Teatr to nie towar

Teatr to nie towar

Artyści teatralni wspólnym głosem protestują przeciwko polityce państwa w sferze kultury. Jak twierdzą, obecny rząd zjednoczył ich po raz pierwszy od czasów stanu wojennego. Apelują o zajęcie stanowiska przez ministra kultury. Ruszyła też strona internetowa, za pośrednictwem której można podpisywać się pod listem z poparciem dla ich postulatów.

– „My, ludzie teatru, chcemy podzielić się z Państwem swoim głębokim zaniepokojeniem dotyczącym funkcjonowania teatrów publicznych w Polsce. Dlatego pierwszy raz od czasu stanu wojennego – jako środowisko – próbujemy mówić wspólnym głosem. Nie mówimy do Państwa z perspektywy partykularnych interesów jednego z teatralnych obozów. Sprawa jest poważniejsza. Sprawą jest polski model teatru artystycznego, którego istnienie jest obecnie zagrożone. A mamy nadzieję, że ten model obchodzi nie tylko nas, ale także Państwa – naszych widzów, dyskutantów, współtwórców kultury” – napisano w liście-manifeście pt. „Teatr nie jest produktem/Widz nie jest klientem”.

Dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie, Paweł Miśkiewicz, na wtorkowej konferencji prasowej, że festiwal Warszawskie Spotkania Teatralne – święto teatru polskiego – stał się w tym roku trybuną do wyrażenia protestu środowiska teatralnego, przeciwko „zmierzającej w kierunku komercjalizacji teatru polityce kulturalnej państwa”. Dramaturg Paweł Demirski mówił, że „duże teatry mają dotacje na takim poziomie, że właściwie są w stanie utrzymać wyłącznie swoich pracowników oraz budynek, natomiast nie mają pieniędzy na produkcję przedstawień”. W podobnym tonie wypowiadał się dyrektor krakowskiego Starego Teatru, Mikołaj Grabowski, tłumacząc, że zbyt niskie dotacje powodują, iż dyrektor nie może np. przyjmować nowych osób do zespołu. – „Utrzymanie teatru artystycznego stało się wielkim problemem. Jestem na skraju uduszenia się, bo nie wiem, co mam robić. Praktycznie my z roku na rok przenosimy tę samą biedę” – mówił.

Na wtorkowej konferencji prasowej odczytano także list reżysera Krystiana Lupy, który napisał m.in.: „To, że obecnie sprawująca w Polsce ekipa ma elementarne kłopoty ze zrozumieniem wagi i roli kultury w państwie oraz zrozumieniem mechanizmów jej funkcjonowania, wiemy nie od dziś, ale ostatni wysyp pomysłów na pozbycie się kłopotów z teatrami, z ich finansowaniem trudno wytłumaczyć indywidualnymi przypadkami strategii kryzysowej. Twórca pragnący dokonać czegoś poza rynkiem kupna i sprzedaży jest przez dzisiejszą władzę upokorzony”.

Apel twórców teatru można poprzeć na stronie: www.popieram.info

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Żeby publiczne wydawać prospołecznie

Żeby publiczne wydawać prospołecznie

Wielka Brytania wprowadza społecznie odpowiedzialne zamówienia publiczne. Parlament uchwalił prawo, które nakłada na lokalne władze i instytucje publiczne obowiązek uwzględniania aspektów społecznych podczas zlecania zadań podmiotom zewnętrznym.

Jak informuje „Guardian”, ustawa została przygotowana przez posła partii konserwatywnej – Christophera White’a. Będzie ona obowiązywała na terenie Anglii i Walii. Uchwalenie ustawy po niemal 2 latach od zgłoszenia projektu można uznać za ogromny sukces, również w sensie proceduralnym – sytuacja, w której udaje się przeforsować projekt poselski, zdarza się w brytyjskim parlamencie niezwykle rzadko.

Nowe prawo spowoduje, że względy finansowe przestaną być jedynym liczącym się wskaźnikiem – urzędnicy zobligowani są do rozważenia, czy realizacja zadania publicznego przez danego wykonawcę przyniesie pozytywne skutki społeczne, np. czy zostaną utworzone miejsca pracy dla osób wykluczonych: niepełnosprawnych, byłych więźniów, osób po leczeniu odwykowym, młodocianych bezrobotnych.

Problem dotyczy bardzo ważnego segmentu brytyjskiej gospodarki. Według najnowszych wyliczeń, wartość zamówień publicznych w Wielkiej Brytanii wynosi obecnie ok. 236 miliardów funtów. Istnieje tam już nawet kilka dużych firm komercyjnych, dla których realizacja tego typu zamówień stanowi wyłączne źródło utrzymania. Jeśli zaś chodzi o przedsiębiorstwa społeczne i organizacje pozarządowe – ich udział w zamówieniach publicznych szacuje się na 11%.

Dotychczasowe prawo zamówień publicznych zobowiązywało brytyjskich urzędników, zlecających wykonywanie zadań publicznych, do kierowania się przede wszystkim kryterium najniższej ceny. Dlatego w przetargach organizacje pozarządowe czy przedsiębiorstwa społeczne w zasadzie nie miały szans – przegrywały z dużymi firmami, które minimalizowały koszty m.in. za pomocą obniżania standardów BHP, płac itp. Oszczędności, które dzięki temu można było uzyskać w wydatkach publicznych, okazywały się jednak pozorne. Niskie koszty w praktyce często oznaczają także niską jakość wykonywanych usług i produktów. Poza tym tak skonstruowane prawo sprawia, że publiczne pieniądze zasilają wyłącznie portfele udziałowców i właścicieli komercyjnych firm, podczas gdy mogłyby być reinwestowane w lokalną społeczność lub poprawę środowiska naturalnego, realizując ważne cele społeczne.

W najbliższym numerze „Nowego Obywatela” opublikujemy obszerny tekst poświęcony prospołecznym zamówieniom publicznym. 

Markety i ochrona pod lupą

Markety i ochrona pod lupą

„Solidarność” rozpoczyna badania dialogu społecznego w firmach ochroniarskich oraz sieciach super- i hipermarketów.

NSZZ „Solidarność” przeprowadzi badania pierwotne pracowników i pracodawców firm ochrony oraz sieci handlowych nt. poziomu dialogu społecznego w tych firmach. W ankietach znajdą się pytania dotyczące m.in. istnienia procedur umożliwiających podjęcie dialogu między pracownikiem a pracodawcą oraz poziomu zaufania, np. w kwestii rozliczania godzin pracy.

„Solidarność” prowadzi stały monitoring dialogu społecznego. Jednym z narzędzi jest interaktywny serwis HiperWyzysk.pl, gdzie pracownicy sieci handlowych i firm ochrony mogą anonimowo zgłaszać problemy w relacjach ze swoimi pracodawcami oraz sugerować proponowane rozwiązania. Kolejnym krokiem będzie przeprowadzenie badania ankietowego, które pozwoli wskazać firmy o najwyższym i najniższym poziomie dialogu. Dane zebrane w wyniku badania zostaną upublicznione i stanowić będą element nacisku wobec najgorszych pracodawców.

Związek chce, aby pracodawcy zrozumieli konieczność dbałości o dialog społeczny i poszanowania związków zawodowych, zwłaszcza w tych branżach, w których brakuje wzorców partycypacji pracowników. – „Pracownicy ochrony organizują się i coraz więcej ich spraw jest załatwianych poprzez związek zawodowy” – mówi Michał Kulczycki, przewodniczący Organizacji Międzyzakładowej Pracowników Firm Ochrony, Cateringu i Sprzątania NSZZ „Solidarność”.

Serwis HiperWyzysk.pl oraz badanie ankietowe to elementy kampanii NSZZ „Solidarność”, będącej odpowiedzią na alarmujące dane statystyczne dotyczące warunków dialogu społecznego oraz warunków pracy w branży ochrony i handlu. Jednym z partnerów kampanii jest od początku jej trwania „Nowy Obywatel”.

Triumf rozsądku czy cwaniactwa?

Triumf rozsądku czy cwaniactwa?

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska zapowiedziała, że rezygnuje z planów prywatyzacji Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Czy ustąpiła przed protestami społecznymi, czy tylko próbuje zyskać punkty w obliczu spodziewanego referendum ws. jej odwołania ze stanowiska?

Jak informuje portal naszemiasto.pl, prezydent Zdanowska (Platforma Obywatelska) oznajmiła w poniedziałek, że wycofuje się z planów prywatyzacji ZWiK. Jak twierdzi, decyzję podjęła m.in. po konsultacjach z mieszkańcami, bo „nie można przeprowadzić prywatyzacji bez ich woli”.

O prywatyzacji ZWiK zaczęto mówić w 2011 r. Wtedy to pojawiły się informacje, że władze miasta chcą sprzedać zakład prywatnemu inwestorowi. Przeciwni temu byli pracownicy, którzy obawiali się zwolnień. Ich zdaniem, prywatyzacja doprowadziłaby również do znacznych podwyżek cen wody i opłat za odprowadzanie ścieków. Pod protestem przeciwko prywatyzacji ZWiK zebrali w krótkim czasie niemal 50 tysięcy podpisów mieszkańców Łodzi.

W efekcie protestów, sprawę ZWiK poruszono kilkakrotnie na posiedzeniach Rady Miasta, które miały burzliwy przebieg. Zamiary prywatyzacji ZWiK były także – oprócz kilku innych wyczynów Zdanowskiej – przyczyną rozpoczęcia zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum ws. odwołania Zdanowskiej z funkcji prezydent Łodzi.

Na dzisiaj z inicjatywy radnych PiS i SLD zwołano nadzwyczajną sesję Rady Miasta, poświęconą prywatyzacji ZWiK. Zdanowska w poniedziałek oznajmiła jednak, że wycofuje się z zamiarów prywatyzacji przedsiębiorstwa.

Zakład Wodociągów i Kanalizacji jest spółką pozostającą całkowicie w rękach gminy Łódź. Cały czas przynosi zyski, mimo że ceny wody są w Łodzi jedne z najniższych w skali kraju w przypadku dużych miast.

O planach prywatyzacji ZWiK pisaliśmy tutaj, natomiast o sprzeciwie wobec polityki Zdanowskiej informowaliśmy tutaj.