Była legenda, będzie bezrobocie?

Była legenda, będzie bezrobocie?

Przedstawiciele „Solidarności” z kopalni Wujek spotkają się z zarządem KHW, aby omówić przygotowaną przez związek koncepcję funkcjonowania zakładu. Stawką jest dalsze istnienie słynnej kopalni i 4,5 tysiąca miejsc pracy.

– „Bronimy 4,5 tys. miejsc pracy w kopalni Wujek-Śląsk. Mamy pomysł, jak to zrobić, jak przemodelować pracę obu ruchów kopalni, aby te miejsca pracy zachować” – mówi Piotr Bienek, wiceprzewodniczący górniczej „Solidarności” i szef związku w kopalni Wujek ruch Śląsk. Sytuacji w kopalni Wujek-Śląsk od dłuższego czasu systematycznie się pogarszała. Zakład był niedoinwestowany. W styczniu sytuacja stała się wręcz katastrofalna. Kopalni może grozić nawet likwidacja.

Dotychczas w ruchu Wujek wydobycie było prowadzone na dwóch blokach ścian metodą podsadzkową, w ruchu Śląsk funkcjonuje jedna ściana, gdzie wydobycie jest prowadzone na tzw. zawał. – „Ceny piasku w tym roku poszły kilkakrotnie do góry, podobnie ceny drewna. To powoduje, że koszty materiałowe w cenie jednej tony węgla wydobytego na podsadzkę są o wiele wyższe niż koszty przy wydobyciu »na zawał«. Ale to tylko jedna z przyczyn dramatycznej sytuacji na ruchu Wujek. W styczniu doszło do pożaru, który wyłączył wydobycie na jednym z dwóch bloków ścian podsadzkowych na ruchu Wujek. A co najgorsze, był akurat ten blok, gdzie wydobywano najlepszy jakościowo węgiel, który można było z zyskiem sprzedać, mimo wysokich kosztów eksploatacji” – opowiada Piotr Bienek.

– „Przed siedmiu laty kopalnia Wujek pomogła kopalni Śląsk. Udało się obronić i ten zakład, i miejsca pracy. Powstała kopalnia z dwoma ruchami Wujek-Śląsk. Teraz chcemy, bo mamy takie możliwości, aby ruch Śląsk pomógł w tym trudnym okresie ruchowi Wujek. Proponujemy część wydobycia przesunąć na ruch Śląsk do ścian zawałowych. Dzięki temu, że kopalnia będzie mogła tam wydobywać więcej, zyska czas i możliwości, aby spokojnie odbudować normalne wydobycie na ruchu Wujek” – dodaje Bienek.

Jak podkreśla przewodniczący, problemy na ruchu Wujek to nie są tylko problemy katowickiej części kopalni Wujek-Śląsk. – „To jest jedna kopalnia i problem dotyczy wszystkich 4,5 tys. zatrudnionych, ewentualna likwidacja ruchu Wujek będzie oznaczać początek końca całej kopalni, będzie zagrożeniem dla wszystkich 4,5 tysiąca zatrudnionych w naszym zakładzie” – zaznacza Piotr Bienek.

__________________________
Przedruk za „Tygodnik Śląsko-Dąbrowski NSZZ Solidarność” nr 10/2012, 7 marca 2012 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Coraz dalej do szkoły

Coraz dalej do szkoły

Tysiące dzieci w podróżach do i ze szkoły spędzają po kilkadziesiąt minut dziennie. Oszczędności na sieci szkół już zaczynają nas drogo kosztować.

Z mapy Polski co roku znika kilkaset szkół. Tylko w ubiegłym roku szkolnym 2010/2011 zamknięto w sumie 582 szkoły podstawowe, gimnazja oraz placówki ponadgimnazjalne. W roku szkolnym 2009/2010 w całej Polsce zlikwidowano 541 szkół, w 2008/2009 – 602, w 2007/2008 – 608, a w 2006/2007 – 653. Jak poinformowała „Rzeczpospolita”, w 2012 r. prawdopodobnie padnie rekord likwidacji szkół – zniknąć może około 800 placówek. Związek Nauczycielstwa Polskiego szacuje natomiast, że w tym roku likwidacji ulec może nawet tysiąc szkół.

Oświatowe kombinaty

Jedną z gmin, w której podjęto uchwały o likwidacji szkół, jest Miastków Kościelny w powiecie garwolińskim. Z końcem roku szkolnego zamknięte zostaną szkoły podstawowe w Brzegach i Oziemkówce, a uczniowie z tych wsi od września będą dowożeni do Zgórza, gdzie – według zapewnień władz gminy – szkoła jest lepiej wyposażona. Miastkowscy samorządowcy nie ukrywają, że chodzi również o oszczędności – władze przewidują, że dzięki likwidacji dwóch szkół uda się zmniejszyć gminne wydatki o 1,4 mln zł rocznie.

Eksperci oświatowi przekonują jednak, że duża i lepiej wyposażona szkoła w większej miejscowości wcale nie gwarantuje lepszej edukacji niż małe placówki szkolne na wsi: „Niemal rodzinna atmosfera w nich panująca, mała liczebność klas pozwalająca na indywidualizację nauczania i wsparcie każdego ucznia, bliski kontakt z każdą rodziną, pozwalają na osiąganie dobrych rezultatów” – zwróciła uwagę Elżbieta Tołwińska-Królikowska, wiceprezes Federacji Inicjatyw Oświatowych (FIO), w opracowaniu na temat małych szkół na wsi.

Idea grupowania uczniów w większych, dobrze wyposażonych szkołach prowadzi do tworzenia oświatowych kombinatów. W Rząśniku w powiecie wyszkowskim w zespole szkół obejmującym zerówkę, szkołę podstawową i gimnazjum uczy się prawie 500 uczniów. W Jednorożcu koło Przasnysza do kompleksu, w ramach którego działa szkoła podstawowa oraz gimnazjum, uczęszcza około 800 uczniów. Do zespołu szkół w Drobinie w powiecie płockim uczniowie dowożeni są z dziewięciu miejscowości.

Wyprawa do szkoły

Według ustawy o systemie oświaty, droga ucznia do szkoły nie powinna być dłuższa niż 3 km (w przypadku uczniów klas I-IV szkoły podstawowej) lub 4 km (w przypadku uczniów klas V i VI podstawówek oraz gimnazjalistów). Jeżeli do szkoły jest dalej, wówczas gmina ma obowiązek zapewnić bezpłatny dowóz lub zwracać koszty przejazdów transportem publicznym.

Zapewnienie sprawnej komunikacji szkolnej często dla gmin okazuje się sporym problemem – tysiące dzieci w podróżach do i ze szkoły spędza kilkadziesiąt minut dziennie. „Pomimo że w większości przypadków odległość wsi do większej szkoły nie jest bardzo duża (kilka kilometrów), to droga dojazdu autobusu jest dużo dłuższa z powodu konieczności objechania wielu wsi – czas dojazdu to nawet godzina” – czytamy w publikacji Elżbiety Tołwińskiej-Królikowskiej z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Organizacji dowozu dzieci do szkół przyjrzała się również Najwyższa Izba Kontroli. W 2009 r. podczas kontroli w gminach wiejskich Warmii i Mazur wykryto przypadki transportu szkolnego zorganizowanego tak, że uczniowie najmłodszych klas szkoły podstawowej przebywali poza domem ponad osiem godzin, choć zajęcia lekcyjne trwały cztery godziny. Niektórzy uczniowie klas nauczania początkowego oczekiwali na odwiezienie do domów ponad trzy godziny po zakończeniu lekcji. Z drugiej strony – jak informuje FIO – zdarza się, że uczniowie z odleglejszych wsi nie mogą uczestniczyć w zajęciach pozalekcyjnych, bo odbywają się one już po odjeździe ostatniego autobusu szkolnego do ich miejscowości.

Elżbieta Tołwińska-Królikowska dodaje, że problemem jest nie tylko dowóz dzieci do szkół, ale także zapewnienie łączności ze szkołą rodzicom: „Rodziny wymagające największego wsparcia na ogół nie mają samochodów, w związku z tym ich możliwości uczestniczenia w szkolnych zebraniach rodziców są minimalne – komunikacja publiczna nie zapewnia połączeń pozwalających na dotarcie po południu na zebranie i wieczorny powrót do domu. Kontakty z nauczycielami rodzin uczniów najbardziej potrzebujących wparcia stają się sporadyczne”.

Coraz droższe oszczędności

Ucieczka oświaty z małych miejscowości niesie ze sobą skutki nie tylko bezpośrednio związane z edukacją. Jak czytamy w opracowaniu Federacji Inicjatyw Oświatowych, „w wielu wsiach szkoła jest ostatnim publicznym budynkiem we wsi – w niej odbywa się nie tylko edukacja dzieci, ale i wydarzenia kulturalne, sportowe, rozrywkowe. Budynek szkolny jest miejscem schronienia podczas klęsk żywiołowych, lokalem wyborczym podczas wyborów, miejscem spotkań z władzami”. Opuszczone przez oświatę budynki zwykle również przestają pełnić te dodatkowe funkcje publiczne – często bowiem dawne obiekty szkolne są sprzedawane lub niszczeją.

W doprowadzonych do ruiny budynkach trudno będzie w przyszłości reaktywować szkoły. Eksperci tymczasem ostrzegają, że już za dwa lata wiek szkolny osiągną dzieci z wyżu demograficznego. – „Koszty odtworzenia placówki po kilku latach mogą być wyższe niż korzyści z jej obecnego zamknięcia” – powiedziała „Rzeczpospolitej” Agnieszka Chłoń-Domińczak z Instytutu Badań Edukacyjnych.

Nasilającym się skutkiem ubocznym zastępowania małych szkół przez duże molochy – z setkami uczniów zwożonych z różnych miejscowości – jest rosnąca przestępczość w szkołach. W 2010 r. policja odnotowała 26 197 przestępstw popełnionych na terenie szkół podstawowych i gimnazjów (między innymi 6221 rozbojów, 2778 kradzieży, 1307 bójek i pobić, 520 przestępstw narkotykowych, 20 gwałtów). Liczba szkolnych przestępstw rośnie z roku na rok. Tylko od 2009 r. – kiedy to w podstawówkach i gimnazjach odnotowano 21 040 przestępstw – nastąpił ich wzrost o jedną czwartą. Dla porównania w 2005 r. stwierdzono 17 724 przestępstw dokonanych w szkołach podstawowych i gimnazjach.

Jak widać, oszczędności na sieci szkół już zaczynają nas drogo kosztować.

Karol Trammer

______________________
Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 58, marzec-kwiecień 2012; http://www.zbs.net.pl

Rozsądek triumfuje – „Prasowy” zostaje!

Rozsądek triumfuje – „Prasowy” zostaje!

Batalia o funkcjonujący w Warszawie od kilkudziesięciu lat Bar Mleczny „Prasowy” zdaje się zmierzać do szczęśliwego zakończenia. Po protestach Zarząd Dzielnicy Śródmieście przeznaczył lokal do konkursu profilowanego na bar mleczny.

Problemy „Prasowego” zaczęły się kilka lat temu. Władze miasta systematycznie podnosiły mu czynsz, aż wreszcie prowadzenie baru z tanimi posiłkami stało się niemożliwe. Jadłodajnię zamknięto w listopadzie ub.r.. Jednak 19 grudnia działacze społeczni dokonali ponownego otwarcia lokalu, przez który w ciągu trzech godzin przewinęło się ok. 400 osób. Jednak ok. godz. 18 oddział prewencyjny policji zmusił obecnych do opuszczenia „Prasowego”. Jak „wyjaśniał” wówczas rzecznik Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami, Mateusz Dallali, „Istnieje podejrzenie, że osoby ze środowiska skrajnej lewicy wdarły się do Prasowego w celu dożywiania ludzi biednych”.

Aktywiści nie dali jednak za wygraną. Dzięki szeregowi spotkań i dyskusji z radnymi udało im się przekonać władze do przeprowadzenia konkursu profilowanego dla przyszłego najemcy lokalu. Zarząd Dzielnicy zaakceptował postulat, by w lokalu mógł mieścić się bar z niedrogimi posiłkami. W konkursie będzie brana pod uwagę przyjazność dla mieszkańców Warszawy, a więc m.in. dostępność dla osób niepełnosprawnych i wózków dziecięcych, udostępnienie klientom opiniotwórczych tytułów prasowych czy bezpłatny dostęp do bezprzewodowego Internetu. W skład wielostronnej komisji, która rozstrzygnie, kto zostanie przyszłym najemcą „Prasowego”, wejdą m.in. mieszkańcy dzielnicy Śródmieście.

Losy baru można śledzić na stronie internetowej http://www.prasowy.waw.pl

Tutaj natomiast można obejrzeć ciekawy film z „okupacji” nieczynnego już wtedy baru „Prasowego” – m.in. przekonać się, do czego w Polsce służą oddziały Policji.

Piotr Kuligowski

Bryła lodu dla Rostowskiego

Bryła lodu dla Rostowskiego

W poniedziałek Międzybranżowy Komitet Protestacyjny Pracowników Sfery Budżetowej zorganizuje akcję protestacyjną przed Ministerstwem Finansów. – „Przygotowaliśmy ogromną bryłę lodu symbolizująca zamrożone pensje budżetówki. Zaprosimy ministra Rostowskiego, aby pomógł nam ją roztopić i odmrozić nasze wynagrodzenia” – zapowiada Edyta Odyjas, koordynatorka Komitetu.
Uczestnicy happeningu będą roztapiać lodową bryłę o wymiarach 2 na 2 metry za pomocą palników i suszarek do włosów. Jedna z suszarek została przygotowana specjalnie dla ministra Jacka Rostowskiego. W akcji wezmą udział m.in. związkowcy z sądów, urzędów skarbowych, ZUS-u, sanepidów, a także strażacy oraz cywilni pracownicy policji zrzeszeni w NSZZ „Solidarność”.

– „4 lata temu rząd zamroził podwyżki inflacyjne dla pracowników sfery budżetowej. Zbiorcza stopa inflacji z tych lat wynosi przeszło 15 proc. Nasze zarobki realnie maleją z roku na rok, a koszty utrzymania rosną” – tłumaczy Dawid Koloczek, wiceprzewodniczący Solidarności Pracowników Sądownictwa, jeden z organizatorów happeningu.

27 stycznia komitet protestacyjny budżetówki wysłał list otwarty do ministra Rostowskiego z żądaniem odmrożenia wzrostu płac oraz wyrównania wynagrodzeń pracowników o wskaźnik inflacji z poprzednich lat. – „Otrzymaliśmy odpowiedź podpisaną przez panią wiceminister Marię Orłowską, w której poinformowała nas, że na odmrożenie płac nie ma środków. Ministerstwo nie wyraziło nawet chęci spotkania się z nami. Jeżeli resort nie podejmie dialogu, zmusi nas do podjęcia bardziej radykalnych działań” – zapowiada Edyta Odyjas. – „Rząd wykorzystuje fakt, że nie możemy strajkować. Mamy jednak wiele innych form protestu przewidzianych prawem. Jeżeli nasze postulaty nie zostaną spełnione, planujemy kolejne o wiele większe protesty, których kulminacją będzie duża manifestacja w stolicy, połączona z paraliżem części urzędów”.

Poniedziałkowy happening Międzybranżowego Komitetu Protestacyjnego Pracowników Sfery Budżetowej przed gmachem Ministerstwem Sprawiedliwości rozpocznie się o godzinie 12.00.