Rewolucja przeciw pośrednikom

Rewolucja przeciw pośrednikom

Greccy rolnicy zbuntowali się przeciwko sieciom supermarketów. Zaczęli sprzedawać plony bezpośrednio klientom – ci pierwsi zarabiają więcej i dostają pieniądze od razu, ci drudzy natomiast kupują żywność taniej.

„Gazeta Wyborcza” opisuje kolejny etap „ziemniaczanej rewolucji”. W sobotę w miasteczku Katerini rolnicy sprzedali ponad 100 ton mąki po 50 eurocentów za kilogram. Dla klientów to atrakcyjna cena, bo w supermarkecie wynosi ona 1,20 euro. Po mąkę, zamówioną z wyprzedzeniem, stawiło się ponad 2 tys. mieszkańców. Podobne punkty sprzedaży tworzone są w innych miastach. Cieszą się popularnością, napędzaną dodatkowo kryzysem gospodarczym w Grecji, który mocno obniżył dochody wielu osób i rodzin.

Pomysłodawcą sprzedaży płodów rolnych bez pośredników jest Elias Tsolakidis, na co dzień pracownik European College of Sport Science w niemieckiej Kolonii. Jego pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Zyskali rolnicy, którzy otrzymują więcej pieniędzy – pośrednicy płacili im po kilkanaście centów za kilogram mąki – i w dodatku otrzymują je od razu, bez czekania przez kilka miesięcy na uregulowanie rachunków przez supermarkety. Zyskują klienci, bo kupują mąkę taniej. Ci ostatni zyskali też dodatkowo, bo sieci handlowe już zaczęły obniżać ceny produktów rolnych. Do niedawna kilogram ziemniaków sprzedawały za 70 centów, dziś można je kupić nawet za 29 centów.

Pomysłodawca akcji pozyskał do współpracy już kilkudziesięciu wolontariuszy i chce „eksportować” pomysł do innych krajów. – „Nawiązaliśmy już kontakt z małymi organizacjami w Hiszpanii i Francji, które mają bezpośredni kontakt z farmerami”.  Również w Grecji pomysł znajduje kolejnych zwolenników – niedawno do producentów mąki i ziemniaków dołączyli rolnicy wyspecjalizowani w uprawach oliwek i ryżu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ręce precz od historii!

Ręce precz od historii!

W Krakowie od poniedziałku trwa głodówka – jej uczestnicy domagają się od ministerstwa edukacji zrezygnowania z pomysłu ograniczeń w nauczaniu historii w szkołach ponadimnazjalnych.

Jak informuje „Nasz Dziennik” w krakowskim kościele św. Stanisława Kostki głoduje pięć osób, m.in. krakowski radny PiS Adam Kalita, wspieranych przez rodziców i nauczycielskie związki zawodowe. Domagają się zawieszenia rozporządzenia o zmianach w programach nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych i rozpoczęcia poważnych konsultacji społecznych w tej sprawie. Liczą, że ministerstwo edukacji zrezygnuje z pomysłu wycofania 90 godzin historii i przywróci je w liceach oraz technikach. – „Nie pretendujemy do roli zbawców polskiej szkoły i nie mamy pomysłu, jak ta szkoła miałaby wyglądać. Wiemy tylko, że to ograniczenie do niczego nie prowadzi” – mówi gazecie Adam Kalita.

Tak drastyczną formę protestu wybrano ze względu na całkowity brak zrozumienia racji środowisk, które już od prawie dwóch lat protestowały i ostrzegały, nie godząc się na kolejne szkolne eksperymenty. Głodujących poparła Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Małopolskiego. Nauczyciele w specjalnym oświadczeniu podkreślają, że czują się szczególnie odpowiedzialni za obiektywny, pełny przekaz wiedzy o polskiej historii. Dlatego solidaryzują się z protestującymi i popierają rozpoczęty przez nich w poniedziałek strajk głodowy.

Eksperci MEN chcą, aby po pierwszej klasie liceum następowała „indywidualizacja ścieżek edukacyjnych” i wybór wąskiej specjalizacji. Jedynie ci uczniowie, którzy wykazują zainteresowanie przedmiotami humanistycznymi, będą mieli rozbudowane zajęcia z historii, pozostali tylko ogólnikowy przedmiot historia i społeczeństwo. Już ponad 2 lata temu grupa naukowców apelowała o odstąpienie od tych pomysłów. W liście do ówczesnej szefowej MEN Katarzyny Hall, podpisanym m.in. przez Wojciecha Roszkowskiego i  Andrzeja Paczkowskiego napisali, że po wprowadzeniu przedmiotu historia i społeczeństwo „destrukcji, a na pewno infantylizacji ulega historia jako zintegrowany, wspólny przedmiot nie tylko przekazujący zestaw faktów czy umiejętności, ale także współtworzący rdzeń obywatelskiej, patriotycznej edukacji”. W wypowiedzi dla gazety Włodzimierz Bernacki, poseł PiS, a równocześnie dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ, mówi: „To jest bardzo wąska specjalizacja, mam wrażenie, że skopiowana z modelu amerykańskiego”. Jego zdaniem, wybór specjalizacji w wieku 15 lat to pomysł fatalny. Liceum będzie od pierwszej klasy skupiało się na mechanicznym przygotowywaniu do matury, a nie na uczeniu i zdobywaniu wiedzy przez uczniów. – „Uczeń będzie się uczył wypełniania arkuszy. Kiedyś matura była podsumowaniem, pieczęcią na wykształceniu. A teraz uczy się młodzież tego, jak zdawać tę maturę. Jako nauczyciel akademicki widzę, jakie to przynosi skutki, poziom wielu studentów jest żenująco niski” – dodaje Bernacki.

Nowe rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania ma wejść w życie 1 września 2012 r.

Maluchy za burtą

Maluchy za burtą

Żłobki są moją obsesją – zapewniał ponad rok temu premier Donald Tusk. Na obietnicach się skończyło, bo miejsc w placówkach dla najmłodszych szybko nie przybędzie.

Jak informuje „Metro”, według danych GUS na tysiąc dzieci do trzeciego roku życia miejsce w żłobku znajduje się zaledwie dla ok. 30. Najgorzej jest na Śląsku, Kujawach, Lubelszczyźnie i Pomorzu – tam miejsc w żłobkach jest najmniej i przybywało ich do tej pory najwolniej. Pomóc miała przygotowana przez Ministerstwo Pracy ustawa, która wprowadza ułatwienia w tworzeniu żłobków i m.in. promuje legalne zatrudnianie niań. Resort zobowiązał się, że co roku będzie dawał gminom 40 mln zł na takie inwestycje, pod warunkiem, że połowę potrzebnej kwoty wysupłają samorządy.

Za miesiąc minie rok, od kiedy obowiązują nowe przepisy. Na razie efekty tych zmian rozczarowują. W zeszłym roku ten plan udało się zrealizować tylko w połowie – gdy ruszył program, samorządy miały zaplanowane budżety. W tym roku jest równie źle.

Jak wynika z zebranych przez „Metro” najnowszych danych o wnioskach złożonych w pierwszej tegorocznej edycji konkursu przez samorządy, miejsc w żłobkach przybędzie niewiele.

Szara polska jesień (życia)

Szara polska jesień (życia)

W ciągu pięciu lat podwoiła się w Polsce liczba emerytów zagrożonych biedą. Choć na tle średniej europejskiej Polska wciąż wypada ciut lepiej, to w niemal całej Europie sytuacja emerytów się poprawia, natomiast u nas wręcz przeciwnie – wynika z nowych danych Eurostatu.

„Gazeta Wyborcza” omawia wyniki nowych danych europejskiego urzędu statystycznego, dotyczące sytuacji bytowej emerytów. W trudnej sytuacji finansowej jest 14% polskich emerytów, tzn. że tyle osób w wieku emerytalnym ma u nas do dyspozycji poniżej 733 zł miesięcznie. Europejska średnia co prawda wynosi więcej, bo 16% emerytów jest w skali kontynentu zagrożonych biedą. Tyle że w większości państw UE ten wskaźnik stale maleje, a w Polsce wręcz przeciwnie – pięć lat temu kłopoty ze związaniem końca z końcem miało o połowę mniej Polaków w wieku powyżej 65 lat.

Warto też porównać się z krajami stosunkowo podobnymi do nas – w Czechach i na Węgrzech zagrożonych biedą jest niespełna 7% emerytów i w dodatku te wskaźniki maleją. Najgorzej wypada Cypr z 45% i Bułgaria z 32%. Powyżej 20% emerytów jest zagrożonych ubóstwem w krajach „kryzysowych” – w Grecji, Hiszpanii i Portugalii, jednak również tam wskaźnik ten od kilku lat stale maleje.