Jeden rynkowy absurd mniej

Jeden rynkowy absurd mniej

Pracownicy mają prawo do wymieniania się informacjami na temat wysokości swoich pensji – uznał Sąd Najwyższy. Orzeczenie to może pomóc w walce z dyskryminacją płacową.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, do tej pory firmy często powoływały się na klauzule poufności czy tajności wynagrodzeń, aby – jak twierdzą pracodawcy – nie ujawniać strategii zarządzania, której istotną częścią jest system płacowy.

Innego zdania są związkowcy. Według Marcina Zielenieckiego z NSZZ „Solidarność”, klauzule poufności utrudniały przeciwdziałanie dyskryminacji płacowej, która szczególnie często dotyczy kobiet. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że panie zatrudnione na tych samych stanowiskach, co mężczyźni, zarabiają przeciętnie o 15% mniej.

Pracownicy odtąd mają również prawo występować do pracodawcy z zapytaniem o wysokość zarobków pozostałych pracowników, piastujących to samo stanowisko, co pytający (choć nie mogą pytać o konkretne nazwiska). Odmowa odpowiedzi lub podanie informacji jedynie o tzw. widełkach płacowych może rodzić podejrzenie, iż firma stosuje praktykę dyskryminacyjną. To zaś grozi procesem sądowym.

Jednocześnie pracodawcy mają prawo zaskarżyć pracowników, jeśli ci ujawnią pozyskane informacje na zewnątrz firmy, szkodząc tym samym jej interesom.

Piotr Kuligowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pomoc aspołeczna

Pomoc aspołeczna

W Sandomierzu władze lokalne postanowiły pomóc Romom. Jak? Proponując im przesiedlenie ze starych ruder do nowych mieszkań, gdzie na kilkunastoosobowe rodziny przypadałby… jednopokojowy lokal.

Jak informuje regionalny dziennik „Super Nowości”, w Sandomierzu romska społeczność liczy 15 rodzin. Wszystkie mieszkają w zbudowanych kilkadziesiąt lat temu parterowych pawilonach. Są one w tragicznym stanie, nigdy nie remontowane. Jedna z kobiet opowiada: „Wodę przynosimy w wiadrach z zewnątrz, bo nie jest doprowadzona do budynku i od lat nie wolno nam jej podłączyć. Ubikacja także znajduje się na zewnątrz. Mamy XXI wiek, a my czujemy się jak w średniowieczu”.

Burmistrz Sandomierza postanowił rozwiązać problem mieszkaniowy społeczności romskiej. Na osiedlu Mokoszyn za wojewódzką dotację zbudowano 13 mieszkań o powierzchni od 28 do 36 metrów. Każdy z lokali składa się z jednego pokoju z wnęką kuchenną, łazienki i małego pomieszczenia gospodarczego. W mieszkaniach nie ma centralnego ogrzewania, lecz kuchnia węglowa. Romowie pod koniec grudnia poszli obejrzeć lokale i oznajmili, że wolą pozostać w ruderach.

– „Do tych klatek co nam zbudowali, nie pójdziemy, bo się dla nas nie nadają. Jak można mieszkać w kilkanaście osób w jednym pokoju? Ludzie! Czy ktoś to w ogóle przemyślał?” – pyta retorycznie jeden ze starszych Romów. – „Żyjemy inaczej niż Polacy i burmistrz o tym wie. Mamy dużo dzieci, nasze dzieci też mają dużo dzieci” – mówi gazecie jedna z kobiet. Inny mężczyzna dodaje: „Jesteśmy ludźmi tak samo jak Polacy, dlaczego więc traktuje się nas jak zwierzęta? Lokale, które dla nas zbudowano są tak małe, że gdybyśmy się tam przeprowadzili, będziemy żyć jak małpy w zoo”. Kolejna kobieta z baraków mówi: „Moja rodzina liczy 14 osób. Tu mamy trzy pokoje i tak się w nich męczymy, bo można sobie wyobrazić jak jest nam ciasno. Tam chcą nas przeprowadzić do jednego pokoju. Jak to sobie wyobrażają?! Do tego jeszcze w środku pokoju będącego także kuchnią postawili nam piec węglowy”.

Romowie nie domagają się luksusów. Mówią gazecie, że przez wiele lat przyzwyczaili się do ciężkich warunków: „Tu męczymy się już kilkadziesiąt lat. W warunkach, w których żaden Polak by nie wytrzymał, a burmistrz uciekłby stąd po tygodniu”. Jak mówią, chcą tylko żyć tak jak Polacy. Odmówili przeprowadzki do nowych lokali, bo uważają, że nie da się w nich żyć w tak licznych rodzinach. Wolą zostać w ruderach.

Co na to burmistrz? Wie lepiej: „Decyzja o przesiedleniu zapadła i się z niej nie wycofamy. Będziemy rozmawiać i przekonywać poszczególne rodziny do tego, by skorzystały z nowych lokali, na pewno będzie im tam lepiej niż tu, gdzie są obecnie”.

Stary człowiek i pomoc

Stary człowiek i pomoc

„Solidarność” zaprosiła partnerów z Komisji Trójstronnej do negocjacji nad wdrożeniem w Polsce Europejskiego porozumienia w sprawie włączających rynków pracy. Ten związek i OPZZ proponują, aby znalazły się w nim instrumenty subsydiowania miejsc pracy dla osób po 50. roku życia.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, porozumienie, które ma być przeniesione do krajowych systemów w ciągu 3 lat od daty podpisania, ma umożliwić optymalne wykorzystanie potencjału siły roboczej w Europie, aby jak najwięcej osób podejmowało pracę. Zostało zawarte 25 marca 2010 r. przez unijne organizacje pracowników i pracodawców. Polska powinna je zatem wdrożyć do marca 2013 r.

Związki zawodowe chcą w ramach porozumienia subsydiowania miejsc pracy dla osób starszych. Partnerzy społeczni, którzy podpisali porozumienie, są przekonani, że stworzenie włączającego rynku pracy w dużej części sukces zależy od działania władz publicznych, np. w zakresie dostępu do mieszkań, zdobywania wykształcenia, doradztwa zawodowego itp.

– „Nie mam złudzeń, że porozumienie to będzie lekarstwem na bezrobocie i zmianę sytuacji na rynku pracy, bo nie ma jednego instrumentu, który zlikwiduje bezrobocie. Uważam jednak, że każda inicjatywa, która skupia się na promowaniu, wspieraniu zatrudnienia jest cenna w kontekście wydłużania wieku emerytalnego” – powiedział gazecie Bogdan Grzybowski z OPZZ.

Związki proponują, aby w ramach porozumienia funkcjonowały instrumenty subsydiowania miejsc pracy dla osób po 50. roku życia, z wykorzystaniem pieniędzy z Funduszu Pracy. Ponadto związek chce promować prowadzenie aktywnej polityki dotyczącej tzw. zarządzania wiekiem w firmach.

Śmieci dla dzieci

Śmieci dla dzieci

Mylące reklamy, lobbing, sprzedaż tanich produktów po wysokich cenach – takie grzechy producentów żywności wymienia organizacja Foodwatch. Oskarża przemysł spożywczy o powodowanie nadwagi u dzieci.

Jak informuje wyborcza.biz za portalem Spiegel Online, organizacja Foodwatch zbadała ponad półtora tysiąca produktów żywnościowych dla dzieci. Na podstawie badań powstał raport. Jego wnioski są pesymistyczne: większość produktów to słodkie i tłuste przekąski, nawet jeśli są reklamowane jako „naturalne”, „zdrowe” itp. Zrównoważona, zdrowa dieta dziecka jest w zasadzie niemożliwa w oparciu o produkty powszechnie dostępne – podsumowuje organizacja.

Autorzy raportu podają przykłady. Reklama koncernu Dr. Oetker głosi: „Moje ciało potrzebuje białka, wapnia i witamin. Będę duży i silny, i pracowity jak pszczoła. W mleku i puddingu Paula znajduję te dobre rzeczy”. Ale w tym puddingu jest coś jeszcze: równowartość sześciu kostek cukru. Sok owocowy Eckes-Granini Frucht-Tiger, uważany w Niemczech za zdrowy i naturalny, zawiera pięć i pół kostki cukru. W przypadku płatków śniadaniowych aż 96% przebadanych produktów zaliczono do słodkich i tłustych, z 25-50-procentową zawartością cukru – oczywiście w reklamach prezentowano je jako „naturalne” i „wartościowe odżywczo”.

Foodwatch szczegółowo omawia, jak tanie produkty doprawia się dużą ilością sztucznych składników i sprzedaje drogo jako „zdrowe”. Według raportu, firmy kładą szczególny nacisk na dzieci, by jak najszybciej przywiązać je do swojej marki. Inwestują setki milionów euro w reklamę skierowaną do młodych konsumentów. Żadna z firm nie bierze jednak odpowiedzialności za problem otyłości wśród najmłodszych. A problem ten wciąż narasta.