Katastrofa nasza codzienna

Katastrofa nasza codzienna

Lider Związku Zawodowego Maszynistów Kolejowych w Polsce, Leszek Miętek, komentując sobotnią katastrofę kolejową w okolicach Szczekocin, skrytykował system bezpieczeństwa ruchu kolejowego w Polsce i szkolenie maszynistów.

– „O bezpośrednich przyczynach katastrofy nie możemy jeszcze nic powiedzieć. Możemy natomiast wskazać praprzyczyny tej katastrofy, które leżą w systemie bezpieczeństwa ruchu kolejowego w Polsce. W Polsce mamy system sterowania ruchem kolejowym, który jest praktycznie sprzed 100 lat. Różni się tylko tym, że kiedyś były urządzenia mechaniczne, dzisiaj są elektryczne” – twierdzi Leszek Miętek, cytowany przez portal wnp.pl.

Na Centralnej Magistrali Kolejowej, gdzie doszło do tragicznego wypadku, podejmowano dopiero pierwsze próby wykorzystywania tzw. Europejskiego Sytemu Sterowania Ruchem Kolejowym (ETCS). System reaguje, gdy ktoś popełni błąd. – „Polski system opiera się tylko na decyzji pracownika – w lokomotywach mamy stare systemy tzw. samoczynnego hamownia pociągiem. To urządzenia, które zapala lampki i włącza sygnał przed semaforem. Maszynista musi przycisnąć tzw. czuwak aktywny, który włącza się co 90 sekund. To urządzenie ma być zabezpieczaniem, gdyby maszynista np. zasłabł. Jednak nie może korygować ewentualnych błędów czy pokazywać, jaki jest stan szlaku kolejowego” – wyjaśnia Leszek Miętek.

Lider ZZM zwrócił też uwagę na negatywne efekty postępującej od ponad 10 lat liberalizacji rynku kolejowego: „Jest wielu przewoźników, ale nie ma instytucji, która rzeczywiście zajmowałaby się koordynacją bezpieczeństwa na torach. Nie ma kadr, żeby kontrolować te rzeczy i to niestety się mści. Doprowadzono do tego, że każdy z przewoźników ustala własne zasady bezpieczeństwa ruchu kolejowego. Nie ma żadnej gwarancji, że one są ze sobą spójne. To też się zemści w przyszłości”.

Kolejny problem to szkolenia maszynistów. Leszek Miętek mówi: „Mamy tu ogromną lukę pokoleniową. Średnia wieku maszynistów przekroczyła już 50 lat. Szkoli się ludzi młodych, z ulicy. Przewoźnicy chcą to robić jak najkrócej. Urząd Transportu Kolejowego wyraża na to zgodę. Wysyłałem w tej sprawie apele do premiera, ministra Grabarczyka, ministra Nowaka. Bez odpowiedzi. W tej sytuacji o bezpieczeństwie ruchu kolejowego prawdopodobnie powiadomimy Komisję Europejską, skoro nie potrafimy się doprosić reakcji naszych władz”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Rodzą i uspółdzielczają

Rodzą i uspółdzielczają

Młode matki, choć kojarzone z domowymi pieleszami, śmiało wkraczają w sferę rozwijającej się przedsiębiorczości społecznej.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, przedsiębiorcze matki w Warszawie zakładają ostatnio co i rusz nowe spółdzielnie socjalne, takie jak sklep z rękodziełem czy kawiarnia. Jest to dla nich dobry sposób powrotu na rynek pracy po, nierzadko długim, okresie bezrobocia spowodowanego opieką nad dzieckiem.

W tego rodzaju działaniach matki wspiera m.in. Fundacja Mama, która od kwietnia zeszłego roku organizuje szkolenia zawodowe i psychologiczne oraz pomoc w przygotowaniu biznesplanu. Dzięki takiemu wsparciu 1 marca Marzena Szal uruchomiła internetowy sklep z rękodziełem. Jest to jej pierwsze stałe zajęcie po sześcioletnim okresie bezrobocia. – „Jest nas dwanaście. Jedna potrafi szyć na maszynie, druga filcować. A jeszcze inne znają się na grafice, księgowości, marketingu. Tworzymy sprawnie działającą firmę” – wyjaśnia pani Szal ze Spółdzielni Mam.

Podobne działania podjęła Fundacja Pomocy Bezrobotnym i Bezdomnym Domus et Labor. Efektem jej starań jest powstanie sali zabaw Baby Boom, zarządzanej przez pięć matek, zrzeszonych w Pedagogicznej Spółdzielni Socjalnej Baby Boom. Także one miały problem ze stabilnym zatrudnieniem po okresie macierzyństwa.

Osiemnaście innych kobiet uczestniczy obecnie w programie „Klub Biznes Mam”, który wkrótce zaowocuje powstaniem spółdzielczej klubokawiarni.

W Polsce istnieje obecnie ok. 430 przedsiębiorstw społecznych, z czego ok. 40 na Mazowszu. W samej Warszawie na zasadach spółdzielczych funkcjonuje m.in. Hostel Emma, sklep Eco-Moko oraz świadczący usługi opiekuńcze Kamionek czy remontowe – Rem-Tech.

Piotr Kuligowski

Wolna niedziela dla wszystkich

Wolna niedziela dla wszystkich

Dziś przed marketami w różnych miastach Polski związkowcy z „Solidarności” rozdają ulotki promujące ideę ustanowienia niedzieli dniem wolnym od pracy.

– „W każdą niedzielę w handlu pracuje według naszych szacunków ok. 250 tys. osób. W większości są to kobiety, którym odbiera się prawo do spędzenia tego dnia razem z rodzinami” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”.

Handlowa „Solidarność” od lat prowadzi kampanie promujące ustanowienie niedzieli dniem wolnym od pracy. KSBHiU jest członkiem-współzałożycielem Europejskiego Przymierza na Rzecz Wolnej Niedzieli, stowarzyszenia zrzeszającego związki zawodowe oraz organizacje pozarządowe z całego kontynentu. – „4 marca podobne akcje jak w Polsce zostaną przeprowadzone w większości europejskich krajów. W części z nich, np. w Niemczech, Austrii czy Francji, niedziela od dawna jest dniem wolnym od pracy w handlu i wbrew temu, co próbuje się nam wmówić, nie doprowadziło to do masowych bankructw sieci handlowych. Ludzie po prostu przyzwyczaili się, że w niedziele sklepy są zamknięte i robią zakupy w inne dni” – podkreśla Alfred Bujara.

Celem akcji ulotkowej jest wywołanie społecznej debaty na temat wolnych niedziel. – „Przyczyniliśmy się, z czego jesteśmy dumni, do uchwalenia nowelizacji Kodeksu pracy, dzięki której święta państwowe i kościelne są dniami wolnymi od pracy dla najemnych pracowników handlu. 4 marca będziemy namawiać klientów, aby nie robili zakupów w niedzielę. Chcemy również dotrzeć do polityków i przekonać ich do wprowadzenia ustawowego zakazu pracy w sektorze handlu w tym dniu” – dodaje szef handlowej „Solidarności”.

Związkowcy będą rozdawać ulotki w Warszawie, Katowicach, Krakowie, Białymstoku, Łodzi, Rzeszowie, Legnicy, Gdańsku i Jeleniej Górze.

Stop promocji kiczu

Stop promocji kiczu

Władze Krosna wprowadziły mechanizmy kontroli umieszczania reklam na obiektach zabytkowych i dbałości o ład estetyczny starówki.

Jak informuje portal www.krosnocity.pl, uchwałę w tej sprawie podjęła rada miasta. Na mocy uchwały podjętej 24 lutego w mieście będzie działał Miejski Konserwator Zabytków. Samorząd chce uporządkować kwestię reklam umieszczanych w zespole staromiejskim. Uchwały rady dotyczące zabytków to skutek porozumienia podpisanego między prezydentem Krosna a wojewodą. – „Myśmy wystąpili do wojewódzkiego konserwatora zabytków i do wojewody o przekazanie znacznie szerszych kompetencji” – mówił na sesji rady miasta wiceprezydent Krosna, Bronisław Baran. Poinformował on, że wniosek Miasta obejmował nadzór nad witrynami, elewacjami, opiniowaniem projektów i uzgodnień remontowych w obszarze staromiejskim. – „Na razie kompetencje dotyczą reklam” – powiedział wiceprezydent.

Miejskim Konserwatorem Zabytków została Marta Rymar, do tej pory pełniąca funkcję pełnomocnika prezydenta ds. ochrony zabytków. Teraz jej uprawnienia wzrosną i przejmie część kompetencji wojewódzkiego konserwatora zabytków. – „Porozumienie zawarte z wojewódzkim konserwatorem zabytków i z wojewodą podkarpackim daje Krosnu możliwości dysponowania, rozporządzania wizualną estetyka miasta, przede wszystkim reklamami, szczególnie w zespole staromiejskim, który najbardziej leży nam na sercu” – mówi Marta Rymar. I dodaje: „Możemy decydować, jak mają wyglądać poszczególne reklamy na obiektach. Chcemy stworzyć wizualizacje poszczególnych budynków, wraz z reklamami, żeby pokazać jak to powinno wyglądać, żeby nie było chaotyczne, żeby reklamy były dostosowane do estetyki miejsca, do jego formy architektonicznej i substancji zabytkowej. Żeby reklamy nie górowały, nie stwarzały chaosu, żeby były estetyczne”. Deklaruje, że miasto będzie przede wszystkim edukowało, wyjaśniało, negocjowało i przekonywało, nie zaś stosowało sankcje – te mają być ostatecznością.

Zdaniem Marty Rymar, reklamy obecnie umieszczone na Rynku często nie spełniają warunków estetyki, ładu wizualnego i kolidują z zabytkową przestrzenią. – „Każdy właściciel obiektu zabytkowego będzie musiał przedstawić projekt takiej reklamy, jaką chce umieścić i otrzymać na to zgodę. Jeżeli projekt będzie spełniał wszelkie normy określone w rozporządzeniu prezydenta Krosna, to oczywiście dostaje zgodę na umieszczenie reklamy. Będziemy konsultować nie tylko sam napis, także rozmiar i materiał, z jakiego będzie wykonana reklama. Będziemy musieli dopasować ją do witryny i elewacji danego budynku. Chcemy stworzyć na Rynku miejsce, które będzie estetyczne i miłe dla oka, a nie miejsce gdzie jest dosłownie »brudno« od chaosu reklamowego” – wyjaśnia pani Marta.

Pisaliśmy już o podobnych działaniach w Krakowie.