Śmieci dla dzieci

Śmieci dla dzieci

Mylące reklamy, lobbing, sprzedaż tanich produktów po wysokich cenach – takie grzechy producentów żywności wymienia organizacja Foodwatch. Oskarża przemysł spożywczy o powodowanie nadwagi u dzieci.

Jak informuje wyborcza.biz za portalem Spiegel Online, organizacja Foodwatch zbadała ponad półtora tysiąca produktów żywnościowych dla dzieci. Na podstawie badań powstał raport. Jego wnioski są pesymistyczne: większość produktów to słodkie i tłuste przekąski, nawet jeśli są reklamowane jako „naturalne”, „zdrowe” itp. Zrównoważona, zdrowa dieta dziecka jest w zasadzie niemożliwa w oparciu o produkty powszechnie dostępne – podsumowuje organizacja.

Autorzy raportu podają przykłady. Reklama koncernu Dr. Oetker głosi: „Moje ciało potrzebuje białka, wapnia i witamin. Będę duży i silny, i pracowity jak pszczoła. W mleku i puddingu Paula znajduję te dobre rzeczy”. Ale w tym puddingu jest coś jeszcze: równowartość sześciu kostek cukru. Sok owocowy Eckes-Granini Frucht-Tiger, uważany w Niemczech za zdrowy i naturalny, zawiera pięć i pół kostki cukru. W przypadku płatków śniadaniowych aż 96% przebadanych produktów zaliczono do słodkich i tłustych, z 25-50-procentową zawartością cukru – oczywiście w reklamach prezentowano je jako „naturalne” i „wartościowe odżywczo”.

Foodwatch szczegółowo omawia, jak tanie produkty doprawia się dużą ilością sztucznych składników i sprzedaje drogo jako „zdrowe”. Według raportu, firmy kładą szczególny nacisk na dzieci, by jak najszybciej przywiązać je do swojej marki. Inwestują setki milionów euro w reklamę skierowaną do młodych konsumentów. Żadna z firm nie bierze jednak odpowiedzialności za problem otyłości wśród najmłodszych. A problem ten wciąż narasta.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przeciw likwidacji przychodni dziecięcej – list otwarty pracowników

Przeciw likwidacji przychodni dziecięcej – list otwarty pracowników

Szpital im. Dzieci Warszawy przy Siennej 60 przetrwał zabór rosyjski, I i II wojnę, Hitlera, powstanie, Stalina, czterdzieści pięć lat rządów komunistycznych i ma zostać zlikwidowany teraz, gdy podobno wreszcie mamy sprawiedliwy ustrój.

Jesteśmy pracownikami dawnego szpitala im. Dzieci Warszawy przy ulicy Siennej 60 w Warszawie. Był to znany w całej Polsce szpital zakaźny dla dzieci, leczący w warunkach przyjaznych małemu pacjentowi i ograniczających do minimum stres związany z hospitalizacją dzięki nieograniczonemu prawu do przebywania rodziców razem z dziećmi. W roku 2000 na mocy decyzji Sejmiku Mazowieckiego doszło – pomimo naszych protestów – do połączenia naszego szpitala ze szpitalem w Dziekanowie Leśnym. Dyrekcja powstałego w ten sposób zespołu szpitali zaczęła planową likwidację naszej placówki, coraz bardziej ograniczając jej działalność. Na nic zdało się pisanie petycji i wskazywanie na to, jak wielu pacjentów leczyliśmy. Kluczowym słowem były „straty” – nie większe niż w przypadku innych szpitali, a na pewno mniejsze niż w samym Dziekanowie!

Potem zamknęli naszą kuchnię, przejęli nasz sprzęt laboratoryjny i zapasy z apteki, nie wspominając o wyposażeniu szwalni, sal chorych, izby przyjęć i gabinetów lekarskich. Co nie było im potrzebne, kazali zwyczajnie zniszczyć lub sprzedać na złom. Jedyne, co zostało w miejscu dawnego szpitala, to przychodnia. Jednak i jej działalność od początku ograniczono, likwidując pracownię RTG (i zabierając oczywiście aparat), potem ten sam los spotkał pracownię EEG, mimo obecności trzech neurologów, leczących ciężkie przypadki. To samo stało się z doskonale prosperującą pracownią kardiologiczną pod kierownictwem dr Sielskiej-Wojtaszek.

Jeśli chodzi o traktowanie personelu, to szkoda nawet o tym pisać, gdyż w oczach dyrekcji z Dziekanowa nie jesteśmy ludźmi, tylko roboczym bydłem bez żadnych praw. Żyliśmy w ciągłym strachu. Na przestrzeni czterech ostatnich lat dostaliśmy tylko jedną podwyżkę, wynoszącą od 40 do 70 złotych na osobę, a premia uznaniowa i trzynastka stały się wspomnieniem tak odległym, że zapomnieliśmy, co to jest. Jedynymi dodatkowymi pieniędzmi poza pensją było paręset złotych na Boże Narodzenie. Przesunięto – nie pytając nas o zdanie, jedynie informując o fakcie dokonanym – wypłatę pensji z 29 bieżącego miesiąca na 10 dzień miesiąca następnego, przy czym zwykle pieniądze i tak wpływały później. Jeszcze gorzej ma się sprawa z lekarzami, zatrudnionymi na kontraktach. Księgowość zalega z wypłatami dla nich po dwa-trzy, a nawet cztery miesiące. Oczywiście o jakimś zadośćuczynieniu za takie opóźnienie nie ma mowy. Wytrzymaliśmy i to. Od dawna odmawia się dokonywania bieżących napraw, rzadko kiedy otrzymujemy potrzebne do pracy materiały. Papier do drukarek kupujemy często z własnej kieszeni, bo nasze zapotrzebowania trafiają do śmieci. Nic tu nie zmienia fakt, że przyznane przez NFZ punkty wyrabiamy w 100%, nawet z nadwyżką, do tego stopnia, że wręcz nakazano nam pilnowanie, by nie przekraczać określonej liczby. Pracownicy portierni zostali w większości zwolnieni. Ci, co zostali, dostali angaż jako dozorcy i dołożono im obowiązek sprzątania terenu. Pracują całodobowo, na „dwunastki”. Jednocześnie odmówiono im odzieży ochronnej, latem wody, a zimą posiłków regeneracyjnych, bo „nie ma na to pieniędzy”.

Obecnie – dokładnie 8 marca br. – dostaliśmy pismo o przekazaniu budynków przy Siennej do dyspozycji Urzędu Marszałkowskiego, na trzy tygodnie przed dniem, w którym ma to nastąpić. Pracownikom nakazano przejście do Dziekanowa od dnia 1 kwietnia, mimo że w angażach mamy wpisane jako miejsce pracy przychodnię przy ulicy Siennej 60. Jest to dla nas niedopuszczalne łamanie naszych praw, szczególnie że dla wielu z nas uciążliwość dojazdu do Dziekanowa czyni niemożliwym pracę w tym miejscu, szczególnie przy tej samej nędznej pensji i bez perspektyw na przyszłość. Osobną sprawą jest kwestia pacjentów, o których jak zwykle nikt nie pamięta. Nie są DOCHODOWI – przepraszamy, to po co w ogóle istnieje taka placówka jak Dziekanów Leśny, skoro mały pacjent jest dla niej wyłącznie dojną krową i niczym więcej? W dodatku trzeba zdać sobie sprawę z tego, że po pierwsze, personel przychodni alergologicznej przy Siennej 60 (poprzednio przychodnia na Pasteura) w większości poszuka pracy gdzie indziej, a po drugie pacjenci poszukają bardziej dogodnych pod względem logistycznym placówek. Tak więc nie ma mowy o przeniesieniu przychodni, mówimy o jej likwidacji. Owszem, Dziekanów może przenieść centrum audiologiczne „ALA”, na co ma zdaje się ochotę – i znowu dojdzie do przejęcia sprzętu, ofiarowanego przez WOŚP naszej przychodni, a więc nie należącego do Dziekanowa. Pytanie tylko, czy rodzicom naszych pacjentów będzie się opłacało podróżować z maluchami tak daleko. Centrum Warszawy to bardzo dobra lokalizacja, która samym swym położeniem zachęca do odwiedzenia placówki. A to przekłada się na większą ilość przebadanych dzieci i co za tym idzie – większą ilość wyleczonych. Czy naprawdę nikogo to nie obchodzi?

Szpital im. Dzieci Warszawy przy Siennej 60 przetrwał zabór rosyjski, I i II wojnę, Hitlera, Stalina, powstanie, czterdzieści pięć lat rządów komunistycznych i ma zostać zlikwidowany teraz, gdy podobno wreszcie mamy sprawiedliwy ustrój. Ciekawe tylko czemu o zdrowie Polaków bardziej dbano za cara, niż teraz. Ciekawe też, komu zależy na zlikwidowaniu placówki, w której pracował i mieszkał Janusz Korczak, pomnika historii? Kto chce na tym zarobić? Warto też zauważyć, że przy dobrym gospodarzu i naprawdę niewielkich nakładach ta przychodnia nie tylko zarobiłaby na siebie, ale jeszcze przyniosła dochody.

Dziękujemy za zapoznanie się z tym listem. Bardzo prosimy o nagłośnienie tej sprawy i napiętnowanie niegodnych działań względem placówki, personelu i pacjentów.

Pracownicy przychodni przy ul. Siennej 60

Martwy spokój na kolei w Małopolsce

Martwy spokój na kolei w Małopolsce

Kolej regionalna po małopolsku: dotacje rosną, przewozy spadają, a wszystko przy pełnej aprobacie związkowców.

– „Dwie trzecie terenu województwa jest niedostępna kolejowo” – rozkłada ręce Roman Ciepiela, marszałek województwa małopolskiego. Jest to region, w którym na przestrzeni ostatnich lat wciąż rosły dotacje do przewozów, a równocześnie znaczenie kolei malało. Pokazują to dane odpowiedzialnego za organizację kolei regionalnej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego.

W 2001 r. dofinansowanie do kolejowych przewozów regionalnych w Małopolsce wyniosło 16,9 mln zł. Dotacja za 2011 r. pochłonęła 77,6 mln zł, czyli prawie pięć razy więcej niż przed dziesięcioma laty. W latach 2001-2011 na finansowanie połączeń regionalnych samorząd województwa małopolskiego przeznaczył w sumie 427 mln zł (ponadto 124 mln zł wydano na zakupy szynobusów oraz elektrycznych zespołów trakcyjnych).

W ostatnich latach małopolska sieć połączeń kolejowych – mimo rosnących dotacji – stale się jednak kurczyła. W ciągu minionych 10 lat zlikwidowano pociągi na liniach Chabówka – Nowy Sącz, Wadowice – Trzebinia, Stróże – Jasło. Połączeń kolejowych pozbawionych zostało kilka małopolskich miast: Alwernia, Biecz, Mszana Dolna, Gorlice i Limanowa (liczący 125 tys. mieszkańców powiat limanowski jest jednym z najludniejszych polskich powiatów bez połączeń kolejowych).

Zła sytuacja występuje także na wciąż obsługiwanych liniach: ostatni pociąg regionalny do Zakopanego wyrusza z Krakowa o godz. 16.23, natomiast na trasie Kraków – Skawina – Zator – Oświęcim liczba pociągów od 2001 r. spadła z 15 do 5.

Postępujący z roku na rok regres w ofercie przewozowej spowodował, że mieszkańcy Małopolski odwrócili się od kolei. Trend ten widać w podawanych przez urząd marszałkowski danych na temat pracy przewozowej. W 2001 r. wyniosła ona 1,5 mln pasażerokilometrów (liczba kilometrów, jaką przejechali wszyscy pasażerowie). W 2011 r. pasażerowie pokonali koleją regionalną w Małopolsce w sumie 631 tys. km, czyli o ponad połowę mniej niż dziesięć lat temu.

Mimo tych zatrważających danych, działania samorządu województwa oraz małopolskiego zakładu spółki Przewozy Regionalne zyskały uznanie kolejarskich związków zawodowych. Związkowcy z ośmiu organizacji działających w małopolskich Przewozach Regionalnych pod koniec stycznia 2012 r. wystosowali list otwarty, w którym stwierdzają, że „podejmowane przez Zarząd Województwa Małopolskiego, Departament Transportu i Komunikacji oraz Kierownictwo Małopolskiego Zakładu Przewozów Regionalnych działania powodują, że nie występują zagrożenia związane z likwidacją miejsc pracy, dzięki czemu pracownicy koncentrują się na właściwym wykonywaniu swoich obowiązków oraz osiągnięto spokój społeczny, co do dalszego funkcjonowania zakładu”.

Powyższy list otwarty związkowców to reakcja na krytyczne teksty niezależnego dziennikarza Krzysztofa Kusia na temat organizacji kolei regionalnej w Małopolsce, które publikowane były na portalu internetowym „Rynek Kolejowy”. – „Przyznam, że dawno nic mnie tak nie rozśmieszyło. Skojarzenia z kultowym »Misiem« i trenerem Jarząbkiem są ewidentne. Takie mamy niestety czasy – część związkowców kompletnie nie rozumie istoty swojej misji i po prostu broni pracodawcy. W tej sytuacji to pasażerowie biorą sprawy w swoje ręce i broniąc pociągów, bronią miejsc pracy kolejarzy. Mam wrażenie, że w pewnym momencie autorzy listu zrozumieją swój błąd. Obawiam się jednak, że wówczas może być już za późno” – komentuje Krzysztof Kuś.

Karol Trammer

____________________________
Tekst pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Z Biegiem Szyn”, nr 58, marzec-kwiecień 2012; http://www.zbs.net.pl, pierwotnie pod tytułem „Spokój na kolei w Małopolsce”.

O studenckiej nędzy

O studenckiej nędzy

15 marca (czwartek) w Krakowie odbędzie się drugie spotkanie kółka samokształceniowego w ramach projektu „Po kapitalizmie”. „Nowy Obywatel” jest jednym z partnerów tej inicjatywy. Mieszkańców Krakowa i okolic zapraszamy do udziału.

W czwartek 15 marca spotkanie kółka samokształceniowego poprowadzi dr Krzysztof Posłajko, filozof, publicysta, członek redakcji portalu Nowe Peryferie. Tym razem będziemy rozmawiać na temat tekstu „Nędza studenckiego życia” (z 1966 roku), autorstwa Międzynarodówki Sytuacjonistycznej i studentów Strasburga. Tekst dostępny tutaj.

Kraków, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, godz. 18.00. Wstęp wolny. Zapraszamy!

Więcej informacji o projekcie „Po kapitalizmie” można przeczytać tutaj. Projekt realizowany jest we współpracy z redakcją „Nowego Obywatela”,  Stowarzyszeniem DoxoTronica i niezależnym pismem internetowym „Nowe Peryferie”.