Chcą zarabiać nawet na Korczaku?

Chcą zarabiać nawet na Korczaku?

Choć w sierpniu mija 70 lat od śmierci Janusza Korczaka, dysponujący prawami do jego twórczości Instytut Książki nie zgadza się na przejście dzieł tego wybitnego pedagoga i społecznika do domeny publicznej.

„Rzeczpospolita” informuje, że Koalicja Otwartej Edukacji chce, by dzieła Korczaka były własnością publiczną. 70 lat po śmierci Janusza Korczaka – i każdego twórcy – wygasa obowiązek płacenia tantiem za publikację jego dzieł. Trzeba tylko odprowadzić symboliczną opłatę do funduszu „martwej ręki”, wspierającego młodych twórców. Tymczasem w przypadku dzieł wybitnego i bohaterskiego pedagoga, działacza społecznego i reformatora, publiczna instytucja chce o 4 lata dłużej czerpać korzyści z dysponowania prawami autorskimi do jego dorobku.

Janusz Korczak został zamordowany przez nazistów w Treblince w – wedle wszelkiego prawdopodobieństwa – w sierpniu 1942 r. Potencjalni spadkobiercy zginęli w ramach Holocaustu, więc cały dorobek po Januszu Korczaku stał się własnością państwa. Jednak zgodnie z obowiązującym po wojnie prawem, przy niemożności ustalenia dokładnych okoliczności śmierci, sądy za oficjalną jej datę uznawały 9 maja 1946 r. Ministerstwo Kultury w 2009 r. scedowało prawa autorskie do twórczości pedagoga na rzecz Instytutu Książki. Jak twierdzi dyrektor Instytutu, Grzegorz Gauden, dzieła Korczaka powinny trafić do domeny publicznej dopiero za cztery lata. Gauden przekonuje, że pieniądze uzyskane za tantiemy przekazywane są na projekty związane z Korczakiem. Nadto wskazuje on, iż Instytut Książki ma już podpisane umowy licencyjne z wydawnictwami, a także producentami filmowymi. Wkrótce na ekrany kin mogą trafić ekranizacje „Króla Maciusia I” i „Kajtusia czarodzieja”.

Innego zdania są przedstawiciele Koalicji Otwartej Edukacji. Ich zdaniem, powszechnie znaną datą śmierci Korczaka jest sierpień 1942 r. Bożena Bednarek-Michalska, wicedyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu, przewodnicząca Koalicji Otwartej Edukacji, mówi: „Państwo nie powinno rościć sobie praw do tego, co może być własnością społeczeństwa, bo ogranicza działalność edukacyjną i naukową związaną z ważnym dla Polaków pisarzem. Powoduje niepotrzebne problemy. Biblioteki nie mają prawa do digitalizowania książek i umieszczenia ich w bazach internetowych, co jest niezbędne, choćby dla osób niepełnosprawnych”. Jarosław Lipszyc z Fundacji Nowoczesna Polska, dodaje: „Działalność Instytutu Książki dotycząca Korczaka ma charakter antyspołeczny. Minister kultury zlecił mu wykupywanie ważnych społecznie utworów do domeny społecznej, tymczasem blokuje ten proces”.

Piotr Kuligowski

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Czas zadbać o rzeki!

Czas zadbać o rzeki!

Komisja Europejska poinformowała o skierowaniu przeciwko Polsce zarzutów łamania unijnego prawa. Zarzuty dotyczą utrzymywania rzek w sposób powodujący niszczenie ich wartości przyrodniczych i prowadzenia gospodarki wodnej z pominięciem oceny jej wpływu na środowisko naturalne – informuje organizacja ekologiczna WWF.

Pierwsze formalne ostrzeżenie o niezgodności sposobu utrzymywania polskich rzek z unijnym prawem środowiskowym miało miejsce 22 marca i rozpoczęło tzw. procedurę naruszeniową. Brak wyjaśnień ze strony naszego rządu może poskutkować przekazaniem sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Polska może uniknąć wyroku Trybunału, ale musi przekonać Komisję, że jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwo rodzimym rzekom i zacząć mądrze gospodarować zasobami wodnymi.

Procedur naruszeniowych dotyczących gospodarki wodnej w Polsce jest niestety więcej. Od miesiąca prowadzone jest odrębne postępowanie w sprawie prac nazwanych „utrzymywaniem rzek i naprawą szkód powodziowych” w woj. podlaskim, w znacznej części zrealizowanych na obszarach chronionych w ramach Sieci Natura 2000, a niepoprzedzonych żadnymi ocenami określającymi ich wpływ na środowisko. KE zarzuca Polsce zbytnią inwazyjność prac realizowanych na rzekach, które zamiast być tylko ich „utrzymywaniem”, trwale przekształcają koryta rzeczne i ich strefy brzegowe. Do szkodliwych metod polskiej gospodarki wodnej i ochrony przeciwpowodziowej można zaliczyć zabudowę hydrotechniczną rzek, kształtowanie uproszczonego przekroju poprzecznego cieków, zwiększanie przepustowości koryt rzecznych i obszarów międzywala (m.in. poprzez pogłębianie koryta, wycinkę drzew i krzewów, usuwanie naturalnych elementów koryta, jak odsypy i namuliska, przegłębienia, wyrwy w brzegach). Działania te często nie przynoszą zakładanych efektów, wręcz przeciwnie – zwiększają zagrożenie powodziowe, niszczą cenne środowisko przyrodnicze rzek i ich dolin, prowadzą do osuszania mokradeł.

Komisja Europejska prowadzi też odrębne postępowanie w sprawie braku wdrożenia do polskiego prawa tzw. Ramowej Dyrektywy Wodnej, stanowiącej podstawę gospodarki wodnej w Unii. Dyrektywa zobowiązuje nas do przywrócenia tzw. dobrego stanu ekologicznego wszystkich wód do 2015 r. Zobowiązanie to uwzględnia, oczywiście, potrzeby zarządzania ryzykiem powodziowym i korzystania z wody w różnych celach.

Przed polską gospodarką wodną stoi duże wyzwanie, jednak sprostanie mu przyniesie wyłącznie korzyści. Musimy w końcu zrozumieć, że rzeki stanowią żywy ekosystem. Ignorowanie tego faktu zwiększa zagrożenie powodziami, powoduje szkody w mieniu i środowisku, a także przyczynia się do strat w rolnictwie, turystyce i innych sektorach gospodarki zależnych od wody.

O błędach i wypaczeniach polskiej gospodarki wodnej więcej przeczytasz w „Obywatelu” nr 4 (51) 2010.

W Hiszpanii gorąco!

W Hiszpanii gorąco!

29 marca w Hiszpanii rozpoczął się 24-godzinny strajk generalny przeciwko rządowej reformie prawa pracy i ograniczeniu wydatków budżetowych na cele społeczne.

Strajk został poprzedzony dzień wcześniej pikietą w centrum Madrytu. W całym kraju antyrządowe manifestacje odbywają się już od kilku tygodni. Powodem protestów jest przyjęta w lutym przez prawicowy rząd Mariana Rajoya reforma prawa pracy, która ma być jakoby odpowiedzią na wysoki, 23-procentowy wskaźnik bezrobocia. Zmiany budzą jednak sprzeciw związków zawodowych i partii lewicowych, które krytykują rząd za nadmierne uprzywilejowanie pracodawców kosztem praw pracowniczych. Nowe przepisy przewidują m.in. łatwiejsze zwolnienia (także grupowe, poprzez eliminację konieczności uzyskania na nie zgody administracyjnej) i znaczne obniżenie ich kosztów, ograniczenie roli związków zawodowych (poprzez umożliwienie pracodawcom narzucania zakładowych porozumień grupowych w miejsce porozumień branżowych i regionalnych), a ponadto wprowadzają w życie nową formę tzw. umów śmieciowych. Sprzeciw budzi także przyjęty w styczniu restrykcyjny plan oszczędnościowy, zakładający podwyższenie podatków: dochodowego i od nieruchomości, oraz zmniejszenie wydatków publicznych.

Jak podaje hiszpańskie MSW, podczas strajku zatrzymano 58 osób, a 9 zostało lekko rannych (6 policjantów i 3 protestujących). Kilka regionalnych kanałów telewizyjnych z Madrytu, Katalonii i Andaluzji przestało nadawać (m.in. Telemadrid, Canal Sur i TV3). Linie lotnicze Iberia, Air Nostrum i Vueling odwołały ok. 60% lotów. Szpitale i przychodnie pracowały tak, jak w dniu świątecznym.

Związki zawodowe z zadowoleniem mówią o sukcesie strajku. Informują, że w protestach wzięło udział m.in. 87% pracowników sektora chemicznego, 82% zatrudnionych w branży tekstylnej i 85% – w spożywczej. Wśród licznych strajkujących znaleźli się również górnicy i pracownicy obiektów portowych, firm budowlanych zajmujących się infrastrukturą, a także załogi fabryk samochodów marek Renault, SEAT, Volkswagen i Ford.

Rząd zapewnił, że mimo protestów nie uchyli się od swoich decyzji. Związki zawodowe nie zamierzają się poddać i deklarują, że nie spoczną, dopóki rada ministrów nie wycofa przyjętej reformy.

W całej Europie społeczeństwo obywatelskie podnosi głowy przeciwko „reformom” – zobacz m.in. tutaj, tutaj, tutaj oraz tutaj.

Likwidacja na chłodno

Likwidacja na chłodno

Chłodni Białystok, spółce z 49-procentowym udziałem Skarbu Państwa, grozi likwidacja.

O złej sytuacji w spółce powiadamia premiera Donalda Tuska podlaski poseł Krzysztof Jurgiel (PiS). Interweniując u szefa rządu, parlamentarzysta zarzuca niegospodarność urzędnikom Ministerstwa Skarbu Państwa, którzy reprezentują je jako udziałowcy zakładu. – „Chłodnia chyli się ku upadkowi, przy biernej postawie rządowych urzędników, których obowiązkiem jest dbać o ulokowane w tym zakładzie udziały Skarbu Państwa. Zatwierdzają oni szkodliwe decyzje zarządu tej firmy, chociaż mają możliwości prawne, aby je zahamować” – ocenia Jurgiel. – „To są ewidentne nieprawidłowości w wykonywaniu nadzoru właścicielskiego. Dlatego skierowałem w tej sprawie interwencję do premiera” –  dodaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Chłodnia Białystok już od kilku lat ogranicza działalność i sprzedaje majątek. Jeszcze w czerwcu ub.r. w firmie pracowało 165 osób, obecnie – jedynie około 100. Zarząd zakładów planuje, aby już na początku kwietnia większość z nich przenieść do pracy w białostockich zakładach mięsnych PMB, których większość udziałów również jest w posiadaniu właścicieli Chłodni.

Pracownicy boją się tego typu działań, gdyż PMB znajdują się w sytuacji jeszcze gorszej niż ich rodzimy zakład. W ubiegłym roku w kwietniu PMB składały już wniosek o upadłość. Sąd go odrzucił z powodów formalnych. Ale firmie nadal grozi upadłość. Dlatego z prośbą o pomoc do posła Krzysztofa Jurgiela zwróciły się działające w Chłodni Białystok związki zawodowe. Po spotkaniu z pracownikami i przedstawicielami Skarbu Państwa parlamentarzysta został poinformowany, że w Chłodni trwa restrukturyzacja. Pracownicy nazywają to jednak inaczej. – „Nasz zakład jest właściwie ostatnią białostocką ofiarą tzw. prywatyzacji. Podobnie położono m.in. Uchwyty, Fasty, dogorywa PMB. Białystok zostaje tylko z hipermarketami” – komentuje Artur Suszczenia, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”. – „To rujnowanie zakładów nie dotyczy tylko naszego, ale to się dzieje w całej Polsce. Rządowi brakuje pieniędzy w budżecie, więc na siłę wszystko chce sprzedać” – ocenia rządowy proces prywatyzacji związkowiec.

Pytania dotyczące sytuacji Chłodni Białystok skierowaliśmy do ministerstw: Skarbu Państwa i Finansów. Na odpowiedź wciąż czekamy. Być może wcześniej uzyska ją od premiera poseł Jurgiel. „Zwracam się z prośbą o jak najszybsze podjęcie działań zmierzających do usprawnienia kontroli nad Chłodnią Białystok SA sprawowanej przez Ministerstwo Skarbu Państwa w celu poprawy sytuacji spółki oraz powstrzymania działań podejmowanych na szkodę Skarbu Państwa” – czytamy w piśmie interwencyjnym.

Sprawa nagli, ponieważ 20 marca w prasie pojawił się komunikat dotyczący sprzedaży wszystkich nieruchomości spółki Chłodnia Białystok znajdujących się przy ul. Baranowickiej (druga chłodnia tej spółki mieści się przy ul. Poziomej 4 w Białymstoku). Przetarg, który ma być rozstrzygnięty już 5 kwietnia, dotyczy gruntów o powierzchni ponad 20 tys. m2 wraz z własnością posadowionych na tej działce budynków i budowli.

Działająca od 1952 r. Chłodnia Białystok to jeden z największych polskich producentów mrożonych warzyw (m.in. kalafiorów, marchwi, brokułów) i owoców (m.in. truskawek, wiśni, czarnej porzeczki) oraz gotowych wyrobów. Świadczy również usługi chłodnicze dla przemysłu spożywczego w zakresie składowania i zamrażania. Większościowym udziałowcem spółki (51 proc.) jest Grupa PMB.

Adam Białous
_______________________
Przedruk za www.naszdziennik.pl