Porozumienie w obronie oświaty

Porozumienie w obronie oświaty

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie w czwartek podczas sesji Rady Miasta Warszawy organizuje protest przeciw likwidacji placówek oświatowych. Z młodą lewicą protestować będą rodzice i uczniowie, rozczarowani brakiem konsultacji społecznych i arogancją władz samorządowych.

Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie oraz przedstawiciele środowisk warszawskich szkół i przedszkoli powołali przedwczoraj Porozumienie Oświatowe. Inicjatywa powstała na fali sprzeciwu wobec wdrażanego obecnie programu likwidacji placówek edukacyjnych, w ramach którego zamkniętych ma być na terenie całego kraju przeszło 800 ośrodków oświatowych. Zadaniem Porozumienia będzie również wypracowanie alternatywnego modelu dla nowoczesnej i egalitarnej edukacji w Polsce.

Na najbliższej Sesji rady m. st. Warszawy w czwartek, 2 lutego o godz. 10.00 w Pałacu Kultury i Nauki odbędzie się głosowanie, podczas którego radni zdecydują o dalszym losie przeznaczonych do likwidacji placówek. Rodzice, uczniowie, studenci i studentki z Porozumienia Oświatowego zbiorą się w najbliższy czwartek o 9.30 w sali obrad Rady Miasta w PKiN, by aktywnie zaprotestować przeciwko działaniom prowadzącym do systematycznego niszczenia polskiego systemu edukacji.

Zdaniem DZS i Porozumienia Oświatowego pomysł likwidacji placówek edukacyjnych jest zagrożeniem w trzech podstawowych wymiarach: jako szkodliwy społecznie, nieracjonalny ekonomicznie i – przede wszystkim – bezprawny. Potwierdza to wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, z 3 kwietnia 2006 r. (I Sa/Wa 1450/05) orzekający, iż „argumenty natury ekonomicznej nie mogą być główną przesłanką likwidacji szkół”. Członkowie Porozumienia chcą, aby ich inicjatywa stanowiła platformę koordynującą działania na rzecz idei nowoczesnej edukacji na terenie całego kraju. Porozumienie Oświatowe ma oddolny i całkowicie apartyjny charakter. Inicjatorzy Porozumienia zapraszają do współpracy rodziców, uczniów, działaczy społecznych i wszystkich, którym los polskich szkół i przedszkoli leży na sercu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Sądzą innych wedle siebie?

Sądzą innych wedle siebie?

Pracownicy jednego z hipermarketów Real w Łodzi otrzymali od szefostwa nakaz zaszywania kieszeni w odzieży, w której pracują. Bez tego nie mogą przystąpić do pracy.

Jak informuje „Dziennik Łódzki”, pracownicy hipermarketu Real przy al. Piłsudskiego w Łodzi skarżą się, że nowy dyrektor sklepu nakazał im zaszycie kieszeni. Nie raczył nawet wyjaśnić swojej decyzji, lecz przekazał ją w postaci wydruku za pośrednictwem kierownictwa sklepu. Pracownicy otrzymali polecenie, że wszystkie kieszenie powinny być zaszyte. Nie mogą też w czasie pracy posiadać przy sobie żadnych prywatnych rzeczy oprócz długopisu, oklejonego przez ochronę.

– „Nowy dyrektor, nie znając pracowników, już uznał nas za złodziei. Powiedziano nam, że jeżeli nie dostosujemy się do tych wymogów, to nie zostaniemy dopuszczeni do pracy, a co za tym idzie skończy się to pewnie naganą lub zwolnieniem. Ta sytuacja nam uwłacza. Tak nie traktuje się pracowników” – mówią gazecie. Okazało się w dodatku, że w innych placówkach Real nie wprowadzono takich przepisów.

Co na to „pracodawca”? Grzegorz Nowak z biura prasowego hipermarketu Real mówi gazecie: „To nie są zatwierdzone zmiany, ale dopiero propozycja. W piątek odbędą się konsultacje z załogą w tej sprawie. Podczas spotkania poruszany będzie m.in. problem, jak powinien wyglądać strój pracowniczy i jak dbać o stanowisko pracy. Podczas pracy nie można mieć przy sobie prywatnych rzeczy oprócz długopisu oraz wody w małej butelce. Wszystkie propozycje zmian będziemy omawiać z pracownikami. Zależy nam na ujednoliceniu procedur. Jest to projekt pilotażowy”.

A my sobie myślimy, że towarzystwo, które upasło się w Polsce na ulgach podatkowych, na braku precyzyjnych regulacji planów zagospodarowania przestrzennego, na transferowaniu zysków do macierzystych central, podskórnie czuje się złodziejami. I uważa, że cały świat składa się z podobnych do nich. Nie składa.

Polak potrafi (walczyć)

Polak potrafi (walczyć)

32 Polaków, którzy pracowali przy budowie elektrowni jądrowej we Flamanville na północy Francji, pozwało do sądu swoich byłych pracodawców. Twierdzą, że byli pozbawieni należnych im świadczeń socjalnych.

Jak informuje portal cire.pl za francuską agencją AFP, 32 polskich robotników złożyło pozew przeciw dwóm firmom: bezpośredniemu pracodawcy Atlanco oraz koncernowi Bouygues, odpowiedzialnemu za roboty budowlane we Flamanville. Adwokat Polaków poinformował AFP, że wszczął procedurę przeciw Atlanco i Bouygues, gdyż firmy te nie płaciły jego klientom składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne.

Pierwszą rozprawę, która może doprowadzić do polubownego załatwienia sporu, wyznaczono na 7 marca w sądzie pracy w Cherbourgu (Normandia).
Jeśli 7 marca nie dojdzie do porozumienia między dwiema stronami, sąd zwoła publiczne posiedzenie w tej sprawie. Ten sam sąd pracy w Cherbourgu ma w środę rozpatrzeć inny przypadek byłego polskiego robotnika we Flamanville, który zaskarżył agencję pracy tymczasowej Atlanco pod zarzutem bezprawnego zwolnienia z pracy.

Francuska prokuratura prowadzi już cztery śledztwa związane z nieprawidłowościami przy powstawaniu elektrowni we Flamanville. Przy wznoszeniu tej siłowni najnowszej generacji, tzw. EPR, doszło w ubiegłym roku do dwóch śmiertelnych wypadków robotników. Organy śledcze podejrzewają też, że zatrudniano tam nielegalnie pracowników i ukrywano przed inspekcją pracy dziesiątki wypadków na budowie.

Po wykryciu tych nieprawidłowości Bouygues, jeden z największych francuskich gigantów branży budowlanej, zerwał w czerwcu ubiegłego roku kontrakt z firmą Atlanco. Jak przypomina AFP, w następstwie tego zdarzenia do kraju musiało powrócić latem 2011 r. przed końcem swoich umów 70-80 polskich pracowników.

Opamiętajcie się

Opamiętajcie się

Komisja Europejska zarzuciła Polsce łamanie prawa unijnego w związku z budową odkrywki węgla brunatnego Tomisławice. Przeciwko inwestycji, która zagraża m.in. Jezioru Gopło, od lat protestują naukowcy oraz mieszkańcy Wielkopolski i Kujaw.

„Komisja Europejska upomina Polskę w związku z naruszeniem przepisów ochrony środowiska. Sprawa dotyczy niewykonania oceny oddziaływania na środowisko kopalni odkrywkowej na obszarze ochrony Natura 2000 nad jeziorem Gopło” – informuje KE, która dodatkowo zarzuca Polsce także, że na potrzeby oceny przedłożono niewystarczające dane i przyjęto błędne założenia.

Bruksela w 2010r. zwracała już na to Polsce uwagę i żądała wyjaśnień, teraz ponowiła żądanie. „Wezwanie do usunięcia uchybienia ani spotkania z przedstawicielami władz polskich nie doprowadziły do rozwiązania kwestii, w związku z czym wystosowano uzasadnioną opinię” – wyjaśnia Komisja.
Jeśli i tym razem Polska zignoruje upomnienie bądź ponownie przyśle wyjaśnienia, które nie będą satysfakcjonujące, Komisja Europejska skieruje pozew do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ten, jeśli potwierdzi, że prawo zostało naruszone, może zasądzić wysokie kary finansowe oraz nakazać wstrzymanie inwestycji.

Inwestor od dawna był świadomy konsekwencji prawnych, mimo to kontynuował kontrowersyjną budowę, narażając skarb państwa na olbrzymie straty finansowe. – „Już w 2010 r. komisarz UE ds. środowiska, Janez Potočnik, stwierdził, że inwestycja ta narusza unijne prawo ochrony przyrody. Dlatego nie dziwi nas, że Komisja Europejska zrobiła kolejny, ważny krok w obronie Jeziora Gopło. Polscy naukowcy, prawnicy i eksperci również od wielu miesięcy alarmowali, że inwestycja ta grozi środowisku oraz mieszkańcom regionu i jest realizowana niezgodnie z prawem krajowym i unijnym. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu już w 2010 r. stwierdził rażące naruszenie prawa przy inwestycji. Należy jak najszybciej wstrzymać dalszą rozbudowę szkodliwej odkrywki Tomisławice do czasu wyjaśnienia sprawy na poziomie unijnym i krajowym. Inaczej Polskę mogą spotkać ogromne kary finansowe lub powtórka historii z Doliny Rospudy. Nie wspominając o ogromnych stratach w przyrodzie” – mówi Iwo Łoś z Greenpeace Polska.

Przeciwko odkrywce Tomisławice, która zagraża m.in. cennym terenom Jeziora Gopło, od lat protestują naukowcy oraz mieszkańcy Wielkopolski i Kujaw. W związku z inwestycjami górniczymi powodującymi znaczące opadanie wody gruntowej oraz wody w jeziorach i studniach gospodarskich w regionie, ponoszą oni straty w rolnictwie oraz sektorze turystycznym. – „Wysychają jeziora, turyści uciekają. Tracą również rolnicy, a wielu ludzi jest wywłaszczanych. Nie chcemy tak żyć, mamy rodziny na utrzymaniu, nie chcemy tej kopalni! Obiecywali rekompensaty, a tu figa z makiem. Ale wcale nie jest za późno, żeby zatrzymać dalszą rozbudowę Tomisławic. Naszą nadzieją na sprawiedliwość są polskie sądy i Unia Europejska” – mówi Józef Imbiorski, były sołtys wsi Tomisławice.