Niech naród decyduje łatwiej

Niech naród decyduje łatwiej

Jeśli pod wnioskiem o referendum ogólnokrajowe podpisze się 10% Polaków uprawnionych do głosowania, to Sejm będzie zobligowany do rozpisania takiego referendum – takie rozwiązanie przewiduje projekt ustawy, którą w Sejmie złożył klub Solidarnej Polski.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, w czwartek taki projekt został złożony w Sejmie. Zdaniem wiceszefowej klubu SP, Beaty Kempy, w Polsce należy wzmocnić instytucję referendum. Podkreśliła, że propozycja SP ma za zadanie pobudzenie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Zdaniem posłanki, w Polsce 28 milionów obywateli jest uprawnionych do głosowania. Oznacza to, że Sejm po przyjęciu propozycji SP, będzie zmuszony rozpisać referendum, gdy wnioskować o to będzie 2,8 miliona Polaków. – „Możemy się w Sejmie spierać nad liczbą podpisów, czy to ma być 1,5 miliona, czy 3 miliony. Ale jeśli zebrana jest bardzo duża liczba podpisów pod wnioskiem referendalnym, to nie może być tak, że Sejm takie referendum ucina” – mówiła wiceszefowa klubu SP. Wyraziła też nadzieję, że żaden klub parlamentarny z szacunku do obywateli nie przedstawi wniosku o odrzucenie projektu SP w pierwszym czytaniu.

Obecnie Sejm może postanowić o poddaniu pod referendum określonej propozycji zgłoszonej przez obywateli, jeśli dany projekt ustawy poprze w odpowiednim czasie co najmniej 500 tys. osób uprawnionych do głosowania. Sejm nie musi jednak tego zrobić – o tym, czy obywatelskie projekty poddać pod głosowanie powszechne, sejm decyduje bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Oznacza to de facto, że z góry skazane na porażkę są pomysły referendów w sprawie niepopularnych pomysłów forsowanych przez aktualnie rządzącą większość parlamentarną.

Oczywiście obligatoryjne organizowanie referendów popieramy, aczkolwiek próg 10% (2,8 mln) wydaje się zdecydowanie zbyt duży – biorąc pod uwagę, że na zebranie takiej liczby podpisów pomysłodawcy mają niewiele czasu. Bardziej sensowna wydaje się liczba 0,5-1 mln Polaków – eliminuje ona inicjatywy mało popularne lub autorstwa środowisk bez zaplecza społecznego oraz zmniejsza ryzyko niepotrzebnych wydatków budżetowych (koszt organizacji referendum jest spory), natomiast uniezależnia faktyczną wolę obywateli od widzimisię rządzącej kasty.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jeden rynkowy absurd mniej

Jeden rynkowy absurd mniej

Pracownicy mają prawo do wymieniania się informacjami na temat wysokości swoich pensji – uznał Sąd Najwyższy. Orzeczenie to może pomóc w walce z dyskryminacją płacową.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, do tej pory firmy często powoływały się na klauzule poufności czy tajności wynagrodzeń, aby – jak twierdzą pracodawcy – nie ujawniać strategii zarządzania, której istotną częścią jest system płacowy.

Innego zdania są związkowcy. Według Marcina Zielenieckiego z NSZZ „Solidarność”, klauzule poufności utrudniały przeciwdziałanie dyskryminacji płacowej, która szczególnie często dotyczy kobiet. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że panie zatrudnione na tych samych stanowiskach, co mężczyźni, zarabiają przeciętnie o 15% mniej.

Pracownicy odtąd mają również prawo występować do pracodawcy z zapytaniem o wysokość zarobków pozostałych pracowników, piastujących to samo stanowisko, co pytający (choć nie mogą pytać o konkretne nazwiska). Odmowa odpowiedzi lub podanie informacji jedynie o tzw. widełkach płacowych może rodzić podejrzenie, iż firma stosuje praktykę dyskryminacyjną. To zaś grozi procesem sądowym.

Jednocześnie pracodawcy mają prawo zaskarżyć pracowników, jeśli ci ujawnią pozyskane informacje na zewnątrz firmy, szkodząc tym samym jej interesom.

Piotr Kuligowski

Pomoc aspołeczna

Pomoc aspołeczna

W Sandomierzu władze lokalne postanowiły pomóc Romom. Jak? Proponując im przesiedlenie ze starych ruder do nowych mieszkań, gdzie na kilkunastoosobowe rodziny przypadałby… jednopokojowy lokal.

Jak informuje regionalny dziennik „Super Nowości”, w Sandomierzu romska społeczność liczy 15 rodzin. Wszystkie mieszkają w zbudowanych kilkadziesiąt lat temu parterowych pawilonach. Są one w tragicznym stanie, nigdy nie remontowane. Jedna z kobiet opowiada: „Wodę przynosimy w wiadrach z zewnątrz, bo nie jest doprowadzona do budynku i od lat nie wolno nam jej podłączyć. Ubikacja także znajduje się na zewnątrz. Mamy XXI wiek, a my czujemy się jak w średniowieczu”.

Burmistrz Sandomierza postanowił rozwiązać problem mieszkaniowy społeczności romskiej. Na osiedlu Mokoszyn za wojewódzką dotację zbudowano 13 mieszkań o powierzchni od 28 do 36 metrów. Każdy z lokali składa się z jednego pokoju z wnęką kuchenną, łazienki i małego pomieszczenia gospodarczego. W mieszkaniach nie ma centralnego ogrzewania, lecz kuchnia węglowa. Romowie pod koniec grudnia poszli obejrzeć lokale i oznajmili, że wolą pozostać w ruderach.

– „Do tych klatek co nam zbudowali, nie pójdziemy, bo się dla nas nie nadają. Jak można mieszkać w kilkanaście osób w jednym pokoju? Ludzie! Czy ktoś to w ogóle przemyślał?” – pyta retorycznie jeden ze starszych Romów. – „Żyjemy inaczej niż Polacy i burmistrz o tym wie. Mamy dużo dzieci, nasze dzieci też mają dużo dzieci” – mówi gazecie jedna z kobiet. Inny mężczyzna dodaje: „Jesteśmy ludźmi tak samo jak Polacy, dlaczego więc traktuje się nas jak zwierzęta? Lokale, które dla nas zbudowano są tak małe, że gdybyśmy się tam przeprowadzili, będziemy żyć jak małpy w zoo”. Kolejna kobieta z baraków mówi: „Moja rodzina liczy 14 osób. Tu mamy trzy pokoje i tak się w nich męczymy, bo można sobie wyobrazić jak jest nam ciasno. Tam chcą nas przeprowadzić do jednego pokoju. Jak to sobie wyobrażają?! Do tego jeszcze w środku pokoju będącego także kuchnią postawili nam piec węglowy”.

Romowie nie domagają się luksusów. Mówią gazecie, że przez wiele lat przyzwyczaili się do ciężkich warunków: „Tu męczymy się już kilkadziesiąt lat. W warunkach, w których żaden Polak by nie wytrzymał, a burmistrz uciekłby stąd po tygodniu”. Jak mówią, chcą tylko żyć tak jak Polacy. Odmówili przeprowadzki do nowych lokali, bo uważają, że nie da się w nich żyć w tak licznych rodzinach. Wolą zostać w ruderach.

Co na to burmistrz? Wie lepiej: „Decyzja o przesiedleniu zapadła i się z niej nie wycofamy. Będziemy rozmawiać i przekonywać poszczególne rodziny do tego, by skorzystały z nowych lokali, na pewno będzie im tam lepiej niż tu, gdzie są obecnie”.

Stary człowiek i pomoc

Stary człowiek i pomoc

„Solidarność” zaprosiła partnerów z Komisji Trójstronnej do negocjacji nad wdrożeniem w Polsce Europejskiego porozumienia w sprawie włączających rynków pracy. Ten związek i OPZZ proponują, aby znalazły się w nim instrumenty subsydiowania miejsc pracy dla osób po 50. roku życia.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, porozumienie, które ma być przeniesione do krajowych systemów w ciągu 3 lat od daty podpisania, ma umożliwić optymalne wykorzystanie potencjału siły roboczej w Europie, aby jak najwięcej osób podejmowało pracę. Zostało zawarte 25 marca 2010 r. przez unijne organizacje pracowników i pracodawców. Polska powinna je zatem wdrożyć do marca 2013 r.

Związki zawodowe chcą w ramach porozumienia subsydiowania miejsc pracy dla osób starszych. Partnerzy społeczni, którzy podpisali porozumienie, są przekonani, że stworzenie włączającego rynku pracy w dużej części sukces zależy od działania władz publicznych, np. w zakresie dostępu do mieszkań, zdobywania wykształcenia, doradztwa zawodowego itp.

– „Nie mam złudzeń, że porozumienie to będzie lekarstwem na bezrobocie i zmianę sytuacji na rynku pracy, bo nie ma jednego instrumentu, który zlikwiduje bezrobocie. Uważam jednak, że każda inicjatywa, która skupia się na promowaniu, wspieraniu zatrudnienia jest cenna w kontekście wydłużania wieku emerytalnego” – powiedział gazecie Bogdan Grzybowski z OPZZ.

Związki proponują, aby w ramach porozumienia funkcjonowały instrumenty subsydiowania miejsc pracy dla osób po 50. roku życia, z wykorzystaniem pieniędzy z Funduszu Pracy. Ponadto związek chce promować prowadzenie aktywnej polityki dotyczącej tzw. zarządzania wiekiem w firmach.