Martwy spokój na kolei w Małopolsce

Martwy spokój na kolei w Małopolsce

Kolej regionalna po małopolsku: dotacje rosną, przewozy spadają, a wszystko przy pełnej aprobacie związkowców.

– „Dwie trzecie terenu województwa jest niedostępna kolejowo” – rozkłada ręce Roman Ciepiela, marszałek województwa małopolskiego. Jest to region, w którym na przestrzeni ostatnich lat wciąż rosły dotacje do przewozów, a równocześnie znaczenie kolei malało. Pokazują to dane odpowiedzialnego za organizację kolei regionalnej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego.

W 2001 r. dofinansowanie do kolejowych przewozów regionalnych w Małopolsce wyniosło 16,9 mln zł. Dotacja za 2011 r. pochłonęła 77,6 mln zł, czyli prawie pięć razy więcej niż przed dziesięcioma laty. W latach 2001-2011 na finansowanie połączeń regionalnych samorząd województwa małopolskiego przeznaczył w sumie 427 mln zł (ponadto 124 mln zł wydano na zakupy szynobusów oraz elektrycznych zespołów trakcyjnych).

W ostatnich latach małopolska sieć połączeń kolejowych – mimo rosnących dotacji – stale się jednak kurczyła. W ciągu minionych 10 lat zlikwidowano pociągi na liniach Chabówka – Nowy Sącz, Wadowice – Trzebinia, Stróże – Jasło. Połączeń kolejowych pozbawionych zostało kilka małopolskich miast: Alwernia, Biecz, Mszana Dolna, Gorlice i Limanowa (liczący 125 tys. mieszkańców powiat limanowski jest jednym z najludniejszych polskich powiatów bez połączeń kolejowych).

Zła sytuacja występuje także na wciąż obsługiwanych liniach: ostatni pociąg regionalny do Zakopanego wyrusza z Krakowa o godz. 16.23, natomiast na trasie Kraków – Skawina – Zator – Oświęcim liczba pociągów od 2001 r. spadła z 15 do 5.

Postępujący z roku na rok regres w ofercie przewozowej spowodował, że mieszkańcy Małopolski odwrócili się od kolei. Trend ten widać w podawanych przez urząd marszałkowski danych na temat pracy przewozowej. W 2001 r. wyniosła ona 1,5 mln pasażerokilometrów (liczba kilometrów, jaką przejechali wszyscy pasażerowie). W 2011 r. pasażerowie pokonali koleją regionalną w Małopolsce w sumie 631 tys. km, czyli o ponad połowę mniej niż dziesięć lat temu.

Mimo tych zatrważających danych, działania samorządu województwa oraz małopolskiego zakładu spółki Przewozy Regionalne zyskały uznanie kolejarskich związków zawodowych. Związkowcy z ośmiu organizacji działających w małopolskich Przewozach Regionalnych pod koniec stycznia 2012 r. wystosowali list otwarty, w którym stwierdzają, że „podejmowane przez Zarząd Województwa Małopolskiego, Departament Transportu i Komunikacji oraz Kierownictwo Małopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych działania powodują, że nie występują zagrożenia związane z likwidacją miejsc pracy, dzięki czemu pracownicy koncentrują się na właściwym wykonywaniu swoich obowiązków oraz osiągnięto spokój społeczny, co do dalszego funkcjonowania zakładu”.

Powyższy list otwarty związkowców to reakcja na krytyczne teksty niezależnego dziennikarza Krzysztofa Kusia na temat organizacji kolei regionalnej w Małopolsce, które publikowane były na portalu internetowym „Rynek Kolejowy”. – „Przyznam, że dawno nic mnie tak nie rozśmieszyło. Skojarzenia z kultowym »Misiem« i trenerem Jarząbkiem są ewidentne. Takie mamy niestety czasy – część związkowców kompletnie nie rozumie istoty swojej misji i po prostu broni pracodawcy. W tej sytuacji to pasażerowie biorą sprawy w swoje ręce i broniąc pociągów, bronią miejsc pracy kolejarzy. Mam wrażenie, że w pewnym momencie autorzy listu zrozumieją swój błąd. Obawiam się jednak, że wówczas może być już za późno” – komentuje Krzysztof Kuś.

Karol Trammer

____________________________
Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 58, marzec-kwiecień 2012; http://www.zbs.net.pl, pierwotnie pod tytułem „Spokój na kolei w Małopolsce”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wojna emerytalna

Wojna emerytalna

Związki zawodowe przygotują protesty, jeżeli Sejm nie zgodzi się na referendum w sprawie podniesienia wieku emerytalnego – zapowiedział szef NSZZ „Solidarność” Piotr Duda. Protesty mogą nawet sparaliżować wydarzenia związane z Euro 2012.

W Warszawie w poniedziałek zebrał się sztab protestacyjny związku. Po spotkaniu przewodniczący „Solidarności” powiedział, że „jeżeli tutaj będzie brana pod uwagę tylko arytmetyka polityczna, a nie siła argumentów, to my nie mamy innego wyjścia. Dochodzimy dziś na naszym spotkaniu sztabu protestacyjnego do tego, że te nasze protesty uderzą w rząd, a nie w społeczeństwo. Nie będziemy utrudniać Polakom życia, wręcz odwrotnie – Polacy przyjdą do nas”.

Duda zaznaczył, że nie może ujawnić szczegółów akcji, ponieważ „druga strona nie śpi”. – „Koncepcja jest bardzo dobra. Tą koncepcją chcę się podzielić z koleżankami i kolegami z OPZZ i Forum Związków Zawodowych. Szukaliśmy długo takiej koncepcji, która faktycznie uderzy tylko w rządzących, a nie w społeczeństwo” – powiedział Piotr Duda. Przypomniał, że związek zebrał mniej więcej 1,5 mln podpisów pod wnioskiem o referendum ws. podniesienia wieku emerytalnego, a podpisy zbierają jeszcze SLD i OPZZ. Według niego inicjatywę może poprzeć ponad 2 mln Polaków.

– „Nie wolno z tym igrać. Jeżeli premier nie weźmie tego pod uwagę, to cokolwiek się od tego momentu stanie – już na ulicy – to za to, tylko i wyłącznie, bierze odpowiedzialność rząd premiera Tuska” – mówi lider „Solidarności”. Piotr Duda uważa, że rząd nie uzyskał mandatu wyborców do przeprowadzenia proponowanej zmiany i oszukał Polaków, ponieważ przed wyborami nie mówiono o planach podniesienia wieku emerytalnego. Pytany, czy ewentualna akcja protestacyjna będzie prowadzona także podczas EURO 2012 powiedział, że ma nadzieję, że jej wtedy nie będzie, ale dodał, że nie można wykluczyć żadnego scenariusza, ponieważ sytuacja jest dynamiczna.

W połowie lutego Solidarność złożyła w Sejmie prawie 1,4 mln podpisów pod wnioskiem o referendum ws. planowanych przez rząd zmian emerytalnych. Marszałek Sejmu Ewa Kopacz poinformowała w poniedziałek, że weryfikacja podpisów zakończyła się, a głosowanie nad nim może odbyć się 28-30 marca.

Tanie panie na sponiewieranie

Tanie panie na sponiewieranie

Jedna z największych brytyjskich agencji pośrednictwa pracy dopuściła się oszustw i wyzysku wobec Polek zatrudnionych jako obsługa hotelowa. – „Polki pracują ponad siły i są oszukiwane w kwestii wynagrodzeń” – ustaliła stacja BBC 2.

Jak poinformowało polskie pismo w Wielkiej Brytanii, „Goniec Polski”, dziennikarze publicznej telewizji BBC 2 zdecydowali się na prowokację. Chcieli w ten sposób potwierdzić docierające do nich sygnały, że polskie sprzątaczki/pokojówki pracują w koszmarnych warunkach, sprzecznych z prawem i uzgodnieniami. Próbie poddano dwa popularne londyńskie hotele: Plaza County Hall Hotel oraz Park Plaza Riverbank.

Wyniki reporterskiego śledztwa są zatrważające. Dziennikarze BBC ukrytą kamerą zarejestrowali m.in. kilkanaście odcinków wypłat Polek – okazało się, że wszystkie kobiety są regularnie oszukiwane. Z rozmowy z nimi wynikało, że dostają wypłatę tylko, jeśli wyrobią ustanowioną przez kierowniczkę „dzienną normę”. Ich pracodawca nie przestrzegał prawa dotyczącego stawki minimalnej.

Jedna z kobiet opowiada: „Byłam przerażona tym, co mnie tam spotkało. Kierowniczka traktowała nas jak bydło. Często nie było środków czystości i musiałyśmy używać tego, co było pod ręką, szamponu i mydła. Pracowałyśmy ze łzami w oczach, ale musiałyśmy zacisnąć zęby. Miałyśmy rodziny na utrzymaniu” – wspomina 24-letnia Barbara W., która zrezygnowała z pracy w jednym z hoteli należących do sieci Park Plaza.

Następnie reporterzy sami zatrudnili się w obu hotelach. Już po tygodniu pracy okazało się, że otrzymali jedynie połowę należnych pieniędzy. Na jaw wyszło, że jeśli pracownicy nie byli w stanie posprzątać dwa i pół pokoju na godzinę, nie dostawali za swoją pracę wynagrodzenia. Taki proceder jest niezgodny z prawem.

Imigrantki z Polski i ich koleżanki z innych krajów, głównie z Europy Wschodniej, stały się łatwym celem dla oszustów, ponieważ nie były zaznajomione z brytyjskim prawem i nie wiedziały, gdzie zwrócić się o pomoc. BBC dotarło do wyzyskiwanych Polek dzięki współpracy z organizacją London Citizens, w której imigranci z Polski mają silną reprezentację. Marzena Cichoń z London Citizens wielokrotnie opowiadała na łamach „Gońca Polskiego” o „dickensowskich” warunkach pracy w luksusowych londyńskich hotelach.

Zbrodnia przeciw narodowi?

Zbrodnia przeciw narodowi?

Geir Haarde, były premier Islandii, stanął przed sądem oskarżony o zaniechanie działań, które mogłyby zapobiec krachowi islandzkiego systemu bankowego w 2008 r. Czy inne państwa pójdą śladem Islandii?

Jak poinformował portal lewica24.pl, 6 marca byłego premiera Islandii postawiono przed utworzonym ponad 100 lat temu specjalnym trybunałem do rozpatrywania odpowiedzialności polityków, Landsdómur. Była to pierwsza rozprawa przez tym trybunałem.

Geir Haarde rządził Islandią od 2006 r. z ramienia prawicowo liberalnej Partii Niepodległości. Za jego rządów islandzkie banki inwestowały w niebezpieczne instrumenty finansowe. Mało było im też zysków z rynku krajowego, więc oferowały cudzoziemcom m.in. znacznie wyższe oprocentowanie niż banki na kontynencie. Trzy największe banki islandzkie udzieliły wówczas kredytów, których łączne kwoty były równe 9-krotnej wartości PKB tego kraju!

W 2008 r. nastąpił krach, wywołany m.in. „złymi kredytami”. Banki stały się niewypłacalne. W efekcie ludzie tracili dorobek całego życia, a straty gospodarcze sięgnęły 75% PKB. W styczniu 2009 r., po masowych demonstracjach premier Haarde podał swój rząd do dymisji. Oskarżyciele twierdzą, że Haarde wiedział wcześniej o kłopotach banków, jednak nie zrobił nic, aby zapobiec ich upadkowi. Ex-premier przekonuje natomiast, że nie posiadał odpowiedniej wiedzy, a po krachu podjął skuteczną drogę walki ze skutkami kryzysu i zamiast ratować banki budżetowymi pieniędzmi, pozwolił im upaść, nacjonalizując trzy największe. Jego przeciwnicy twierdzą, że zareagował za późno, a większość reform, które poprawiły sytuację, podjęła dopiero jego następczyni na stanowisku premiera, socjaldemokratka Johanna Sigurdardottir.

W razie udowodnienia winy, Geirowi Haardemu grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności.

Warto przeczytać nasz większy tekst o buncie Islandczyków przeciwko systemowi przyjaznemu bankom, nie obywatelom.