Radni w obronie kultury

Radni w obronie kultury

Rada Miasta Nowego Targu uchwaliła apel do Starostwa Powiatowego. Radni są zaniepokojeni planami likwidacji Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury.

Jak informuje Portal Samorządowy, radni Nowego Targu przy jednym wstrzymującym głosie przyjęli apel wyrażający zaniepokojenie planami likwidacji Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury w Nowym Targu. W apelu czytamy: „Według informacji w mediach starosta stwierdził, że placówka jest nierentowna, a przecież nie jest to instytucja, której zadaniem jest generowanie zysków. PMDK spełnia rolę edukacyjną i wychowawczą, jest miejscem rozwijania różnorodnych zainteresowań dzieci i młodzieży, nie tylko z miasta. Tutaj rozwija się wrażliwość estetyczną wychowanków, kształci młodych artystów, przygotowuje młodzież do średnich szkół artystycznych, oraz do studiów architektonicznych i artystycznych. Placówka promuje powiat oraz miasto i jest kolebką sztuki”.

Radni dodają, iż brak świadomości kulturalnej może doprowadzić bezpowrotnie do upadku placówki z 56-letnimi tradycjami i znaczącymi osiągnięciami jej wychowanków na przestrzeni całej historii istnienia aż do dzisiaj. W dalszej części apelu czytamy: „Uważamy, że proponowana likwidacja placówki jest likwidacją kultury i tego, co dobre w naszym powiecie i mieście. Zwracamy się z prośbą do władz Starostwa Powiatowego o powtórne przeanalizowanie tejże decyzji”. Obawy radnych potęguje fakt, że informacje o zamiarach likwidacji PMDK czerpali z doniesień medialnych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Trybuna Anty-Ludu

Trybuna Anty-Ludu

Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydent Łodzi chcieli zamieścić w „Gazecie Wyborczej” płatne ogłoszenie o referendum. Odmówiono im publikacji bez podania przyczyny.

Sprawę opisuje Marek Jurkiewicz na portalu Wiadomości24.pl, za którym to źródłem podajemy poniżej skrót tekstu. Na początku lutego grupa 20 mieszkańców Łodzi, niezadowolonych ze sposobu sprawowania władzy przez prezydent Hannę Zdanowską i jej współpracowników, rozpoczęła zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. Zgodnie z art. 13 ustawy o referendum lokalnym, inicjator jest zobowiązany do publikacji w prasie informacji na temat referendum, wraz z jego uzasadnieniem.

W tym przypadku inicjatorem jest grupa obywateli działająca pod hasłem „Stop Likwidacji Łodzi!”. Jeden z mieszkańców Łodzi popierających odwołanie prezydenta miasta wysłał do łódzkiego oddziału „Gazety Wyborczej” zapytanie takiej treści:

Witam

Proszę o wycenę ogłoszenia prasowego zwykłego (i najtańszego) w ramce następującego tekstu:

OGŁOSZENIE

INFORMACJA O ZAMIERZONYM REFERENDUM

Inicjator referendum poprzez swojego pełnomocnika Michała Grockiego, ul. Targowa 27 m. 8 w Łodzi, działającego w imieniu grupy obywateli, którym przysługuje prawo wybierania do organu stanowiącego informuje, że występuje z inicjatywą przeprowadzenia referendum lokalnego w przedmiocie odwołania Prezydenta Miasta Łodzi Pani Hanny Zdanowskiej przed upływem kadencji.

W referendum zostanie postawione pytanie:

Czy jest Pan/Pani za odwołaniem Hanny Zdanowskiej Prezydenta Miasta Łodzi przed upływem kadencji?

Uzasadnienie odwołania

Uzasadnieniem odwołania Prezydenta Miasta Łodzi Hanny Zdanowskiej jest:

1. Działanie sprzecznie z deklaracjami, np. zamiast tworzenia szkolnictwa, likwidacja szkół, zamiast doświetlania ulic, skrócenie czasu oświetlania ulic, zamiast podejmowania działań na rzecz ochrony zabytków, niedopełnianie obowiązków w tym zakresie i niszczenie zabytków, nie realizowanie programu „100 kamienic dla Łodzi”, zamiast zachęcania do wykupu mieszkań, utrudnianie wykupu mieszkań.

2. Wprowadzanie w błąd społeczności lokalnej Łodzi, np. podawanie do publicznej wiadomości informacji niezgodnych ze stanem faktycznym w zakresie remontów kamienic, czy też namawianie przez administrację Hanny Zdanowskiej do podejmowania decyzji na szkodę informowanego.

3. Ignorowanie i niewystarczające reagowanie na problemy mieszkańców Łodzi, np. w zakresie degradacji łódzkiej służby zdrowia, ponadto likwidowanie miejsc pracy, co może powodować wzrost bezrobocia, a także dążenie do sprzedaży łódzkiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, co grozi wzrostem kosztów utrzymania nas wszystkich z uwagi na prawdopodobny wzrost opłat za wodę i odprowadzanie ścieków, podobnie w przypadku planów sprzedaży MPO i innych.

4. Łamanie prawa. Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej w Łodzi, jako organ kontrolujący Prezydenta Miasta Łodzi uznała, że Hanna Zdanowska, Prezydent Miasta Łodzi, nie działała zgodnie z prawem.

5. Drastyczna degradacja systemu transportowego, miejskiego i indywidualnego, np. cięcie rozkładów jazdy, utrudnianie dojazdu do centrum, fatalny stan dróg i korki uliczne.

6. Katastrofalne i zwiększające się zadłużenie Łodzi.

7. Nierealizowanie uchwał Rady Miejskiej w zakresie planów zagospodarowania przestrzennego dla obszarów śródmiejskich

Zlecającym ogłoszenie jest (tak ma być na fakturze za powyższe ogłoszenie):

Inicjator referendum poprzez swojego pełnomocnika Michała Grockiego

A oto co mu odpowiedziano

Witam,

odmawiamy publikacji poniższej treści ogłoszenia w Gazecie Wyborczej.

Pozdrawiam
Joanna Bartoszewicz
Konsultant ds. Klientów
Dział Reklamy Oddział Łódź
Gazeta Wyborcza, Gazeta.pl
tel. 042 63 16 143
fax. 042 6316 316
kom. 507 09 44 81

Odmowy nie uzasadniła. Faktem jest, że w ustawie prawo prasowe jest zapis o tym, że „Wydawca i redaktor mają prawo odmówić zamieszczenia ogłoszeń i reklamy, jeżeli ich treść lub forma jest sprzeczna z linią programową bądź charakterem publikacji”.

Czy w przypadku, gdy zleceniodawca ogłoszenia już nawet nie tyle realizuje swoje prawo, co wypełnia ustawowy obowiązek, gazeta ma prawo odmówić publikacji, tak jak w przypadku każdego innego ogłoszenia? Jedno jest pewne – mamy do czynienia ze sporem pomiędzy grupą obywateli, a więc stroną słabszą, a władzą. Już nie tyle rzetelność dziennikarska, co po prostu ludzka przyzwoitość wymaga wysłuchania i przedstawienia argumentów obu stron. Nawet jeśli samemu się jest stroną w tym sporze. Właśnie – dlaczego „Gazeta Wyborcza” aż tak zdecydowanie stanęła w obronie władz? Wydaje mi się, że chodzi o coś więcej, niż tylko zbieżność linii programowych redakcji i partii.

Na stanowiskach urzędniczych pozatrudniano wielu niedawnych dziennikarzy łódzkiej „Wyborczej”. Zastępcą rzecznika prezydenta miasta jest Marcin Masłowski, który jeszcze do niedawna, jako „mas” pisał artykuły w tej gazecie. , Wiele artykułów, tyle że już podpisując własnym imieniem i nazwiskiem, pisał wspólnie z Jakubem Wiewiórskim, który po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską został dyrektorem Wydziału Kultury UMŁ. Za nim z działu kulturalnego do Wydziału Kultury podążył inny dziennikarz kulturalny, Krzysztof Kowalewicz. Z kolei Marcin Kwintkiewicz z redakcji łódzkiej GW trafił do Biura Informacji i Komunikacji Społecznej UMŁ, następnie został rzecznikiem Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Dla „Gazety” pracował również dyrektor Biura Promocji UMŁ, Bartłomiej Wojdak. W Urzędzie Marszałkowskim naczelnik Wydziału Informacji i Komunikacji Społecznej, Tomasz Włodkowski, to były kierownik działu miejskiego tej samej gazety. Jacek Grabarski, z tego samego wydziału, pracował w redakcji sportowej. Rzecznikiem prasowym marszałka województwa jest była redaktor łódzkiej „Wyborczej”, Joanna Blewąska.

Tyle Marek Jurkiewicz. My od siebie dodamy, że taka postawa „Gazety Wyborczej” nie dziwi nas ani trochę, gdyż owo towarzystwo nie tylko wielokrotnie popierało najbardziej drastyczne liberalne posunięcia gospodarcze w skali ogólnopolskiej i lokalnej, ale i znane jest z wyjątkowej tendencyjności w prezentowaniu wydarzeń. Ta zgraja hipokrytów uwielbia pouczać demokratycznie wybranego prezydenta Wenezueli, jak „powinna” wyglądać demokracja, a w Polsce lubi straszyć rzekomym zamordyzmem „kaczystów” – tymczasem sama jest ostoją praktyk cenzorskich całkowicie sprzecznych z etosem niezależnej prasy i zwykłą przyzwoitością.

_______________

Niedawno pisaliśmy o tym, jak „etosiarze” z „Wyborczej” szantażują związek zawodowy i chcą od niego wymusić pieniądze.

Biedni znaleźli obrońców

Biedni znaleźli obrońców

Nadzór budowlany nie pozwolił oddać do użytku kontenerów socjalnych w Poznaniu, gdzie chciano wysiedlać ubogich mieszkańców. Nie nadają się one do użytkowania lokalowego z powodu braku odpowiedniej izolacji termicznej.

Kontenery socjalne przy ulicy Średzkiej są inwestycją promowaną przez dyrektora poznańskiego Zakładu Komunalnych Zasobów Lokalowych, Jarosława Pucka. Mają do nich trafić osoby wysiedlane z mieszkań komunalnych za zaległości w płaceniu czynszu. Wybudowane osiedle kontenerowe okazało się bublem. Nie spełnia wymogów nadzoru budowlanego: ściany są za cienkie,  a konstrukcja niedostatecznie chroni lokale przez wyziębieniem.

O tych wadach kontenerowych osiedli wiadomo nie od dziś. Borykają się z nimi mieszkańcy kontenerów np. w Bydgoszczy. Obszerne opracowanie i ekspertyzy na ten temat przygotowane przez Federację Anarchistyczną i inne organizacje społeczne, zostały przekazane ZKZL-owi i innym decydentom, ale je zignorowano. Magistrat nie opracował też własnych ekspertyz. Wygląda na to, że w błoto wyrzucono setki tysięcy złotych.

Gdyby nie nadzór budowlany, być może w poznańskich kontenerach, po zapowiadanym ich zasiedleniu w styczniu, mielibyśmy dzisiaj pierwsze przypadki zamarznięć.
______________

Opracowano na podstawie rozbrat.org

Warto przeczytać naszą rozmowę z Katarzyną Czarnotą o tym, dlaczego osiedla kontenerowe są rozwiązaniem fatalnym pod każdym względem.

Będzie strajk w Bitronie

Będzie strajk w Bitronie

Blisko 89 proc. pracowników Bitron Poland, którzy wzięli udział w referendum strajkowym, opowiedziało się za tą forma protestu. Powodem sporu w sosnowieckiej spółce są trwające od kilku tygodni redukcje zatrudnienia.

– „Na 629 pracowników uprawnionych do głosowania w referendum wzięło udział 360, z których aż 319 zagłosowało za strajkiem. Frekwencja wyniosła przeszło 57 proc., więc referendum jest ważne i wiążące. Ludzie wiedzą, jak istotne było to głosowanie i wiedzą, że to oni decydują o tym, jakie działania będziemy podejmować. Mam nadzieję, że ten wynik da do myślenia również pracodawcy” – mówi Izabela Będkowska przewodnicząca „Solidarności” w Bitronie.

Zdaniem przewodniczącej, zarówno frekwencja, jak i wynik referendum są znacznym sukcesem, zwłaszcza biorąc pod uwagę atmosferę, jaka panuje w firmie. – „Wszyscy boją się o pracę, są zastraszeni. Wiele osób mówiło, że zagłosowałoby w referendum, gdyby nie musieli podpisywać się na liście imieniem i nazwiskiem. Chylę czoła przed tymi, którzy mieli odwagę zagłosować, bo naprawdę nie jest to łatwe w zakładzie, w którym trwają zwolnienia i ludzi wyrzuca się z pracy przez telefon” – zaznacza Będkowska.

Jednocześnie związkowcy podkreślają, że strajk jest dla nich absolutną ostatecznością i wciąż mają nadzieję, że uda się osiągnąć porozumienie przy stole negocjacyjnym. – „Cały czas na to liczymy. 15 lutego mamy kolejną rundę mediacji, wcześniej 13 lutego zorganizujemy przed zakładem happening. Liczymy, że w końcu uda nam się dotrzeć do pracodawcy z naszymi argumentami. Jeżeli nie, to będziemy musieli zaostrzyć formy protestu. Załoga już wypowiedziała się na ten temat” – mówi szefowa zakładowej „Solidarności”.

Spór zbiorowy w Bitronie trwa od 23 stycznia. Powodem protestów są trwające tam od kilku tygodni redukcje zatrudnienia. Zdaniem  zakładowej „Solidarności”, pracę w firmie może stracić ponad 100 osób. Do tej pory pracodawca poinformował organizację związkową o zamiarze zwolnienia 14 pracowników, w większości były to kobiety z wieloletnim stażem pracy. Związkowcy żądają zagwarantowania przez pracodawcę utrzymania obecnego poziomu zatrudnienia i poziomu wynagrodzeń.

Sosnowiecki Bitron Poland produkuje podzespoły dla przemysłu motoryzacyjnego i sprzętu AGD. Zatrudnia 630 pracowników oraz około 400 osób z firm zewnętrznych. Większość zatrudnionych w sosnowieckiej firmie to kobiety. Średnia płaca na produkcji nie przekracza 2 tys. zł.

Przedruk za www.solidarnosckatowice.pl

O sytuacji w Bitronie pisaliśmy już tutaj.