Likwidacja na chłodno

Likwidacja na chłodno

Chłodni Białystok, spółce z 49-procentowym udziałem Skarbu Państwa, grozi likwidacja.

O złej sytuacji w spółce powiadamia premiera Donalda Tuska podlaski poseł Krzysztof Jurgiel (PiS). Interweniując u szefa rządu, parlamentarzysta zarzuca niegospodarność urzędnikom Ministerstwa Skarbu Państwa, którzy reprezentują je jako udziałowcy zakładu. – „Chłodnia chyli się ku upadkowi, przy biernej postawie rządowych urzędników, których obowiązkiem jest dbać o ulokowane w tym zakładzie udziały Skarbu Państwa. Zatwierdzają oni szkodliwe decyzje zarządu tej firmy, chociaż mają możliwości prawne, aby je zahamować” – ocenia Jurgiel. – „To są ewidentne nieprawidłowości w wykonywaniu nadzoru właścicielskiego. Dlatego skierowałem w tej sprawie interwencję do premiera” –  dodaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Chłodnia Białystok już od kilku lat ogranicza działalność i sprzedaje majątek. Jeszcze w czerwcu ub.r. w firmie pracowało 165 osób, obecnie – jedynie około 100. Zarząd zakładów planuje, aby już na początku kwietnia większość z nich przenieść do pracy w białostockich zakładach mięsnych PMB, których większość udziałów również jest w posiadaniu właścicieli Chłodni.

Pracownicy boją się tego typu działań, gdyż PMB znajdują się w sytuacji jeszcze gorszej niż ich rodzimy zakład. W ubiegłym roku w kwietniu PMB składały już wniosek o upadłość. Sąd go odrzucił z powodów formalnych. Ale firmie nadal grozi upadłość. Dlatego z prośbą o pomoc do posła Krzysztofa Jurgiela zwróciły się działające w Chłodni Białystok związki zawodowe. Po spotkaniu z pracownikami i przedstawicielami Skarbu Państwa parlamentarzysta został poinformowany, że w Chłodni trwa restrukturyzacja. Pracownicy nazywają to jednak inaczej. – „Nasz zakład jest właściwie ostatnią białostocką ofiarą tzw. prywatyzacji. Podobnie położono m.in. Uchwyty, Fasty, dogorywa PMB. Białystok zostaje tylko z hipermarketami” – komentuje Artur Suszczenia, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”. – „To rujnowanie zakładów nie dotyczy tylko naszego, ale to się dzieje w całej Polsce. Rządowi brakuje pieniędzy w budżecie, więc na siłę wszystko chce sprzedać” – ocenia rządowy proces prywatyzacji związkowiec.

Pytania dotyczące sytuacji Chłodni Białystok skierowaliśmy do ministerstw: Skarbu Państwa i Finansów. Na odpowiedź wciąż czekamy. Być może wcześniej uzyska ją od premiera poseł Jurgiel. „Zwracam się z prośbą o jak najszybsze podjęcie działań zmierzających do usprawnienia kontroli nad Chłodnią Białystok SA sprawowanej przez Ministerstwo Skarbu Państwa w celu poprawy sytuacji spółki oraz powstrzymania działań podejmowanych na szkodę Skarbu Państwa” – czytamy w piśmie interwencyjnym.

Sprawa nagli, ponieważ 20 marca w prasie pojawił się komunikat dotyczący sprzedaży wszystkich nieruchomości spółki Chłodnia Białystok znajdujących się przy ul. Baranowickiej (druga chłodnia tej spółki mieści się przy ul. Poziomej 4 w Białymstoku). Przetarg, który ma być rozstrzygnięty już 5 kwietnia, dotyczy gruntów o powierzchni ponad 20 tys. m2 wraz z własnością posadowionych na tej działce budynków i budowli.

Działająca od 1952 r. Chłodnia Białystok to jeden z największych polskich producentów mrożonych warzyw (m.in. kalafiorów, marchwi, brokułów) i owoców (m.in. truskawek, wiśni, czarnej porzeczki) oraz gotowych wyrobów. Świadczy również usługi chłodnicze dla przemysłu spożywczego w zakresie składowania i zamrażania. Większościowym udziałowcem spółki (51 proc.) jest Grupa PMB.

Adam Białous
_______________________
Przedruk za www.naszdziennik.pl

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Żeby publiczne wydawać prospołecznie

Żeby publiczne wydawać prospołecznie

Wielka Brytania wprowadza społecznie odpowiedzialne zamówienia publiczne. Parlament uchwalił prawo, które nakłada na lokalne władze i instytucje publiczne obowiązek uwzględniania aspektów społecznych podczas zlecania zadań podmiotom zewnętrznym.

Jak informuje „Guardian”, ustawa została przygotowana przez posła partii konserwatywnej – Christophera White’a. Będzie ona obowiązywała na terenie Anglii i Walii. Uchwalenie ustawy po niemal 2 latach od zgłoszenia projektu można uznać za ogromny sukces, również w sensie proceduralnym – sytuacja, w której udaje się przeforsować projekt poselski, zdarza się w brytyjskim parlamencie niezwykle rzadko.

Nowe prawo spowoduje, że względy finansowe przestaną być jedynym liczącym się wskaźnikiem – urzędnicy zobligowani są do rozważenia, czy realizacja zadania publicznego przez danego wykonawcę przyniesie pozytywne skutki społeczne, np. czy zostaną utworzone miejsca pracy dla osób wykluczonych: niepełnosprawnych, byłych więźniów, osób po leczeniu odwykowym, młodocianych bezrobotnych.

Problem dotyczy bardzo ważnego segmentu brytyjskiej gospodarki. Według najnowszych wyliczeń, wartość zamówień publicznych w Wielkiej Brytanii wynosi obecnie ok. 236 miliardów funtów. Istnieje tam już nawet kilka dużych firm komercyjnych, dla których realizacja tego typu zamówień stanowi wyłączne źródło utrzymania. Jeśli zaś chodzi o przedsiębiorstwa społeczne i organizacje pozarządowe – ich udział w zamówieniach publicznych szacuje się na 11%.

Dotychczasowe prawo zamówień publicznych zobowiązywało brytyjskich urzędników, zlecających wykonywanie zadań publicznych, do kierowania się przede wszystkim kryterium najniższej ceny. Dlatego w przetargach organizacje pozarządowe czy przedsiębiorstwa społeczne w zasadzie nie miały szans – przegrywały z dużymi firmami, które minimalizowały koszty m.in. za pomocą obniżania standardów BHP, płac itp. Oszczędności, które dzięki temu można było uzyskać w wydatkach publicznych, okazywały się jednak pozorne. Niskie koszty w praktyce często oznaczają także niską jakość wykonywanych usług i produktów. Poza tym tak skonstruowane prawo sprawia, że publiczne pieniądze zasilają wyłącznie portfele udziałowców i właścicieli komercyjnych firm, podczas gdy mogłyby być reinwestowane w lokalną społeczność lub poprawę środowiska naturalnego, realizując ważne cele społeczne.

W najbliższym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy obszerny tekst poświęcony prospołecznym zamówieniom publicznym. 

Markety i ochrona pod lupą

Markety i ochrona pod lupą

„Solidarność” rozpoczyna badania dialogu społecznego w firmach ochroniarskich oraz sieciach super- i hipermarketów.

NSZZ „Solidarność” przeprowadzi badania pierwotne pracowników i pracodawców firm ochrony oraz sieci handlowych nt. poziomu dialogu społecznego w tych firmach. W ankietach znajdą się pytania dotyczące m.in. istnienia procedur umożliwiających podjęcie dialogu między pracownikiem a pracodawcą oraz poziomu zaufania, np. w kwestii rozliczania godzin pracy.

„Solidarność” prowadzi stały monitoring dialogu społecznego. Jednym z narzędzi jest interaktywny serwis HiperWyzysk.pl, gdzie pracownicy sieci handlowych i firm ochrony mogą anonimowo zgłaszać problemy w relacjach ze swoimi pracodawcami oraz sugerować proponowane rozwiązania. Kolejnym krokiem będzie przeprowadzenie badania ankietowego, które pozwoli wskazać firmy o najwyższym i najniższym poziomie dialogu. Dane zebrane w wyniku badania zostaną upublicznione i stanowić będą element nacisku wobec najgorszych pracodawców.

Związek chce, aby pracodawcy zrozumieli konieczność dbałości o dialog społeczny i poszanowania związków zawodowych, zwłaszcza w tych branżach, w których brakuje wzorców partycypacji pracowników. – „Pracownicy ochrony organizują się i coraz więcej ich spraw jest załatwianych poprzez związek zawodowy” – mówi Michał Kulczycki, przewodniczący Organizacji Międzyzakładowej Pracowników Firm Ochrony, Cateringu i Sprzątania NSZZ „Solidarność”.

Serwis HiperWyzysk.pl oraz badanie ankietowe to elementy kampanii NSZZ „Solidarność”, będącej odpowiedzią na alarmujące dane statystyczne dotyczące warunków dialogu społecznego oraz warunków pracy w branży ochrony i handlu. Jednym z partnerów kampanii jest od początku jej trwania „Nowy Obywatel”.

Triumf rozsądku czy cwaniactwa?

Triumf rozsądku czy cwaniactwa?

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska zapowiedziała, że rezygnuje z planów prywatyzacji Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Czy ustąpiła przed protestami społecznymi, czy tylko próbuje zyskać punkty w obliczu spodziewanego referendum ws. jej odwołania ze stanowiska?

Jak informuje portal naszemiasto.pl, prezydent Zdanowska (Platforma Obywatelska) oznajmiła w poniedziałek, że wycofuje się z planów prywatyzacji ZWiK. Jak twierdzi, decyzję podjęła m.in. po konsultacjach z mieszkańcami, bo „nie można przeprowadzić prywatyzacji bez ich woli”.

O prywatyzacji ZWiK zaczęto mówić w 2011 r. Wtedy to pojawiły się informacje, że władze miasta chcą sprzedać zakład prywatnemu inwestorowi. Przeciwni temu byli pracownicy, którzy obawiali się zwolnień. Ich zdaniem, prywatyzacja doprowadziłaby również do znacznych podwyżek cen wody i opłat za odprowadzanie ścieków. Pod protestem przeciwko prywatyzacji ZWiK zebrali w krótkim czasie niemal 50 tysięcy podpisów mieszkańców Łodzi.

W efekcie protestów, sprawę ZWiK poruszono kilkakrotnie na posiedzeniach Rady Miasta, które miały burzliwy przebieg. Zamiary prywatyzacji ZWiK były także – oprócz kilku innych wyczynów Zdanowskiej – przyczyną rozpoczęcia zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum ws. odwołania Zdanowskiej z funkcji prezydent Łodzi.

Na dzisiaj z inicjatywy radnych PiS i SLD zwołano nadzwyczajną sesję Rady Miasta, poświęconą prywatyzacji ZWiK. Zdanowska w poniedziałek oznajmiła jednak, że wycofuje się z zamiarów prywatyzacji przedsiębiorstwa.

Zakład Wodociągów i Kanalizacji jest spółką pozostającą całkowicie w rękach gminy Łódź. Cały czas przynosi zyski, mimo że ceny wody są w Łodzi jedne z najniższych w skali kraju w przypadku dużych miast.

O planach prywatyzacji ZWiK pisaliśmy tutaj, natomiast o sprzeciwie wobec polityki Zdanowskiej informowaliśmy tutaj.