Przybywa tego, co złe

Przybywa tego, co złe

W 2011 r. w agencjach pracy tymczasowej zrzeszonych w Polskim Forum HR, pracę świadczyło 199 tys. osób – o 21% więcej niż rok wcześniej. W bieżącym roku szefowie tej organizacji przewidują dalszy wzrost liczby „czasowników”.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” na podstawie raportu Polskiego Forum HR, w Polsce w 2011 r. zatrudnionych na umowach tymczasowych było 524 tys. osób. Ponieważ pracownicy tymczasowi często zatrudniani są w niepełnym wymiarze czasu pracy, zatem aby móc porównywać dotyczące ich dane z liczbą pracowników zatrudnionych na stałe, przelicza się je na tzw. Full Time Equivalent (FTE) – czyli liczbę pełnych etatów. Pełnych etatów liczonych metodą FTE było według Polskiego Forum HR 134 tysiące. W przypadku firm zrzeszonych w Forum, liczba pełnych etatów w 2011 r. roku wyniosła 44,8 tys. (dla 199 tys. pracowników) i w porównaniu do roku 2010 wzrosła o 17%. Z raportu Forum „Rynek agencji zatrudnienia w 2011 roku” wynika też, że w 2011 r. w porównaniu do 2010 r. o 39% wzrosła liczba pracodawców korzystających z usług agencji pracy tymczasowej.

Agnieszka Bulik, wiceprezes ds. pracy tymczasowej w Polskim Forum HR, przewiduje dalszy wzrost tego trendu: „Sytuacja na rynku pracy po niepełnych trzech miesiącach roku jest podobna do zeszłorocznej. Wydaje się, że cały rok będzie lepszy niż zeszły. Jeśli chodzi o wskaźnik FTE to spodziewam się, że on wzrośnie w tym roku o ok. 15%. Nieco mniejszą dynamikę wzrostu w tym roku – na poziomie ok. 10% – będziemy mieli w ogólnej liczbie pracowników tymczasowych”.

Największe zatrudnienie pracowników tymczasowych, wyliczane na podstawie wartości umów pośredników z firmami danej branży, występuje w sektorze motoryzacyjnym, na który przypada 23% obrotów. Ponad 13% obrotów generuje przemysł maszynowy, elektryczny i paliwowy; branża spożywcza to ponad 10% wszystkich zamówień na „czasowników”. Kolejne miejsca zajmują przemysł lekki (8%), produkcja sprzętu AGD (7%) oraz telekomunikacja i transport (po 6%).

Według raportu „Agencje zatrudnienia 2010 r.”, przygotowanego przez Departament Rynku Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w 2010 r. funkcjonowało w Polsce 2998 agencji zatrudnienia. Według resortu, na dzień 1 stycznia 2012 r. było ich już 3537.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Debata o emeryturach

Debata o emeryturach

We wtorek 27 marca w Warszawie odbędzie się debata pt. „»Niezbędna reforma« czy »wielkie oszustwo«?”, poświęcona reformie emerytalnej i systemowi ubezpieczeń społecznych. Reprezentantem opcji prospołecznej będzie w imieniu redakcji „Nowego Obywatela” Janina Petelczyc.
Czy reforma systemu emerytalnego w wersji zaproponowanej przez rząd będzie skuteczna? Co należy zrobić z systemem ubezpieczeń społecznych? Czy młodzi ludzie wchodzący dziś na rynek pracy mogą liczyć na państwowe emerytury? Czy świadczenia wypłacane przez państwo spełniają swoją rolę? Czy obecnie rządzący mają plan konkretnych zmian, czy też może ich działania wynikają z bieżących gier politycznych? Takie pytania postawili organizatorzy debaty. W debacie wezmą udział: Przemysław Wipler (poseł PiS, były prezes Fundacji Republikańskiej), Seweryn Szwarocki (prezes Stowarzyszenia KoLiber), Kamil Wierus (Instytut Badań Strukturalnych), Janina Petelczyc („Nowy Obywatel”).

Janina Petelczyc jest absolwentką polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim, od 2010 r. doktorantką na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Zawodowo interesuje się zabezpieczeniem społecznym, polityką rodzinną i międzynarodową porównawczą polityką społeczną. Stała współpracownica „Nowego Obywatela”, znana naszym czytelnikom m.in. z tekstów o prospołecznych reformach w Brazylii oraz z analizy ukazującej, że wbrew demagogii liberałów kilka nowoczesnych państw posiada specjalny system ubezpieczeń społecznych rolników, odpowiednik polskiego KRUS.

Wtorek, 27 marca, Warszawa, restauracja „Piekiełko”, ul. Brzozowa 37 przy Rynku Starego Miasta – wejście od ul. Krzywe Koło (na tyłach budynku Instytutu Słowackiego), godz. 19.

„Cudów” nie będzie

„Cudów” nie będzie

Unia Europejska wprowadza obostrzenia w sloganach i przekazach reklamowych. Już wkrótce nie będzie można reklamować np. jogurtów jako produktów wzmacniających układ odpornościowy czy trawienny.

Jak donosi serwis wyborcza.biz, Komisja Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów Parlamentu Europejskiego (IMCO) zatwierdziła propozycję Komisji Europejskiej o zakazie stosowania 1,6 tys. haseł reklamowych, związanych z produktami spożywczymi. Pozytywnie przez unijne instytucje zostały ocenione tylko 222 hasła.

Kontrolą zajmował się Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Jego przedstawiciele przyjmowali tylko te slogany, których treść znajdowała potwierdzenie w badaniach naukowych. Testów nie przeszła m.in. żadna kampania jogurtu probiotycznego. Zgodnie z nowymi wytycznymi, zakazane będą reklamy takich jogurtów jako środka wzmacniającego układ immunologiczny czy trawienny.

Producenci, stosujący niewłaściwe hasła, będą mieli pół roku na ich zmianę lub dokonanie ekspertyz, które potwierdzą deklarowane właściwości oferowanego produktu. Zagadnieniem treści reklam Unia Europejska zajmuje się już od 2006 r. Od tego czasu EFSA skontrolował ok. 44 tys. sloganów.

Piotr Kuligowski

Rewolucja przeciw pośrednikom

Rewolucja przeciw pośrednikom

Greccy rolnicy zbuntowali się przeciwko sieciom supermarketów. Zaczęli sprzedawać plony bezpośrednio klientom – ci pierwsi zarabiają więcej i dostają pieniądze od razu, ci drudzy natomiast kupują żywność taniej.

„Gazeta Wyborcza” opisuje kolejny etap „ziemniaczanej rewolucji”. W sobotę w miasteczku Katerini rolnicy sprzedali ponad 100 ton mąki po 50 eurocentów za kilogram. Dla klientów to atrakcyjna cena, bo w supermarkecie wynosi ona 1,20 euro. Po mąkę, zamówioną z wyprzedzeniem, stawiło się ponad 2 tys. mieszkańców. Podobne punkty sprzedaży tworzone są w innych miastach. Cieszą się popularnością, napędzaną dodatkowo kryzysem gospodarczym w Grecji, który mocno obniżył dochody wielu osób i rodzin.

Pomysłodawcą sprzedaży płodów rolnych bez pośredników jest Elias Tsolakidis, na co dzień pracownik European College of Sport Science w niemieckiej Kolonii. Jego pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Zyskali rolnicy, którzy otrzymują więcej pieniędzy – pośrednicy płacili im po kilkanaście centów za kilogram mąki – i w dodatku otrzymują je od razu, bez czekania przez kilka miesięcy na uregulowanie rachunków przez supermarkety. Zyskują klienci, bo kupują mąkę taniej. Ci ostatni zyskali też dodatkowo, bo sieci handlowe już zaczęły obniżać ceny produktów rolnych. Do niedawna kilogram ziemniaków sprzedawały za 70 centów, dziś można je kupić nawet za 29 centów.

Pomysłodawca akcji pozyskał do współpracy już kilkudziesięciu wolontariuszy i chce „eksportować” pomysł do innych krajów. – „Nawiązaliśmy już kontakt z małymi organizacjami w Hiszpanii i Francji, które mają bezpośredni kontakt z farmerami”.  Również w Grecji pomysł znajduje kolejnych zwolenników – niedawno do producentów mąki i ziemniaków dołączyli rolnicy wyspecjalizowani w uprawach oliwek i ryżu.