednak odpowiedzialność za sytuację w Polsce ponosi rząd. Zamiast o dobro obywateli, rząd dba jedynie o jak największą dywidendę jaką pobierze od spółek paliwowych i opodatkowania paliw, które systematycznie podnosi. Udział podatków w cenie benzyny (akcyza, VAT, opłata paliwowa) przekroczył 50%.

Zmiana wysokości cen paliwa jest jednym z ważniejszych czynników wpływających na wzrost inflacji. W ubiegłym roku inflacja wyniosła 4,6%.

Podwyżka cen paliw wpływa między innymi na:
•    wzrost koszów transportu,
•    wzrost cen produktów spożywczych i usług,
•    zmniejszenie opłacalności krajowej produkcji,
•    zmniejszenie poziom zatrudnienia,

Wszystkie te czynniki przyczynią się do zubożenia społeczeństwa. Skutki takiej polityki poniesie cała gospodarka – od piekarni dowożących chleb do sklepów, poprzez firmy transportowe, aż do przedsiębiorstw prowadzących inwestycje infrastrukturalne. Rosnące koszty paliw będą jedną z głównych przyczyn podwyżek cen żywności w najbliższych miesiącach. Analizy pokazują, że do czerwca produkty spożywcze mogą zdrożeć nawet o 4 procent. Instytut Polskie Pieczywo szacuje, że pieczywo może zdrożeć w ciągu dwóch-trzech miesięcy od 3 do 6 procent.

Rosnące ceny paliw uzasadniają potrzebę szybszego wzrostu wynagrodzeń pracowników. Dzisiejszy ich poziom w niedostatecznym stopniu uwzględnia rosnące koszty utrzymania gospodarstw domowych. Wynagrodzenie są zjadane przez inflację – w 2010 roku inflacja w wysokości 2,6% sprawiła, że realny wzrost wynagrodzeń w wyniósł jedynie 0,6 proc.

W Niemczech za minimalne wynagrodzenie pracownik może kupić ponad 1000 litrów paliwa, w Polsce jedynie 250 litrów.

Wzywamy rząd do podjęcia działań zmierzających do obniżenia wysokości cen paliw. OPZZ nie pozostanie obojętne wobec tej sytuacji i będzie podejmował różnorodne działania protestacyjne zmierzające do poprawy warunków życia pracowników i ich rodzin.

Ogólnopolskie Porozumienie
Związków Zawodowych
Warszawa, 25 stycznia 2012 roku

Odzyskamy suwerenność (białkową)?

Odzyskamy suwerenność (białkową)?

Wiceminister rolnictwa zapowiedział, że Polska zamierza zastąpić śrutę sojową zawierającą GMO roślinami strączkowymi – przynajmniej w połowie potrzeb jest to możliwe.

Jak informuje portal Farmer.pl, wiceminister Andrzej Butra poinformował, że rząd prowadzi prace zmierzające do znalezienia rozwiązań alternatywnych wobec GMO rozwiązań. W odpowiedzi na interpelację posła Szymona Giżyńskiego, wyjaśniał: „Jednym z takich działań jest opracowany w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi i ustanowiony uchwałą Rady Ministrów nr 149/2011 z dnia 9 sierpnia 2011 r. program wieloletni »Ulepszanie krajowych źródeł białka roślinnego, ich produkcji, systemu obrotu i wykorzystania w paszach«. Program ustanowiono ze względu na konieczność zwiększenia wartości biologicznej i użytkowej rodzimych źródeł białka roślinnego jako alternatywy dla genetycznie modyfikowanej soi pochodzącej z importu. Możliwości zwiększonego wykorzystania rodzimych surowców białkowych dla zastąpienia, a przynajmniej uzupełnienia, importowanej śruty sojowej badane są od wielu lat. Polska, dla zaspokojenia potrzeb paszowych, importuje rocznie ok. 2 mln t śruty sojowej pochodzącej z nasion uzyskanych z roślin genetycznie modyfikowanych (GMO). Niechęć społeczeństwa do produktów GMO oraz potrzeba zabezpieczenia źródeł surowców dla produkcji pasz na wypadek nieprzewidzianych zapaści w globalnym handlu produktami rolnospożywczymi wymagają znalezienia zastępczych, wysokobiałkowych składników porównywalnych do soi pod względem jakościowym i ekonomicznym”.

Zdaniem Andrzeja Butry, możliwe jest częściowe zastąpienie śruty sojowej roślinami strączkowymi: „Głównym celem programu wieloletniego jest stworzenie warunków do zmniejszenia importu białka paszowego (poekstrakcyjna śruta sojowa) o ok. 50 proc. Wykonawcy programu zakładają, że wzrost plonowania roślin strączkowych wyniesie ok. 0,2 t/ha. Jednocześnie zakłada się, że nastąpi zwiększenie powierzchni upraw ze 180 000 ha do co najmniej 300 000 ha, co przy średniej cenie rynkowej nasion wynoszącej 700 zł da wzrost przychodów rolników o około 42 000 000 zł rocznie”.

Minister podkreślił jednocześnie zalety roślin strączkowych dla ekologii: „Należy zauważyć, że rośliny strączkowe posiadają zalety zarówno ekonomiczne, jak i proekologiczne, wynikające z wiązania azotu atmosferycznego przez bakterie korzeniowe. Rośliny te nie wymagają nawożenia azotowego, mają również pozytywny wpływ na plonowanie roślin następczych, np. w przypadku zbóż wysiewanych na stanowisku po roślinach strączkowych, wzrost plonu uzyskiwany bez żadnych dodatkowych nakładów, takich jak nawożenie, wynosi 0,5-1 t/ha”.

Oby to wszystko było prawdą!