Bezrobocie ma płeć?

Bezrobocie ma płeć?

Struktura bezrobocia w Polsce wypada niekorzystnie dla kobiet. W ciągu ostatnich 12 miesięcy liczba bezrobotnych mężczyzn spadła, natomiast przybyło pań pozbawionych stałego zatrudnienia.

„Dziennik Gazeta Prawna” przytacza dane resortu pracy, z których wynika, że w styczniu 2012 r. w urzędach pracy zarejestrowanych było 1,1 mln kobiet, czyli o 31 tys. (2,9%) więcej, niż na początku 2011 r. Tymczasem liczba bezrobotnych mężczyzn od stycznia do stycznia spadła o 15 tys. (1,4%) i wynosi obecnie nieco ponad milion.

Zdaniem analityków, sytuacja ta wynika z faktu, że przedsiębiorcy boją się zatrudniać kobiety, uznając je za mniej dyspozycyjne od mężczyzn. Pracodawcy obawiają się przede wszystkim kwestii związanych z potomstwem i urlopami macierzyńskimi.

Większa liczba bezrobotnych kobiet wiąże się również z rozwojem przemysłu, który jest mniej sfeminizowany niż inne działy gospodarki. Rynek pracy jest łaskawszy dla mężczyzn także dlatego, że ci częściej wybierają szkoły zawodowe, technika i politechniki oraz chętniej decydują się na pracę za granicą. Kobiety natomiast nierzadko zasilają szeregi bezrobotnych absolwentów uczelni wyższych. Liczba tych ostatnich w ciągu ostatniego roku zwiększyła się o ponad 10%. Ma to wymierne przełożenie na bezrobocie wśród kobiet, które stanowią 60% wszystkich studentów.

Wreszcie, jak wskazują eksperci, fakt rosnącego bezrobocia wśród kobiet wiąże się z pokutującymi w społeczeństwie stereotypami, w myśl których to mężczyzna utrzymuje rodzinę, natomiast dla kobiety brak stałego zatrudnienia jest mniej deprymujący.

Fakt przewagi kobiet w gronie osób poszukujących pracy rozbija argumentację neoliberałów, jakoby zjawisko bezrobocia wynikało z indywidualnego lenistwa, a nie ze strukturalnych wad kapitalizmu. Trudno bowiem wyjaśnić, dlaczego „nieróbstwo” miałoby być częstsze u pań.

Piotr Kuligowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Walka trwa

Walka trwa

Związkowcy „Solidarności” rozdawali wczoraj ulotki klientom stacji BP we Wrocławiu, Zielonej Górze, Legnicy, Krakowie, Katowicach i Warszawie. Rozdawanie ulotek przy stacjach benzynowych BP jest elementem walki o poprawę warunków pracy kierowców firmy ND Polska, przewożącej produkty brytyjskiego koncernu paliwowego.

Akcja ulotkowa jest wynikiem desperacji kierowców zatrudnionych w firmie Norbert Dentressangle Polska w Płotach koło Zielonej Góry, którzy od lipca zeszłego roku bezskutecznie walczą o podwyżki i poprawę warunków pracy. – „Zdarza się, że trzeba jeździć poza granicami Polski trzy tygodnie. Dieta i wynagrodzenie, które ND nam płaci są dużo niższe niż kierowców francuskich czy belgijskich, a przecież ceny w sklepach za granicą są dla wszystkich takie same” – mówi jeden z kierowców.

Próby zachęcenia Zarządu ND do konstruktywnej rozmowy podejmowane od ponad 6 miesięcy nie przyniosły skutku. W styczniu ponad 300 kierowców wzięło udział w kilkunastodniowym legalnym strajku. W odwecie ND zaczął zwalniać uczestników strajku.

W swoim kodeksie postępowania BP zobowiązuje się wpływać na firmy, z którymi współpracuje, aby szanowały prawa i godność pracowników. Zdaniem NSZZ „Solidarność” brytyjski koncern paliwowy powinien zainteresować się tym, jak traktowani są pracujący dla niego polscy kierowcy. – „31 stycznia b.r. skierowaliśmy do BP petycję z prośbą o wsparcie. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi” – tłumaczy Maciej Jankowski z NSZZ „Solidarność”.

Kierowcy mają poparcie swoich kolegów zrzeszonych w Europejskiej Federacji Pracowników Transportu (ETF), reprezentującej ponad 2,5 miliona kierowców z 41 krajów europejskich. Przewodniczący ETF zadeklarował gotowość podjęcia działań wspierających polskich kierowców ND.

Norbert Dentressangle to francuska firma logistyczna zajmująca się transportem i jego organizacją. Posiada 162 lokalizacje w 11 krajach. Zatrudnia ponad 26 tys. pracowników.

___________________
O strajku i protestach pracowników ND Polska pisaliśmy już tutaj – przeczytaj i wesprzyj ich bez wysiłku!

Oznakowane dobro

Oznakowane dobro

We Francji od 1 lipca br. zaczną obowiązywać przepisy, które regulują wyraźne oznakowanie produktów spożywczych wytworzonych bez udziału GMO.

Jaki informuje portal farmer.pl, oznakowane jako „wyprodukowane bez użycia GMO” mogą być produkty mleczne, nabiałowe i inne zwierzęce pochodzące od zwierząt nie karmionych paszami modyfikowanymi genetycznie. Również mąka, produkty zbożowe i zawierające soję będą mogły być w ten sposób oznakowane, natomiast miód może być oznaczony jako „wyprodukowany bez GMO w promieniu 3 km”.

Nowy przepis sankcjonuje i reguluje praktyki już istniejące w handlu produktami spożywczymi. Oznakowanie „Produkt wolny od GMO” wprowadzono w październiku 2010 roku w supermarketach Carrefour na ponad 300 produktach marki własnej tej sieci handlowej.

Oczywiście ideałem byłoby oznakowanie zupełnie inne – przymusowe oznakowanie wszelkich produktów, które GMO zawierają w jakiejkolwiek postaci. Dobre jednak i to.

Powtórka z tragedii?

Powtórka z tragedii?

Nowy raport NIK przynosi fatalne wieści: powódź w dorzeczu Odry może się powtórzyć. To, co zbudowano w ramach działań przeciwpowodziowych – nie chroni przed powodziami. Nie rozpoczęto budowy zbiornika retencyjnego, fatalny jest stan 1/3 wałów.

Działania mające zapobiec powtórce zniszczeń powodziowych są realizowane w ramach „Programu dla Odry 2006”. Na jego realizację programu Polska dostała pożyczki m.in. z Banku Światowego i Banku Rozwoju Rady Europy. Niezrealizowanie jego kluczowych zadań nie zwalnia naszego kraju z ponoszenia kosztów obsługi tych pożyczek. Łącznie w latach objętych kontrolą NIK, czyli 2007-10, państwo musiało wydać na to prawie 9 mln zł. Są to w dużej mierze pieniądze wyrzucone w błoto, niemal dosłownie.

W ocenie NIK, zadania zrealizowane dotychczas w ramach „Programu dla Odry 2006” mogły jedynie miejscowo przyczynić się do ograniczenia strat wyrządzanych przez powodzie, ale nie wpłynęły na ogólną sytuację i nie zwiększyły bezpieczeństwa mieszkańców. Szczególnie dotyczy to dużych miast oraz terenów, gdzie powodzie są częste i gwałtowne.

Koniec Programu zaplanowany na 2016 r., co oznacza, że upłynęło już 60% czasu przeznaczonego na jego wykonanie. NIK alarmuje, że od ostatniej kontroli programu, dotyczącej lat 2001-2006, nie nastąpił wyraźny postęp w jego realizacji. Do końca 2010 r. zakończono realizację 6 spośród 13 planowanych zadań. Natomiast z 17 zadań, które powinny być do końca 2010 r. przynajmniej rozpoczęte, żadne nie było realizowane planowo. Na koniec 2011 r. sytuacja nie uległa poprawie.

Wciąż nie rozpoczęto inwestycji kluczowych dla Programu i poprawy systemu bezpieczeństwa powodziowego dorzecza Odry: budowy zbiorników retencyjnych Racibórz, Wielowieś Klasztorna, Kamieniec Ząbkowicki. Nie rozpoczęto także modernizacji Wrocławskiego Węzła Wodnego. Z opóźnieniami – nawet kilkuletnimi w stosunku do wstępnych założeń – rozpoczęto lub zrealizowano część innych założeń Programu.

Co gorsza, kontrolerzy natrafili na przypadki, gdy już zrealizowane inwestycje nie przyniosły zamierzonych efektów i nie chronią mieszkańców przez powodzią. Chodzi m.in. o dwa zbiorniki wodne, które nie są eksploatowane z powodu przeciekania (Krynka i Włodzienin). Łączny koszt ich budowy to ponad 36 mln zł.

W ocenie NIK wciąż zły jest także stan wałów przeciwpowodziowych. Po analizie dokumentów dotyczących ponad 3,5 tys. km wałów okazało się, że 1,6 tys. km pozostaje w stanie złym lub wręcz fatalnym. „W dodatku cztery spośród dziesięciu administrujących wałami zarządów nie miało pełnych informacji na ten temat, bo nie przeprowadzało wymaganych prawem okresowych kontroli” – informują kontrolerzy. Jako przyczyny złego stanu wałów kontrolowani wskazywano ograniczone środki, jakie zarządcy dostawali na bieżące utrzymywanie obwałowań.