Odbiorcy drugiej kategorii

Odbiorcy drugiej kategorii

Po zamknięciu nadajników analogowych mieszkańcy terenów górskich nawet na dziesięć miesięcy mogą zostać pozbawieni możliwości odbioru TVP. Jeszcze poważniejszy problem dotyczy półtora miliona ubogich rodzin, które mogą w ogóle stracić dostęp do telewizji.

Problem opisuje „Nasz Dziennik”, powołując się na wymowę informacji przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jana Dworaka, przygotowanej dla posłów z sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Nadawanie analogowe ma zostać definitywnie zakończone 31 lipca 2013 r. Problemy dotyczą uruchamiania naziemnej telewizji cyfrowej. Dworak poinformował posłów, że opóźni się włączanie trzeciego cyfrowego multipleksu, który będzie emitował programy telewizji publicznej. W efekcie między lipcem 2013 r. a kwietniem 2014 r. dostępu do programów telewizji publicznej mogą być pozbawieni mieszkańcy części Polski, głównie terenów górskich. „Spóźniony” multipleks miał telewizji publicznej zapewnić wystarczający zasięg w górach. Skoro jednak nie ruszy on latem 2013 roku, mieszkańcy południa Polski mogą zostać pozbawieni dostępu do TVP. Posłanka Elżbieta Kruk z PiS mówi: „W górach przez pół roku nie będzie telewizji, bo nie przewidziano, co się stanie po wyłączeniu nadajników analogowych, a przed włączeniem cyfrowego”.

To nie koniec problemów. Wiele rodzin może wkrótce definitywnie stracić możliwość odbierania programów TVP i innych nadawców. Gdy wyłączone będą nadajniki analogowe, a włączone zostaną cyfrowe, z ich starych telewizorów zniknie jakikolwiek obraz, bo nie są one przystosowane do odbioru programów w nowym formacie. – „Żeby bez przeszkód oglądać telewizję cyfrową, trzeba mieć albo specjalny dekoder, albo telewizor w systemie MPEG-4. Telewizor to wydatek co najmniej 1,5 tys. złotych. Tańszy jest dekoder, bo z montażem kosztuje ponad 100 złotych. Ale nawet taki wydatek dla wielu ludzi jest za duży. Wiem to z własnego doświadczenia, bo mamy klientów, którzy pytają o dekodery, a gdy słyszą ich ceny, rezygnują z zakupu. Oni muszą nawet 100 zł zaoszczędzić przez kilka miesięcy, żeby było ich stać na taki zakup” – mówi gazecie pracownik jednej z firm zajmujących się montażem urządzeń cyfrowych. Według ekspertów, z powodu braku pieniędzy wykluczenie cyfrowe może dotyczyć nawet 1,5 mln polskich rodzin. Rząd do tej pory nie przedstawił żadnego programu pomocy dla ubogich rodzin w tym zakresie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Czas zadbać o rzeki!

Czas zadbać o rzeki!

Komisja Europejska poinformowała o skierowaniu przeciwko Polsce zarzutów łamania unijnego prawa. Zarzuty dotyczą utrzymywania rzek w sposób powodujący niszczenie ich wartości przyrodniczych i prowadzenia gospodarki wodnej z pominięciem oceny jej wpływu na środowisko naturalne – informuje organizacja ekologiczna WWF.

Pierwsze formalne ostrzeżenie o niezgodności sposobu utrzymywania polskich rzek z unijnym prawem środowiskowym miało miejsce 22 marca i rozpoczęło tzw. procedurę naruszeniową. Brak wyjaśnień ze strony naszego rządu może poskutkować przekazaniem sprawy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Polska może uniknąć wyroku Trybunału, ale musi przekonać Komisję, że jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwo rodzimym rzekom i zacząć mądrze gospodarować zasobami wodnymi.

Procedur naruszeniowych dotyczących gospodarki wodnej w Polsce jest niestety więcej. Od miesiąca prowadzone jest odrębne postępowanie w sprawie prac nazwanych „utrzymywaniem rzek i naprawą szkód powodziowych” w woj. podlaskim, w znacznej części zrealizowanych na obszarach chronionych w ramach Sieci Natura 2000, a niepoprzedzonych żadnymi ocenami określającymi ich wpływ na środowisko. KE zarzuca Polsce zbytnią inwazyjność prac realizowanych na rzekach, które zamiast być tylko ich „utrzymywaniem”, trwale przekształcają koryta rzeczne i ich strefy brzegowe. Do szkodliwych metod polskiej gospodarki wodnej i ochrony przeciwpowodziowej można zaliczyć zabudowę hydrotechniczną rzek, kształtowanie uproszczonego przekroju poprzecznego cieków, zwiększanie przepustowości koryt rzecznych i obszarów międzywala (m.in. poprzez pogłębianie koryta, wycinkę drzew i krzewów, usuwanie naturalnych elementów koryta, jak odsypy i namuliska, przegłębienia, wyrwy w brzegach). Działania te często nie przynoszą zakładanych efektów, wręcz przeciwnie – zwiększają zagrożenie powodziowe, niszczą cenne środowisko przyrodnicze rzek i ich dolin, prowadzą do osuszania mokradeł.

Komisja Europejska prowadzi też odrębne postępowanie w sprawie braku wdrożenia do polskiego prawa tzw. Ramowej Dyrektywy Wodnej, stanowiącej podstawę gospodarki wodnej w Unii. Dyrektywa zobowiązuje nas do przywrócenia tzw. dobrego stanu ekologicznego wszystkich wód do 2015 r. Zobowiązanie to uwzględnia, oczywiście, potrzeby zarządzania ryzykiem powodziowym i korzystania z wody w różnych celach.

Przed polską gospodarką wodną stoi duże wyzwanie, jednak sprostanie mu przyniesie wyłącznie korzyści. Musimy w końcu zrozumieć, że rzeki stanowią żywy ekosystem. Ignorowanie tego faktu zwiększa zagrożenie powodziami, powoduje szkody w mieniu i środowisku, a także przyczynia się do strat w rolnictwie, turystyce i innych sektorach gospodarki zależnych od wody.

O błędach i wypaczeniach polskiej gospodarki wodnej więcej przeczytasz w „Obywatelu” nr 4 (51) 2010.

W Hiszpanii gorąco!

W Hiszpanii gorąco!

29 marca w Hiszpanii rozpoczął się 24-godzinny strajk generalny przeciwko rządowej reformie prawa pracy i ograniczeniu wydatków budżetowych na cele społeczne.

Strajk został poprzedzony dzień wcześniej pikietą w centrum Madrytu. W całym kraju antyrządowe manifestacje odbywają się już od kilku tygodni. Powodem protestów jest przyjęta w lutym przez prawicowy rząd Mariana Rajoya reforma prawa pracy, która ma być jakoby odpowiedzią na wysoki, 23-procentowy wskaźnik bezrobocia. Zmiany budzą jednak sprzeciw związków zawodowych i partii lewicowych, które krytykują rząd za nadmierne uprzywilejowanie pracodawców kosztem praw pracowniczych. Nowe przepisy przewidują m.in. łatwiejsze zwolnienia (także grupowe, poprzez eliminację konieczności uzyskania na nie zgody administracyjnej) i znaczne obniżenie ich kosztów, ograniczenie roli związków zawodowych (poprzez umożliwienie pracodawcom narzucania zakładowych porozumień grupowych w miejsce porozumień branżowych i regionalnych), a ponadto wprowadzają w życie nową formę tzw. umów śmieciowych. Sprzeciw budzi także przyjęty w styczniu restrykcyjny plan oszczędnościowy, zakładający podwyższenie podatków: dochodowego i od nieruchomości, oraz zmniejszenie wydatków publicznych.

Jak podaje hiszpańskie MSW, podczas strajku zatrzymano 58 osób, a 9 zostało lekko rannych (6 policjantów i 3 protestujących). Kilka regionalnych kanałów telewizyjnych z Madrytu, Katalonii i Andaluzji przestało nadawać (m.in. Telemadrid, Canal Sur i TV3). Linie lotnicze Iberia, Air Nostrum i Vueling odwołały ok. 60% lotów. Szpitale i przychodnie pracowały tak, jak w dniu świątecznym.

Związki zawodowe z zadowoleniem mówią o sukcesie strajku. Informują, że w protestach wzięło udział m.in. 87% pracowników sektora chemicznego, 82% zatrudnionych w branży tekstylnej i 85% – w spożywczej. Wśród licznych strajkujących znaleźli się również górnicy i pracownicy obiektów portowych, firm budowlanych zajmujących się infrastrukturą, a także załogi fabryk samochodów marek Renault, SEAT, Volkswagen i Ford.

Rząd zapewnił, że mimo protestów nie uchyli się od swoich decyzji. Związki zawodowe nie zamierzają się poddać i deklarują, że nie spoczną, dopóki rada ministrów nie wycofa przyjętej reformy.

W całej Europie społeczeństwo obywatelskie podnosi głowy przeciwko „reformom” – zobacz m.in. tutaj, tutaj, tutaj oraz tutaj.

Likwidacja na chłodno

Likwidacja na chłodno

Chłodni Białystok, spółce z 49-procentowym udziałem Skarbu Państwa, grozi likwidacja.

O złej sytuacji w spółce powiadamia premiera Donalda Tuska podlaski poseł Krzysztof Jurgiel (PiS). Interweniując u szefa rządu, parlamentarzysta zarzuca niegospodarność urzędnikom Ministerstwa Skarbu Państwa, którzy reprezentują je jako udziałowcy zakładu. – „Chłodnia chyli się ku upadkowi, przy biernej postawie rządowych urzędników, których obowiązkiem jest dbać o ulokowane w tym zakładzie udziały Skarbu Państwa. Zatwierdzają oni szkodliwe decyzje zarządu tej firmy, chociaż mają możliwości prawne, aby je zahamować” – ocenia Jurgiel. – „To są ewidentne nieprawidłowości w wykonywaniu nadzoru właścicielskiego. Dlatego skierowałem w tej sprawie interwencję do premiera” –  dodaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.

Chłodnia Białystok już od kilku lat ogranicza działalność i sprzedaje majątek. Jeszcze w czerwcu ub.r. w firmie pracowało 165 osób, obecnie – jedynie około 100. Zarząd zakładów planuje, aby już na początku kwietnia większość z nich przenieść do pracy w białostockich zakładach mięsnych PMB, których większość udziałów również jest w posiadaniu właścicieli Chłodni.

Pracownicy boją się tego typu działań, gdyż PMB znajdują się w sytuacji jeszcze gorszej niż ich rodzimy zakład. W ubiegłym roku w kwietniu PMB składały już wniosek o upadłość. Sąd go odrzucił z powodów formalnych. Ale firmie nadal grozi upadłość. Dlatego z prośbą o pomoc do posła Krzysztofa Jurgiela zwróciły się działające w Chłodni Białystok związki zawodowe. Po spotkaniu z pracownikami i przedstawicielami Skarbu Państwa parlamentarzysta został poinformowany, że w Chłodni trwa restrukturyzacja. Pracownicy nazywają to jednak inaczej. – „Nasz zakład jest właściwie ostatnią białostocką ofiarą tzw. prywatyzacji. Podobnie położono m.in. Uchwyty, Fasty, dogorywa PMB. Białystok zostaje tylko z hipermarketami” – komentuje Artur Suszczenia, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”. – „To rujnowanie zakładów nie dotyczy tylko naszego, ale to się dzieje w całej Polsce. Rządowi brakuje pieniędzy w budżecie, więc na siłę wszystko chce sprzedać” – ocenia rządowy proces prywatyzacji związkowiec.

Pytania dotyczące sytuacji Chłodni Białystok skierowaliśmy do ministerstw: Skarbu Państwa i Finansów. Na odpowiedź wciąż czekamy. Być może wcześniej uzyska ją od premiera poseł Jurgiel. „Zwracam się z prośbą o jak najszybsze podjęcie działań zmierzających do usprawnienia kontroli nad Chłodnią Białystok SA sprawowanej przez Ministerstwo Skarbu Państwa w celu poprawy sytuacji spółki oraz powstrzymania działań podejmowanych na szkodę Skarbu Państwa” – czytamy w piśmie interwencyjnym.

Sprawa nagli, ponieważ 20 marca w prasie pojawił się komunikat dotyczący sprzedaży wszystkich nieruchomości spółki Chłodnia Białystok znajdujących się przy ul. Baranowickiej (druga chłodnia tej spółki mieści się przy ul. Poziomej 4 w Białymstoku). Przetarg, który ma być rozstrzygnięty już 5 kwietnia, dotyczy gruntów o powierzchni ponad 20 tys. m2 wraz z własnością posadowionych na tej działce budynków i budowli.

Działająca od 1952 r. Chłodnia Białystok to jeden z największych polskich producentów mrożonych warzyw (m.in. kalafiorów, marchwi, brokułów) i owoców (m.in. truskawek, wiśni, czarnej porzeczki) oraz gotowych wyrobów. Świadczy również usługi chłodnicze dla przemysłu spożywczego w zakresie składowania i zamrażania. Większościowym udziałowcem spółki (51 proc.) jest Grupa PMB.

Adam Białous
_______________________
Przedruk za www.naszdziennik.pl