Rodzą i uspółdzielczają

Rodzą i uspółdzielczają

Młode matki, choć kojarzone z domowymi pieleszami, śmiało wkraczają w sferę rozwijającej się przedsiębiorczości społecznej.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, przedsiębiorcze matki w Warszawie zakładają ostatnio co i rusz nowe spółdzielnie socjalne, takie jak sklep z rękodziełem czy kawiarnia. Jest to dla nich dobry sposób powrotu na rynek pracy po, nierzadko długim, okresie bezrobocia spowodowanego opieką nad dzieckiem.

W tego rodzaju działaniach matki wspiera m.in. Fundacja Mama, która od kwietnia zeszłego roku organizuje szkolenia zawodowe i psychologiczne oraz pomoc w przygotowaniu biznesplanu. Dzięki takiemu wsparciu 1 marca Marzena Szal uruchomiła internetowy sklep z rękodziełem. Jest to jej pierwsze stałe zajęcie po sześcioletnim okresie bezrobocia. – „Jest nas dwanaście. Jedna potrafi szyć na maszynie, druga filcować. A jeszcze inne znają się na grafice, księgowości, marketingu. Tworzymy sprawnie działającą firmę” – wyjaśnia pani Szal ze Spółdzielni Mam.

Podobne działania podjęła Fundacja Pomocy Bezrobotnym i Bezdomnym Domus et Labor. Efektem jej starań jest powstanie sali zabaw Baby Boom, zarządzanej przez pięć matek, zrzeszonych w Pedagogicznej Spółdzielni Socjalnej Baby Boom. Także one miały problem ze stabilnym zatrudnieniem po okresie macierzyństwa.

Osiemnaście innych kobiet uczestniczy obecnie w programie „Klub Biznes Mam”, który wkrótce zaowocuje powstaniem spółdzielczej klubokawiarni.

W Polsce istnieje obecnie ok. 430 przedsiębiorstw społecznych, z czego ok. 40 na Mazowszu. W samej Warszawie na zasadach spółdzielczych funkcjonuje m.in. Hostel Emma, sklep Eco-Moko oraz świadczący usługi opiekuńcze Kamionek czy remontowe – Rem-Tech.

Piotr Kuligowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Stop promocji kiczu

Stop promocji kiczu

Władze Krosna wprowadziły mechanizmy kontroli umieszczania reklam na obiektach zabytkowych i dbałości o ład estetyczny starówki.

Jak informuje portal www.krosnocity.pl, uchwałę w tej sprawie podjęła rada miasta. Na mocy uchwały podjętej 24 lutego w mieście będzie działał Miejski Konserwator Zabytków. Samorząd chce uporządkować kwestię reklam umieszczanych w zespole staromiejskim. Uchwały rady dotyczące zabytków to skutek porozumienia podpisanego między prezydentem Krosna a wojewodą. – „Myśmy wystąpili do wojewódzkiego konserwatora zabytków i do wojewody o przekazanie znacznie szerszych kompetencji” – mówił na sesji rady miasta wiceprezydent Krosna, Bronisław Baran. Poinformował on, że wniosek Miasta obejmował nadzór nad witrynami, elewacjami, opiniowaniem projektów i uzgodnień remontowych w obszarze staromiejskim. – „Na razie kompetencje dotyczą reklam” – powiedział wiceprezydent.

Miejskim Konserwatorem Zabytków została Marta Rymar, do tej pory pełniąca funkcję pełnomocnika prezydenta ds. ochrony zabytków. Teraz jej uprawnienia wzrosną i przejmie część kompetencji wojewódzkiego konserwatora zabytków. – „Porozumienie zawarte z wojewódzkim konserwatorem zabytków i z wojewodą podkarpackim daje Krosnu możliwości dysponowania, rozporządzania wizualną estetyka miasta, przede wszystkim reklamami, szczególnie w zespole staromiejskim, który najbardziej leży nam na sercu” – mówi Marta Rymar. I dodaje: „Możemy decydować, jak mają wyglądać poszczególne reklamy na obiektach. Chcemy stworzyć wizualizacje poszczególnych budynków, wraz z reklamami, żeby pokazać jak to powinno wyglądać, żeby nie było chaotyczne, żeby reklamy były dostosowane do estetyki miejsca, do jego formy architektonicznej i substancji zabytkowej. Żeby reklamy nie górowały, nie stwarzały chaosu, żeby były estetyczne”. Deklaruje, że miasto będzie przede wszystkim edukowało, wyjaśniało, negocjowało i przekonywało, nie zaś stosowało sankcje – te mają być ostatecznością.

Zdaniem Marty Rymar, reklamy obecnie umieszczone na Rynku często nie spełniają warunków estetyki, ładu wizualnego i kolidują z zabytkową przestrzenią. – „Każdy właściciel obiektu zabytkowego będzie musiał przedstawić projekt takiej reklamy, jaką chce umieścić i otrzymać na to zgodę. Jeżeli projekt będzie spełniał wszelkie normy określone w rozporządzeniu prezydenta Krosna, to oczywiście dostaje zgodę na umieszczenie reklamy. Będziemy konsultować nie tylko sam napis, także rozmiar i materiał, z jakiego będzie wykonana reklama. Będziemy musieli dopasować ją do witryny i elewacji danego budynku. Chcemy stworzyć na Rynku miejsce, które będzie estetyczne i miłe dla oka, a nie miejsce gdzie jest dosłownie »brudno« od chaosu reklamowego” – wyjaśnia pani Marta.

Pisaliśmy już o podobnych działaniach w Krakowie.

Młodzi solidarni, nie liberalni

Młodzi solidarni, nie liberalni

Bydgoski region NSZZ „Solidarność” od miesiąca prowadzi działania mające na celu promowanie wśród młodych ludzi zrzeszania się w związku zawodowym. Kampania zaczyna przynosić pierwsze efekty.
Pomysłodawca akcji „Solidarność dla młodych”, Sebastian Gawronek, powiedział „Tygodnikowi Solidarność”, że celem „jest pokazanie młodemu pokoleniu, czym jest związek zawodowy. Mamy nadzieję, że przyniesie to wymierny efekt. Początek jest dobry, zobaczymy, jak będzie dalej”. W swych działaniach bydgoscy związkowcy wykorzystują m.in. portale społecznościowe oraz Skype’a. Służą one zarówno do prowadzenia dyskusji, jak i udzielania prostych porad prawnych. Z doradztwa prawnego zainteresowani mogą skorzystać także w siedzibie Zarządu Regionu. Jak podkreśla Gawronek, otrzymujące pomoc osoby mogą „przy okazji posłuchać, w jaki sposób zorganizować się, jak stworzyć związek, jakie są z tego tytułu korzyści”.

Inną formą „uwspółcześnienia” działalności związkowej w Bydgoszczy jest promocja idei „Solidarności” w… dyskotece. Chodzi konkretnie o podejmowanie rozmów na tematy związkowe podczas imprez w jednym z klubów. Jak podkreśla zaangażowany w tę sprawę związkowiec, bywalcy dyskotek zazwyczaj nie wiedzą niczego o związkach zawodowych, a jeśli posiadają pewną wiedzę, to zaczerpniętą z mediów nieprzychylnych organizacjom pracowniczym. Działacze „Solidarności” wskazują jednak, iż „Na luźnych imprezach młodzi zaczynają mówić, pytać o związek, o obronę praw pracowniczych itd. Efekty są niezłe, akcja ma być kontynuowana”.

Bydgoscy związkowcy organizują również spotkania uczniów i studentów z najbardziej zasłużonymi działaczami „Solidarności”. – „Chodzi o to, żeby trafić do świadomości młodych ludzi, by oni to, co kiedyś zaczęło działać, kontynuowali. Że w latach 80., a i wcześniej, ci starsi dziś panowie walczyli o wolność. Że warto wciąż dbać o te ideały, żeby nie przegrać tego, co poprzednie pokolenie wywalczyło” – twierdzi Gawronek. Prowadzący spotkania podkreślają jednak, że nie są one nudnym wykładem historycznym, lecz żywą dyskusją o wartościach.

Wymiernym efektem prowadzonej akcji jest już powstanie związku w jednej z firm w podbydgoskim Osielsku. Gawronek podkreśla, że początkowo osoby zainteresowane prawami pracowniczymi nie chciały z obawy przed pracodawcą ujawnić związkowcom, o jaką firmę chodzi. – „Ale potem otworzyli się i w końcu powołali komitet założycielski związku. To jeden z dowodów na to, że warto propagować takie akcje i na to, że jednak można trafić do młodych ludzi”. Akcja „Solidarność dla młodych” ma potrwać rok.

Piotr Kuligowski

Mądre i spółdzielcze

Mądre i spółdzielcze

Bardzo ciekawego wywiadu udzielił podkarpackiemu dziennikowi „Nowiny” prezes OSM w Jasienicy Rosielnej. Na uwagę zasługuje zwłaszcza strategia tworzenia własnych punktów sprzedaży produktów zamiast wchodzenia do sieci handlowych.

Kazimierz Śnieżek, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Jasienicy Rosielnej na Podkarpaciu, opowiedział gazecie o kulisach działania przedsiębiorstwa. Gdy wiele firm średniej wielkości narzeka na zdominowanie obrotu produktami spożywczymi przez wielkie sieci handlowe, narzucające wytwórcom bardzo niekorzystne ceny dostaw i warunki płatności, stosunkowo niewielka spółdzielnia mleczarska poradziła sobie z tym problemem. Jak?

– „Dołożyliśmy do naszej działalności, która wcześniej obejmowała tylko skup i przetwórstwo, także handel hurtowy i detaliczny. W ten sposób zamykamy całe ogniwo od producenta po konsumenta. Dzięki temu mamy możliwość innego, samodzielnego gospodarzenia swoim towarem, a także większy wpływ na jego cenę. Kiedy tylko się produkuje, trzeba z ceny spuszczać, ponieważ chce zarobić także pośrednik. Podjęliśmy tylko współpracę z siecią Carrefour na terenie Podkarpacia. Nie odpowiadały nam warunki stawiane przez duże markety. Trzeba dla nich być najtańszym, zapłacić opłatę półkową itp. Policzyliśmy, że organizacja własnego handlu (firmowe sklepy, hurtownie) kosztują nas 3-5 proc., a przekazując towar innym do dalszego obrotu, tracilibyśmy 15 proc. Tak więc te 10 proc. z tego co wypracowaliśmy, zostaje w firmie” – wyjaśnia prezes Śnieżek.

OSM w Jasienicy jest warta uwagi także z innych względów. Na przykład dlatego, że część jej oferty stanowią produkty z surowców pochodzących od rolników ekologicznych. – „Mamy także surowiec ekologiczny, ponieważ współpracujemy z grupą ok. 50 ekologicznych gospodarstw w gminie Krempna. Taka produkcja opłaca się i rolnikom i nam. Za ekologiczne mleko płacimy 10 proc. więcej, ale też końcowy produkt jest droższy o 10-15 proc. W dodatku te produkty są w całej Polsce. Można je dostać we wszystkich sklepach z żywnością ekologiczną – obsługujemy i Kraków, i Poznań, i Toruń, i Białystok itd. W ofercie mamy ekologiczne masło, twaróg i mleko. Dostajemy też indywidualne zamówienia z Płocka, z Trójmiasta, »ekologię« kupują u nas tamtejsze restauracje”.

Ktoś powie: mrzonki. Czy to działa? Owszem. – „W 1990 roku zaczęliśmy na poziomie 25 mln zł obrotu i ok. 70 pracowników. W tej chwili mamy ok. 100 mln zł obrotu i ok. 230 zatrudnionych. 3-4-krotny wzrost”.

Uczmy się.