Spotkajmy się w Gdańsku

Spotkajmy się w Gdańsku

30 marca w Gdańsku odbędzie się pokaz filmu „Zaróbmy jeszcze więcej”, któremu towarzyszyć będzie spotkanie z przedstawicielem środowiska „Nowego Obywatela”.

Dyskusyjny Klub Filmowy Miłość Blondynki UG, Punkt Informacyjny Europe Direct Gdańsk oraz Akademickie Centrum Kultury ALTERNATOR zapraszają w ramach cyklu „Europa bez fikcji” na pokaz filmu „Zaróbmy jeszcze więcej” Erwina Wagenhofera oraz spotkanie z przedstawicielem środowiska „Nowego Obywatela”.

Cykl kina dokumentalnego EUROPA BEZ FIKCJI to wspólny projekt Dyskusyjnego Klubu Filmowego UG Miłość Blondynki i Punktu Informacyjnego Europe Direct Gdańsk. Jest to próba ukazania życia naszego kontynentu z jak najszerszej strony poprzez materię sztuki dokumentu. Europa, chociaż nie jest dużym kontynentem, cechuje się ogromnym zróżnicowaniem pod względem sposobu życia, tradycji, a przede wszystkim kultury i obyczajowości. Spoglądając przez pryzmat kamery, przyjrzymy się jej strukturze kulturowej, ekonomicznej, geopolitycznej, zadając sobie nurtujące nas pytania, a może znajdziemy czasem odpowiedzi sięgające naszej wspólnej przyszłości jako mieszkańców Europy.
Zastanowimy się  jak we współczesnej Europie funkcjonują lub ulegają procesowi redefinicji pojęcia takie jak tożsamość narodowa, tradycja czy obywatelskość? Jak wygląda w tym wszystkim Polska, ale również cała Europa w kontekście reszty świata? Zarówno przedstawiane przez nas filmy, jak i zaproszeni goście są pretekstem do odkrywania Europy, w której żyjemy.

W marcowej odsłonie cyklu podyskutujemy na temat źródeł, przebiegu i skutków globalnych kryzysów ekonomicznych. Poza aspektem finansowo-gospodarczym zastanowimy się nad  wpływem procesów towarzyszącym kryzysom ekonomicznym na świadomość obywatelską współczesnego Europejczyka. Partnerami do dyskusji będą przedstawiciele redakcji kwartalnika społeczno-politycznego „Nowy Obywatel”. Spotkanie rozpocznie się od pokazu filmu „Zaróbmy jeszcze więcej” (Lets Make Money) w reżyserii Erwina Wagenhofera (2008).

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, gdzie dokładnie znajdują się nasze pieniądze. Możemy być jednak pewni, że nie ma ich w bankach. Współczesny świat, jak nigdy dotąd, to układ naczyń połączonych. Kryzys na jednym rynku osłabia pozostałe. W błyskotliwym dokumencie Erwin Wagenhofer przygląda się funkcjonowaniu światowego systemu finansowego. Najlepiej kupować, gdy krew jest na ulicach – tłumaczy inwestor rezydujący w Singapurze. Wtedy zarabia się najwięcej. Zamknięte środowisko doradców finansowych i bankierów na naszych oczach tworzy rzeczywistość dynamicznego wzrostu i błyskawicznych profitów. Przykładem może być Costa del Sol, gdzie w ciągu kilkunastu lat postawiono ponad milion domów – zbyt drogich, żeby je sprzedać. Inwestycje budowlane to jednak ciągle dochodowa gałąź rynku, dlatego w Hiszpanii rosną kolejne osiedla widma. Austriacki filmowiec zderza poglądy beneficjentów liberalnego kapitalizmu z punktem widzenia jego ofiar, stara się prześledzić i odtworzyć mechanizmy nowoczesnego rynku bez granic. Rozmawia z przedsiębiorcami i lobbystami. Przepytuje ekonomistów i akademików. Odwiedza raje podatkowe i indyjskie ulice nędzy. Przeraża brakiem skrupułów jednych i beznadziejnym położeniem drugich. W Burkina Faso każde dziecko rodzi się dzisiaj zadłużone. Wszystko przez politykę Banku Światowego – komentuje afrykański producent bawełny. Świat, jaki pokazuje Wagenhofer, wydaje się postawiony na głowie. Jaki to ma związek z nami? Co nasze oszczędności mają wspólnego z zadłużeniem każdego nowo narodzonego dziecka w Burkina Faso czy gigantomanią rynku nieruchomości w Hiszpanii?

O tym wszystkim będzie można po filmie porozmawiać z przedstawicielem środowiska „Nowego Obywatela”, Wiktorem Sadłowskim.

Gdańsk, 30 marca (piątek) 2012 r., godz. 19.00, Aula 1.43 Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego, ul. Wita Stwosza 55. Wstęp wolny.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ta „reforma” jest bez sensu

Ta „reforma” jest bez sensu

Wedle ponad 50% ankietowanych przedsiębiorców, wydłużenie wieku emerytalnego zmniejszy chęć zatrudniania osób w wieku przedemerytalnym. Podobna ilość pracodawców uważa, że realizacja rządowych planów pogorszy sytuację absolwentów. O pozytywnych skutkach reformy przekonanych jest niespełna 10% przedsiębiorców.

Jak informuje portal Interia.pl, zdaniem przedsiębiorców zrzeszonych w programie Rzetelna Firma podniesienie wieku emerytalnego nie rozwiąże problemu bezrobocia. Dotyczy to przede wszystkim osób starszych – zdaniem ponad połowy ankietowanych przedsiębiorców (53%) reforma prawa pracy zmniejszy gotowość firm do zatrudnienia pracowników w wieku przedemerytalnym. Prawie co trzeci pracodawca nie widzi szans na poprawę ich sytuacji, uważając, że rządowe propozycje nic nie zmienią. Korzystne zmiany dla pracowników przewiduje zaledwie 7% przedsiębiorców.

– „Samo wydłużenie wieku emerytalnego nie rozwiąże problemu wysokiego bezrobocia wśród ludzi starszych, zwłaszcza kobiet. Wręcz przeciwnie – pogłębi je. Rząd powinien zatem pomyśleć o pakiecie dodatkowych rozwiązań mających na celu aktywizację zawodową, doszkalanie i stworzenie możliwości przekwalifikowania się dla osób w wieku przedemerytalnym. Inaczej zostaną pozostawione samie sobie” – mówi Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

Jak wynika z badania Rzetelnej Firmy, sytuacja osób wchodzących na rynek pracy także nie ulegnie poprawie. Zdaniem prawie połowy ankietowanych (48%) podniesienie wieku emerytalnego zmniejszy gotowość firm do zatrudniania absolwentów. Z kolei 35% badanych uważa, że proponowane przez rząd rozwiązanie nie przełoży się na tworzenie miejsc pracy dla osób rozpoczynających swoja karierę zawodową.

– „Badanie pokazuje, że przedsiębiorcy postrzegają reformę jako rozwiązanie, które uderzy w osoby mające najtrudniejszą sytuację na rynku pracy – zarówno osoby wchodzące na rynek, jak i te w wieku przedemerytalnym” – komentuje Waldemar Sokołowski.

Badanie „Przedsiębiorcy o wydłużeniu wieku emerytalnego” zostało przeprowadzone w marcu 2012 r. na reprezentatywnej grupie 1086 przedsiębiorstw, wybranych spośród ponad 42 000 firm, które uczestniczą w programie Rzetelna Firma.

Przeciwko pięknemu oszustwu

Przeciwko pięknemu oszustwu

Izraelski rząd jest prawdopodobnie pierwszym, który chce wprowadzić ustawę „anty-retuszową”. Reguluje ona m.in. wygląd i wagę modelek w reklamach i na plakatach oraz wymóg informowania, że wizerunek modelki został „ulepszony” komputerowo.

Jak informuje serwis kobieta.wp.pl, planowane rozwiązanie to cios w agencje reklamowe. Technologia retuszowania rozwija się tak dynamicznie, że można zrobić dosłownie wszystko z wizerunkiem ludzkiego ciała. Izrael chce to zmienić. Urzędnicy twierdzą, że wy-obrażenie ideału piękna powinno być bardziej naturalne. To prezentowane w telewizji i na plakatach wymaga nierzadko restrykcyjnej diety.

Izraelska ustawa, której pomysłodawczynią jest posłanka Rachel Adatto (z zawodu ginekolożka), ma zadbać o dziewczęta i kobiety czerpiące z niedoścignionych wzorców piękna. Około 2% Izraelek w wieku 14-18 lat cierpi na ostre zaburzenia odżywiania, rocznie w kraju tym diagnozuje się około 1500 przypadków bulimii i anoreksji u nastolatków. Nowe przepisy mają na celu także zmianę reguł gry w samej branży modelingu i reklamy – mają chronić modelki, dla których kanon piękna może być terrorem. Nowe przepisy zobowiązują modelki i modeli do przedstawiania aktualnych badań lekarskich, dzięki którym będzie można wykluczyć, że dana osoba jest niedożywiona.

Każda modelka przed sesją zdjęciową będzie zobligowana do dostarczenia zaświadczenia lekarskiego. Jego najważniejszym elementem będzie oznaczony przez lekarza wskaźnik masy ciała BMI, czyli stosunek wzrostu do wagi. Izraelskie piękności, których indeks BMI wynosi mniej niż 18,5, nie pojawią się w reklamie kremu czy pasty do zębów. Autorzy ustawy wychodzą z założenia, że prezentowanie wizerunków wychudzonych modelek może przyczyniać się do zaburzeń odżywiania u młodych dziewcząt. – „Dzięki wprowadzeniu nowych regulacji wysyłamy do nastolatek komunikat: bycie szczupłą jest akceptowalne, ale są granice tej chudości” – twierdzi Rachel Adato.

Parlamentarzyści chcą też, by zdjęcia, które retuszowano (modelki wyszczuplono, a zmarszczki wygładzono), były specjalnie oznaczone. – „Kanon urody kreowany przez Photoshopa okazał się nieosiągalny dla większości kobiet, pozostając w sferze marzeń lub wręcz frustracji. Sprowokowało to władze Izraela do działania. Choć modelka, podobnie jak baletnica czy tancerz, musi wyjątkowo dbać o szczupłą figurę, to jednak proporcje sztucznej lalki Barbie z 50 cm w talii oraz »wyprasowane« przez grafika twarze nie powinny tworzyć wizji normalnego człowieka i wpędzać nas w kompleksy. Radykalnym zakazom używania Photoshopa mówię »nie«, informacji i uświadomieniu – zdecydowane »tak«” – komentuje dla portalu kobieta.wp.pl Małgorzata Leitner, właścicielka agencji modelek Avant Management, menedżerka Joanny Krupy i Kasi Struss.

Przybywa tego, co złe

Przybywa tego, co złe

W 2011 r. w agencjach pracy tymczasowej zrzeszonych w Polskim Forum HR, pracę świadczyło 199 tys. osób – o 21% więcej niż rok wcześniej. W bieżącym roku szefowie tej organizacji przewidują dalszy wzrost liczby „czasowników”.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” na podstawie raportu Polskiego Forum HR, w Polsce w 2011 r. zatrudnionych na umowach tymczasowych było 524 tys. osób. Ponieważ pracownicy tymczasowi często zatrudniani są w niepełnym wymiarze czasu pracy, zatem aby móc porównywać dotyczące ich dane z liczbą pracowników zatrudnionych na stałe, przelicza się je na tzw. Full Time Equivalent (FTE) – czyli liczbę pełnych etatów. Pełnych etatów liczonych metodą FTE było według Polskiego Forum HR 134 tysiące. W przypadku firm zrzeszonych w Forum, liczba pełnych etatów w 2011 r. roku wyniosła 44,8 tys. (dla 199 tys. pracowników) i w porównaniu do roku 2010 wzrosła o 17%. Z raportu Forum „Rynek agencji zatrudnienia w 2011 roku” wynika też, że w 2011 r. w porównaniu do 2010 r. o 39% wzrosła liczba pracodawców korzystających z usług agencji pracy tymczasowej.

Agnieszka Bulik, wiceprezes ds. pracy tymczasowej w Polskim Forum HR, przewiduje dalszy wzrost tego trendu: „Sytuacja na rynku pracy po niepełnych trzech miesiącach roku jest podobna do zeszłorocznej. Wydaje się, że cały rok będzie lepszy niż zeszły. Jeśli chodzi o wskaźnik FTE to spodziewam się, że on wzrośnie w tym roku o ok. 15%. Nieco mniejszą dynamikę wzrostu w tym roku – na poziomie ok. 10% – będziemy mieli w ogólnej liczbie pracowników tymczasowych”.

Największe zatrudnienie pracowników tymczasowych, wyliczane na podstawie wartości umów pośredników z firmami danej branży, występuje w sektorze motoryzacyjnym, na który przypada 23% obrotów. Ponad 13% obrotów generuje przemysł maszynowy, elektryczny i paliwowy; branża spożywcza to ponad 10% wszystkich zamówień na „czasowników”. Kolejne miejsca zajmują przemysł lekki (8%), produkcja sprzętu AGD (7%) oraz telekomunikacja i transport (po 6%).

Według raportu „Agencje zatrudnienia 2010 r.”, przygotowanego przez Departament Rynku Pracy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, w 2010 r. funkcjonowało w Polsce 2998 agencji zatrudnienia. Według resortu, na dzień 1 stycznia 2012 r. było ich już 3537.