Rozsądek triumfuje – „Prasowy” zostaje!

Rozsądek triumfuje – „Prasowy” zostaje!

Batalia o funkcjonujący w Warszawie od kilkudziesięciu lat Bar Mleczny „Prasowy” zdaje się zmierzać do szczęśliwego zakończenia. Po protestach Zarząd Dzielnicy Śródmieście przeznaczył lokal do konkursu profilowanego na bar mleczny.

Problemy „Prasowego” zaczęły się kilka lat temu. Władze miasta systematycznie podnosiły mu czynsz, aż wreszcie prowadzenie baru z tanimi posiłkami stało się niemożliwe. Jadłodajnię zamknięto w listopadzie ub.r.. Jednak 19 grudnia działacze społeczni dokonali ponownego otwarcia lokalu, przez który w ciągu trzech godzin przewinęło się ok. 400 osób. Jednak ok. godz. 18 oddział prewencyjny policji zmusił obecnych do opuszczenia „Prasowego”. Jak „wyjaśniał” wówczas rzecznik Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami, Mateusz Dallali, „Istnieje podejrzenie, że osoby ze środowiska skrajnej lewicy wdarły się do Prasowego w celu dożywiania ludzi biednych”.

Aktywiści nie dali jednak za wygraną. Dzięki szeregowi spotkań i dyskusji z radnymi udało im się przekonać władze do przeprowadzenia konkursu profilowanego dla przyszłego najemcy lokalu. Zarząd Dzielnicy zaakceptował postulat, by w lokalu mógł mieścić się bar z niedrogimi posiłkami. W konkursie będzie brana pod uwagę przyjazność dla mieszkańców Warszawy, a więc m.in. dostępność dla osób niepełnosprawnych i wózków dziecięcych, udostępnienie klientom opiniotwórczych tytułów prasowych czy bezpłatny dostęp do bezprzewodowego Internetu. W skład wielostronnej komisji, która rozstrzygnie, kto zostanie przyszłym najemcą „Prasowego”, wejdą m.in. mieszkańcy dzielnicy Śródmieście.

Losy baru można śledzić na stronie internetowej http://www.prasowy.waw.pl

Tutaj natomiast można obejrzeć ciekawy film z „okupacji” nieczynnego już wtedy baru „Prasowego” – m.in. przekonać się, do czego w Polsce służą oddziały Policji.

Piotr Kuligowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Bryła lodu dla Rostowskiego

Bryła lodu dla Rostowskiego

W poniedziałek Międzybranżowy Komitet Protestacyjny Pracowników Sfery Budżetowej zorganizuje akcję protestacyjną przed Ministerstwem Finansów. – „Przygotowaliśmy ogromną bryłę lodu symbolizująca zamrożone pensje budżetówki. Zaprosimy ministra Rostowskiego, aby pomógł nam ją roztopić i odmrozić nasze wynagrodzenia” – zapowiada Edyta Odyjas, koordynatorka Komitetu.
Uczestnicy happeningu będą roztapiać lodową bryłę o wymiarach 2 na 2 metry za pomocą palników i suszarek do włosów. Jedna z suszarek została przygotowana specjalnie dla ministra Jacka Rostowskiego. W akcji wezmą udział m.in. związkowcy z sądów, urzędów skarbowych, ZUS-u, sanepidów, a także strażacy oraz cywilni pracownicy policji zrzeszeni w NSZZ „Solidarność”.

– „4 lata temu rząd zamroził podwyżki inflacyjne dla pracowników sfery budżetowej. Zbiorcza stopa inflacji z tych lat wynosi przeszło 15 proc. Nasze zarobki realnie maleją z roku na rok, a koszty utrzymania rosną” – tłumaczy Dawid Koloczek, wiceprzewodniczący Solidarności Pracowników Sądownictwa, jeden z organizatorów happeningu.

27 stycznia komitet protestacyjny budżetówki wysłał list otwarty do ministra Rostowskiego z żądaniem odmrożenia wzrostu płac oraz wyrównania wynagrodzeń pracowników o wskaźnik inflacji z poprzednich lat. – „Otrzymaliśmy odpowiedź podpisaną przez panią wiceminister Marię Orłowską, w której poinformowała nas, że na odmrożenie płac nie ma środków. Ministerstwo nie wyraziło nawet chęci spotkania się z nami. Jeżeli resort nie podejmie dialogu, zmusi nas do podjęcia bardziej radykalnych działań” – zapowiada Edyta Odyjas. – „Rząd wykorzystuje fakt, że nie możemy strajkować. Mamy jednak wiele innych form protestu przewidzianych prawem. Jeżeli nasze postulaty nie zostaną spełnione, planujemy kolejne o wiele większe protesty, których kulminacją będzie duża manifestacja w stolicy, połączona z paraliżem części urzędów”.

Poniedziałkowy happening Międzybranżowego Komitetu Protestacyjnego Pracowników Sfery Budżetowej przed gmachem Ministerstwem Sprawiedliwości rozpocznie się o godzinie 12.00.

Cuda nad rentą, czyli liberalna grabież

Cuda nad rentą, czyli liberalna grabież

W tym roku z funduszu rentowego być może zniknie kolejne 8-9 miliardów złotych. Rząd wynalazł mechanizm finansowy, który pozwala co roku przejmować i wygaszać miliardy pochodzące z naszych składek ubezpieczeniowych.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, z kont emerytalnych w ZUS wyparowało w ubiegłym roku ponad 8 miliardów złotych. Zniknęły środki emerytalne należące do osób, które pobierały rentę i zmarły, nie dożywszy emerytury. Po śmierci uprawnionych zawartość należących do nich kont emerytalnych powinna zostać przeniesiona na fundusz rentowy, ale tego nie zrobiono. Według danych ZUS, do których udało się dotrzeć „Naszemu Dziennikowi”, na kontach zmarłych rencistów znajdowało się w końcu 2010 roku aż 8,4 miliardy złotych, po których dziś nie ma śladu.

Podczas debaty nad podniesieniem składki rentowej rząd szermował argumentem, że w funduszu rentowym widnieje deficyt na kwotę 17 mld złotych. Tymczasem przytoczone dane wskazują, że ów deficyt rząd w dużej mierze sam sobie wykreował. O ile nieuwzględnienie w funduszu rentowym środków żyjących rencistów może mieć pewne uzasadnienie (bo część z nich doczeka się emerytury), o tyle „zapomnienia” o kwocie 8,4 mld zł należącej do osób nieżyjących i nieprzekazania jej na fundusz rentowy niczym nie da się wytłumaczyć.

– „Zastosowano wybieg polegający na tym, że fundusze, które powinny być przeznaczone na renty, znikły na kontach. Inteligentnie przedstawiono, że deficyt funduszu rentowego wynika z różnicy między kwotą składek a tym, co jest wypłacane w formie rent. To zaś, co było na kontach, wyparowało” – tłumaczy gazecie dr Cezary Mech, finansista, były wiceminister finansów, który zdobył te informacje, prowadząc własne prace badawcze nad przepływami finansowymi w ZUS.

Ta znikająca kwota, łącznie nawet 17,7 mld zł, jest i tak zaniżona z uwagi na to, że część osób posiada rachunki prowadzone tylko od początku reformy emerytalnej, ponieważ nie dopełniła formalności związanych z wyliczeniem kapitału początkowego albo nie była jeszcze objęta tym obowiązkiem.

Po podniesieniu wieku emerytalnego „maszynka do czyszczenia kont” będzie w stanie pochłaniać społeczne oszczędności w tempie kilka razy szybszym.  Jeśli wiek emerytalny zostanie podniesiony, rencistów z pewnością przybędzie. Z pewnością też zwiększy się liczba osób na rentach, które nie dożyją emerytury, a wtedy rządowy wynalazek pozwoli wygaszać rocznie np. po 30 mld zł środków, które powinny trafić na fundusz rentowy. Dzięki temu problem zadłużenia finansów publicznych w zakresie zobowiązań emerytalno-rentowych w miarę upływu lat rozwiąże się sam. Wyłącznie na papierze.

Kapitalizm na państwowym

Kapitalizm na państwowym

Pracownicy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) skarżą się na łamanie praw pracowniczych. Prawdopodobnie wkrótce sprawa trafi do sądu.

Jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna”, wydawałoby się, że w urzędach państwowych pracuje się osiem godzin dziennie i przestrzega praw pracowniczych. Nic bardziej mylnego. Od kilku miesięcy do redakcji dziennika napływają skargi pracowników ARiMR. Już w grudniu zatrudnione tam osoby informowały o nieuczciwych praktykach, stosowanych wobec inspektorów terenowych. W ramach pensji muszą oni zrealizować 22 punkty (np. dokonać pomiaru powierzchni gruntów), a za każdy kolejny otrzymywali 150 zł. Jednak w ostatnim kwartale okazało się, że za następne punkty dostaną zaledwie 115 zł. Co więcej, ARiMR zapowiadało zastosowanie niższej stawki do przeliczenia punktów z całego roku. Dzięki interwencji gazety, udało się tego uniknąć (115 zł zapłacono za dodatkowe punkty z ostatniego kwartału 2011 r.). Poszkodowani pracownicy zapowiadają jednak, że sprawa trafi do sądu.

Innym pomysłem na oszczędzanie na pracownikach terenowych jest niewypłacanie im diet. Prezes ARiMR twierdził, że zawieszenie tychże będzie rekompensowane przez nagrody. Okazało się jednak, że kryteria ich przyznawania są niekorzystne dla zatrudnionych. Wcześniej każdy pracownik otrzymywał 11,5 zł za realizację każdego punktu, obecnie zaś dostaje tę samą kwotę bez względu na liczbę zrealizowanych punktów. – „Dieta powinna być wypłacana pracownikom bez względu na to, czy pracodawcy przewidują dodatkową rekompensatę” – podkreśla radca prawny, Paweł Kisiel. Przepisy kodeksu pracy nie mogą być mniej korzystne od regulaminu wynagradzania pracowników. Stawka 11,5 zł dziennie jest o połowę niższa od przysługującej pracownikowi diety w wysokości 23 zł.

Przykład ARiMR pokazuje, że negatywne cechy kapitalizmu odbijają się także na urzędnikach, kojarzonych powszechnie z ośmiogodzinnym dniem pracy, premiami i przestrzeganiem praw pracowniczych.

Piotr Kuligowski